Najnowsze felietony

Marek

Marek

Zbyt piękny by płacić...
piątek, 18 lipiec 2014 22:09

Kobieta na kredyt

Mam taką zasadę; jeśli mnie na coś nie stać, nie kupuję tego na kredyt. To trzyma mnie z dala od kłopotów. Czy kredyt to tylko pieniądze, na najczęściej niepotrzebny Ci szmelc, którego pragnienie wzbudziły w Tobie akcje marketingowe? Ależ skąd, to także narkotyki, hazard, alkohol, słodycze i związki dające dużo silnych emocji; to wszystko jest najprawdziwszym kredytem, bo po chwili ciężko płatnej euforii/przyjemności, przychodzi kac oraz inne efekty, np. utrata zdrowia, cukrzyca, nadwaga, że nie wspomnę o dotkliwych chorobach wenerycznych.

Ile płacisz za "przyjemności"?

Słodycze są fajne, ale nadwaga, zakwaszenie organizmu, bezustanne choroby, depresja, kanałowe u dentysty a po czasie amputacja stopy, już nie; ale oba te koszmarki ściśle są ze sobą związane, jak dzień z nocą.

Coś dostajesz, jeśli chcesz sobie "zrobić dobrze", ale musisz znacznie więcej zapłacić. Emocje idą do góry na określony czas, a później na dużo dłuższy w dół. Taka jest natura kredytu, który zaciągasz nawet pijąc kawę czy jedząc batonika. Na chwilę nastrój w górę, a później mocno w dół. Nawet guma do żucia jest kredytem, bo gdy żujesz fajniej się czujesz, a później? Nastrój opada, oczywista oczywistość. Poobserwuj wszystko to, co Cię stymuluje; każda zewnętrzna stymulacja kosztuje, nie ma od tego wyjątków. Natomiast wewnętrzna stymulacja jest całkowicie za darmo - to szacunek i życzliwość do siebie, nazywane narcyzmem przez zaniepokojoną rodzinę i znajomych, którym sprzed celownika ucieka ofiara. Kochaj! krzyczą manipulanci. Kochaj nas! A siebie nie kochaj, bo to narcyzm i pycha, grzech. Ktoś kto zaczyna kochać siebie, przestaje działać na rzecz cudzych interesików, a działa dla siebie - to się wszystkim bardzo, ale to bardzo nie podoba. Wyszydzana miłość do siebie, to koniec interesików, jakie na Twym życiu zbija manipulant - więc co oczywiste, każda taką próbę będzie starał się zniszczyć w "dobrej" wierze (he he).

Czy ja tego naprawdę potrzebuję?

Najpierw pokazują Ci ideały piękna, zamożności, wysportowania i wszystkiego innego - w ten sposób generują poczucie braku. Później oferują Ci kredyt emocjonalny, w postaci kupna nowego ajfona - czujesz się lepiej, należysz do modnej grupy, jesteś kimś; czyżby? Ile trwa ta przyjemność? Spójrz na tych, którzy warują nocami pod sklepami, by dostać nowy telefon, kiedy stary jeszcze działa. Czy oni go potrzebują? Nie, ale są już uzależnieni od emocji, które daje zaspokojenie wygenerowanej potrzeby bycia na topie. Zostali oszukani, wykorzystani, zmanipulowani tak sprytnie, że się z tego cieszą.

Gdy czegoś pragnę, bardzo wnikliwie to analizuję. Zadaję sobie pytanie - czy naprawdę tego potrzebuję? Najczęściej dochodzę do wniosku, że nie. Za niemal każdą potrzebą, stoi jakiś wpływ zewnętrzny, najczęściej medialny. To nie moje, więc to wyrzucam z głowy. Moje prawdziwe potrzeby, póki co są niezwykle skromne.

Kobieta jest przyjemnością - na kredyt. Podobnie jak narkotyki czy alkohol, dają dużo na początku, byś pragnął mieć tę przyjemność na zawsze. Gdy się uzależnisz, odejście stanie się niemożliwe, a jeśli dojdzie do skutku, wyszarpie Ci pół serca i cały majątek.

Jesteś kozak? Do czasu...

Dopóki nie umiem wyzwalać sam z siebie radości (co jest możliwe, ale wymaga lat praktyki), unikam wszelkich silnych emocji na kredyt. Prowadzę dla kogoś z zewnątrz ultra nudne życie, co ludzie kojarzą z czymś nieprzyjemnym. Tymczasem dla mnie, człowieka który był kiedyś w kredytach (emocjonalnych) po uszy, świetna zabawa by później wymiotować i wypróżniać się w tym samym czasie, nie jest już tak kusząca. Tak samo nie bawią mnie plany morderstwa ex, albo samobójstwa, gdy ból po nagle urwanej przyjemności (odejście dziewczyny) torturuje dniem i nocą, bez żadnej taryfy ulgowej. Włosy dęba mi stają na wspomnienie, gdy po słodyczach miałem nienaturalne spadki energii, popsute zęby i nadwagę, a po papierosach kilka razy w roku mocne zapalenie oskrzeli i duszności. Mam wymieniać dalej? Na każdym z kredytów solidnie się przejechałem - przejedziesz się i Ty. To tylko kwestia czasu, w końcu każdy organizm "wymięka".

Jeśli czujesz się nieszczęśliwy - wszystko co "na zewnątrz", będzie tylko kredytem który ma Ci polepszyć samopoczucie. Kobieta to kredyt, na który Cię po prostu nie stać, chyba że masz szacunek i życzliwość do siebie. Jeśli tego nie masz, żadna rzecz a już na pewno kobieta, Ci tego nie da. Ty myślisz że da, a ona myśli że Ty jej dasz szczęście; oboje macie tylko oczekiwania, więc nietrudno się domyślić, że happy endu nie będzie. One są tylko w harlekinach i komediach romantycznych, bo na wciskaniu ludziom ciemnoty, zarabia się wielkie pieniądze. Ludzie myślą że ktoś się pojawi, i wypełni ich puste wnętrze. A tak się nie da. To praca którą musisz wykonać Ty sam. Nikt inny tego za Ciebie nie zrobi - chyba że na chwilę, dając Ci kredyt.

Nie wygrasz z lichwą

Właśnie dlatego zamiast cwaniaczyć, kombinować z systemem przyjemność = duża opłata, próbować ominąć jego zasady (tabletki na kaca, elektroniczny papieros, ciasto na chemicznych słodzikach) zająłem się rozwojem osobistym. Od czasu do czasu się tylko nawalę, podjem jak świnka, ale to już rzadkość.


----------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

poniedziałek, 14 lipiec 2014 23:50

Bądź na oriencie, zawsze i wszędzie

"Ludzie będą zawsze dla ciebie źli, jeżeli konieczność nie zmusi ich do tego, by byli dobrzy". Te oto pachnące siarką słowa, wypowiedział owiany mroczną sławą Niccolò Machiavelli.

Dobra i zła wiadomość

Ociupinkę, troszeczkę bym to zmodyfikował, ponieważ Pan Niccolo przebywał w takich czasach i środowisku, gdzie faktycznie wszyscy albo jedli, albo byli w różny, najczęściej nieprzyjemny sposób jedzeni. Zmieniłbym "wszyscy", na "prawie wszyscy".
To dobra wiadomość, można odsapnąć; nie wszyscy są źli. Ale jest i zła wiadomość, dla równowagi, jak po dniu nastepuje noc, a piękna żona zmienia się z czasem w niedoceniany ideał Rubensa; nie wszyscy są źli, są też ci dobrzy, ALE kompletnie nie wiadomo jak ich rozróżnić. Wszyscy są owieczkami, żadnego wilka; do czasu.

Spotkałem niejedną osobę, która chełpiła się swą magiczną intuicją. Niestety, działa ona tylko w takich rejonach życia, gdzie nie można sprawdzić jej efektywności. Osoby z "genialną intuicją" ani nie wygrywają w totka, ani nie wybierają dobrych partnerów, a na pewno od czasu do czasu spotyka ich coś, czemu intuicja powinna zaradzić. Czy intuicja nie istnieje? Ależ oczywiście że istnieje, lecz nie jest to tzw. pierwsze wrażenie, bo te manipulanci umieją tworzyć na zawołanie, a zwykli ludzie ufający swym emocjom, biorą je za intuicję - a później płacz. "Nasze" emocje, to najczęściej bękart zaaranżowanej inscenizacji i wczesnodziecięcej socjalizacji. Emocje to sfera, którą wszyscy bezwzględnie manipulują (reklamy, religie, państwo), a zbrojnym ramieniem intuicji jest odczucie. Odczucie i emocje, z pozoru są podobne, jednak zaprawdę, powiadam wam, mają ze sobą tyle wspólnego, co krzesło z krzesłem elektrycznym. Emocja jest jak krzykliwa matka Polka, żywiąca się serialami, ciastkami, strachem i pieniędzmi męża - żylastego informatyka w Tureckim swetrze, a odczucie jest jak miękki szal, otulający nas w zimowy, pełen wirujących płatków mroźny poranek.

Intuicja, z błogości zrodzona

Intuicja to coś, co rodzi się w ciszy, spokoju, wewnętrznym błogostanie, a niekiedy (bardzo rzadko) w śmiertelnym zagrożeniu. Zachłystujesz się wodą i przerażeniem, a Twój umysł tworzy wizję, która po przeżyciu sprawdza się co do joty. Proszę Cię jednak, byś się nie topił by sprawdzić co piszę, gdyż są znacznie mniej inwazyjne metody. Tak więc znowu obcujemy z dobrą wiadomością; intuicja istnieje. Tradycyjnie będzie też zła; wtedy gdy trzeba jej użyć, zwykle na czymś nam zależy, czegoś pragniemy, a pragnienie i chcenie wygania precz spokój i błogość. W tym stanie wewnętrznego chaosu, nie ma mowy o intuicji. Czyli zła wiadomość jest taka, że intuicja jest niedostępnym w dniu powszednim rarytasem, a by nauczyć się ją wyzwalać, trzeba poświęcić lata na podnoszenie samooceny, zharmonizowany trening ciała, dietę, rozwijanie świadomości bycia tu i teraz, naukę kontroli wytrysku i opanowanie energii seksualnej (hormonalno witaminowy kwiat organizmu, bezmyślnie codziennie tracony na dywanie).

Osoby będące od dzieciństwa w zorganizowanej religii, muszą poświęcić całe lata, by odprogramować swą podświadomość z wzorców strachu, poczucia niegodności i winy, które im zaszczepiono - a które z poziomu podświadomości (czyli sfery emocji) kierują i rządzą ich życiem. Rzadko kto ma tyle motywacji i znajomości celu, więc ludzie wybierają substytuty intuicji, co sprawia że ich życie jest nędznym śmietnikiem, zakończonym jakąś bolesną, nieuleczalną chorobą. Oczywiście swój ból, depresję i trwającą całe życie rozpacz chętnie propagują innym, a każdy kto nazywa te przykre stany ducha po imieniu, rzygowinami, staje się pustym, płytkim, żałosnym głupcem którego w imię dobra można, ba! wręcz należy zatłuc.

Nie każda matka kocha swe dzieci

A więc wiemy, że ludzie będą dla Ciebie źli - co to oznacza? Nic innego, niż postawienie własnego interesu nad Twój, który to interes jest różnie definiowany. Ludzie mają różne potrzeby. Jeden chce pieniędzy, więc Cię okradnie, albo pożyczy bez żadnych na to dowodów. Drugi chce podziwu, więc po całym życiu okradania ludzi z pieniędzy, daje kilka ochłapów biednym ludziom, zawsze dbając by bliźni widzieli, a urząd skarbowy pozwolił odpisać "dobry uczynek" od podatku. Kogoś kręci i spełnia czyjś ból, więc chętnie Cię torturuje (najczęściej psychicznie) - sam widziałem takie gry u ludzi, z którymi pracowałem; nie jest to nic miłego, a wiele rzeczy już widziałem. Najczęściej sadystą emocjonalnym, jest ktoś z rodziny. No cóż, nie każda matka kocha swe dzieci, że się tak dyplomatycznie wyrażę. Niektóre matki mają dzieci tylko po to, by mieć się nad kim pastwić, kogo, że się tak ezoterycznie wyrażę, będą mogły jeść. Tak samo nie wszystkie dzieci są z natury dobre - niektóre są piekielnie złe, niezależnie od wychowania, a żyją tylko po to, by zamienić rodzicom (najczęściej jednemu) życie w piekło na ziemi, które sobie trudno nawet wyobrazić.

Umysł człowieka, zawsze jest interesowny. Nie może być inaczej, takie jest nasze uwarunkowanie - chronimy to, co uważamy za swoje, a więc kobietę, dzieci, majątek. Zawsze dbamy o swoje interesy, ale ludzie różnie (w zależności od wychowania) je interpretują. Nie ma czystej bezinteresowności - jeśli ktoś tak mówi, jest cwanym oszustem, humanistą albo pożytecznym idiotą. Nawet ludzie podcierający tyłki w hospicjum za darmo, mają z tego zysk emocjonalny bądź intelektualny, np. są przekonani że pójdą za to do nieba, albo czują się lepsi od tych złych, albo pomagając, zwyczajnie czują radość dzielenia się, która ich stymuluje i działa jak narkotyk; jest zysk? Jasne. Zysk jest różnie definiowany. Np. starsze osoby, bezustannie jęczą i chorują, ponieważ dzięki temu zwracają uwagę rodziny na siebie. Cierpią? Oczywiście. Ale mają z tego zysk, który przekracza straty (wg. ich mniemania). Ja narzekam na skąpych czytelników, a oni kierowani współczuciem i pożądaniem, wpłacają mi pieniądze, bym mógł sobie zaszaleć na allegro. To wzajemna symbioza pięknej, zielonookiej, atramentowej rośliny i pasożytów zewnętrznych; moi ukochani czytelnicy dają mi pieniądze, a wysysają krew mej twórczości. Ja baluję za ich pieniądze, a później na niby obrażam i zarzucam skąpstwo. Ponieważ ostatnio wpływy nieco maleją, chyba zacznę straszyć samobójstwem.

Po co być miłym, jak nie trzeba?

"Tatku, przepisz mnie ziemię, traktor kupim, zmodernizujem działkie, zaopiekujem się Tobom"; łasi się i wdzięczy, przestępując nerwowo z nogi na nogę wąsaty syn z żoną i szkrabami trzymającymi się maminej spódnicy. Tatko stary, odpocząć już od trudów życia by chciał, wnukami pobawić. Dobrze synku, przepiszę. Gdy już jest przepisane, uśmiech znika. Bo i po co się uśmiechać do starego dziada? Za miesiąc kochany tatko zamknięty w komórce, ma rzucane jedzenie na podłogę, a wszyscy ze zniecierpliwieniem czekają, aż umrze, bo tylko przeszkadza w nowym, lepszym życiu. Niektórzy w tym dopomogą.

Po co być miłym, jak już nie trzeba? Ano właśnie. Dopóki żyjesz, nie oddawaj swojej własności. Gdy ją oddasz, spadną maski - to co wtedy zobaczysz, nie spodoba Ci się. Ostatnie kuszenie starego człowieka - nie oddawaj, bez względu na argumenty. Gdy oddasz, nie masz nic, po co być miłym? Po co się starać? Jeśli oddasz, jesteś głupcem który nie poznał ludzkiej natury, więc odbierzesz surową, bolesną lekcję życia.

Włosy stają dęba

Czasem zdarza się i tak, że sprytny rodzic mający kilkoro dzieci, wybiera jedno (najczęściej kobietę, bo najsłabsza psychicznie, najmniej odporna na presję rodziny, wierząca że rodzina jej krzywdy nie zrobi), by dać prezent - zniszczony dom. Teraz córka całe życie poświęci, by ten dom wyremontować, utrzymać darczyńcę na bardzo wysokim poziomie (łaskawczyni codziennie wypomina, że dała prezent), a na koniec przyjdzie rodzeństwo, by zażądać pieniędzy za wypożyczenie domu - i jego części (albo całości) dla siebie. Ten przypadek akurat gruntownie poznałem osobiście (czyli znana historia Wiki z ecoego), a wiele innych pośrednio. Czasem jak słuchałem co mi ludzie opowiadają, włosy mi dęba stawały. Wtedy zrozumiałem, że rodzina potrafi być największą wylęgarnią podłości i przemocy - a na zewnątrz wszystko cacy, kościół w niedzielę, miłe słowa, pocałunki by ludzie widzieli. A za czterema ścianami - horror.

Po latach zaznajamiania się z takimi przykładami, zrozumiałem że aby człowiek mógł w miarę bezpiecznie (jeśli to w ogóle możliwe) przejść przez życie, musi spełnić kilka warunków. Problem w tym, że życiowe mity i "mądrości", mówią zupełnie co innego. Ludzie automatycznie traktują je jako życiowy kompas, a później lądują pod mostem, albo w zakładzie psychiatrycznym. Zanim tam jednak trafią, przeżyją koszmar nieporównywalny z niczym.

1. Nie pożyczam pieniędzy. Od tego jest bank albo firmy bandziorów w garniakach, które mają środki (i dresiarzy z wiertarkami do kolan) by ten dług odzyskać. Masz pieniądze, to masz podziw hołoty i pieniądze. Pożyczysz, to nie masz pieniędzy, za to masz pogardę hołoty (że pozbyłeś się majątku jak zwykły frajer) i najprawdopodobniej śmiertelnego wroga, który może, ale nie musi Ci oddać pieniędzy. Jeśli nie odda, czekają Cię lata w sądzie, albo i gorzej. Zanim odzyskasz pieniądze (jeśli w ogóle), stracisz zdrowie z nerwów i najlepsze lata życia. Ucz się na cudzych błędach, a nie swoich.

2. Mam czerwoną lampkę w głowie, gdy ktoś mnie komplementuje, daje prezenty - w 99% przypadków, za jakiś czas poprosi Cię o pomoc. Piszę trochę teoretycznie, bo z racji pisania komplementuje mnie stale wiele osób, a że jestem biedakiem, mam pewność że są to komplementy plus minus szczere, zbudowane na oceanach mego potu - w końcu prowadzę za darmo działalność poradniczą. Są w życiu dwa przypadki tragedii. Jedna losowa - komuś się naprawdę wszystko popsuło, ziemia nagle osunęła spod nóg, a druga - ktoś z premedytacją wytypował Cię, by zrobić sobie z Ciebie finansowy bądź emocjonalny bankomat. Jak działa oszust? Wykorzystuje Twoją niską samoocenę. Pochwałom i podziwowi nie ma końca. Manipulant często milczy, byś pod ciężarem przykrej ciszy dużo mówił, chwalił się - gdy już polepszysz sobie tym mocno samoocenę i humor, następuje prośba - odmówisz komuś, komu tyle nazmyślałeś o swej potędze? Wątpię. Będziesz chciał pokazać, że wielka suma to dla Ciebie pestka - i właśnie wdepnąłeś w brązową, specyficznie waniającą maź.

3. Pośpiech, podejmowanie decyzji na szybko, bo ktoś popędza, że druga taka okazja się nie zdarzy - natychmiast rezygnuję, Tobie radzę podobnie. Nie ma jedynych okazji w życiu, można je wypracować. Wszystko co robisz, warto by były przemyślane, przeanalizowane. Każda decyzja musi być podejmowana w stanie wyluzowania, spokoju - gdy jesteś napalony, Twoje oczy są ślepe na wady a wyostrzone na zalety, których (jak się okaże po czasie) nie ma.

4. Niska samoocena oznacza poczucie frustracji i nieprzyjemności, co oznacza szukanie akceptacji na zewnątrz. Wielu ludzi Ci ją da, poklepie po plecach, powie że jesteś fajny, silny, tajemniczy i uroczy... a potem zażąda zapłaty, np. w postaci podżyrowania kredytu mieszkaniowego. Przyjemność wynikającą z akceptacji siebie, musisz sam sobie wypracować. Pokochaj siebie, a będziesz miał akceptację. Wtedy nie będziesz o nią żebrał - jak inni ludzie. Będziesz bezpieczny, bo kogoś kto da Ci akceptację, nie potraktujesz jak Boga, a zwykłego człowieka. Nie będziesz od niego zależny, co oczywiście może mu się nie spodobać. Dlatego miliony ludzi bardzo się denerwuje, gdy słyszy że ktoś siebie lubi. Im więcej sympatii i życzliwości do siebie, tym mniej mogą od Ciebie za klepanie po plecach ukraść. Nie chcesz by Cię oszukano? Systematycznie podnoś swą samoocenę, trenuj z lustrem, co bardzo dokładnie opisuję w swojej książce "Stosunkowo dobry". Gdy lubisz siebie, jesteś bezpieczny. Gdy się oskarżasz o cokolwiek, jesteś słaby i bezbronny. Każdy kto mówi Ci coś, co sprawia że się potępiasz, jest wrogiem. Zawsze i wszędzie - wytatuuj to sobie na penisie, bo przecież tam najczęściej spoglądasz (taki żarcik wieczorny).

Z ubraniem odeszła dzika żądza

Małolacie drogi, wchodzący w życie jak ja w pozornie piękną Panią, której wszelkie powaby odpadły wraz z seksownym ubraniem; zatrzymaj się na chwilę, by przeczytać moje słowa.

Są one nieco inne, niż te które z ust mędrców słyszałeś; są goryczkowate, kwaskowate, przez co wydawać się mogą niestrawne. Ale to tylko pierwsze wrażenie. Każdy kto chce Cię oszukać, uczy się stwarzać dobre, pozytywne pierwsze wrażenie; nie jest tak, że później sam siebie pytasz, jak mogłeś dać się tak oszukać? Wszystko co spotkasz na swej drodze, chce Cię oszukać. Ze złości, niewiedzy, dla zabawy, a najczęściej z nadmiaru własnego nieszczęścia, które łudzi się, że na Twym nieszczęściu zbuduje swoje szczęście.

Wszędzie gdzie pracowałem, każda firma i branża miała swoje małe i wielkie oszustwa, o których wiedzieliśmy. Każdy mój znajomy, każda z osób które rozmawiały ze mną przez te wszystkie lata mojej pracy, potwierdzała to. Każda z branż ma swoje wstydliwe, małe tajemnice, o których nie wie klient. Oszukuje się Twój smak, np. glutaminianem sodu, a nawet Ty sam oszukujesz ciało. Pierwszy papieros zwykle jest traumatyczny - ale młody człowiek tak bardzo chce poczuć się twardy i dorosły, że pali dalej, nie zważając na bunt ciała. Z czasem naiwne i wierzące swemu "jeźdźcowi" ciało, przyzwyczaja się do trucizny; umysł nie do końca swoimi pragnieniami je oszukuje.

Planetarny Żyd

Oszukują politycy (kiełbasa wyborcza), kapłani (oczywiście dla Twojego dobra), szefowie (że nie mają na podwyżki). Świat zabawnie uznał, że bezinteresowność jest ideałem - a jest niemożliwa. Ludzie więc zostali zmuszeni grać fałszywe role, by nie wydać się złymi.

Ludzie oszukują, głównie siebie. By żyć przyjemnie i godnie, niczego od ludzi nie oczekuj. Cały problem jest w tym, że jednak czegoś od nich oczekujesz - mają Ci dać szczęście. Dadzą, jeśli mają w tym interes, albo będą się bać konsekwencji. Tak działa nasze ludzkie uwaunkowanie. Jesteśmy drapieżnikami - więc nie dziwię się, że inne dojrzałe cywilizacje z kosmosu, nie chcą tu przylecieć. No cóż, jestem kosmicznym drapieżnikiem, planetarnym pasożytem, Żydem wszechświata, wąsatym, prawdziwym Polakiem katolikiem, pragnącym nawrócić hiperprzestrzeń; od razu samoocena skoczyła mi w górę. Co mnie niepokoi!


----------------------------

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

poniedziałek, 07 lipiec 2014 23:15

Wytrysk i sukces

Znam naprawdę wielu ludzi (w końcu to moja branża), którzy zgłębiając tajniki działania umysłu, hipnozy, podświadomości, nie osiągają żadnych, ale to żadnych sukcesów. Zwykły, wąsaty prostak ma ich często znacznie więcej, i to bez znajomości żadnych czary mary.

Emocjonalno - finansowe kaleki

Ich życie to bezustanne problemy i niespełnione marzenia. Ja należę do tej grupy ludzi, ba! jestem w jej ścisłej czołówce. To jest jedna sprawa. Druga to ta, że rozmawiając z nimi, mam wrażenie że rozmawiam z dwustukilowym monstrum, które płaczliwie zapewnia mnie że nic nie je, a tyje z powodu wadliwych genów i rozregulowanej tarczycy; naprawdę, są tacy ludzie. Wciskają mi kit tak bezczelnie, że milknę z grozy i zachwytu nad potęgą mechanizmu wypierania niewygodnych faktów z umysłu. Powodów, dla których naprawdę mądrzy ludzie nic w życiu nie osiągają, słyszałem wiele. Jedne są sensowne, drugie, znacznie liczniejsza grupa, są już kompletnymi nonsensami.

Trudno mi się wypowiadać w tym temacie, ponieważ mój życiowy majątek w wieku 36 lat, to pięć tysięcy złotych i nadgryziony zębem czasu i rdzy samochód... kia rio. Nic innego się właściwie nie dorobiłem, a chciałbym więcej, dużo więcej. Niestety, nie umiem. W świetle faktów jestem absolutnym nieudacznikiem życiowym, mimo tego że od prawie dziesięciu lat, bardzo ciężko pracuję pisząc i nie tylko. Jestem wolny od mechanizmu wypierania smutnych faktów - przynajmniej w tej sferze życia. Niemniej chciałbym zwrócić Państwa uwagę na coś, co zauważyłem i na sobie, i na mych studentach.

Love mode

Człowiek ogólnie działa w dwóch trybach. Pierwszy to poziom świadomości "zwykłego" człowieka. Jest od urodzenia atakowany przez media sugestiami jaki ma być - oczywiście nigdy taki nie będzie. Przedstawia mu się idoli; cielesnych (modele, kulturyści), finansowych (biznesmeni), sławy (artyści, muzycy, celebryci), siły (zawodnicy MMA, bokserzy), świętości (torturowany i zamordowany Jezus przez Boga ojca z miłości, święci męczennicy z wyrazem wstrętu do życia i cierpienia na twarzy). Porównywanie się do tychże ideałów powoduje, że człowiek czuje frustrację, złość na siebie. Źle się czuje, bo zdaje sobie sprawę jaka odległość dzieli go od tych wizji - by zgasić ten ból, pragnie poczuć trochę przyjemności. By ją poczuć, wpędza się w szał konsumpcji; kupuje to co daje tę przyjemność (najczęściej daje tylko ekscytację, na chwilę), idzie na wojnę (wyładowanie frustracji na "wrogu", czyli zwykłym człowieku któremu jak nam wyprano mózg, walka o rzekome szczęście swego narodu, liczenie że stanie się bohaterem), wstępuje w progi jednej z setek religii i sekt (z nadzieją by znaleźć ukojenie od strachu i bezsensu istnienia), wpada w sidła nałogów (papierosy, alkohol, narkotyki, jedzenie, seks), które z początku dużo dają, a później zabierają wszystko; zdrowie, szacunek do siebie, energię życiową. Tak to mniej więcej działa; genialny mechanizm, który ktoś z zacięciem metafizycznym nazwie matriksem, szatańskim światem, siłami zła w akcji, socjolog kapitalizmem i jego wilczymi prawami, a ja go nie nazwę - bo nie wiem jaki jest tego sens. Mogę się domyślać, ale wiedzieć nie wiem. Nie ufam swym odczuciom i emocjom, bo te najczęściej nie są moje; pochodzą ze wszystkich źródeł danych, z którymi się stykałem w życiu, czyli książki, filmy, internet. Nie znam natury świata, podobnie jak nie znam natury komputera; jednak nauczyłem się go włączać, obsługiwać (głównie filmy porno) i wyłączać.

I gdy rozmawiam z takim człowiekiem, on pragnie sławy, pieniędzy i super kratki na brzuchu. Latami afirmuje, chodzi na seminaria sukcesu, hiperwentyluje się, powtarza mantry, uczy najdziwniejszych wygibasów - nic z tego. Problem w tym, że te marzenia nie są jego - one mają dać spełnienie w tych miejscach, które sztucznie, przez wychowanie, media i promowanie idoli, zostały utworzone. Jeśli czytasz tę stronę, to zapewne masz niską samoocenę. Ludzie szczęśliwi nie szukają tego typu rozwiązań, tylko się bawią życiem. Jeśli więc mnie czytasz, śmiało można założyć, że 99% Twoich marzeń o szczęściu nie jest Twoje. Oznacza to, że gdy jakimś cudem osiągniesz sztuczny cel (jesteś przekonany, że on da Ci szczęście), czeka Cię przykra niespodzianka - nie da Ci to spełnienia, nic się nie zmieni. Chwila podniecenia wymieszanego z niepokojem, a później frustracja, zmęczenie i rozpacz. Pal licho jeśli celem było coś niewielkiego; samochód, motor, komputer - a co gdy osiągnięcie fałszywego celu trwało latami, dekadami? Można wtedy się psychicznie załamać, popełnić samobójstwo.

Moje emocje to oszustwo

To trzeba koniecznie zrozumieć. Jeśli nie szanujesz siebie, nie odnosisz do siebie z życzliwością, wszystko o czym marzysz jest oszustwem. Sięgnij wstecz pamięcią, zobacz ile razy miałeś błędne przekonania - uważałeś je za swoje, prawdziwe, ale z czasem wyszło jakim są kłamstwem. Ileż ludzi uwierzyło Wałęsie, a ile wierzyło Korwinowi? I co później się stało z tą wiarą w krzykaczy? Tak samo jest z obecnymi przekonaniami, o tym co daje szczęście. Są kłamstwem.

Gdy człowiek ćwiczeniami podwyższy swą samoocenę, okaże się że większość z tych marzeń automatycznie odpada. Dlaczego? Ponieważ nie były one prawdziwe; były stworzone przez niską samoocenę, kompleksy; były sztucznie wykreowane.

Co Cię kręci?

Zanim więc weźmiesz się za realizację swych życiowych celów, wypadałoby podwyższyć samoocenę. Dopiero wtedy okaże się, co Cię naprawdę w życiu kręci. Jeśli tego nie zrobisz, będziesz zaspokajał potrzeby, które nie są Twoje - spełnienie nie nadejdzie. Przerabiałem to wiele razy, ponieważ praca nad samooceną przypomina sinusoidę. Gdy stajesz na jej szczycie, stare wzorce (stworzone przez kulturę, religię i media) spychają Cię na sam dół. Na szczycie moje pragnienia znacząco różnią się od tych, które odczuwam gdy jestem na dnie. Na szczycie życie staje się rozkoszą samą w sobie; przyjemność i zachwyt sprawiają najprostsze rzeczy, śpiew ptaków rano, poczucie siły własnego ciała, chłodny wieczór, rześki poranek, siła słońca które Cię tak mocno nagrzewa... w tym stanie, chcesz się dzielić swoją radością, siłą, chcesz pomagać, ponieważ masz tak dużo satysfakcji i spełnienia, że wylewa się to z Ciebie. Jest Ci dobrze, bardzo dobrze, ale też spokojnie. Znacznie lepiej niż na opiatowym haju. Myśli wytracają swą energię, są jakby dalekim echem... jest tylko cicha radość, akceptacja życia bez względu na to, co przyniesie następna chwila. Z tego punktu widzenia, zwykłe, bogobojne, normalne życie wydaje się rzygowinami. Pisząc te słowo, jestem bardzo dyplomatyczny, ponieważ mam ochotę użyć innego, bardzo brzydkiego słowa, bądź ich zestawu. Na dnie jest typowo; marzenia o sławie, bogactwie, laskach, podziwie ludzi, władzy, podcieraniu się banknotami o wysokim nominale, oddychaniu koksem... syf! Gdy raz poznasz szczyt, dół wyda Ci się piekłem; jest nim w istocie. Niebo i piekło istnieje, jest naszym widzeniem świata, przekonaniem o nim, a ostatecznie samooceną. To jaki masz stosunek do siebie, decyduje o jakości Twego życia.

Załóżmy że udało Ci się podbić nieco samoocenę. Co dalej? Musisz nauczyć się wyczuwać i kontrolować swoją energię. Posiadanie swojego (a nie cudzego) celu, nie wystarczy; coś musi go pchnąć do przodu, ku realizacji i spełnieniu.

Energia psychiczna

Ktoś kto chce osiągnąć w życiu sukces, musi opanować sztukę kontroli swej energii psychicznej, która stoi za każdym wielkim przedsięwzięciem (firma, jakaś cecha, samoocena). Załóżmy że człowiek ma codziennie pewną ilość energii - na co ją zużywa przeciętny mieszkaniec tej nieszczęsnej planety?

1. Na wytrysk nasienia, solo bądź z partnerką. Przyjęło się uważać, że to właśnie wytrysk spermy daje tak wielką rozkosz orgazmu; to nieprawda. Te dwa procesy zachodzą bardzo blisko siebie, dlatego zostały tak skojarzone, niemniej nie mają ze sobą nic wspólnego. Mogą i powinny być rozdzielone siłą woli. Orgazm, czyli przyjemność powstająca w mózgu, może obyć się bez wytrysku. Rozkosz jest wtedy nawet większa, bardziej głęboka, a po jej przeżyciu nie ma efektu braku siły, zmęczenia, braku witalności. Energia została - co otwiera drogę mądremu kochankowi, do przeżywania wielokrotnych orgazmów, bez efektu zmęczenia. By tak się stało, należy systematycznie ćwiczyć mięsień łonowo guziczny. Poczytaj o tym w internecie, jest o tym wiele materiałów. Zamiast trysnąć i iść spać, zamęcz na śmierć swoją partnerkę!


2. Utrzymywanie w sobie negatywnych emocji.

Zauważyłeś że po wyobrażeniu sobie przykrych zdarzeń (wyobrażonych, przeszłych bądź tych z telewizji) czujesz się sfrustrowany, gniewny? Co później? Dziwne zmęczenie, nieprawdaż? Chce się spać, zresetować? Otóż to. Te zmęczenie wynika z tego, że negatywne emocje które przeżywamy, wypalają w strasznym tempie energię psychiczną. Jeśli nie wybaczysz innym ich zła które Ci uczynili (albo tylko tak Ci się wydaje), będziesz słaby jak niemowlę. Wszystko, cała energia pójdzie na przeżywanie w głowie tych trucizn. Bez wybaczenia i pozytywnego nastawienia, a nade wszystko wysokiej samooceny - będziesz flakiem. Bez tej energii którą wytracasz, zapomnij o sukcesie. Zmiażdżą Cię, zmielą i wyplują. Takie życie.

Dopóki te blokady nie zostaną usunięte, będziesz zdechlakiem; masz moc, ale źle jej używasz. Każdy rozwój duchowo - osobisty, to usunięcie tego, co drenuje Cię z tej energii.

-----------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

czwartek, 03 lipiec 2014 23:28

Jak reagować na zaczepkę?

Życie mężczyzny, zwłaszcza dzisiejszego, postępowego i modnego tworu marketingowego, jest przerażające. Głównie dlatego że reagujemy tak, jak nas wytresowano w dzieciństwie i wczesnej młodości.

Normalność jest "ustawiona"

Myślimy że postępujemy normalnie - ale to tylko wzorzec. W Azji je się owady, co jest uważane za normalne, a jak w Polsce zjesz pająka z sufitu, mogą zapakować Cię w kaftan. Wzorce działania i tzw. "normalność", to pojęcia zdefiniowane przez kulturę w której się urodziliśmy. Czy są dobre? To zależy jak definiujemy pojęcie "dobra". Dla niektórych ból i cierpienie są dobre, bo rzekomo prowadzą do nieba; czyli taki biznesik, układ w którym gdy Ty cierpisz, dostajesz za to kiedyś nagrodę. Dobra jest też radość, ale zależy dla kogo - mnie cieszy sukces moich czytelników, bo dzielą się ze mną pieniędzmi, ale dla psychopaty radość, to czyjś ból i upokorzenie.

Jednym z takich mitów, robiących z mężczyzny kłębek nieszczęścia, jest idea honoru i godności, którą ktoś może nam odebrać słowami. Mamy więc faceta, który czuje się pewny siebie, ma poczucie własnej godności, wierzy w honor. Jakiś agresywny szmondak obraża go, lży - po czym dostaje w twarz z pięści. Wydaje się że jest to normalna reakcja - agresor obraża, zelżona ofiara się broni dokonując mordobicia. To taka sama reakcja, jak u Hindusów oddawanie czci krowie - jest normalna, bo tak nas wychowano, w gruncie rzeczy jest jednak absolutnie nienormalna. Tę reakcję nam dokładnie zaprogramowano, a przynosi ona człowiekowi wiele szkody.

Chcesz w mordę?

Pomyślmy. Jeśli czytasz mnie, podążasz ścieżką rozwoju własnej samooceny - czyli Twoim celem jest odczuwanie szacunku i życzliwości do siebie samego (bo to daje dużą przyjemność, której nie trzeba później szukać w toksycznych związkach, alkoholu, papierosach), to co może zabrać Ci bluzgający na Ciebie dresiarz? Jaką konkretnie szkodę Ci uczynił? Nie mówimy o bójce, zaatakowaniu Cię - wtedy bij z całych sił. Mówimy o obrażeniu Cię, zaczepce, zbluzganiu które sprawia, że zakasasz rękawy i bierzesz się do lania. Co agresor Ci zabrał? Godność, honor? A niby jakim cudem, skoro jest to idea wymyślona, inaczej działająca w różnych kulturach, realnie nie istniejąca? Są miejsca, gdzie gość dostaje do łóżka żonę gospodarza; nauczono go, że to przejaw gościnności i szacunku, a przecież i on kiedyś uda się w gości, gdzie zasmakuje cudzej małżonki; ta myśl z pewnością jest dla niego bardzo miła. W naszej kulturze, użyczenie swojej małżonki innemu samcowi jest objawem frajerstwa. Oczywiście, niektórzy tak robią, np. mój znajomy; podnieca go patrzenie, jak jego ukochana żona jęczy pod innym gościem, jest to jednak "przyjaciel rodziny", a nie nieznajomy - to wszystko jest dokonywane w ukryciu, zawstydzeniu. W tym państwie jest to grzechem, w innym obrym uczynkiem. Obie interpretacje wymyślili ludzie, ponieważ Pan Bóg złośliwie milczy.

To ważne pytanie; ktoś przeciągle patrzy Ci się w oczy, pyta czy chcesz w mordę, wyśmiewa Cię albo Twoje ubranie - to oczywiście prowokacja, zaproszenie byś zareagował nerwowo, by można było z "czystym" sumieniem Ci spuścić łomot. Ale poddaj to analizie - co Ci tak naprawdę ten człowiek zabrał? Nic Ci nie zabrał, bo nie ma takiej możliwości. Jednak czujesz że coś Ci zabrano, szarpnięto Cię, czujesz się zraniony. Skąd te uczucie? Jest wirtualne, wytresowane i wyćwiczone - nie jest prawdziwe. Zamiast tłuc mordy, wyrzuć za fraki ze swej głowy wszystko to, co każe Ci się angażować w niewarte mądrego człowieka działania. Nie chodzi o to byś tłumił swój gniew, nigdy nie tłum emocji. Wszystko co stłumisz, kiedyś wybuchnie jak wulkan - albo zejdzie w sferę podświadomą, skąd będzie rujnowało Twoje życie (emocje rozpaczy, żalu, strachu czy gniewu rzekomo nie wiadomo skąd).

Wytresowane emocje; nie są nasze

Większość naszych emocji nie jest nasza, tylko została skopiowana z otoczenia. Nasze myśli i emocje są często oszustwem, nie są Twoje, a są wytresowane, wyuczone. Spójrz na krzyż. Od małego dzieci są uczone (wielokrotnym powtarzaniem), że na widok krzyża trzeba klęknąć, przeżegnać się, pojawia się emocja poddania, uległości, poczucia winy za śmierć Jezusa, wyciszenia i bierności, nudy, która tworzy się w trakcie mszy, gdzie tysiące razy pojawia się ten sam tekst. Widzisz krzyż, zalewają Cię uczucia nudy, uspokojenia, bierności. Niektórzy mają uczucia świętości, wielkości. Tymczasem są miliardy ludzi, których nie tresowano by na widok krzyża odpowiednio się zachowywali - i oni widząc krzyż, nie czują kompletnie nic. Jeśli nikt Ci o nim nie mówił, nie znasz go, nie czujesz go, nie jest Ci do niczego potrzebny. Człowieka powtarzaniem historyjek można tak wytresować, że będzie dowolnie reagował na znak plusa, minusa, a nawet na kółko. Wystarczy by często powtarzać pewne treści, podlewając je sosem Bardzo Ważnego Autorytetu; np. Boga, którego nie widać, nie słychać, ale który straszy i grozi wiecznym piekłem, gdy się go nie słucha, i nie płaci pieniędzy jego przedstawicielom handlowym.

Tak właśnie jest z wzorcami obrażania się, walki o honor i godność. Nie są nasze, a są efektem utożsamiania się z zachowaniem otoczenia, z filmów i literatury. Który twardziel z filmu, główny bohater, odpuszcza obrazę opryszka? Ano właśnie. Wszyscy reagują, biją, zabijają, strzelają. To wszystko jest zbędnym obciążeniem, które może Cię wtrącić do więzienia, albo pozbawić zdrowia czy życia.

Nie kopię żebraka

Jeśli ktoś Cię obraża, jest gniewny, agresywny (to zawsze strach, tylko w postaci męskiej, ofensywny). Przyznasz że życie w gniewie, to nic miłego. Frustracja potrafi rozsadzać od środka, nie można znaleźć sobie miejsca, całe wnętrze płonie. Człowiek się wtedy bardzo źle czuje. Im mocniej podwyższysz swą samoocenę, tym mocniej odczuwasz gniew jako coś trucicielskiego, obrzydliwego. Niektórzy w tym stanie żyją całe życie, sami go napędzają myśleniem o tym, co ich frustruje. Jeśli ja idę ulicą a ktoś mnie obraża, to dlaczego mam mu dać po buzi? Przecież on cierpi. Czy kopiesz żebraka? Ja nie, po co mam mu dokładać cierpień? Brzydziłbym się, wstydziłbym.

Mamy agresora. Cierpi, źle się czuje, rozsadza go wewnętrzne "ciśnienie" emocjonalne. Kiedyś będąc w tym stanie, kogoś uderzył. Wtedy poczuł że cierpienie znika, a pojawia się głęboka ulga i spełnienie. im więcej upokorzenia ofiary, tym więcej przyjemności w agresorze. W tym momencie pojawiło się uzależnienie - bardzo destrukcyjne, gdzie radość i spokój można osiągnąć jedynie wtedy, gdy zrobi się komuś krzywdę. Jakby coś w nas karmiło się skomleniem katowanej ofiary... Stan nieprzyjemnego napięcia pojawia się coraz częściej, więc potrzeba jego rozładowania także zbiera coraz krwawsze żniwo. W końcu u każdego "uzależnionego" przychodzi taka chwila, że trafia na silniejszego, który masakruje twarz poszukiwacza ulgi - albo trafia do więzienia. Wtedy życie staje się nieopisywalnym cierpieniem, katuszami i udręką. Z jednej strony agresor chce bić, ale z drugiej strony boi się konsekwencji, strasznego bólu gdy wybijane są zęby, miażdżony nos, łamane żebra; tego poczucia że zaraz coś mu pęknie, że umrze, zwariuje od bólu. Przerażające są też pamięciowe kadry, gdy rozszalały, pozbawiony totalnie kontroli nad sobą napadnięty bije pięściami bezlitośnie, bezwzględnie; nie przestanie, póki starczy mu sił w barkach i oddechu w płucach. Niektórzy trzymają swoją bestię na łańcuchu, ale gdy ta się urwie... byle kęsem czy dwoma się nie zaspokoi; porządnie podje, jak rozszalały grubas (z winy genów i tarczycy) po tygodniowej diecie niskokalorycznej w MCdonaldzie.

Agresor pęka; nie jest dobrze

Bandyta leży na ziemi; broni się rozpaczliwie, jego agresja ustąpiła miejsca instynktowi samozachowawczemu, nie wytrzymała presji bólu; pękł. Bandyta leży, a Ty na nim, pełny poczucia władzy, absolutnej kontroli sytuacji. Walisz pięściami w amoku, totalnie wyzwolony z cywilizacyjnych ograniczeń i pęt moralności. Uderzasz w twarz, czujesz krew, miażdżone tkanki ustępujące pod Twą ekspresją wyrażoną w ciosach pięścią. Bandyta skomle, płacze, urywane słowa, wrzaski, szlochy, głuche odgłosy tłuczoenj czaszki bliźniego Twego; bijesz nadal, gdyż napełnia Cię to wolnością, rozluźnieniem kulturalnych więzów krępujących Twa prymitywną, artystyczną, uwięzioną we wrzasku ofiary i tryśnięciach krwi rzeźbę. Stwórz twarz kryminalisty od nowa! Upiększ ją o guzy, sińce, krwiaki i blizny. Niech poczuje na własnej skórze, jaką bestię w progi swego domu zaprosił. Niech jej posmakuje. Jak to mówią - dopóki alkoholik nie upadnie na dno, nie wyjdzie z nałogu. Bij go, tłucz, ugryź w twarz, napluj, nasikaj; nawróć na ścieżkę dobra, ukaż konsekwencje złej ścieżki.

Agresor prowokuje, ponieważ szuka ulgi. Chcesz poświęcić swoje zęby i pięści by mu ją dać? Zawsze tańczysz tak, jak Ci zagrają? Obrażanie się, to wytrenowana reakcja. Gdy ktoś powie coś, co nam się nie podoba, co się dzieje? Wróć pamięcią do tych nieprzyjemnych chwil - by ujrzeć że zanim się obrazisz (zrobisz focha po młodzieżowemu), zastanawiasz się, kalkulujesz. Obrazić się, czy nie? To Ty podejmujesz decyzję, w oparciu o swoje (czyżby?) założenia. Im mniej poczucia własnej wartości, im mniej szacunku do siebie, tym więcej rzeczy sprawia, że się obrażasz. A cóż to jest te obrażanie się? To decyzja że ktoś mnie zranił, uszkodził słowem. Za taką decyzją idzie konkretne, określone działanie - obniża się Twój nastrój, wyobrażasz sobie zemstę na tej osobie, denerwujesz się. Musisz utrzymywać w sobie stan zranienia, by uzasadnić obrażenie się. A podświadomość wszystkiego nasłuchuje, jak ciekawska sąsiadka... po czym jak już wiesz (z mojej książki "Stosunkowo dobry"), swoimi sposobami wprowadza w życie to, co utrzymujesz w swojej świadomości. Czyli stan poddenerwowania, złości, frustracji i poczucia bycia niesprawiedliwie potraktowanym. Co na górze, to na dole; co w świadomości, to w podświadomości. Co w podświadomości, to w życiu.

Ustąp, to ścieżka mądrości

Reakcja przemocą i agresją na zaczepkę, jest znakiem że Twoja samoocena to zero. Nic nie osiągnąłeś - możesz mieć wielkie mięśnie, znajomości, pieniądze; ale to szybko może zniknąć, a nic naprawde trwałego nie zgromadziłeś. Tylko żarłeś i wypróżniałeś się, całe Twoje życie to poszukiwanie przyjemności, zdefiniowanej i określonej przez Twych manipulatorów. Reakcja prawdziwego mężczyzny, to spokój, zrozumienie, akceptacja. Ktoś "fika" by się rozładować, poczuć lepiej - ustąp, następny nie ustąpi. Po co masz wchodzić w takie sprawy? Twoje życie to coś więcej, niż wikłanie się w takie małe, nic nie znaczące dramaty zakompleksionych ludzi. Agresor zawsze, ZAWSZE trafia na kogoś, kto mu odpłaci. Oboje szczepieni ze sobą w bezsensownej walce, zbierają blizny i świadomość, że sens życia tkwi gdzieś indziej. Poza agresją i obroną, Yin i Yang.

Prawdziwy facet, to mądry facet. Angażuje się tylko w wielkie sprawy, wielkie rzeczy, a nie poświęca swe zdrowie i przyszłość, by udowodnić że jest męski (wg. aktualnego wzorca kulturowego) z byle kim. Udowadnia tylko ten, kto nie jest pewien. Kto jest pewien, nic już nie musi. Poświęcasz się dla byle kogo - jesteś śmieciem. Rezygnujesz z walki małej, by wygrać decydującą; jesteś wielki.

----------------

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

poniedziałek, 30 czerwiec 2014 20:52

Stado Pań

Żeby zrozumieć swoje położenie na mapie życia, musisz zrozumieć pojęcie stada. Stado to większa ilość ludzi (im więcej, tym lepiej, ale dla stada a nie dla Ciebie), która ma swoje przekonania i poglądy.

Stado baranów

Dlaczego dużą ilość ludzi nazywa się stadem, domyślnie stadem baranów? Ponieważ ta analogia jest bardzo trafna. Stado musi mieć swojego lidera (pastuszka), czyli kogoś kto ustala zasady, rządzi, wskazuje kierunek wypasu, decyduje co jest dobre a co złe. Te zasady zawsze orbitują wokół pragnienia władzy, rozszerzania swych wpływów i powiększania majątku; krótko mówiąc, każdy lider chce mieć więcej i więcej, nie tylko żeby przetrwać (inni atakują, żądni naszego stadka), ale by rosnąć w potęgę (poprzez atakowanie innych). Mamy duże, groźne psy które pilnują, by nikt ze stada nie uciekł (uciekiniera nazywa się zdrajcą, opluwa jego zdjęcie, mówi o nim najbrzydsze rzeczy, mówi że pójdzie do piekła na wieki, jak się da to morduje czy bestialsko torturuje, żeby inni wiedzieli co ich czeka, gdy uczynią podobnie), oraz wilki (wzbudzanie opowieściami, mitami i plotkami strachu przed odejściem, inne stada przedstawia się jako diabelskie, demoniczne, złe, a nasze jako jedynie dobre, w tym pełnym zła świecie).

Stado kontroluje Cię poprzez Twoje przekonania, wierzenia, wizję tego co jest dobre a co złe. Sznurki którymi Tobą się rusza, są wczepione w Twoją głowę, a dokładniej - w podświadomość, część emocjonalno pamięciową człowieka. Kij i marchewka, to kierownica i hamulce stada.

Bóg, honor, ojczyzna, pieniądze

Można należeć do wielu stad jednocześnie, ale zawsze jest te najważniejsze, z którym mamy najsilniejszy związek, które ma na nas największy wpływ emocjonalny, w którego "prawdy" najmocniej wierzymy. Takim stadem jest religia i kraj gdzie się urodziliśmy. Czyli w naszym przypadku, od tysiąca lat katolicyzm (rezydentura obcego państwa, Watykanu, która Niemieckim ogniem, mieczem i ścinaniem kudłatych łbów naszych pradziadów, wygryzła dawne wierzenia) oraz Polska, ojczyzna w której drzewa piękniej wyglądają, trawa jest bardziej zielona a Pan Bóg szczególnie nas umiłował, co czytając pierwszą lepszą książkę od historii widać, słychać i czuć.

Można należeć do stada harcerstwa, korporacji, kulturystów, grupy muzycznej, leśników, partii politycznej (jakiejkolwiek), pasjonackiej (np. filatelistyka, modelarstwo, ważne by było sporo ludzi), sztuk walki, gangu, mafii, urzędu państwowego, środowiska prawniczego czy lekarskiego. Wszystko co grupuje wielu ludzi, jako stado wytwarza własną hierarchię i pragnie zwiększyć swą władzę, rozszerzyć się - w tym celu stada wyłuskują z tłumu wiernych sobie ludzi lidera (najczęściej pozbawionego skrupułów i moralności psychopatę, pragnącego za wszelką cenę władzy, ukazującego się stadu jako anioł dobroci), po czym walczą ze sobą o dominację, co widzimy wszędzie wokół siebie. Sami chcąc nie chcąc, jesteśmy żołnierzami różnych stad - walczymy, potwierdzając publicznie nasze przekonania, namawiając innych do naszej racji - jak namówimy (nawrócimy), dany człowiek zmienia poglądy (czyli opuszcza swoje stado, by dołączyć do naszego). Stado które zostaje osłabione, pozbawione członka, nazywa go zdrajcą i szmatą, a stado które się nim wzmacnia, nazywa go nawróconym, mądrym, szlachetnym. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia, jak zawsze. Ile razy dziennie namawiasz innych na swoje racje? Ile razy obgadujesz kogoś, że jest zły i głupi (czyli ma inne poglądy niż Ty)? To jest właśnie wojna informacyjna, reklama swoich stad i ich interesów, całkowicie za darmo i na pewno nie w swoim własnym interesie.

Mądry czy głupi? Zależy kto chwali

Np. członkowie stada katolickiego oraz korwinistycznego, usilnie mnie przekonują (wyzwiskami, sugerowaniem głupoty, że moja ciężka choroba to kara Boża itd.) do poglądów, które gdybym przyjął, sprawiłyby że byłbym w ich stadzie. Wtedy by mnie poklepali po plecach, nazwali mądrym, światłym. Problem w tym, że ja nie chcę być w jakimkolwiek stadzie, bo nie chcę walczyć o cudze interesy swoim kosztem. Oni tego nie rozumieją, bo stado sprytnie maskuje swoje cele, nazywając je dobrem dla świata czy nawet wolą Boga (którego ani widu ani słychu), przekonując swe marionetki że walczą o słuszną sprawę. Nie, nie i jeszcze raz po stokroć nie. Nie walczycie o dobro, tylko o interesy swojego stada, swoim kosztem - i patrząc na książki do historii, żadnego trwałego zwycięstwa osiągnąć nie możecie. Religie, cywilizacje i wszelkie inne, tak kiedyś potężne stada upadały, by powstawały nowe, tak samo obiecujące gruszki na wierzbie. To wszystko upadło, nie przetrwało, zniknęło - a ludzie poświęcali swe życia dla nich. I po co, co z tego mieli? Przyszli na świat, zostali wykorzystani, oszukani, umarli i koniec. Nic co robili nie przetrwało, nie zmieniło na lepsze świata. Ja takiego życia nie chcę.

Poświęcacie swój czas, energię - zamiast w tym czasie zająć się sobą, swoim życiem, Bogiem, który ze stadami i ich interesami nie ma nic wspólnego. Ja oczywiście nadal jestem w wielu stadach (rozwojowe, historyczne, sportowe i kilka innych), ale od wielu większych się już zdecydowanie odciąłem. Ich członkowie byli oburzeni, próbując mnie w każdy możliwy sposób obrazić i zdyskredytować, okazać pogardę nazywając odszczepieńcem, zdrajcą, tchórzem, sra... we własne gniazdo zaprzańcem - a ja to rozumiem i wybaczam, bo ich sytuacja jest doprawdy nieciekawa. Dopóki na świecie są miliony różnych stad, nie zaznają spokoju ani satysfakcji, poczucia że wszystko gra. Stado na to nie zezwoli - bo spokój jest przeciwieństwem gniewu i nerwówki, która sprawia że walczysz, przekonujesz, marnujesz swoje życie, czyli energię i czas na cudze cele. Będą cierpieć do końca życia, a za swoje cierpienie obwiniać innych, równie nieświadomych żołnierzy obcych stad, że nie chcą przejąć ich poglądów.

Życie poza stadem

Tymczasem po wyjściu ze stada, odkryłem że mogę tu i teraz być szczęśliwy i zadowolony - mam na to energię, bo z nikim nie walczę i nie przejmuję się tym, że inni nie wierzą w to co ja (no, nie do końca tak jest, ale blisko). Ponieważ całe życie byłem wierny niejednemu stadu, wiem doskonale że taki neurotyczny stan wydaje się normalny, bo wszyscy tak żyją, ale w istocie jest skrajnie nienormalny, toksyczny i nienawistny wobec człowieka. Bycie w stadzie jest straszne, bo pozbawia nas mocy, którą każdy człowiek dostał od życia, natury, Boga - nie wiem skąd. Tę energię można wykorzystać dla siebie, albo dla walki w cudzych interesach. Jeśli dla siebie, życie stanie się pełne błogości i szczęścia. Jeśli dla innych, brak energii przywoła depresję, choroby, lęki i rozpacz. Nic ciekawego, po prostu rzygowiny, bo inaczej tego nie można nazwać. Gdyby ludzie zajęli się sobą, a nie osądzaniem i nawracaniem innych na jedynie słuszną drogę stada, świat byłby miejscem pełnym harmonii i szczęścia. A nie jest. Być może dlatego Jezus za to co głosił, został zamordowany przez stado; ono chce żebyś osądzał, widział w innych zło, bo dzięki temu można Cię użyć jako mięsa armatniego w interesach stada. Gdy przestajesz osądzać, stado nie może się rozrastać, niknie w oczach, słabnie.

Stada obecnie walczą o władzę poprzez informację (media, internet, głównie największe fora, onet, wykop opanowany przez stada korwinistów itd.), namawianie, przekonywanie, manipulowanie, wyśmiewanie, ośmieszanie przeciwnika (innego stada) - przemoc jest stosunkową rzadkością. Gdy stada staną się szczególnie potężne, wybucha wojna o dominację. Tak było ze stadami narodowego socjalizmu, i komunizmu. Oba te systemy jawnie mówiły o władzy nad światem, a obywatele tych imperiów byli jedynie marionetkami, używanymi jako mięso armatnie w zapasach stojących nad nimi struktur. Stadami są też struktury grupujące kiboli, chuliganów, które walczą ze sobą o władzę nad ulicą, czy dzielnicą. Stada są agresywne, a są i znacznie spokojniejsze - jednak wszystkie wykorzystują jednostkę do swych celów. Np. w Polsce spece od psychomanipulacji, specjalnie tworzą wiele stad, które się zwalczają. W innym wypadku główne stado (narodowe) byłoby tak potężne, że wypchnęłoby inne - co oznaczałoby dobrobyt i spokój w kraju, oczywiście do czasu. Póki wszyscy się nawzajem kąsamy, inne stada (obce mocarstwa, Watykan, Niemcy, USA, Izrael, czyli ich wywiady tu działające) nas wysysają z czego się da (gdzie dwóch się bije, trzeci korzysta).

Walcz, cierp, albo jesteś zdrajcą

Stado ma jedną, zasadniczą cechę. Sprawia że należące do niej jednostki, muszą być utrzymywane w stanie cierpienia, lęku, złości czy frustracji, gniewu. Musi tak być, ponieważ człowiek szczęśliwy nie będzie walczył, przekonywał nikogo do swych racji. Po co? Przekonywanie zawsze kryje w sobie niepewność i brak szacunku dla innych ludzi. Jeśli jestem pewny swych racji, nie ma potrzeby walki i natarczywego przekonywania, modlenia się, by Bóg zmienił ich poglądy na moje - szanuję ludzi i ich wybory, niech wierzą w co chcą. Chcesz wierzyć ze Korwin, były komunista, w czasie gdy wrogów systemu bestialsko torturowano i mordowano, a on robił karierę i żył jak pączek w maśle, odmieni tę ziemię na lepsze? Wierz w to, co mi do tego? Jak dojdzie do władzy, po prostu stąd wyjadę do socjalnego kraju, miliony innych ludzi pewnie też.

Stado Cię unieszczęśliwia, tworzy nierealne problemy, mnoży je i podsuwa korzystne dla siebie rozwiązania. Dopóki jesteś w stadzie, będziesz smutny i strapiony, rozmodlony czy zamyślony w walce o swoją ideę - czyli tak naprawdę będziesz walczył w interesie stada i jego liderów, którzy przedstawiane Ci szczytne idee mają tam, gdzie słońce nie dochodzi.
Przyjrzyjmy się większym stadom, by zrozumieć ich sens. Zacznijmy od wojska.

Wojsko, czyli państwowa tresura ludzi

Celem wojska jest sprawienie, by człowiek należący do tej struktury bezmyślnie, automatycznie wykonywał szereg czynności. Zbudzony w środku nocy, zanim jeszcze umysł się rozbudzi, ciało ma wykonywać musztrę. To konieczność, by w razie wojny ludzie nie uciekali, a pod wpływem silnego stresu (wybuchy, wrzaski rannych i umierających, brak rozkazów i łączności, strach, przerażenie) robili to, co trzeba. Wojsko to instytucja treserska, gdzie bezustannym powtarzaniem, brakiem snu (podświadomość staje się bierniejsza, podatniejsza na sugestie) presją (wrzaski sierżanta), nagrodą (brak wrzasku, przepustka, pochwały, szacunek w oddziale itd.) ma wyćwiczyć w człowieku odpowiednie odruchy. Ważnym czynnikiem tresury człowieka jest stado - grupa.
Znany zaklinacz psów, Pan Cesar Millan (znienawidzony przez psich behawiorystów), aspołeczne psy "uzdrawia" wprowadzając je do swojego stada psów, które zachowują się poprawnie (zostały wytresowane wg. woli człowieka). Te same metody działają także na ludzi. Gdy przyjmuje Cię jakieś stado (religijne, państwowe, społeczne, hobbystyczne) zdecydowana większość ludzi dostosowuje się do niego zachowaniami i przekonaniami, czyli zgodnie ze znanym przysłowiem "kto z kim przestaje, takim się staje". Jeśli się nie dostosowuje, zostaje z niego wygnane, przeklęte i wyśmiane (dużo w tym śmiechu pogardy, nienawiści i strachu), więc działasz tak, jak inni, by nie doświadczyć bardzo bolesnego odtrącenia.

Żołnierz myśleć samodzielnie nie może, tylko w jakimś małym, operacyjnym zakresie na polu bitwy. Żołnierz jest oduczony myśleć, a przyzwyczajany do wykonywania rozkazów - idzie i zabija, nie myśląc właściwie dlaczego to robi, a najczęściej robi to dla grupki cwaniaków, którzy na krwi i flakach młodych chłopaków, hodują swoje małe imperia. Nie wierzysz? Uwierz temu, który żołnierzy wysyłał na wojnę. Oto Pan Henry Kissinger, amerykański polityk i dyplomata, laureat Pokojowej Nagrody Nobla: "Żołnierze są tępymi, głupimi zwierzętami używanymi w polityce zagranicznej". To właśnie tacy Panowie, mówią Ci o chwale wojennej, walce o pokój, wyzwalaniu z ucisku biednych bombami z napalmem i uranowymi pociskami, płacą poetom i dziennikarzom by opiewali glorię i chwałę wojska, a kapłanom za obiecywanie nieba po śmierci na polu walki - a potem się z nich bezlitośnie nabijają i drwią. Wojsko to przeważnie młodzi ludzie, bo młodych z racji silnej emocjonalności, naiwności i braku doświadczenia, można łatwo oszukać. Tego nieżyjącego już niestety Pana już nie: KLIK

Potęga w generałach, kapelanach i admirałach floty

Wojsko w czasie wojny, zwłaszcza w Polsce, pełne po brzegi generałów i kontradmirałów kilku pordzewiałych łódek, to siedlisko zepsucia i korupcji, a także niewiarygodnego wręcz idiotyzmu. Żołnierza pozbawia myślenia tresura, a generalicję żądzą pieniądza. Przed drugą wojną światową, zakupiono za olbrzymie pieniądze okręty podwodne na Bałtyk, z których żaden nie wziął udziału w bitwie, uciekły - dopiero później walczyły dla Anglików. Pieniądze które na nie poszły, mogły być skonsumowane np. na tysiąc armat ppanc i pięćset plot (plus minus kiedyś to liczyłem), które być może zatrzymałyby ofensywę wehrmachtu na tyle, że Francja skuszona łatwym zyskiem, weszła by w nich jak w masło. Oczywiście nasz los był tak czy siak przesądzony, gdyż na wschodzie czekały tysiące czołgów autostradowych (BT) i innych, miłującego pokój towarzysza Stalina. Teraz znowu kupujemy trzy okręty podwodne za pożyczone pieniądze - czy są nam potrzebne? Nie, nie są. Zatopi je kilka tanich rakiet. Ale ile admirałów wybuduje nowe rezydencje? Każdy prezydent mianuje swoich generałów, bo każdy z tych niskich wzrostem i moralami ludzi, uwielbia mieć swoje wojsko, defilady, salutujące mięso armatnie, no i działkę od łapówek przy przetargach. Na sto tysięcy żołnierzy, mamy, uwaga! 119 generałów. US army na półtora miliona żołnierzy ma 40 generałów. Jesteśmy potęgą światową! A ilu mamy emerytowanych, którym trzeba porządnie zapłacić? A ilu kapelanów, błogosławiących działa i karabiny? A tak poważnie - po co nam armia, skoro jesteśmy kolonią zachodnich koncernów, przeznaczoną do bycia tanią siłą roboczą? Po co napadać kogoś, kogo i tak się okupuje, bez kłopotów tworzonych przez ruch oporu i potrzeby wykorzystywania własnego wojska? Ano właśnie. Teraz się walczy gospodarczo, informacyjnie, a armaty grzmią tylko w ostateczności.

Tresura człowieka to sprawienie, by przyjął interesujące nas poglądy i przekonania. Tak robi kościół, tresując przez lata ludzi przynajmniej godzinę w tygodniu - działa, bo mimo tego że do kościoła nie chodzę już z dziesięć lat, na dźwięk słów, jakichkolwiek ze mszy, od razu wpadam w stan lekkiej półhipnozy, wyćwiczonej latami powtarzania bierności w kościele. Spójrz jak siedzą ludzie w kościele, zapatrzeni gdzieś w dal, znudzeni, w zasadzie półprzytomni bo trudno utrzymać przytomność, gdy słyszy się te same słowa tysięczny raz - to stan u niektórych lekkiej hipnozy. Czy wiesz jak hipnozą leczy się nałogi? Wprowadza w stan lekkiej hipnozy (jak na mszy świętej) i daje się sugestie, mające przerwać nałóg tytoniowy, obżarstwo czy jakikolwiek inny (ćpanie, nimfomanię, chęci samobójcze, depresję, fobie, lęki, nieśmiałość itd.). Im bardziej bierny jest umysł (świadomość), tym mocniej można wpłynąć na podświadomość, czyli system zarządzający emocjami. Reklamy Cię nudzą prawda? Tak ma być, umysł ma przysnąć, bo reklama ma trafić do Twej podświadomości, a nie świadomości. Świadomość jako strażnik sugestii, tylko przeszkadza, więc każdy manipulator musi ją uśpić, wprowadzić w stan apatii, bierności, znudzenia. Decyzje jakie podejmujemy, są w zasadzie kreowane emocjami przez podświadomość a sama świadomość u zwykłego człowieka, nie ma za wiele do gadania. Kto się dostanie do naszej podświadomości, ten może zrobić z człowiekiem niemal wszystko.

Msza to profesjonalna hipnoza, plus negatywne sugestie

Człowiek idzie na mszę, natychmiast nastepuje lekki paraliż woli, świadomość się wycofuje (bo to przecież dobre, Boże, nie trzeba być czujnym, nic złego się nie stanie), a podświadomość człowieka dostaje sugestie bycia winnym, grzesznym, złym, widzi także obrazy skatowanych zwłok na krzyżu, który przecież jest narzędziem tortur. Widzi także wykrzywione z bólu i męki twarze świętych męczenników - natomiast nie widzi żadnej radości, seksu, żadnej kobiety. Przemoc tak, cierpienia po stokroć tak, ale bliskość seksualna i rozkosz całkowicie nie. I niezależnie od tłumaczeń funkcjonariuszy tej organizacji, podświadomość swoje przyjmuje w siebie, a co przyjmie (cierpienie, sugestie że świat jest miejscem bólu i rozpaczy, miłość Boga prowadzi do morderstwa ukochanego syna, a więc miłość oznacza kaźń i ból), to odda w postaci lęków, nerwic, poczucia rozpaczy, depresji, zawstydzenia byle czym, nieokreślonym strachem, przerażeniem, poczuciem winy gdy walczysz o swoje - co opisuję dokładnie w mojej książce "Stosunkowo dobry". Stąd później tak wielkie cierpienie, a także potrzeba by wracać i wracać tam, gdzie rzekomo jest Bóg, a w istocie jest tylko zaawansowana psychomanipulacja podświadomością człowieka w imię Boże.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ cierpiący, pełny poczucia winy (za śmierć Jezusa oraz grzech pierworodny) i przestraszony diabłem człowiek, płaci, służy, głosuje jak chce ta organizacja (państwo za te głosy płaci naszymi pieniędzmi i nieruchomościami) a na koniec wcale nie tak rzadko zapisuje swój majątek, by zwiększyć swe szanse na niebo po śmierci. Cierpienie powoduje też otępienie człowieka (wywołane hormonami stresu), więc mamy oprócz zastraszenia także ogłupienie. Ludźmi szczęśliwymi i przenikliwymi, nijak nie daje się rządzić, złośliwie też nie chcą umierać na wojnie o cudze interesy, ani bać się złej istoty, której nie widzą. Kierowani Szatanem i zdrowym rozsądkiem, widząc pedofilię w kościele, nie chcą uznać jej za diabelski atak na kościół, wymysł pełnych nienawiści mediów (inni też gwałcą dzieci! To atak na kościół! Krzyczą oburzeni), tylko nazywają sprawę po imieniu, bestialskim przestępstwem.

Panie za sobą nie przepadają

I teraz najciekawsze - każdy kto zna trochę życie, wie że Panie ogólnie się wzajemnie nie lubią. Trwa między nimi bezustanna cicha wojna podjazdowa o to, która ma lepszy, piękniejszy, modniejszy ciuch, która ma lepsze paznokcie, włosy i wiele szczegółów, na które mężczyźni nie zwracają uwagi, i wreszcie - która ma atrakcyjniejszego, zaradniejszego faceta. Tu nie ma miejsca na prawdziwą przyjaźń, ponieważ działa biologicznie motywowana presja, by mieć lepszego samca, a co za tym idzie ładniejsze, zdrowsze dzieci, oraz wygodniejsze życie; czyli konkurencja, często bezlitosna, ale przejawiana w o wiele subtelniejszy sposób niż u mężczyzn. Panie które są wzajemnie w opozycji do siebie, jako kobiety zachowują się jak stado - i tu działają ramię w ramię, wspólnie. Osobiście się nie znoszą, zwłaszcza gdy mają atrakcyjnego męża (strach że przyjaciółka go odbije), w swej masie jednak stoją za sobą i swoimi interesami murem. W dzisiejszych czasach, dzięki rozwojowi internetu, stada mają wspaniałą możliwość ekspansji, czyli sprawienia by inne osoby (spoza mojego stada), przejęły moje poglądy i przekonania. Dokonuje się tego jak w wojsku i kościele - wielokrotnym powtarzaniem w stanie bierności (wywołanej powtarzalnym, nudnym rytuałem, ograniczeniem jedzenia, snu, presją, manipulacją, zastraszając i obiecując zyski).

Jak działa globalne stado kobiet, bez względu na kategorie wagowe, kolor skóry i aktualne wzorce piękna? Najpierw kobiety się programuje, wprowadza do głowy przekonania. Dobranocki, bajki, czytanki, komiksy, książki, filmy, kreskówki - słowa Bardzo Ważnych dla dziecka ludzi, czyli autorytetów, mamy, babci i ciotek. Wszyscy mówią jedno i to samo - szczęście to para, małżeństwo z dwójką dzieci, dom i posadzone przez wiernego samca drzewo. Natomiast ci którzy nie mają małżeństwa i dzieci, są nieszczęśliwi, przegrani, smutni i zrozpaczeni, ich życie nie ma żadnego sensu, a jak mówią inaczej, to znaczy że kłamią, są opętani przez Szatana albo chorzy psychicznie. Przekaz jest miliony razy powtarzany w każdej możliwej formie od najmłodszych lat, aż staje się sensem życia kobiety (a także mężczyzny, jednak w znacznie mniejszym stopniu). Wydaje się że szczęście można osiągnąć tylko w jeden sposób - związkiem, dziećmi, ślubem. By rodzina miała sens, mężczyzna musi być konkretny, zarabiać, być pracowity i przede wszystkim nie może odejść. To oczywiste - rodzina jest jak firma, musi być porządnie zasilana. Ten przekaz wspiera państwo (bo im więcej ludzi, tym więcej żołnierzy na wojnę, więcej podatków i robotników do zwiększania potęgi przemysłowej, więcej władzy i bogactwa), religia (bo więcej ludzi daje na tacę, oraz głosuje (czy popiera) jak chce dana religia, co umożliwia wpływ kapłanów na polityków), kręgi biznesu (bo więcej ludzi kupuje produkty i usługi). Im więcej nieszczęśliwych, cierpiących ludzi, tym religie, państwa i korporacje mocniej zacierają chciwe łapki.

Jedno mówią, drugie robią

Kobiety bez względu na to co mówią, wiedzą swoje. Wiedzą więc, że główną, praktycznie jedyną monetą przetargową z mężczyzną, jest seks. Dlatego każda kobieta, im głośniej krzyczy że liczy się wnętrze, tym więcej pieniędzy wydaje by być piękną i atrakcyjną (tysiące szminek, tuszów, ciuchów, rzeczy których nawet nie umiem wypowiedzieć). Im większy powab Pani, tym więcej facetów chce z tych rozkoszy skorzystać. Im więcej facetów, tym większa szansa na zaradnego, bogatego, który zapewni wygodne życie jej i całej rodzinie. Kobieta ma w zasadzie tylko ten jeden cel - dlatego po jego osiągnięciu, tyje i nie dba o siebie tak, jakby mogła, zanika też seks, co jest cichym dramatem setek tysięcy mężczyzn w Polsce. Bo i po co się starać, jak wszystko jest osiągnięte?
Panie (jako stado) wytwarzają więc pewne mity, bardzo dbając by wszyscy w nie wierzyli. Jeśli ktoś w nie nie wierzy, z automatu jest obrzucany wyzwiskami, ośmieszany i pogardzany. Stado broni swego interesu, kosztem innych ludzi, no ale stada to nie interesuje - bo stado jest przekonane, że działa w dobrej wierze. Niestety nie. Nie każdy jest stworzony do tego, by mieć dzieci. Nie każdy też funkcjonuje najlepiej w związku. Problem tkwi w tym, że jeden schemat próbuje się narzucić wszystkim - i ludzie w niego wierzą, bo nic innego nie znają; wszystko inne jest opluwane i wyszydzane. Jednak psychiki się oszukać nie da.

Co miało dać szczęście, nie daje go, bo u "genetycznego" samotnika dzieci zawsze spowodują cierpienie, niezależnie od tego czego on chce czy nie chce. Jak cierpi, to nienawidzi - nawet podświadomie, ale dziecko to bezbłędnie wyczuwa. Stąd patologia, wojny i nieszczęścia. Dzisiejsi sadyści, dyktatorzy i mordercy, to wczorajsze niekochane, zgnębione w dysfunkcyjnej rodzinie dzieci. Dorosły w życiu emanuje tym, co dostał w dzieciństwie (w formie wzorców, wierzeń, przekonań). Rodzice zostali oszukani - małżeństwo i dzieci miały dać szczęście, a dały zgryzotę i ból, a na koniec oddali do domu starców, i sprzedali dobytek życia, by polansować się przy piramidach, wstawić fotki z dzióbkiem na fejsa, gdy w tle pochrumkuje obfajdany wielbłąd, a otępiała od leków matka kona w publicznej umieralni. Oszukano rodziców, a oni oszukali dzieci, które potem oszukają swoje potomstwo. Żeby wiedzieć co dla Ciebie dobre, pytaj siebie, swego serca a nie innych ludzi, czy na internetowych forach. Dla jednego dzieci będą przygodą i wielką radością, dla innych udręką w imię bycia jak inni, jak stado. Później dziecko gdy dorośnie, brak miłości przełoży na nienawiść do ludzi. Oto kilka z mitów, które stado Pań wszelkimi sposobami chce utrzymać jako prawdziwe, słuszne i zbawienne.


1. Seks ma wydawać się niezwykle cenny, dostępny jedynie po wielu wyrzeczeniach i próbach, podpisaniu prawnej umowy, dzięki której co nasze, po rozwodzie będzie w połowie Pani, a co jej, będzie jej. Gdy ktoś pisze (np. ja), że latami figlował za darmo (poznawałem Panie przez internet, po czym oddawałem się z nimi słodkiej namiętności), pojawia się bunt i agresja, różnie wyrażana. Przeważnie są to słowa typu pusty, płytki i żałosny, oraz "życzliwe" rady bym zbadał się na obecność wirusa HIV. No cóż, przykro mi, badałem się i jestem zdrowy. To na kiłę! Nic z tego, zdrowy jak koń, przynajmniej w tym względzie. A zdrowie psychiczne? Dziękuję, w normie. Na pewno skrzywdziła Cię jakaś kobieta! Nie, to ja sam się skrzywdziłem swoją głupotą, wiarą w to, że kobieta jest w stanie dać mi szczęście, cwaniackim podejściem że dam kwiatki, powiem miłe słowa, a wtedy będę szczęśliwy. Gdy to zrozumiałem, zacząłem sam dbać o to, by mieć przyjemność, bez uzależniania się od kogokolwiek, bez upokarzających "dilów" - ja Ci mieszkanie, ślub, pieniądze, zrobię dziecko, a Ty mi powiesz że mnie kochasz. Sam mogę się kochać, przynajmniej emocjonalnie - fizycznie potrzebuję Pań, no ale to nie jest trudno dostępne, wręcz przeciwnie.
Jeśli seks będzie łatwo dostępny, a Panowie w to uwierzą (większość tego nie wie), nie będzie można limitować do niego dostępu, np. migrenami, które cudownie mijają w dniu wypłaty. Nie będzie można zachęcać do ślubu, i niekorzystnych dla mężczyzny rozwiązań prawno finansowych. Gdy seks będzie niezwykle drogi i cenny, można wywindować cenę aż do nieba za dostęp do niego. Dlatego Panie powszechnie podziwiają i chwalą wiernych, słodkich misiów, dla których żona jest wszystkim co istnieje, tzw. pantofli i Ryśków (od Ryśka z Klanu, dla którego sensem życia jest żona i dzieci). Tymczasem ojcem ich dzieci, w co najmniej 25% są Panowie, którzy misiami słodkimi na pewno nie są. No cóż, słodkie misie są do wychowywania i pracowania na rzecz rodziny, a do zapłodnienia nadaje się kryminalista, wagabunda, pewny siebie i przebojowy kalibabka, tulipan i wierutny kłamczuch, uciekający po seksie w siną dal. Miły facet kobiety nie podnieca - kobieta może go lubić, szanować, ale nie poczuje porywających emocji, ułatwiających współżycie. Po prostu Panie uwielbiają kanalie, takie jak np. ja :)


2. "Kochać można tylko jedną kobietę w życiu". Ten mit powstał po to, by w wypadku rażącego naruszania przez żony wszelkich zasad, samiec bał się odejść, bo przecież nikogo już nie pokocha. Prawda wygląda jednak tak, że kochać można jeszcze mocniej, i to nawet nie kobietę, a wszystko co zechcesz. Dla układu hormonalnego to bez różnicy, na jaki widok wstrzykuje hormony szczęścia do krwi.


3. Wierność po grób. Romantyczne, prawda? Tak, w filmach. W zwykłym życiu, facet bądź kobieta mogą zachowywać się tak potwornie, że jedynym rozsądnym wyjściem jest odejść. Ale jak odejść, jak jestem wierny po grób? Zostaję więc i cierpię, ku rozkoszy kata w spódnicy.


4. W małżeństwie wszystko jest wspólne, a intercyza jest wyrazem braku zaufania i miłości. Czyżby? Każdy kto zna ponurą rzeczywistość sal sądowych, wie że brak intercyzy rujnuje tylko mężczyznę, a czasem wpędza go pod most, na samo dno ludzkiej egzystencji. Kobieta łzami i szlochem wybroni się z niemal każdego oskarżenia.


5. Prostytutki są złe, obrzydliwe. Oczywiście że są złe, ale dla interesów małżonek, które chcąc coś przeforsować w małżeństwie, albo ukarać męża (za brak szcześcia, które wg. seriali powinno samo przyjść po ślubie) odstawiają małżonka od łóżka. Panie płatne przywracają wąsatym mężom radość życia, lekkość w trzewiach i wiarę w ludzi - ku goryczy i oburzeniu legalnej, pobożnej małżonki, która przysięgę małżeńską łamie myślą, mową uczynkiem i zaniechaniem każdego dnia.


6. Testy DNA są wyrazem braku zaufania, miłości i nienawiści do swej kobiety. A gdy po sześciu miesiącach od porodu okaże się, że dziecko jest Twojego kolegi z pracy, mimo tej wiedzy płacisz do 21 roku życia obcego dziecka, a często i na małżonkę (obniżenie standardu życia). Na utrzymanie swojego dziecka, jeśli zechcesz je mieć, nie starczy już sił ani środków. Więc nie rób testów, ufaj bezgranicznie kobiecie, a później wypłakuj się na forach prawniczych, rób próby samobójcze, żyj w nędzy i upodleniu by opłacić przygodę życia ludziom, którzy Cię oszukali.


------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

czwartek, 26 czerwiec 2014 22:40

Bądź bezwzględny

Panie rzucały mnie często i chętnie; śmiało można uznać, że rzucanie Marka gdy właśnie się zakochał, stało się swego czasu Warszawką modą, stylem życia.

Dekapitacja po Bożemu

Większość Pań dokonywała egzekucji po Bożemu, tradycyjnie, czyli słowa kryjące nudę i zniechęcenie facetem, który nie może spełnić jej pragnień, okrywały peleryną złudzeń: "to nie ma sensu", "nie wiem co czuję", "dajmy sobie trochę czasu na przemyślenie naszej przyszłości". Zamiast gwałtownie mordować, morzyły mnie głodem; amortyzowały uderzenie. Kilka Pań dało upust swym emocjom w dosadniejszy, bardziej dobitny sposób. I jak to mówią, "nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka" - także i ja kończyłem niejedną relację. Nic przyjemnego, przynajmniej dla mnie, niemniej większość koszy pełnych kwaśnych jabłek odrzucenia, które niezręcznie wyplatałem swymi słowami (i nerwowym zaciskaniem spoconych paluchów w butach), były nieudane - albo je odwoływałem pod wpływem płaczu Pań, albo czułem się po nich tak, jakby przejechał mnie szaleńczo rechoczący do kamerki Robert N. Nienawidzę rzucać kobiet, na szczęście jestem biedny i brzydki, więc zostały mi te przeżycia mocno ograniczone. Rzucać Panie lubię jedynie na moje trzeszczące łóżko; by je szaleńczo gryźć i całować tam, gdzie nie czuć sushi. Jądro ciemności na mej mapie skarbów, pozostanie na zawsze ciemne i nieodkryte.

Poklepywanie po pleckach

W życiu nie wystarczy wiedzieć, czego chcesz - to oczywiście bardzo ważne, ale musisz wiedzieć jak ominąć przeszkody, które chcą Cię odciągnąć od Twego celu. Przeszkody to najczęściej ludzie, którzy przemocą (rzadkość), wzbudzaniem litości (często), poczucia winy (bardzo często), będą chcieli Cię wykorzystać. Świat zna wielu speców od szybkiego osiągania sukcesu, którzy równie szybko tracą dobre imię, szacunek, pieniądze i zdrowie. Zdobyć sukces to jedno, a utrzymać go, to drugie - znacznie ważniejsze, co w mig zrozumiesz, jeśli zadasz sobie trud poczytania o tych, którzy wygrali miliony w loterii, by szybko spaść na samo dno.
Co zniszczyło loteryjnych milionerów? Zasadniczo dwie sprawy. Pierwsza to brak wizji. Nie ma wizji celu, więc pieniądze szły na bieżącą, niepohamowaną rozsądkiem konsumpcję. Jachty, wille, szybkie auta i jeszcze szybsze dziewczyny... Druga to brak asertywności, więc nie umieli odmawiać naciągaczom, głównie w najbliższej rodzinie. Brak asertywności (czyli mówienia nie), wynika z niskiej samooceny. Lotto - milioner który ma niskie poczucie własnej wartości, otaczany jest komplementami, uwagą i podziwem ludzi - klepią go po plecach, mówią że jest wariat, niesamowity (komplementy są dostosowywane do poziomu umysłowego ofiary), fantastyczny, a wszystko w sosie pełnych uznania spojrzeń, głuchego, gruźliczego dudnienia gdy kolejne dłonie klepią zgarbione ciężarem kompleksów plecy frajera - tworzą one w ofierze przyjemność, płynącą z bycia kimś ważnym, szanowanym.

Rechot z Kotońskiego

Gdy ta przyjemność jest już mocno ustabilizowana w ofierze, następują prośby o pożyczkę, czy wejścia w świetny biznes, na którym oczywiście "nie można stracić". Ofiara doskonale wie, że odmawiając, osoba dająca komplementy (czyli przyjemność) będzie smutna, wkurzona... może nawet zacznie bluzgać, zabierze przyjemność wyklutą z jajka komplementów i zostawi ropiejącą ranę. Nie chce tego, nie chce znowu cierpieć (jak całe życie) więc zgadza się. W ten sposób traci majątek - dokładnie jak Panowie, którym piekne Panie podnoszą poczucie wartości swoim długonogim towarzystwem, a później proszą o przepisanie mieszkania, ziemi czy domu. Odmówią - będzie płacz "nie kochasz mnie", "nie ufasz mi" i brak seksu, bo przecież Pani nie może się kochać, gdy facet jej bezgranicznie nie ufa, bo to nie jest miłość. Gdy jądra spuchną, podpisujesz dokument przekazania domu czy działki, a seks wraca. Figlując między udami swej ukochanej, wachlujesz wasze spocone miłością ciała aktem przekazania majątku, i śmiejesz się w duchu z tego głupka Kotońskiego, który ciągle kracze i straszy. Do czasu...

Spójrzmy na dwa, mające określone znaczenia słowa. Słowo "zdecydowanie" brzmi przyjemnie, atrakcyjnie, Panie bardzo lubią te słowo, zwłaszcza gdy tyczy się sytuacji, w której mężczyzna "zdecydowany" jest spełniać ich cele, zapewnić im życiową satysfakcję i "bezpieczeństwo" (a jak nie jest "zdecydowany", to migrena, płacz, wrzaski i "nie wiem co czuję", "nie czuję się bezpiecznie"). Słowo "bezwzględność" smakuje mrocznie, okrutnie, kojarzy się z diabelstwem, bardzo złymi ludźmi, hitlerowcami, PO-wcami. Ale te dwa słowa opisują pewien stan ducha, który jest człowiekowi chcącemu rozwijać się w życiu, koniecznie potrzebny. Bardzo mało się o tym mówi, kładąc nacisk jedynie na samoocenę, pozytywne nastawienie i jasną wizję swych celów w życiu - to nie wystarczy, dlatego tyle tragedii i smutku w życiu tych, którzy tę wiedzę mają; mają jej za mało, albo ją przeinaczyli, zmienili jej znaczenie. Bezwzględność jest w zasadzie cechą neutralną; dopiero nasze intencje i czyny nadają jej znaczenie. Można bezwzględnie radzić sobie ze złem, albo bezwzględnie je czynić. Bezwzględność i zdecydowanie, to siła którą może wykorzystać ciemna, bądź też jasna strona mocy; jest najemnikiem, a każdy kto jej pragnie, może wziąć ją w jasyr. Powinien nawet - do czego gorąco zachęcam.

Oszołom, bo żyje po swojemu

Załóżmy że jesteś "oszołomem", "nienormalnym", bo szukasz w życiu czegoś innego, niż stado w którym wyrosłeś (grupa ludzi, robiąca to "co trzeba", co im dyktują reguły właśnie tegoż stada, religijnego, politycznego czy światopoglądowego) - zauważyłeś że bezustanna gonitwa za pieniędzmi, gadżetami, religijnymi mirażami, stanowiskami i władzą prowadzi jedynie do coraz większego cierpienia, nie dając ani satysfakcji, ani spokoju. Widząc ten bezsens (nazywany wyścigiem szczurów) rozwijasz się zgodnie z tym, co Ci proponuję, przykładając dużą wagę do kwestii samooceny. Rozumiesz już, że gdy nie masz do siebie szacunku, sympatii i życzliwości, całe życie będziesz się szarpał jak ryba na haczyku, próbując znaleźć te przyjemne odczucia w przedmiotach, jedzeniu, alkoholu, papierosach, narkotykach, bądź innych ludziach - a jak już zapewne wiesz, za poklepywanie po pleckach i poczucie przynależności do ich grupy, każą sobie słono płacić.

Każda przyjemność pochodząca z zewnątrz, to kredyt który trzeba spłacić (kac, rozstanie, rozstrój organizmu, choroby, pieniądze, obniżony nastrój, czasem więzienie). Praca nad swoją samooceną zastępuje rozpaczliwe szukanie przyjaciół (by nie czuć się samym, by nie zostać sam na sam ze swymi lękami), obsesyjne zarabianie pieniędzy (także przestępstwami, by mieć podziw i szacunek otoczenia) oraz wchodzenia w seksualne relacje - zamiast dostawać przyjemność z zewnątrz, sam ją sobie dostarczasz, ponieważ masz takie możliwości (układ hormonalny może dawać Ci haj całe życie, od rana do wieczora). Te sprawy bardzo dokładnie opisuję w mojej książce, "Stosunkowo dobry".

Jesteś ważny! Ale dla kogo?

Po około dwóch tygodniach pracy z samooceną (ten czas jest bardzo różny, zależy od podatności na zmianę wzorców podświadomych), przychodzi dół, depresja - to znak że stary wzorzec "jestem do bani, brzydki, gruby, grzeszny itd." się broni. Później idziesz szybko do góry - za jakiś czas spadniesz, ale to za jakiś czas. Zanim on nadejdzie, czujesz to co tu od zawsze piszę; nie rozumiesz mentalnie, głową, intelektem - ale czujesz w ciele, jako przyjemność i znacznie wyższy poziom energii. Świat wtedy wydaje się być wspaniałym miejscem, pełnym ekscytacji i radości. Niestety, pewne struktury ciągną nas cały czas w dół, do "normalności" czyli cierpienia, poczucia winy, niegodności, braku szacunku do siebie (reklamy, media, przede wszystkim religie bazujące na cierpieniu ludzi). Bo gdy cierpisz, kupujesz masę rzeczy, których w zasadzie nie potrzebujesz; idziesz na wojnę (walczyć o interesy bankierów), przepisujesz mieszkania klerowi i głosujesz w wyborach jak on Ci sugeruje (to mu daje profity od władzy), chorujesz (wycieczki na Hawaje dla "lekarzy", za zapisywanie Ci niepotrzebnych leków, wpędzanie w kolejne choroby), itd. Twoje cierpienie napędza konsumpcję, wyzwala wojny i konflikty. Jesteś ważny! Jesteś potrzebny! Maszynce do mielenia mięsa...

I tu dochodzimy do sedna, być może chaotycznego felietonu. Gdy Twoim celem jest satysfakcja, spełnienie, radość z życia - musisz wykształcić w sobie bezwzględność. Na Twej ścieżce życia, spotkasz wiele pozornie dobrych przeszkód, które nie bacząc na krzyk sumienia (programowalny kulturowo mechanizm), musisz od siebie odepchnąć, ominąć i iść dalej, nie reagując na wrzaski odtrąconych, jadowitych węży. "Marek, wróć do nas, daj się pokąsać, jesteśmy tacy głodni! Masz dobre serce, czy nie? Przecież cierpimy, chcemy ssać Twą krew!". "Weźcie moich czytelników" odwrzaskuję śmiejąc się głupkowato; po czym podążam ku światłu, ku górze.

Bądź bezwzględny

Bezwzględnie i zdecydowanie musisz ucinać relacje z ludźmi, którzy chcą Cię ściągnąć w dół, w swoje lęki, troski i choroby. Jeśli cierpiącym dorównasz w cierpieniu, sobie zaszkodzisz a im nie pomożesz - niby jak, skoro nie masz w sobie niczego, czego nie mogliby wziąć dla siebie? Co im dasz, cierpienie? Przecież oni już je mają... w nadmiarze. Czy głodny może pomóc głodnemu? Niby jak? Oboje nie mają jedzenia, oboje umrą w mękach. Żeby pomóc, musisz mieć coś, czego nie mają cierpiący; musisz mieć szczęście i bogactwo. A świat krzyczy - Ty egoisto, bądź z nami, cierp z nami, cierp w duchu! Jeśli posłuchasz tego syreniego śpiewu, nikomu nie pomożesz. Tylko zaszkodzisz, bo im więcej cierpienia wokół cierpiącego, tym większa beznadzieja i rozpacz.

------

Bezwzględnie musisz zrywać z kobietami/mężczyznami, którzy zmieniają Twoje życie w gnój, którzy sprawiają, że musisz stoczyć się dla rzekomego dobra drugiej osoby. Jeśli się stoczysz, jak wyciągniesz potępioną duszę ku światłu? Może tego dokonać tylko ten, który jest szczęśliwy. Gdy więc partner Cię niszczy, zostaw go sam na sam ze swym cierpieniem. Ty się raduj, a on niech doświadcza tego, co go niszczy. Gdy będzie miał dość, chwyci się Twego szczęścia, a Ty wyciągniesz go z wiru. Cierpiąc oboje, razem utoniecie.

------

Bezwzględnie i bez mrugnięcia okiem, masz odmawiać prośbom o pożyczkę - do tego są banki i instytucje finansowe. No tak, one nie dadzą się zrobić w hu.. jak Ty...

------

Bezwzględnie ucinasz rozmowy, spotkania i dyskusje, w których zamiast zajmować się czymś wspaniałym, skupiasz swą uwagę na gwałtach, problemach, cierpieniu i nędzy. To że nędza istnieje, nie oznacza że masz ją wpuszczać w swoje myśli, przeżywać ją, wyobrażać sobie. Po co masz się źle czuć, kiedy to nie dotyczy Ciebie? Gdy wpuszczasz ją w swe myśli, zapraszasz ją do swego życia. W końcu do Ciebie zapuka...

------

Bezwzględnie wyśmiewasz wszystkie manipulacje ("jesteś egoistą, dlaczego nie chcesz cierpieć razem z nami!") które próbują Cię osłabić, rzucić na kolana i sprawić byś upadł - a wtedy będąc na poziomie adwersarzy, spokojnie Cię wykończą. Gdy jesteś wyżej, pozostaje tylko bezsilnie szczekać i ujadać.

------

Bezwzględnie rezygnujesz z drogi na skróty. Biografia braci Kliczko jest pełna kłamstw, to oczywiste. Ale w jedno wierzę - gdy ćwiczyli i nie byli tak mocno znani, mieli wspaniałe oferty "pracy" w mafii. Odrzucili je - bo wiedzieli że na swojej drodze zarobią znacznie więcej, wyżyją się w aurze legalności. Woleli poczekać na swój czas - cnota cierpliwości została obficie nagrodzona. Zamiast bandytami w więzieniu, są znanymi na całym świecie sportowcami, a już teraz jeden jest ważnym politykiem.

------

Miej wizję, zdrową wiarę w swoje możliwości - a przy tym bądź absolutnie bezwzględny. To dobra, wspaniała, cudowna cecha. Bądź bezwzględny i zdecydowany, bo doskonałość i cnota jest ich dziećmi, a piękno i szczęście wnukami.


--------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

poniedziałek, 23 czerwiec 2014 22:13

Sztangą wypocić kompleksy?

Z pracą nad sobą, jest tak samo jak z treningiem siłowym. I owszem, można ćwiczyć w domu zamiast na siłowni, ale ktoś kto nie jest zdeterminowany (albo zdesperowany nadchodzącymi wakacjami), po tygodniu traci motywację i przestaje ćwiczyć.

Pani prezes pierdzi jak puzon

Przerabiałem to zbyt wiele razy... W którymś momencie po prostu się nie chce, nie masz zapału, na zewnątrz łoi w okna ponury, jesienny deszcz, a w domu jest tak ciepło i przytulnie... Wyjście na siłownię to w pewnym sensie rytuał - są chłopaki, można sobie ciekawie pogadać, pośmiać, warto by też było od czasu do czasu zaimponować efektem naszej pracy - czyli konkurencja, męska rywalizacja, rozrywka. Chcemy wyjść, bo gdy nas nie ma, może właśnie nas obgadują? Trzeba trzymać łapę na bicepsie, przepraszam, na pulsie. Czasem są atrakcyjne Panie, więc robi się naprawdę wesoło, zwłaszcza jak któraś wyginając ku nam "przypadkiem" za mocno pośladki, pierdnie.

Kolega mi opowiadał, jak sztanga mało go nie zabiła, gdy Pani w wieku więdnących bazi namiętności właśnie tak się zachowała - i nie miał mu kto pomóc, bo wszyscy zwijali się ze śmiechu. Ależ emocje, ależ wspomnienia! Jedna niestrawność, a ile radości, rozluźnienia w mięśniach napiętych braci samców w wieku rozpłodowym, ile dobra! Można pracować samemu - ale z czasem się nudzi, opadają na nas jesienne liście zwątpienia i słabości. Dlatego zachęcam ludzi do sesji terapeutycznych ze mną; Praca z kimś, kto zna się na rzeczy, oddala od nas te zagrożenia, odgania nudę i nużącą powtarzalność. Mniejsza z tym.

Wrzasnąć przy wyciskaniu

Ja ćwiczę w domu kettlami, ponieważ tam gdzie obecnie przebywam, siłownia jest mała i wpieniało mnie to, że co facet zrobi serię na klatę, to muszę odkręcać śruby, montować talerze i dmuchać swoją robotę, kiedy wiem że koleś jest tym podobnie jak ja sfrustrowany. Po co się stresować? Czasem przychodzą wrzaskliwe małolaty, a czasem piękne Panie (rzadkość) całe w antyperspirancie; raz że się wstydzę, bo po solidnych seriach spływam potem, a dwa że chcąc nie chcąc, wychodzi ze mnie samcza natura, co grozi potężną kontuzją. Wykańczając mięśnie, lubię sobie wrzasnąć, bluzgnąć - czasem zdarzy się solidne pierdnięcie. Nic nie mówię o bekaniu i czkaniu w dobrym, męskim towarzystwie. Przy Paniach to niemożliwe, ponieważ jestem gentlemanem. Pierdzę tylko przy zaufanych kolegach, albo przy dziewczynie, jak ją mam (czyli wielka rzadkość).

Kwestię motywacji przejął strach przed cukrzycą - ćwiczę, by dobre samopoczucie wynikające z wysiłku, zapobiegło chęci na słodycze, czyli pokarm dla candidi, grzyba którego rozrost w naszych jelitach, powoduje wiele przykrych chorób, włącznie z depresją, myślami samobójczymi, rozpaczą. Jeśli uwielbiasz słodycze, a czujesz się psychicznie coraz gorzej, grzyb naturalnie występujący w jeltach rozrósł się, "przypakował". By utrzymać swą dominację, zatruwa Cię gdy nie jesz słodyczy - poczytaj o tym koniecznie, w sieci jest o tym wiele tematów. Ponieważ jestem nałogowym słodyczoholikiem, wiem jak się żyje bez cukru - i z nim. To wielka jakościowo różnica. Teraz ponad miesiąc "bez", ale kto wie co przyniesie przyszłość? Jakie stresy się pojawią, by wepchnąć mnie w czułe objęcia czekoladek, żelków, torcików?

Sprawność a nie siła

Ćwiczę bardzo mało, metodą Pavla Tsatsouline, czyli do trzech powtórzeń, prawie maksymalne ciężary, nigdy do zmęczenia. Taki trening najbardziej mi "wchodzi", ponieważ wieczorami mam siłę, by te pięć minut poboksować, nigdy nie jestem całkiem wypompowany. Przy tym rodzaju ćwiczeń, najlepiej się czuję. Nie zależy mi na dużych mięśniach, a na sprawności. Kiedyś o nich marzyłem, ale w wyniku pracy nad sobą zrozumiałem, skąd wzięło się te marzenie - z niskiej samooceny i strachu. Chciałem być duży i silny, by mnie szanowali. Chciałem się dobrze czuć ze sobą, ale zauważyłem ciekawą rzecz - faceci którzy wyglądają jak gladiatorzy, ciągle są niezadowoleni - wejdź na fora sportowe i sam to zauważ. Ciało super, ale tu jeszcze triceps trzeba zgnoić, trochę fatu spalić, warto by nad plecami popracować. I tak latami - zadowolenia nie ma, bo i być go nie może. Gdyby pojawiało się zadowolenie, gdybyś był szczęśliwy tu i teraz, cała Twoja tożsamość - ego - rozpadło by się.

Struktura psychiczna człowieka, egzystuje w wiecznym kiedyś - kiedyś będę szczęśliwy, kiedyś będę miał super ciało, kiedyś zarobię wystarczająco dużo pieniędzy, kiedyś przedłużę sobie prącie, kiedyś stanę się jak mój ideał społeczny, polityczny, muzyczny, religijny. Nic z tego. Ta struktura żyje z tego, że jesteś nieszczęśliwy. Napędzają to naganiacze suplementów, politrucy firm farmaceutycznych - oni żyją z Twego nieszczęścia, z tego mają wypłacane pensje. Są też mali goście, którzy nie mają lęków, nie mają mięśni - i żyją. Czyli nie od wielkości ciała zależy satysfakcja człowieka - chyba że "łykniesz" ich kłamstwa, wtedy zapragniesz być duży, oraz co oczywiste, zaczniesz kupować ich proszki i tabletki, by tę wizję wprowadzić w życie. Fałszywą wizję...

Kasa czytelników szła na L glutaminę...

Boję się liczyć, ile w swoim życiu wydałem na suplementy. Nawet myślenie o tym mocno podnosi mi ciśnienie. Niewiele to dało - i tu pewnie zakrzykną akwizytorzy tych specyfików, bądź Panowie czy Panie, którzy nie lubią się czuć zrobieni w konia... że źle je stosowałem. Ależ skąd, jak najbardziej dobrze. To co skuteczne, to natura. Ryby, orzechy wszelkiej maści, mądre układanie posiłków, całe pokolenia potężnych wojów na tym wykształciło niesamowite umiejętności - i nie znali kreatyny, niemożliwe! Możliwe.

W książkach Pavla Tsatsouline, pokazani są dawni siłacze. Wyglądają niekiedy znacznie lepiej, niż dzisiejsze ikony siły - czy stosowali białko, kreatynę, aminokwasy, boostery i masę innego dziadostwa? Oczywiście że nie. Na forach sportowych są opłacani naganiacze, którzy mają dobrze zrobione ciała, mówiący Ci jak wiele zyskali dzięki suplom. Czy dawni wojownicy je stosowali? Nie. Może dlatego że ich nie znali? Kto wie, może gdyby żyli w dzisiejszych czasach, oszołomieni marketingiem także chcieliby mieć więcej siły czy wytrzymałości.

Ktoś, kto nie chce się wysmarowany olejkami napinać na estradzie, ktoś komu wystarczy duża sprawność fizyczna, nie musi tego syfu używać. Wszystko co zbudowane na bazie treningu i hartu ducha, ma najwyższą wartość. Nawet nie będę wspominał o sterydach - ktoś kto tak robi, niszczy swoje ciało w imię mrzonki, marzenia które nie jest jego, marzenia które obiecuje mu satysfakcję, szacunek i sukces, przyjemność i brak bólu, strachu - po prostu przyjemniejsze życie. Nic z tego. Ego działa zawsze tak, byś na coś czekał, liczył na coś - ta struktura nie umie inaczej. To jakby wymagać od samochodu by latał - nie jest do tego stworzony.

Panika pakera na budowie

Jeśli chcesz wolności od lęku, pragniesz siły która może Ci to dać, najgorszym wyjściem jest kulturystyka. Mięśnie nie dają praktycznie nic - oprócz złudzenia mocy. Nawet na budowę domu się nie nadasz, bo momentalnie opadniesz z sił. Jak robiłem z chłopakami przy łopacie, to do legend przechodzą "zwiechy" pakerów, paniczne lęki że w domu mają białko i prochy, że spalą mięśnie nadmierną pracą. Chudy, żylasty bokser zmasakruje niemal każdego kulturystę w warunkach ulicznych. A więc sztuki walki - które? Ja na ulicę polecałbym boks i zapasy, ale wiadomo że zdania są podzielone. Ale są i lepsze opcje - zorganizowana grupa przestępcza, a chociażby Pruszków czy urząd skarbowy... Kiedyś Słowik, okrutny gangster wzrostu niewielkiego, upokorzył Gołotę który przed nim uciekał. Gdyby Gołota odważył się choćby chuchnąć na Słowika, zostałby zakatowany na śmierć. I gdyby Słowik swobodnym krokiem wszedł w środowisko najlepszych bokserów, zawodników MMA - nikt z nich nie odważyłby się oddać mu ciosu. Gdyby tak zrobił, zatłuczono by go wraz z rodziną, a przedtem długo torturowano. Oczywiście Pan Słowik to już nie tak potężny przykład, mówimy o ludziach tego pokroju, jeszcze nie złapanych. A przecież są Panowie, którzy jakby kazali Panu Słowikowi zaśpiewać, to by zaśpiewał i to z przytupem. Przypominam słowa Pana Masy - przy WSI, Pruszków to była mafia trzepakowa. Jeden z byłych bossów mafii stwierdza, że kolesie którzy by mogli Cię zniszczyć bez względu na Twój obwód bicepsa, są gówniarzami... Co to się porobiło na tym świecie!

Wywiad, tajne służby, świetnie wyszkoleni zawodowi zabójcy, specjaliści od tortur i psychicznego wpływu... A są takie struktury, które mają władzę nad WSI. Np. państwo i mocni politycy - których władza zależy od poparcia kleru, który daje dwa, trzy miliony głosów - od biznesmenów, którzy dają pieniądze na kampanię i przekupują dziennikarzy. A są i wyższe struktury. I jeszcze następne... Co jest na szczycie tej piramidki? Nie wiem. Ale na pewno są tam ludzie, którzy nie pakują by stać się lepszymi. To jest dla baranów, stada którym zarządzają - zamiast być szczęśliwymi, oni czekają aż szczęście da osiągnięcie ideału, którego nijak nie da się osiągnąć - bo zanim go osiągniesz, zestarzejesz się i umrzesz.

Pakuj, ale nie dla zmniejszenia lęków

Czy potępiam sport? Ależ skąd, to wspaniała sprawa. Ale nakłaniam Cię do tego, byś dokładnie zrozumiał dlaczego go uprawiasz. Jeśli dla przyjemności, zdrowia, wyluzowania, to super. Jeśli po to by zaleczyć kompleksy, to są znacznie lepsze metody - bo tą na pewno się nie uda. Proste ćwiczenia na samoocenę, dadzą Ci w rok znacznie więcej, niż dodatkowe piętnaście kilogramów mięśni.
A jeśli mi nie wierzysz, to szukaj władzy i siły w znacznie wyższych strukturach niż te siłowe - pamiętając że zawsze będzie ktoś nad Tobą, a kompleks strachu i słabości będzie Ci towarzyszył do końca Twych dni. Kompleks to nawyk, wzorzec myślowy, wykształcony najczęściej w dzieciństwie, pakowanie na niego nie wpłynie. Żeby poradzić sobie ze swym strachem, zahamowaniami, lękami i kompleksami, trzeba pracować z nimi, a nie mięśniami. Pakera upokorzy zawodnik sztuk walki, zawodnika gangster, jego znowu boss mafijny, tego z kolei ktoś ze służb specjalnych, jego polityk, polityka biskup... a nad wszystkimi strukturami stoją potężne organizacje, które decydują o ich bycie, czy że się tak filozoficznie wyrażę - niebycie.


---------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

piątek, 20 czerwiec 2014 22:10

Egoiści w związkach

Życie ludzi, także w związkach, to pasmo niekończącej się udręki, dołków i urojeń na temat tego, jak mogę być szczęśliwy. Jedyne co sprawia że ludzie się masowo nie wieszają, to instynkt przetrwania i nadzieja na przyjemność.

Kij na pryszczaty zadek i marchewka

Ludzie nie są wolni i nigdy nie byli. Steruje nimi niechęć przed doświadczaniem bólu, oraz pragnienie doświadczania przyjemności - a te pojęcia wcale nie są obiektywne i stałe, ale jak najbardziej subiektywne, zależne od wychowania, przekonań. A kto propaguje model wychowania, głównych przekonań? To właśnie te struktury sterują człowiekiem, za pomocą kija i marchewki. Ta manipulacja obejmuje cały świat, szczególne spustoszenie siejąc w związkach międzyludzkich - i tak ma być. Cierpiące ofiary zrobią wszystko, by poprawić sobie obniżony nastrój, więc kupują ciuchy i ajfony, ćpają, palą, objadają się, upijają, jeżdżą szaleńczo po ulicach Warszawy, niezobowiązująco sekszą, uciekają w książki, wycieczki (nowe budzi podniecenie, nie pozwala myśleć o swych kłopotach, ogłusza nieznanymi bodźcami) itd.

To co sprawia że cierpimy i doświadczamy miłych uczuć, to w dużym skrócie robota układu hormonalnego. Rządzi nim umysł i jego przekonania, czyli wierzenia. Od urodzenia uczy się nas wielu rzeczy - jeździć na rowerze, jeść nożem i widelcem, klękać w kościele, nie łapać dziewczyn w szkole za włosy czy pączkujące piersi i nie pierdzieć przy innych. Za zrobienie "jak trzeba" jest nagroda (w postaci lepszego samopoczucia), a za złe nieprzyjemne uczucia (lęk, wstyd, wstręt). Żyda nauczono w dzieciństwie (a on przyjął to za prawdę) że świnia jest nieczysta (podobnie jak nie - żyd, czyli goj którego można, a nawet wypada oszukać, bo on tylko udaje człowieka), więc na samą myśl o zjedzeniu świni zalewają go hormony stresu, źle się czuje - przy tej myśli, prawdziwy Polak poczuje burczenie w brzuchu w sosie lekkiej przyjemności. I gdy ten prawdziwy Polak zobaczy pająki i węże, dozna uczucia wstrętu - a w Azji jest wielu, którzy cieszą się, bo lubią takie frykasy. Krowa Polaka śmieszy, a Hindusa wypełniają religijne uczucia z nią związane. Te same rzeczy, a całkiem inne przekonania z nimi związane - a za przekonaniami idzie reakcja hormonalna; cierpienie bądź przyjemność. Jeśli dzieci byłyby uczone od dzieciństwa, że oddech czy dotknięcie nosa daje przyjemność, bezustannie by ją odczuwały - tak jak wielu ludzi non stop cierpi, narzeka, marudzi i ma "doła". No ale dzieci uczy się innych rzeczy, znacznie ważniejszych niż szczęście (np. wydobycie węgla), czego efekty widać nie tylko w szkołach, ale głównie u dorosłych. Dojrzały człowiek jest tym, czym nasiąknął w dzieciństwie - oddaje to, co dostał. Jak można dać coś, czego się nie dostało?

Odwieczna manipulacja

Książki, filmy, komiksy, bajki, dobranocki, opowiadania, "mądrości" dziadków, rozanielonych komediami romantycznymi mam i tatusiów (zwłaszcza po kielichu czy dwóch), tworzą w Twoim umyśle warunki - to i to sprawia przyjemność, a co innego ból. Kupę musisz robić sam, żeby inni tego nie widzieli i nie czuli. Nie wolno uderzyć kobiety (ona może Cię poniżać latami), bo prawdziwy mężczyzna tego nie robi, zajęty jest sadzeniem drzewa, budowaniem domu i noszeniem spodni. Masz się codziennie myć, zmieniać slipy, mówić dzień dobry sąsiadkom, chodzić do kościoła.

Ludzie żyją wypchani tymi warunkami, nie wiedząc że przyjemność i szczęście można uzyskać bez ich spełniania - trzeba wytworzyć silny nawyk cieszenia się z pierdół, a gdy się on wytworzy, będziesz instynktownie reagował na wszystko zadowoleniem - tak, to jest tak banalnie proste! To musi jednak potrwać, gdyż po pierwsze, uno, nawyk niezadowolenia z siebie powtarzałeś latami, a po drugie, punto, społeczeństwo nie lubi takich ludzi - bo nie można nimi w żaden sposób manipulować. Jeśli "oszołom" ciągle czuje radość bez powodu, to nie można go namówić na podżyrowanie kredytu (a jak nie, obrażę się, a Ty miej poczucie winy), na wojnę (o honor i ropę dla bossa i stojących za nim bankierów) na ślub bez intercyzy (nie chcesz oddać dorobku życia, tzn. że mnie nie kochasz, czuj się z tym źle i cierp gdy płaczę, bo "łzy kobiety są porażką mężczyzny") i do każdej rzeczy, która dla Ciebie jest niekorzystna.

Koniec świata, on jest jakiś nienormalny!

Nie można Cię dotknąć, obrazić, wpływać na Ciebie; koniec świata! Twoi bliscy i przyjaciele, nigdy nie pozwolą Ci na bezwarunkowe szczęście. Prędzej Cię zabiją, niż przyznają że Ty masz rację, a oni zawsze się mylili, zostali oszukani. To z tej wiedzy pochodza słynne słowa o tym, że nie przyniosłem pokoju a wrogość między rodziną i przyjaciółmi - to prawda, niestety albo stety. Masz żyć tak, jak oni. A skąd oni czerpią wiedzę? Z telewizji. A kto jest właścicielem telewizji? Prześledź to, a zobaczysz kilka nazwisk. Kilku ludzi steruje Twoimi przekonaniami na temat życia, związków, miłości i szczęścia. Oni Ci nie pozwolą na szczęście bezwarunkowe, bo wtedy ich biznesy by upadły. A jak stracą biznesy, upadnie wpływ na władzę - i co wtedy zrobią Ci ludzie, gdy okoliczności zabiorą im ich jedyną przyjemność? Polecam im moje felietony i moją e książkę "Stosunkowo dobry" (hi hi).

Skąd się bierze obraza, zranienie? Z warunku że ludzie muszą mnie szanować, że muszą być dla mnie mili. Jeśli tak się nie dzieje, wkurzam się i obrażam. Naiwne, dziecinne warunki - jak ludzie mają Cię szanować, skoro sami się nienawidzą? Spójrz co ludzie jedzą - o swój samochód dbają, bo jak wleją złą benzynę czy nie wymienią oleju, naprawa będzie bardzo kosztowna. I nie dopuszczają do siebie myśli, że jak po jedzeniu świństw dostaną raka i będą robić pod siebie, wrzeszczeć i piszczeć z bólu, to będzie to znacznie droższe i dużo nieprzyjemniejsze. Ludzie dbają o swe samochody, a nienawidzą swych ciał i umysłów; napychają swe brzuchy śmieciami, swoją głowę mordami, gwałcicielami, pedofilami, aferami z mediów, zboczeńcami i perwersjami z talk show - a później cierpią ich ciała i myśli. By znaleźć ulgę od cierpienia (które ujawnia się jako depresja, ataki szału, lęki, fobie i obsesje) idą do kościoła, gdzie klękają z szacunkiem przed zakatowanymi zwłokami Żydowskiego cieśli, Boga, a później siadają cichutko, by w towarzystwie wykrzywionych w męczarni twarzy świętych męczenników, powtarzać że są nikim, że są grzeszni i źli, winni. Gdy wracają po tej sesji nienawiści do siebie (czują się "naładowani", jak po snickersie czy bigmacu), włączają telewizor i podjadają smakołyki - by następna dawka trucizny w nich wnikła. Po dziennej dawce sado maso zasypiają, by wraz z jutrzenką kontynuować dzieło zniszczenia siebie - i dawać "dobre" rady, zwłaszcza tym, którzy tego nie chcą. Te tematy niezwykle szczegółowo opisuję w mojej e książce "Stosunkowo dobry".

"Przekupstwo Boga"

Kobiety i mężczyźni to bezwzględne, egoistyczne drapieżniki w owczej skórze. Każdy z nich ma swój zestaw wierzeń. Facet wierzy że zgrabna, atrakcyjna kobieta da mu szczęście i przyjemny seks, podziw u znajomych, wrażenie życiowego sukcesu, przetrwanie i nieśmiertelność w postaci dziecka (na ile czasu te przetrwanie starczy?). Czyli satysfakcję - kobieta także ma swoje cele, które jak święcie wierzy, dadzą jej szczęście. Dom, ślub, założenie rodziny, gniazda, dzieci... Czy to ich cele? Przeważnie nie. Wierzą że to im da szczęście, bo każda bajka i film, mówią jedno - na koniec byli szczęśliwi razem z dziećmi. Oni nie wiedzą że można żyć inaczej, znają tylko ten jeden wzór na szczęście, który szczęścia dać po prostu nie może - bo wytresowano nas, że szczęście jest tylko w przyszłości, po spełnieniu jakichś warunków. Oczywiście gdy spełni się jeden, szczęścia nie ma, i tak bez końca - aż przychodzi śmierć, a człowiek nadal nie zna szczęścia; planuje że szczęście będzie po śmierci, w niebie. I całą piękna wizję psuje idea piekła - więc zapisuje się mieszkanie i pieniądze organizacji, która całe życie straszyła diabłami i złymi duchami; by dostać niebo. Moment zapisania mieszkania jednemu z tysiąca kultów, sekt czy religii, to akt herezji - uznanie Boga za bazarowego, głupkowatego cwaniaczka. Ja oddam mieszkanie, które jest mi już niepotrzebne, a w zamian dostanę niebo. Świetny biznes! Problem w tym, że nawet ja, niespecjalnie inteligentny prostaczek widzę w tym cwaniactwo - skoro widzę ja, to Bóg ma nie widzieć? Wątpię. Jeśli za przekupstwo urzędasa jest kara (w w Polsce tylko w teorii), to jaka jest za próbę przekupstwa Boga? Czytanie moich felietonów przez wieczność? Nie, to byłoby zbyt okrutne!

Para się spotyka, udaje atrakcyjnych (wg. swojego wzoru atrakcyjności, wciąganie brzucha, udawanie mądrych, empatycznych), pokonują wspólnie kolejne etapy związku... bo oboje dążą do przyjemności, do własnych celów. Są egoistami, których interesuje własna satysfakcja, czyli rodzina, pozycja w społeczeństwie, brak litościwych uśmieszków cioć że nie mają dzieci, że rzekomo przegrali życie... Pragną przyjemności i chcą uniknąć nieprzyjemności, wszystko jest skoncentrowane na sobie, kiedy na zewnątrz wiele sie mówi o poświęceniu, misji, miesza się w to nawet Boga i przyszłość wszechświata - nieprawda. Ludzie robią to, co ma ich uczynić szczęśliwymi - a założenia biorą stąd, skąd biorą je inni. Dlatego świat to parada klonów kopiujących cudze zachowania, by nie wypaść ze stada baranów. A szczęścia jak nie ma, tak nie ma... Jak wiemy, rodzina i dzieci szczęścia nie dają - gdyby dawały, mielibyśmy spełniony, szczęśliwy, roześmiany świat, a ja jakoś go nie widzę. A może się mylę? Sądzę że niejedna osoba, cała czerwona na twarzy z gniewu, wywrzeszczała by mi prosto w twarz że jest szczęśliwa. Dokładnie jak mój kolega, który całe życie ma silną depresję. Jest szczęśliwy. Bo jest.

Egoiści oskarżajają o... egozim

Z tej pary egoistów, któraś z osób może przegrać, zostać "zostawiona", "przetrawiona" - i zaczyna się żal, nienawiść, próby samobójcze. On jest zły, miał ze mną zostać na zawsze, miał mi dać szczęście! płaczą Panie. A to ku.. zdradziła mnie, zginie beze mnie, kto jej naprawi drzwi od lodówki, szma.. zawodzi Pan. Każdy z nich chciał osiągnąć przyjemność dzięki drugiej osobie - gdy ta odeszła, oczekiwana przyjemność się nie pojawiła. Powstaje nienawiść do drugiej płci. Obie strony wiedzą, że by zyskać szczęście, muszą wejść w związek, stworzyć parę - i gdy druga osoba odejdzie, zabierze ze sobą przyjemność. To rodzi strach, zależność emocjonalną, człowiek nie czuje się pewny.

Zaczyna nienawidzić tak samo, jak niewolnik nienawidzi swego pana, a jednocześnie uświadamia sobie swą zależność od niego. Pan może zabrać niewolnikowi życie, a odchodząca kobieta czy facet - przyjemność, którą zdefiniowało nam w dzieciństwie społeczeństwo, a my w te bajki uwierzyliśmy. To jaka to miłość i szczęście, jak trzeba pilnować babę czy chłopa, by nie uciekli wraz z naszą przyjemnością? To ma być te słynne szczęście w związkach, pełne lęku, zazdrości, przeczesywania komórki i bezsennych nocy? To ja dziękuję, wysiadam. I ze współczuciem reaguję na wszystkie "jesteś pusty, żałosny, płytki, niedojrzały emocjonalnie, nieodpowiedzialny", bo wiem że za tą desperacką, często agresywną postawą, stoi niespełnienie, brak satysfakcji, często rozpacz i szarpanie się, by z idei która nie daje szczęścia, coś wycisnąć. Niestety, nie da się. Jednym do zrozumienia tego faktu wystarczy kilkanaście lat, innym kilkadziesiąt, kolejni stracą na to całe życie.

-----------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

poniedziałek, 16 czerwiec 2014 21:34

Quo vadis kobieto?

Obserwując Panie w sieci, można zauważyć ich ogromne kompleksy, szokująco niską samoocenę, którą próbują zakryć na wszelkie możliwe i niemożliwe, często groteskowe i agresywne sposoby. Oglądanie tego procesu w tak dużej skali, sprawia że mam ciarki na plecach, a zimny pot spływa pomiędzy moimi twardymi jak stal, tysiące razy kopanymi przez życie i Panie pośladkami. Jak mogło dojść do takiej sytuacji, że napisanie banalnej prawdy budzi tak wielką agresję u Pań?

Rysiek kobiety nie zastąpi

Kobieta w roli matki spełnia się lepiej niż ojciec; tak, to też przytyk do zabawnych pomysłów, by dwaj Panowie wychowali dziecko. To że facet przebiera się w pończochy, szpilki, maluje paznokcie i daje w tyłek, nie oznacza że jest wystarczająco emocjonalny. Do czwartego, piątego roku życia dziecko jest bardzo emocjonalne, a tak mało logiczne, że tylko w troskliwych objęciach mamy, zyskuje niezwykle ważne dla jego rozwoju ukojenie i bezpieczeństwo. Tego mężczyzna nie jest w stanie dać, nawet archetypowy Rysiek z Klanu, dla którego sensem istnienia jest rodzina. W miarę dojrzewania dziecka, gdy wykształca się ciekawość świata, uwaga dziecka przechodzi na ojca, który swą męskością i spójnością wprowadza dziecko w nowy, zadziwiający świat - który kiedyś znienawidzi, ale mniejsza z tym. Tak więc mamusia dba o maluszka, przytula gdy ten zapłacze w nocy, pociesza i koi lęki, a gdy ten podrośnie idzie z tatą na mecz, zobaczyć jak "nasi" dostają kolejny raz w pupę; eksploruje świat w którym przewodnikiem i wyrocznią staje się tata - gdy jeszcze podrośnie, widok skąpego "wapniaka" będzie go wkurzał, a gdy z prochu wapno powstałe w proch się zamieni, gorzko zapłacze i zatęskni. Oto statystycznie najczęstsze koło życia, gdzie istnieją bezustanne cykle i pulsujące zmiany.

Nie mam macicy

I czy ja mam z tym problem, że kobieta jest lepsza w wielu dziedzinach ode mnie? Czy wściekam się i tryskam jadem w słowach zaklętych, gdy Panie mówią mi że nie mam macicy? Że nie urodzę dziecka? Ależ skąd, nie mam absolutnie żadnego problemu. Rozumiem i akceptuję, że natura różnie nas zaprojektowała, że każdy z nas ma przypisane odpowiednie role, tak jak nie obrażam się na noc i dzień, ciepłe dni i nadchodzące po nich zimne, wyjątkowo dla mnie niełaskawe. Jeśli kobieta ma macicę, większą odporność organizmu i mniejszą masę mięśniową, to głównie po to by zająć się potomstwem. Mężczyzna natomiast ma zająć się organizacją pokarmu, mieszkania, bezpieczeństwa, do czego mięśnie i agresja wydatnie się przydają. Role zostały podzielone - kobieta rodzi i wychowuje dziecko, gdyż te w pierwszych latach życia lgnie najwięcej do mamy, a ojciec przejmuje później tożsamość surowego autorytetu. Rodzice wymagają, dziadkowie rozpieszczają (przynajmniej mnie, słodyczami, co przypłaciłem nadwagą), różne role zostały dla nas rozpisane. Oczywiste, prawda? Przynajmniej w zdecydowanej większości, bo o niej przecież, a nie o ekstremach rozmawiamy.

By kobieta mogła się zajmować małym dzieckiem, musi być istotą emocjonalną - dziecko dopiero wykształca świadomość, więc pokrzykuje, słodko gęga, śmieje się, płacze. Umysł mężczyzny stworzony do abstrakcyjnych dziedzin (matematyka, inżynieria, filozofia, duchowość, idee) nawykowo każdą informację ze świata, dosłownie wszystko pragnie przekształcić w zrozumiały wzór, schemat - tymczasem paplanie dziecka nie ma żadnego, głębszego sensu, ponieważ jest niezorganizowanym (jeszcze) w słowa wyrazem stanów emocjonalnych. Dziecko jest zadowolone, to paple i gęga szczęśliwie, jeśli smutne, przestraszone, płacze. Dlatego właśnie mężczyzna (nie każdy) czuje przy dziecku silne, obezwładniające zmęczenie. Kocha, szanuje, cieszy się - ale jego mózg potwornie się męczy, próbując poradzić sobie z tłumaczeniem tego obcego, niewomlęcego języka. Moi znajomi mówią o zjawisku otępienia, wstydliwego wyczerpania które staje obok miłości. Tymczasem kobieta która jest praktyczna i ziemska, nie ma z tym problemu - porozumiewa się i myśli emocjami, więc nie męczy się i nie frustruje tym, że nie rozumie dziecka. Kobiety wiele rzeczy nie rozumieją, ale wystarczy że są ładne, urocze, należą do nich... i już kochają. Dziecko wesoło gęga, a Panią wypełniają wielkie emocje. Ona w nich rozkwita, płonie wesołym ognikiem; mężczyzna natomiast marnieje w oczach. Gdy dziecko dorośnie, stając się dorosłym mężczyzną, sytuacja się odwraca - kobieta nie rozumie syna, ojciec mądry, życiowy, zawsze zrozumie.

Panie są dziecinne

Dlatego fakty są oczywiste, ale też zakrywane, ośmieszane - kobiety oskarżające mężczyzn że są dziecinni, same są z natury dziecinne; myślą emocjami, by móc w pełni kochać dziecko, są nielogiczne, kierują się wiarą w coś, co może być kompletną nieprawdą, ale "złapało" za emocje. Panie mówią że mężczyzna który nie spełnił jej oczekiwań, jest pusty i płytki - ale to właśnie Panie nie mają poczucia honoru, są przyziemne - bo nie mogą jako matki być inne. Tak to mądrze uczyniła natura, że dla matki liczy się tylko przetrwanie dziecka - i dla dziecka matka zrobi wszystko. Męskie pojęcia jak honor i zasady, tylko by w tym przeszkadzały - kobiecie w głowie się nie mieści, jak można popełnić samobójstwo w imię honoru, co np. robiono w Japonii; i chwała Bogu. Kobieta ma znaleźć najlepsze geny, oraz kogoś, kto w najlepszy sposób zajmie się potomstwem, a nie umierać w imię jakichś dla niej dziwnych, wymyślonych przez ludzi dla ludzi zasad. Kobiety nie mają przeważnie innych niż potomstwo i dbanie o urodę zainteresowań, ponieważ tylko to jest im potrzebne dla przetrwania genów - uroda umożliwia zainteresowanie sobą najsilniejszego samca, seksu z nim i zapłodnienia, czyli przekazania genów.

Kobieta w znaczącej większości, nie ma zasad, zainteresowań (oprócz dbania o urodę, i czytania marzycielskich "książek", gdzie brzydka i gruba dziewczyna poznaje księcia który zapładnia i daje finansowe "bezpieczeństwo", nigdy biedaka), wyobraźni, zdolności logicznego rozumowania. Od kilkudziesięciu lat, Panie mają możliwości nauki gdzie chcą i czego chcą, dzięki czemu widać wyraźnie, że nic to nie dało - kilka wyjątków potwierdza regułę. Ile nobli, ile wynalazków należy do kobiet? Ano właśnie. Czy to źle? Ależ skąd, to bardzo dobrze.

Zimna furia Pań zranionych

Teraz Panie poczują gniew, furię. Nazwą mnie płytkim, pustym, żałosnym, emocjonalnym kaleką, niedorozwojem, nienawidzącym kobiet impotentem. Te inteligentniejsze (niewiele)zaczną drwić, "syczeć", jak ja to nazywam. I właśnie takie zachowanie, dobitnie podkreśla kompleksy Pań - nie ich własne, ale wmówione im za pomocą nowoczesnych mediów. Natura jest doskonała; w dziele przedłużenia i rozwoju życia, obdarzyła dwie płcie określonymi parametrami, by umożliwić największą szansę na przetrwanie ludzkości. Nikt z dwóch płci nie jest zły, bądź mniej potrzebny - obie płcie i jej unikalne parametry zachowania, są bezwzględnie konieczne dla ludzkości. Ktoś musi zająć się dzieckiem, które z racji nierozwiniętej świadomości, musi mieć miłość i uczucia, ponieważ logika w formie świadomości jeszcze się nie wykształciła - tę rolę przejęła kobieta. Aby dziecię z opiekującą się nim kobietą mogło przetrwać, mięso przyniesie owłosiony, wypełniony testosteronem samiec.

I co ludzkość zrobiła? Wmówiła kobietom że są niesprawiedliwie traktowane. Te uwierzyły, łyknęły jak pelikan - ale co dalej kobieto nieszczęsna? Chcesz być mężczyzną i jak on świetnie radzić sobie z męskimi sprawami? Zatracić emocjonalność? Jak wtedy wytrzymasz z małym dzieckiem, obezwładniającym zmęczeniem, gdy mózg automatycznie próbuje zrozumieć niemowlęce emocje? Jakie dasz mu wsparcie emocjonalne wtedy, gdy tego najbardziej potrzebuje? Urosną Ci duże mięśnie, będziesz polowała na mamuta, tylko jaki facet będzie wtedy chciał Cię zapłodnić, byś doświadczyła macierzyństwa? Albo logika, albo emocjonalność, coś za coś, nie można mieć dwóch na raz. Nie można myśleć emocjami, a jednocześnie kierować się logiką.

Co za dużo chłopów, to niezdrowo

To co zrobiono z kobietami, jest straszne. Sprawiono że zamiast być sobą, być dumne że są kobietami, one chcą teraz być mężczyznami - i jak tak się kiedyś nie daj Boże stanie, natura wykreśli ten eksperyment z powierzchni ziemi, tej ziemi. Bo co dużo chłopów, to niezdrowo.

Brak akceptacji dla siebie, to frustracja i stres. Ten się zajada ciastkami, zapija alkoholem albo redukuje paląc papierosa - a później zaraża tasiemcem, by przed latem szybko schudnąć, by podobać się chłopom, by męskie chucie podwyższyły poziom zadowolenia Pań. Są jeszcze inne możliwości poradzenia sobie z przykrymi odczuciami w ciele - ostry, niezobowiązujący seks (tu jakoś nie protestuję przesadnie), ekstremalne sporty, niebezpieczne zachowania, narkotyki, głośne miejsca by bodźce z zewnątrz zagłuszyły wewnętrzny ból. Szalony świat, gdzie każdy chce być kimś innym, a nikt nie chce być sobą. Kobiety są zestresowane, nieszczęśliwe, cierpiące - szukają więc radości. Te same siły które wmówiły im że są niesprawiedliwie traktowane, dają im na tacy rozwiązania - tylko czy będą one dobre? Czy z zatrutego drzewa, można zerwać zdrowe jabłko?


---------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

sobota, 14 czerwiec 2014 10:27

O jeden klaps od życia za dużo

Pracując z facetami, zauważyłem że 99% ich problemów (kobiety, relacje, samoocena, depresje itd.) można może nie usunąć (to już musi potrwać), ale mocno osłabić ich wpływ jedną, umiejętną rozmową. Jeśli człowiek ma postawę otwartości (która wynika ze zbyt wielu klapsów od życia), a nie mądrzenia się i stawania okoniem "dla zasady", można osiągnąć niemal cuda.

Problemem jest wiara, przekonanie

Znając te zjawisko, w mojej pracy postawiłem sobie jeden cel - sprawić, by umiejętnie zidentyfikowali problem. Żaden z moich studentów nie umie określić problemu, którym w istocie jest ślepa wiara; wiara że ich lęki, niska samoocena, dawne grzechy, nieudacznictwo i cała ta menażeria potworów którymi się tytułują, jest ich osobowością, że tacy są. Nie, nie są. Dziwne? Ależ skąd, zaraz to wytłumaczę.

Oto wyznanie człowieka, który żyje w społecznym transie i z pozoru wydaje się "normalny", czyli pozwolił by to ktoś inny decydował o jego życiu, samopoczuciu i życiowych celach: Jestem głupi, brzydki i żadna mnie nie chce. Jestem tchórzem, frajerem, nieudacznikiem, śmieciem. Jestem do niczego, nikt mnie nie kocha, nie mam przyjaciół, jestem nudziarzem... Nie jest tak? Nie masz ciągle poczucia lęku, braku jednej z tysięcy rzeczy czy cech, złości że coś idzie nie po Twojej myśli? A czy to jest na pewno Twoja myśl?

Parametry sukcesu to łgarstwo

Świat mówi Ci za pomocą mediów, reklam i wszystkich innych nośników informacji, że sukces to określone parametry. Mówią rodzice, dziadkowie, proboszcz, filmy, kreskówki, bajki, książki, komiksy - mówią Ci że szczęście i sukces to związek, dzieci, sukcesy zawodowe, piękne kochanki i szybkie samochody, określone wierzenia religijne. Programują Cię bezustannym powtarzaniem, w które każdy musi uwierzyć, zwłaszcza gdy jest dzieckiem i każdą bzdurę wypowiedzianą przez autorytet wchłania jak gąbka. Przypomnij sobie bajki, komiksy, rzekome życiowe mądrości starych, zgorzkniałych ludzi - żeby mieć szczęście musisz coś osiągnąć, spełnić określone warunki, pokonać smoka, posiąść dziewicę, spłodzić drużynę piłkarską. Nawet piękna muzyka, kojarzy się z negatywnymi, manipulacyjnymi treściami, spójrz proszę na youtube, by samemu się przekonać że wszystkie, uwielbiane przez świat hity mają negatywne, pełne niezgody, buntu i złości treści. Im piękniejsza muzyka, tym mocniej te treści w Ciebie "wchodzą", stają wzorcami którymi się kierujesz w życiu. Te wszystkie nieprawdziwe informacje żyją w Tobie, i głosem emocji domagają się zrealizowania. W ten sposób żyjesz dla cudzych celów, a nie swoich - bo społeczne cele nie są Twoje, nigdy nie były. Kto w ogóle je określa, i niby dlaczego masz się im poddać? Wiadomo że trzeba stosować się do prawa, norm obyczajowych, genitalia trzymać ściśnięte w bokserkach, a nie huśtać je na oczach zszokowanych ludzi - ale sprawy tyczące się naszego szczęścia, to już powinna być tylko i wyłącznie naszą sprawa; a nie jest.

Z czym ciągle się stykasz, w to uwierzysz, w końcu tak zaczniesz myśleć i wszystko oceniać. Nauczono Cię kiedy możesz czuć szczęście, a kiedy masz czuć się nieszczęśliwy. Nauczono kiedy się można cieszyć, a kiedy smucić - oczywiście tych przyjemnych chwil jest bardzo mało, bo tylko smutny, zrozpaczony człowiek kupuje przedmioty by polepszyć sobie nimi samopoczucie. Twój system hormonalny, mogący cały czas zalewać Cię hormonami błogości i szczęścia (dużo mocniejszymi niż heroina), został zablokowany. Dla układu hormonalnego to żaden problem, on pracuje tak, jak decyduje mózg. A Twój mózg decyduje nie tak jak jest dobrze dla Ciebie, a jak jest dobrze dla manipulatorów; Twój mózg został zmanipulowany informacjami (media, społeczne mity, książki, religie, filmy itd.) które wziąłeś za prawdę, a które z prawdą mają tyle wspólnego, co krzesło z krzesłem elektrycznym.

Twoje szczęście, to koniec drapieżników

Układ ten może sprawić, że będziesz cierpiał całe życie (znasz na pewno takie osoby), a może sprawić że zycie spędzisz w ekstazie. Dlaczego więc wszyscy ciągle cierpią? Bo ludzie drżący z rozkoszy i głębokiego zadowolenia (bez kaca, wymiotów i psucia zdrowia, świadomi) nie pójdą na wojnę, nie napędzą konsumpcji, nie polepszają swoim poczuciem bycia nikim, humoru i samopoczucia drapieżnikom, które tą strukturą zarządzają. Właśnie dlatego zabrano Ci możliwość raju, a dano piekło na ziemi, tej ziemi. Cierp, kupuj, choruj, kupuj leki, zdychaj; następni w kolejce już czekają na pranie mózgu, mające zrobić z nich półżywe, cierpiące roboty myślące że ich szczęście leży na zewnątrz, w przedmiotach, osobach, zdarzeniach i tytułach, które inni ludzie im nadają. Nieprawda, szczęście to układ hormonalny, nad którym to Ty masz kontrolę a nie inni. Ale że Twoja władza im się nie podoba, oszukano Cię że nie masz tej władzy, a ma ją... nowy model Iphone.

Stworzona w fabrykach snów, wiara w to czym jest szczęście, a czym nie jest, wpędza ludzi w życiowy koszmar, jest nieprawdziwa - ponieważ wszystko co nas boli, to emocje, a te należą do podświadomości - a więc systemu z którym związana jest świadomość (nasz umysł), ale to w zasadzie nie jesteśmy my. Podświadomość to tysiące różnych programów (czyli zaprogramowane i ustalone najczęściej w dzieciństwie reakcje na ogień, wodę, wysokość, kobiety, mężczyzn, uległość, dominację itd.). To są cegiełki, z których budowane jest nasze życie. I co najciekawsze, można je zmieniać, wymieniać - tylko że ludzie o tym nie wiedzą. Zamiast uczyć się czynić swoje życie przyjemniejszym, uczą się rocznego wydobycia węgla na świecie. Jeśli w dzieciństwie się topiłeś, umysł zapomina to zdarzenie, a jedynym jego śladem jest potężna panika uruchamiana na widok wody, albo na samą myśl o niej - mózg nie rozróżnia wyobrażeń od realności, co możesz sprawdzić wyobrażając sobie soczystą, kwaśną jak mój dowcip cytrynę. Przechodzisz jedną z terapii u psychiatry, po czym przestajesz się bać wody - to nie jest magia, to zwykła psychologia i psychiatria - cegiełki z których zbudowane jest Twoje życie, można i trzeba zmieniać tak, by że zacytuję klasyka, "żyło się lepiej".

Nie jesteś tchórzem i "lamusem"

Jeśli kiedyś się bałeś, przegrałeś, uciekłeś, byłeś szkolnym pośmiewiskiem, ofiarą losu i okrutnych ludzi - jeśli jesteś biedakiem, nędzarzem, moim czytelnikiem, dołujesz się, masz problemy z nałogami i sobą, to te wszystkie okropieństwa TO NIE TY, nie są Tobą i nie dotyczą Ciebie tak jak myślisz. To programy w Twojej podświadomości, stworzone przez różne sytuacje (najczęściej w dzieciństwie) wzorce akcji i reakcji, takie jak lękowa reakcja na ogień, wodę, burzę czy nagły hałas. Ktoś kto jest twardzielem, ma program walki i agresji w zetknięciu z presją, ktoś słaby program unikania za wszelką cenę konfliktu. Różni ich program, TYLKO I WYŁĄCZNIE. A Ty mi mówisz że jesteś tchórzem - nie jesteś, to nie Ty. To program w podświadomości, wzorzec reakcji. Znam mężczyzn słabych, znam też bardzo silnych, dominujących - to niekoniecznie silne ciało, ale zawsze różne programy. Zmień program, a zmienią się emocje kierujące Twym zachowaniem. I tyle! Różnica między potężnymi a słabymi, to tylko programy. Między szczęśliwymi a nieszczęśliwymi - to też programy. Jeden wierzy że świat mu sprzyja, więc z otaczającej rzeczywistości wybiera potwierdzające tę tezę doświadczenia, drugi robi na odwrót. Jeden się porównuje do miliarderów i płacze z rozpaczy, drugi do umierających z głodu dzieci w Afryce, więc się cieszy z własnego farta, gdy je pierożki mięsne z biedronki.

Czy wiesz jaka to ulga? Jaka to rozkosz? Żeby wyjść ze swego koszmaru, nie musisz ćwiczyć mięśni, wstępować do mafii czy PO, nie musisz mieć wiele pieniędzy ani pięknych kobiet. Musisz jedynie zrozumieć prosty fakt (nie ukrywany, bo to jest dostępna wiedza, ale wyśmiewany i nie promowany) że emocje rządzą Twym życiem i zachowaniem - a emocje to nie Ty, a uwarunkowania, wzorce reakcji KTÓRE MOŻNA ZMIENIAĆ. Ty to Ty, ale emocje to nie do końca Ty.

Bądź stosunkowo dobry

Właśnie dlatego napisałem e książkę "Stosunkowo dobry". Jest banalnie prosta, nie zawiera żadnych skomplikowanych pojęć, słów. Przełożyłem wszystkie znane mi systemy i modele umysłowe w coś tak banalnie prostego, że zrozumie to nawet dziecko. Poznaj swoją podświadomość i jej zasady, uświadom sobie jakie to wszystko jest śmiesznie proste; nie musisz tej wiedzy używać - ale miej ją w głowie. Gdy życie się popsuje, przypomnisz ją sobie i zastosujesz jak plaster na ranę.

Zamiast uczyć Cię technik podrywu jak internetowi guru, kuszenia ciągle wymyślanymi nowościami, uczę Cię podstaw tego systemu który stoi i za podrywem, i za relacjami z ludźmi, za medytacją i modlitwą jeśli tego chcesz i za wszystkim o czym tylko marzysz. Znając go, możesz sam się skutecznie rozwijać. Jedna książka i nic więcej nie trzeba, ponieważ te zasady działają na każdego - podświadomość to struktura, którą ma w sobie chrześcijanin, buddysta a nawet żyd.



-------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Najnowsze komentarze
asd