Najnowsze felietony

Marek

Marek

Zbyt piękny by płacić...
sobota, 30 sierpień 2014 22:39

Manipulacja Paniami

Manipulacja kobietą? Brzmi źle, niegodnie, grzesznie. Prawdziwy gentleman nie manipuluje kobietą! Wrzasną oburzone i trochę podekscytowane Panie. Czyżby?

Kwestia gustu

Gdy kobieta wpada w oko mężczyźnie (czyli widząc ją albo myśląc o niej, facet odczuwa przyjemność spowodowaną dopaminą, przez co chce to robić jak najczęściej), chciałby zrealizować swoje zamierzenia. Są one różne, kwestia gustów i guścików; jeden chce uprawiać seks, by bolesne napięcie zrzuciło z jego barków i jąder nieznośny ciężar, drugi przeżyć romantyczną miłość, deklamować Pana Tadeusza w blasku księżyca i różowych świec, trzeci zapłodnić, ożenić się i założyć rodzinę, dać Donkowi mięso armatnie na kolejną wojenkę o honor, guziki i interesy naszych starszych braci w wierze z USA; jeszcze inny pragnie zabić i zjeść, bo tylko full opcja daje mu pełnię przyjemności; co kto lubi, jak to mawiają.


Każdy z nas zawsze robi to, co jak uważa, da mu przyjemność, a za wszelką cenę unika nieprzyjemności. Nawet męczennik rzekomo poświęcający się dla innych, ma ze swej wyjątkowości (jestem lepszy od innych, robię coś, czego nie zrobi nikt z tej hedonistycznej hołoty) przyjemność natury psychicznej, zwłaszcza że według tego w co uwierzył, przez swoje cierpienie unika wiecznego piekła; mamy więc specyficzny biznesik, gdzie za cierpienie nabywamy zysk, czyli mamy do czynienia ze zwykłą relacją handlową. Jeden wierzy że męka da mu niebo po śmierci, więc dąży do tej wprawdzie odległej, ale realnej dla niego przyjemności, drugi wierzy że będzie szlachetny i zarobi na niebo wtedy, gdy da menelowi dziesięć złotych, a trzeci że wystarczy klepanie modłów trzy razy dziennie. To co uważamy za przyjemność, nie jest nasze, a zostało nam wmówione przez autorytety; przez powtarzanie zostało wyuczone i uznane za coś normalnego; nic bardziej mylnego.

Sztachetą i kastetem przy fajku

Ten kto pali, albo jeszcze lepiej, palił, wie że na początku papierosy są obrzydliwe, często się po nich wymiotuje, kaszle, dusi; organizm walczy z czymś, co go niszczy. Pamiętam doskonale, jak z moim najlepszym kumplem Tomkiem w podstawówce zaczynaliśmy; to było straszne, ale z drugiej strony myślałem, że dziewczyny będą mnie podziwiać. Cierpiałem w imię zwiększenia swej atrakcyjności towarzyskiej, myślę że wielu czytelników właśnie też tak zaczęło. A skąd brała się moja wiara, że wciąganie w siebie cuchnącego dymu da mi szacunek otoczenia? Głównie z filmów, gdzie twardziele palili jednego papierosa za drugim. Filmowy gwiazdor z rozepchanym przez producentów odbytem, zabił pięściami dwudziestu chłopa, wystrzelał batalion pancerny, zużył wagon ketchupu udającego krew, przeleciał kilkanaście ślicznotek i na koniec zapalił marlboro; weszło to w moją naiwną, dziecinna psychikę jak nóż w masło. Ponieważ chciałem być lubiany i podziwiany, chciałem dotykać i ciągnąć za warkocze klasowe ślicznotki, a nie miałem psychicznej siły która by mi na to pozwoliła, naśladowałem wzorce z otoczenia, a więc z filmów i pijanych wujków, którzy po alkoholu opowiadali jak to rozprawiali się ze swymi oponentami pięścią, sztachetą i kastetem. Skąd miałem wiedzieć że prawdziwa siła i moc to znajomość celu, wiara w siebie, życzliwość do siebie? Nikt z mojego otoczenia takiej wiedzy nie miał. Dokopanie się do niej zajęło mi prawie dwadzieścia lat. I gdy zrozumiałem o co chodzi, pojąłem że większość ludzi tej wiedzy po prostu nie chce. Lecą jak ćmy do ognia, upatrując swego spełnienia w tym, co im w dzieciństwie wmówiono.

Dlaczego więc ludzie palą? Bo naśladują wzorce męskości (faceci), albo kobiecości (Panie widzą szanowaną ciocię palącą mentola, więc kojarzą sukces towarzyski z paleniem) wzięte z filmów, książek, ogólnej mody. Ciało się buntuje przeciwko truciźnie, ale z czasem się przyzwyczaja, więc łagodzi objawy buntu przeciwko truciźnie. Uległość wobec mody na dorosłość skutkuje najczęściej rakiem, zniszczeniem zębów, smrodem ubrań i ciała oraz finansowym drenażem. Skoro człowiekowi można wmówić że papierosy są cool, można wmówić wszystko inne, a on będzie się niszczył wierząc że to jest normalne. Tylko że to normalne nie jest - i nigdy nie było. Ktoś nas, ludzi, potężnie okantował.

Kapitalista żyje z pragnienia ludzi

Twoje prawdziwe życiowe pragnienia, są zupełnie inne niż te, które jak teraz wierzysz, dadzą Ci szczęście. W procesie rozwijania swej osobowości, odrzucania nie swoich przekonań, ludzie z niedowierzaniem czują że "kręci" ich zupełnie co innego, niż wcześniej myśleli. Ich indywidualność, wrażliwa i cudowna istota, została stłumiona i zarzucona tonami cudzych śmieci, marketingowych mód i trendów, pragnieniami elektro - szmelcu i wszystkiego tego, co nie da Ci szczęścia. Bo gdyby dało, już byś tego nie potrzebował; fabryki by stanęły, podobnie jak obtłuszczone serca przerażonych kapitalistów, którzy żyją z Twojego wiecznego pragnienia, nienasycenia, chorowania i nieszczęścia. Przemysł produkuje, byś co roku zmieniał telefon, lodówki i ciuchy; musisz więc bezustannie pragnąć, bez końca liczyć że szczęście przyjdzie z kolejnym produktem, marką, przedmiotem. Czy szczęśliwy człowiek potrzebuje co roku nowego smartfona? Czy w ogóle potrzebuje smartfona? Ano właśnie.

By kobieta chciała zrealizować pragnienia mężczyzny (czyli dać mu przyjemność), trzeba wiedzieć że pachnąc i piękna Pani przed nami, która tak przekonująco mówi o tym, że najważniejsze jest serce (więc całymi dniami przystraja i maluje swe ciało) i jak nienawidzi egoizmu (ale tylko Twojego, sama przecież pragnie dla siebie przyjemności), także ma swoje cele, których osiąganie daje jej przyjemność. To w większości nie jej cele, a coś co zaprogramowała jej kultura poprzez filmy, książki, komiksy, religię, bajki od dzieciństwa; wszędzie tam jest głównie jedna informacja, że kobieta + mężczyzna + dom+ dzidzia = szczęście. Czego nie obejrzysz i nie przeczytasz, wszędzie masz tylko związki; szczęśliwe, nieszczęśliwe, ale tylko i wyłącznie związki. Wydaje się, że sensem istnienia istoty ludzkiej, największą rozkoszą i aktem patriotyzmu oraz dobra jest wejście w związek, małżeństwo i spłodzenie potomstwa - każdy kto podważa tę wszechobecną propagandę, staje się psychicznie chorym oszołomem, wariatem który "nic nie rozumie". Taki człowiek jest traktowany jak ci, którzy płonęli na stosach za szatańskie twierdzenia, że ziemia jest kulista a nie płaska. Teraz w Europie palić legalnie ludzi nie można, więc stosuje się społeczną banicję, skazując bluźniercę na męki samotności. Masz wierzyć w to, co system Ci każe wierzyć, bo jak nie to będziesz cierpiał męki wyszydzenia Cię, nabicia na pal ostracyzmu, wyrzucenia poza nawias społeczeństwa. Czy to nie zastanawiające? Dlaczego mam w to wierzyć bezkrytycznie, skoro mam rozum? Mam prawo analizować wszystko to, co podaje mi się jako prawdy życiowe; i korzystam z tego prawa, co widać, słychać i czuć.

Zniszczyć oszołoma!

To co kultura ludziom wmawia, wchodzi w głowę tak mocno że wydaje się być od zawsze normalne i własne, a takie nie jest i nigdy nie było. Nie ma w pięknych główkach Pań nic innego, niż powszechnie serwowane informacje; żadnej indywidualności, cienia oryginalności, zefirka własnych pasji - jest tylko to, co zostało tam upchane przez media, przez wieloletnie, hipnotyczne powtarzanie odpowiednich sugestii które przyjmuje się za prawdę - Pragnienie rozmnażania się, budowania jutra i rodziny. To ma dać szczęście, niestety, jakimś dziwnym trafem nie daje. Daje! Wrzasną Panie patrząc z pogardą na niedojrzałego emocjonalnie autora tych płytkich, pustych słów. A skąd pewność że daje? Z filmów, książek, opowieści nieszczęśliwych w swych małżeństwach babć, mam i ciotek? Już wiem co powiedzą Panie, znam to na pamięć; znam wiele takich małżeństw! Rykną Panie w których spojrzeniu oprócz pogardy, pojawia się także radosny triumf, powiew zwycięstwa nad oszołomem, który śmie podważać cudowne komedie romantyczne kręcone przez rozwodników.

No cóż, pisałem o tym wiele razy. Wiele z powszechnie uważanych za szczęśliwe małżeństw, doprowadziło do perfekcji udawanie szczęścia. Po co? Ano po to, bo nie każdy lubi zgrywać ofiarę życia, która litością wyłudza zainteresowanie, pieniądze i inne ochłapy którymi się karmi. Niektórzy udają szczęście w związku, by inni ludzie zazdrościli, by singielki płakały ze wzruszenia, potwierdzając "swoją" wiarę w to, że prawdziwa miłość istnieje. To sposób na bycie "kimś", wysoką pozycję społeczną, w końcu wielu chce znać harmonijną parę, która podkłada ogień pod kocioł wiary w to, że związek daje szczęście. Ponieważ od lat pracuję z ludźmi, mówią mi o tym jak wygląda taka gra ze szczegółami. Do tej pory trudno mi uwierzyć, jak bardzo szczegółowe są przygotowania do odgrywania "szczęśliwej pary" na ulicy, imprezie, u rodziny czy znajomych. No cóż, niepotrzebnie tak mocno udają - ludzie tak bardzo pragną widzieć w otoczeniu potwierdzenie "swoich" racji, że wystarczy grać na pół gwizdka, wszystko i tak zinterpretują po swojemu, byle tylko wyszło że mają rację; ale nie mają, nigdy nie mieli. Droga do tej konkluzji wiedzie przez pole minowe cierpień; jedni przejdą je cali, innym urwie nogę czy rękę, ale i tak warto.

Dwa tryby machiny pożądania

Mądry mężczyzna wie, że kobieta przejawia się w dwóch, że tak się być może niezręcznie wyrażę, trybach; w pierwszym chce tego co i w drugim, czyli Najważniejszego Kobiecego Celu (rodzina i dzidzia), ale Pani w pierwszej daje sobie na niego trochę czasu, a póki co chce poszaleć (przelecieć iluś kolesi), a druga chce już tu i teraz rozpłodu, że się tak brzydko wysłowię. To Panie, którym biologiczny zegar gra marsza pogrzebowego; coraz większa masa ciała i zanikająca jędrność części ciała, które Panowie lubią tarmosić, dotykać i lizać, skutecznie zmniejsza liczbę tych, którzy będą chcieli zainwestować całe życie, by sprawić przyjemność sobie i Pani.

Mądry mężczyzna musi rozpoznać, w której akurat fazie jest kobieta. Uczciwy facet jeśli chce seksu, rezygnuje widząc Panią chcącą zakładać rodzinę; bo faceta z klasą stać na to, by dla seksu nie unurzać się w nieuczciwości. Tak mówię braciom samcom, którzy pytają mnie o życiowe rady; musisz być uczciwy, stać Cię na to. Mężczyzna nieuczciwy, chcący tylko seksu, oszuka kobietę pragnącą rodziny, by osiągnąć swój cel w jej łonie. Wmówi jej że pragnie dzieci i ślubu, a zakochana i podniecona wizją własnej przyjemności (koniec z łatką starej panny, wyższa pozycja społeczna, skończą się docinki rodziny i koleżanek że nie ma chłopa, możliwość odczuwania pogardy do tych Pań, które nie mają jeszcze obrączki na palcu) kobieta da mu to, czego nie powinna. Ta Pani jest egoistką, oczywista oczywistość - ale to jej życie, jej postawy wobec życia i jej problemy, które niechybnie nastąpią. Moi chłopcy mają iść przez życie tak, by nikogo nie krzywdzić. Każdy kto mówi Ci że możesz oszukać kobietę, nawet nieuczciwą, oszukuje Cię. Nie ma takiej potrzeby, świat pełen jest rozkoszy której możesz doświadczyć. Wystarczy tylko wiedzieć, do których drzwi zapukać.

Poznać zwyczaje wroga, to go pokonać

Jeśli obie strony chcą seksu, trzeba zadbać o to, by partnerka zechciała przyjąć nas między swe rozkoszne ud przestrzenie; ładnie i modnie się ubieramy, szorujemy zęby, dbając by w każdej chwili konwersacji, nasz oddech był przyjemnie odbierany przez czujne nozdrza partnerki. Dbamy o paznokcie, kąpiel przed randką, dobry perfum, wyprostowaną sylwetkę, miłą i wyluzowaną postawę, gdzie nie podlizujemy się ale i nie jesteśmy agresywni, natarczywi. To właśnie jest wywieranie wpływu na drugą osobę, by zrobiła to, czego chcemy (i czego ona potencjalnie także chce, ale jeszcze bada czy pasujesz do jej wzorca faken frenda). Ktoś kto lubi czytać, dokształcać się, wie że można mówić niskim tonem w specjalny, emocjonalny sposób - szanse wzrastają. Ktoś jeszcze mądrzejszy wie, jaka w danym sezonie panuje moda. Nałożenie odpowiedniej szmaty na swe ciało, zwiększa szanse. Musisz być w temacie, czytać damskie gazetki, obserwować to, co kształtuje przekonania i poglądy Twego celu, ludzkiej samicy. Jeśli idziesz na randkę w garniturze dziadka, nie licz na słono - rybne muśnięcie Twego języka, a raczej na wieczorną gorzką gorycz chemicznego ekstraktu chmielu, z polskojęzycznego browaru.

Faceci mocno siedzący w wiedzy o ludzkiej psychologii, wiedzą że można w różne sposoby pobudzać "gadzi mózg" kobiety, czyli jej prymitywną, emocjonalną strukturę, która jest silniejsza niż świadomy umysł, czyli przereklamowany zdrowy rozsądek. Ci którzy czytali Toma Ferrisa i Małachowa wiedzą, że zamiast feromonów w perfumach z allegro, można jeść orzechy brazylijskie, dużo tłuszczu, witaminy D3 i korzystać z naprzemiennych prysznicy (ważne by woda była lodowata), by mocno wzrósł poziom testosteronu (ponad trzykrotnie), co objawia się tym, że kobiety tracą nad sobą kontrolę (uruchamia się silne pożądanie). Jeszcze inni wiedzą, jak wprowadzać w podświadomość kobiety podprogowo pewne informacje, zachęcające do siebie, a kolejni którzy uczą się energetyki, robią sztuczki które wymykają się ludzkiemu rozsądkowi. Gdy ja chciałem jakąś Panią poznać, zainteresować sobą, rozmawiałem z jej duszą w ciszy swego mieszkania; później ta Pani widząc mnie, czuła dziwne, ale przyjemne, magiczne uczucia których w ogóle nie umiała wyjaśnić. Warunkiem sukcesu takich działań duchowych, jest bezwzględna uczciwość i życzliwość wobec kobiet, a nie pragnienie by mieć w niej wytrysk za wszelką cenę.

Szanujmy Panie, ale kod pin trzymajmy przy sobie

Zawsze podkreślam, że niezależnie od tego co piszę, warto mieć duży szacunek wobec Pań; to najczęściej emocjonalnie dzieci, tak też je trzeba traktować. Pojawiamy się w tym świecie by doświadczać i się uczyć, wszyscy jesteśmy na tym duchowym poziomie jednością. Pogarda wobec kobiecych fochów i nielogiczności, jest w istocie pogardą wobec siebie, przecież to w swojej wyobraźni ją odczuwasz, tylko na Ciebie - a nie na nią wpływa. Są też tacy, którzy nie wiadomo skąd mają w sobie taką nadludzką energię i czar, że kobiety są im podawane na tacy, co tłumaczy ezoteryka jako podpięcie się pod "złe siły". Brzmi śmiesznie, do momentu w którym nie wejdzie się pod władzę tak potężnej aury. Wtedy racjonalista wyjąka, że oto ktoś ma silną osobowość; akurat. Panie które ulegają takiej sile, są bezwzględnie niszczone, ale haczykiem na który się je łapie, jest ich wiara w to, że mogą zmienić coś, czego zmienić się nie da; czyli pycha i ignorancja. Podobnie Panowie, których zauroczy niezrozumiała siła; czeka ich ciężka lekcja życia, dość częsta zakończona sznurem na szyi i kałową ejakulacją w obszarpane portki. Tak się kończy wiara w to, że cokolwiek na zewnątrz "mnie" może dać szczęście.

Panie na randkach też manipulują, ponieważ wiedzą że zapach, ubranie, makijaż, tipsy i masa innych upiększaczy (których nawet nie znam), zwiększa ich szansę na poznanie odpowiedniego (czyli najczęściej zamożnego albo z perspektywiczną pracą, by spełnić marzenie o rodzinie) faceta. Te Panie które mają szerszą wiedzę, stosują różne techniki i triki, których nie ma sensu w tak krótkim felietonie opisywać. Każdy gra kartami, jakie dostał od losu, a niektórzy te szanse znacząco zwiększają. Czy to że zamiast oglądać telewizję czytają, dokształcają się, znaczy że są źli? Podli? Nie, po prostu wiedzą że im więcej wiesz i rozumiesz, tym więcej możesz. Panie na szczycie sukcesu mają wspaniałe ciała, głosy i feromony; zamiast wybrać dziada, brały milionerów. Panie brzydsze muszą się dokształcać, inwestować w inne zalety i umniejszać wady, co też umożliwia sukces, często większy niż mają naturalnie piękne Panie. Ale trzeba się uczyć - w tym wyścigu szczurów wygra ten, kto ma aktualniejszą i pełniejszą wiedzę, kto mocniej orientuje się w grze i jej zasadach. Pamiętam jak jakiś czas temu, moja czytelniczka umówiła się ze mną na spotkanie. Myślałem że będzie jak zwykle - trochę pogadamy i do łóżka. A ona kupiła mi paczkę migdałów, o których kilka razy pisałem że je lubię. I mimo tego że z łózka nic nie wyszło, bardzo serdecznie ją wspominam z tego tłumu Pań, które mnie odwiedzały. Nie tylko Panie lubią prezenty - Panowie są także na ich punkcie bardzo czuli. Do tej pory mnie zastanawia, w jak prosty sposób można było mnie podejść; teraz z racji odchudzania, na migdały reaguję agresywnie; chwała Panu Bogu!

Tresura człowieka

Na szczycie tego wyścigu są ci, którzy wiedzą że partnerzy dają przyjemność, bo tak zostaliśmy wyuczeni. To tak samo jak z nałogami, palacze święcie wierzą że bez papierosa życie będzie szare i smutne, identycznie jak uzależnieni od alkoholu, narkotyków i hazardu. Gdy Ci powiem że bez heroiny wstrzykiwanej w żyłę na penisie (bo inne miejsca są już zniszczone), prychniesz - przecież żyjesz i tego nie potrzebujesz. Ale gdy Ci powiem że bez związków także można być szczęśliwym, oburzysz się. Widzisz, tak działa warunkowanie ludzi przez naszą kulturę. Tak Cię wytresowano, a Ty zgodnie z tym programem żyjesz i funkcjonujesz. Oburzysz się, wkurzysz; ale z czasem zobaczysz, że proponowane i znane Ci z mediów sposoby na szczęście, nie działają, bo i działać nie mogą.

Czy chcę Cię zniechęcić do miłości, związków? Ależ skąd. Chodzi mi tylko o to, byś pod cudzymi celami odkrył swoje własne. Może się okaże że Twoją pasją jest co innego niż rodzina, zakładana by mieć szklankę wody na koniec życia i niebo po śmierci? Pragnę byś decydował sam, bo to Twoje życie; póki co decydują inni, kultura, media, religie, marketing i mody, a także oszukani przez nie "przyjaciele". Im nie zależy na Twoim szczęściu - oni chcą tylko tego, byś kupował bez opamiętania, byś z zewnętrznymi przedmiotami wiązał swoje szczęście. Tak Cię nauczono - ale niby dlaczego miałbys nie związać go z samym życiem? Żyjesz, co daje Ci szczęście, hormonalny haj który kojarzysz tylko z zakochaniem, procesem chemicznym mającym Cię nakłonić do rozmnażania. Dla mózgu to bez znaczenia, on jest programowalny - ma pchać dopaminę non stop, z powodu samego życia? To pcha. To system hormonalny, robol woli, niewolnik Twej decyzji, robot zdrowego przekonania. Po co wiązać swoje szczęście z czymkolwiek, jak możesz być szczęśliwy tu i teraz, bez sukcesu, płaskiego brzucha, wielkiego penisa, miliarda dolarów, pięknej cycatki owiniętej wokół Twego ciała i konta bankowego?


Czy byłeś na moim nowym forum www.braciasamcy.pl, gdzie jestem dyktatorem demokratycznym?

----------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

środa, 27 sierpień 2014 13:51

Zaklinacz Pań

Słynny "zaklinacz psów" Cezar Milan, leczy niegrzeczne pieski w prosty sposób. Bierze hultaja do swojego, składającego się z kilkunastu psów stada, gdzie on jest szefem a rozrabiaka dostosowuje się do tej hierarchii. Wtedy psi grzesznik zaczyna naśladować inne psy i nawraca się na normalność (zachowuje się jak chce stado, czyli zgodnie z wolą lidera).

Grupa, czyli atak klonów

Taki właśnie jest wpływ zbiorowości na jednostki; wszystkie się je sprowadza emocjonalnie i mentalnie do wspólnego mianownika, czyli mamy stado miernot rezygnujących ze swojej indywidualności, oraz bogatego lidera którego naśladują. Kto jest outsiderem i nie chce być klonem jak inni, staje się dziwakiem którego grupa wypędza, nienawidząc i drwiąc. Tymi agresywnymi zachowaniami motłoch tłumi swój strach, depcząc jak kapustę rodzące się niepokojące myśli, że sprzedali coś bardzo cennego, w zamian za akceptację i pozorne bezpieczeństwo grupki baranów. W grupie nie ma miejsca na to, byś był szczęśliwy. Tak to już w życiu jest, że warunkiem utrzymania spoistości grupy jest negatywny stan emocjonalny jej uczestników; człowiekiem szczęśliwym nie można kierować, zastraszać, wywierać wpływu. Albo grupa, albo szansa (niewielka, trzeba tu wiele pracy) na Twoje wewnętrzne spełnienie, wybór należy do Ciebie.



Grupa fanów Apple nienawidzi fanów samsunga - grupa fanów konsol (między ps a xbox też trwa bezustanna walka), nienawidzi fanów pecetów (fani AMD kontra pentiumowcy). Grupy piłkarskie żrą i biją się nawzajem - grupy religijne nawzajem się nienawidzą, marząc o zagarnięciu parafian i ich bogactw "ku chwale Boga" - państwa pod maską dyplomatycznych uśmiechów tylko czekają, aż osłabiony sąsiad odsłoni pas cnoty, by można było go w imię demokracji poprzytulać czołgami; każdy skojarzył swoje szczęście i spełnienie, swoją tożsamość i poczucie "JA" z jakimś światowym produktem, ideą, logiem i marką. W tym upatruje szczęścia - gdyby nauczył się jak być szczęśliwym bez utożsamiania się z produktami, nie musiałby wierzyć że tylko grupowy fetysz jest najlepszy; grupa by go wygoniła, nazwała głupkiem (fani Apple, bluźniercą, opętanym przez szatana (religie, sekty) a niektóre (mafia, gangi, seryjny samobójca rządowy) by go zastrzeliły i zakopały w pięknym, szumiącym wierzbami gaju. Ktoś kto myśli samodzielnie, idzie przez życie napędzany wewnętrznym kompasem, nie znajdzie ukojenia w żadnej grupie - bo swoją niewiarą w zasady danej grupy, mógłby ją rozbić, a na to żaden szanujący się lider nie pozwoli; straciłby władzę i majątek.

Poza grupą, poza przykrymi zależnościami

Będąc w grupie zyskujesz fałszywe bezpieczeństwo, bo każda grupa ma z kimś na pieńku, kogoś nienawidzi, kimś gardzi i wreszcie kogoś się boi. To jakie to bezpieczeństwo, jak ciągle istnieje specjalnie preparowany konflikt, utrzymujący Cię w stanie gniewu? Apple potrzebuje walki z innymi firmami tak samo, jak żydzi potrzebują antysemityzmu, który spaja i wiąże ich społeczność. Grupa bez wroga uschnie, bo bez ciśnienia z zewnątrz, wewnętrzny gejzer ją rozsadzi. Będąc w grupie nie dość że jesteś ciągle wkurzony, gardzisz kimś czy się boisz (przeżywasz te emocje Ty sam, Twoje ciało reaguje na nie często silnym stresem, więc szkodzisz sobie), to jeszcze jesteś skazany na odpowiednie ubieranie się (niby jest wybór, ale mocno okrojony), zachowywanie, pewnych znajomych i odpowiedni sprzęt którego używasz. Wypędzenie z grupy znajomych jest bolesne, ale daje Ci wielkie możliwości, przede wszystkim emocjonalne. Będąc poza wszelkimi grupami, Ty sterujesz i kontrolujesz swoje emocje, a nie grupa. Tylko tak możesz osiągnąć spełnienie. Sprzęt Apple jest fajny (sam bym chciał mieć, ale żal mi tyle kasy) i broń Boże nie nawołuję by go nie używać, bo wtedy stworzyłbym grupę "antyapple", za co pewnie ta firma by mi słono zapłaciła - ale o to byśmy nie wiązali swego zadowolenia z metalowo krzemowym szmelcem, marką czy ideą. Chodzi o wolność - mam ochotę na tablet apple, to kupuję - podoba mi się lenovo, to biorę ten szmelc, w końcu wszystko i tak jest z chin. 

Tresura samicy

Kiedyś zapytał mnie znajomy, który ma niewielką firmę, co zrobić z oporną samicą w której się kochał. Sprawa jest dość prosta. Taką oporną kobietę trzeba wprowadzić w tę niewielką grupę, np. dać jej pracę (bardzo ryzykowna sprawa), a jak już swoją ma albo nie chcesz ryzykować, poprosić by kilka dni pomogła chociażby w audycie czy jakiejś reorganizacji. Gdy ta Pani wejdzie w grupę, zacznie się to co zwykle - z jednymi osobami się zaprzyjaźni, z innymi poprztyka. W grupie zawsze są mniejsze grupki, które wzajemnie się co najmniej nie lubią - by wygrać z tymi których nie lubimy, wspaniale jest znać kogoś mocnego, w tym wypadku bossa. Im dłuższy czas spędzi ta oporna Pani w firmie, tym większą będzie miała potrzebę władzy, uzyskania kontroli, dominowania nad tymi których nie lubi, a wspierania swych koleżanek. Poza tym we własnej grupce gdzie ma koleżanki, chciałaby mieć władzę, być podziwiana, szanowana - taką pozycję może dać tylko bliskość z bossem. A jak kobieta ma sprawić, że boss da jej władzę? Musi go od siebie uzależnić. Panie umieją to robić tylko jednym, odwiecznym sposobem - używają tego tajemnego miejsca, które skrywa się za horyzontem rozkoszy w cieniu pożądania, dokładnie między udami. To międzynarodowa, niezależna od państwa, religii i tradycji moneta, którą Panie kupują sobie tytuły, władzę, majątek i lepsze życie dla siebie i swego potomstwa.

Gdy uda Ci się zaaranżować taką sytuację, na czas bycia opornej Pani w grupie nie okazuj jej żadnych względów, nie podrywaj, nie śliń się - bądź bardzo miły, ale z dystansem. W 99% przypadków ona sama się postara o to, by Ci było dobrze w jej ciepłym, wilgotnym wnętrzu. To środek do osiągnięcia popularności, "szacunku" w grupie i władzy. Jedyny sposób.

Różowa moneta pachnąca rybą

Kobieta będzie chciała ustabilizować swą władzę, która jej się bardzo spodoba. Wrogowie umilkną, plotkując że dała du.. szefowi, "przyjaciele" będą dla niej mili, będą się podlizywać, zapraszać ją na dancingi i prywatki, będzie gwiazdą w swej grupie. Będzie to euforyczne doświadczenie dla kobiety, wszakże władza jest największym afrodyzjakiem, ale lęk że sielanka się skończy, zacznie coraz mocniej się wkłuwać we wrażliwy naskórek jej ego. A może boss pozna inną Panią, chętną na przyjemności w życiu? Pani która tak zrobiła, doskonale wie że to jedyna kobieca broń, by nie mając zdolności i wykształcenia osiągnąć sukces w życiu. Zacznie więc naciskać na bossa, by zalegalizować ich relację, czyli podpisać prawny dokument, który w razie rozstania zabierze mu pół firmy i mieszkania, a jak małżonka nie będzie pracować, wymusi na nim utrzymywanie jej.

Gdy boss podpisze taką prawną umowę (zwaną małżeństwem i żartobliwie połączeniem dwóch połówek tej samej duszy), Pani zacznie powoli stawać się coraz bardziej oporna - bo już nie trzeba starać się, po co? Cele osiągnięte. Seks powoli wygaśnie, bycie miłą, rozumiejącą, pocieszającą także, i to dość szybko. Dać władzę, ale nigdy na trwałe - to klucz do sukcesu. Trzeba też mieć charakter, bo Pani będzie chciała taką niekorzystną dla mężczyzny umowę wymusić migrenami, fochami i dąsami, a także płaczem (większość Pań umie płakać na życzenie) że ją unieszczęśliwia i nie kocha. Kto uwierzy w krokodyle łzy, jest skończony. Kto nie uwierzy, widząc w tej masce pragnienie władzy, wygra. Co wygra? Chętną, podnieconą seksualnie kobietę, która walczy o SWOJE szczęście, które skojarzyła z popularnością, lekkim, przyjemnym życiem, władzą i majątkiem.


Czy byłeś na moim nowym forum www.braciasamcy.pl, gdzie jestem dyktatorem demokratycznym?
------------------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

niedziela, 24 sierpień 2014 22:37

Męskie pogaduszki o babach i życiu

Rzuciła Cię dziewczyna, zdradziła z najlepszym przyjacielem małżonka? Dostałeś kosza od Pani, z którą wiązałeś życiowe plany, najlepszy kolega naciągnął Cię na kredyt, którego nie spłaca i nie odbiera komórki? Jesteś zrozpaczony, pijesz na umór, chcesz mordować, dusić, dźgać i topić? Rozumiem Cię, naprawdę; niewiele brakowało, bym zastrzelił swoją ex a później siebie. Chcę Ci pomóc, ponieważ jak wielu innych mężczyzn, w tak strasznych chwilach miotasz się, nie wiedząc co właściwie ze sobą zrobić, jak żyć? W jakim kierunku dalej podążać?

Jak się kurować?

Jedni leczą się (chcą zmniejszyć poziom cierpienia) piciem i ćpaniem, inni zaczynają nienawidzić, kolejni wpadają w różne mechanizmy obronne psychiki, np. wypierania czy projekcji, swoje wady widząc tylko w innych (co jeszcze zwiększa odczuwane cierpienie) jeszcze inni zaczynają pracować nie nad zmianą świata, a nad zmianą siebie. Wydawałoby się że ci wygrają, ale niekoniecznie. Praca nad sobą zawiera wiele różnych pułapek; to rynek bardzo zasobny w pieniądze i nieświadome zagrożeń płotki, więc przyciąga wiele drapieżników. Warto więc wybrać tę metodę, która doprowadzi nas do sukcesu a nie drenażu portfela - a więc sprawi że poziom cierpienia znacząco się zmniejszy, a poziom zadowolenia z życia wzrośnie. Chyba nikogo nie zaskoczę pisząc, że znam ją, oraz że podzielę się nią całkiem za darmo.

Bym mógł przynieść Ci ulgę, trzeba bardzo dokładnie zidentyfikować problem, zdiagnozować chorobę. Gdy wiemy z czym mamy do czynienia - możemy zaordynować odpowiednie lekarstwo. Przyznasz że na rozciętą podczas libacji z kolegami od kielicha głowę nie zadziała masaż leczniczy, a na zapalenie wyrostka ibuprom.

Dopamina rządzi nami, a nią nasza wyobraźnia

Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego cierpisz. W życiu chodzi tak naprawdę o przyjemność, którą zapewnia między innymi dopamina, hormon przyjemności. Jest ich więcej, ale nie ma sensu ich wszystkich tu wymieniać. Gdy byłeś z dziewczyną, jej obecność dawała Ci przyjemność, podobnie było z żoną - wizja jak żyjecie wygodnie razem, dawała Ci przyjemność. Wizja jak odmawiasz koledze podżyrowania kredytu, wzbudzała nieprzyjemność, stres - lubiłeś tego faceta, a jednocześnie obawiałeś się że gdy odmówisz pożyczki, on Cię przestanie lubić, więc podpisałeś. Spójrzmy prawdzie w oczy - podpisałeś dla niego? Nie, dla własnej przyjemności, którą dała Ci świadomość że kolega nadal zostanie Twoim kolegą, że mu pomogłeś (przekonująco narzekał, nawet chlipał) i jesteś takim troszeczkę robin hoodem, co dobrym pomaga a złym daje po mordzie. Ludzie lubią pomagać, bo poczucie że czyni się dobro jest dla darczyńcy przyjemnością - to swego rodzaju biznes. Ja pomagam, a mam w zamian za to poczucie przyjemności. Każdy coś robi dla niego, ale ono potrafi być różnie przez wychowanie zdefiniowane. Żyd zwymiotuje na widok wieprzowiny, a Polak zachrumka z przyjemności. Azjata zje pieczone robaki, a my się zakrztusimy z obrzydzenia.

Baba daje dopaminę i du..

Jeśli cierpisz, to tylko dlatego że przyjemność znikła - dopamina przestała się wydzielać. Wróciło stare, czyli stan przed stymulacją przyjemnością. Powiedzmy sobie prawdę bracia: babę bierzesz dla swojej przyjemności, bo wcześniej za dużo jej nie czułeś. Twoje życie było pełne braków które odczuwałeś (są to braki stworzone przez kulturę; za mały penis, zły wygląd w stosunku do promowanych modeli, za mało pieniędzy itd.), więc miałeś doła. Spotkałeś kobietę, a nagle dół pełen smutku został zasypany dopaminą, a Ty szalejesz ze szczęścia, latasz w prestworzach... Ludzie w różnych celach biorą Panie w swe objęcia; Jeden tylko do łóżka grzmocić, drugi jest romantykiem, więc lubi kolację z winem, komedię i romantyczną + grzmocenie, ale delikatne, z pocałunkami, uczuciem i komplementami w trakcie. Trzeciego wyśmiewają koledzy i rodzina, że nie może znaleźć baby, więc bierze pierwszą lepszą, byle tylko uczucie dyskomfortu wywołane drwinkami kochającej rodziny, przeminęło z wiatrem zmiany matrymonialnej. Różne są gusta i guściki Panów, ale cel ten sam - baba daje wyrzut dopaminy, a więc przyjemność. Uwielbiamy się zakochiwać, ponieważ wtedy znika cierpienie. Ale nie całkiem znika - do maksymalnie dwóch, trzech lat, bo tylko do tego czasu organizm jest w stanie utrzymać stan "haju" hormonalnego. Gdzie nie spojrzysz, masz swój interes, który ludzie lubią nazywać "bezinteresownym dobrem i poświęceniem" - nic z tego, działasz tak, by mieć przyjemność. Ciężko przyjąć prawdę że człowiek z natury jest egoistą - ale ta prawda wyzwala, naprawdę.

Ludzi od małego uczy się, co jest przyjemne a co jest nieprzyjemne. Żyda uczy się że świnka jest zła, hindusa że krówka jest święta, a Polaka że krówka i świnka jest smaczna, zwłaszcza na antybiotykach, hormonach i soli drogowej. Kultura i społeczeństwo uczy nas, co ma nam dać przyjemność a co daje nieprzyjemność - a my to przejmujemy i tworzymy z tego nasze życiowe cele.
Niektórzy kochają dawać; to daje im przyjemność. Dadzą menelowi dziesięć złotych, by przez tydzień czuć się wspaniale. Gdy ten hormonalny haj mija, znowu dają komuś dychę. Zostali nauczeni że dawanie daje niebo po śmierci (wersja religijna), oraz poczucie że jest się dobrym, lepszym człowiekiem (wersja także ateistyczna). Za dychę mają świetny nastrój, czując się znacznie lepszymi i szlachetniejszymi od tych, co żeby mieć dobry nastrój, grają w kasynie czy chodzą do agencji towarzyskich. Gracze zostali nauczeni, że przyjemność daje ryzyko i wysoka stawka; jak wygrają, triumfują, jak przegrają, tracą dom, rodzinę, czasem zdrowie i życie. Szwagry (Panowie chadzający do Pań lekkich obyczajów) też sporo płacą, ryzykując chorobami i nagraniem jak dyszą i jęczą nad udającą przyjemność Ukrainką. Drogie te dawanie sobie przyjemności, niebezpieczne. Ci co dają jałmużnę, dzielą się, są bardzo sprytni, nauczyli się wyzwalać w swoim ciele i umyśle przyjemność tanim kosztem, poczucie bycia lepszymi, legalną pogardę do innych, tych którzy nie dają, nie dzielą się. Genialne.

Szlachetny cyklista

Ostatnio będąc na rowerze, prawie wpadł mi pod koła mały piesek. Pogroziłem mu palcem i pojechałem dalej, by za kilometr czy dwa przeczytać na tablicy ogłoszeń, że zaginął właśnie taki hultaj mały; kolor się zgadzał, wielkość także, więc zapisałem numer i wróciłem. Nie było drania, więc zacząłem go szukać i w końcu zadzwoniłem pod podany numer, by ludzie wiedzieli gdzie mniej więcej się kręcił - okazało się że już wrócił, to nie był ten, ale ludzie mi przez telefon serdecznie dziękowali, a ja wspaniale się czułem; och, jaki dobry jestem! Jaki szlachetny! Nie tak jak inni, hołota która pilnuje tylko swoich spraw. Czyżby? Nazwijmy sprawę po imieniu, po prostu zrobiłem sobie dobrze. Świetny nastrój miałem dwa dni, a zainwestowałem w to pół godziny czasu, nawet mniej; to przecież realny zysk, ponieważ spaliłem troche paluszków juniorów, którymi ostatnio się raczę i nie mogę przestać. Zrobiłem interes - coś dałem i otrzymałem zwrot. To gdzie tu świętość, szlachetność? Za co niebo? To tak jakbym się nawalił by wyluzować, mam iść za to do nieba? Niby dałem zarobić fabryce wódki, dałem zatrudnienie robotnikom i lekarzom którzy płukali zołądek, służbom miejskim które musiały czyścić ulice z rzygowin i odchodów szalonego imprezowicza, sędziemu by skazał za demolkę... Nie jestem dobry i szlachetny, robię interesy, nic więcej. Ta wiedza sprawia, że nigdy nie uznam się za świętego, nigdy nie pogardzę innym człowiekiem. Mogę dać w mordę (jeśli słabszy), ale gardzić? Nigdy.

Wszystkim nam ustalono jak osiągać przyjemność i ból. Szczęście i dobre samopoczucie ma nam dać dziewczyna, żona, potomstwo, dobry uczynek, hojność wobec biednych, nadstawienie drugiego policzka (jestem dobry a ten ktoś jest zły, ja pójdę do nieba a ten ktoś do piekła, czyli znowu handelek z Bozią na naszych zasadach). Takich interesów jest wiele, są one wyuczone przez kulturę a ludzie w nie święcie wierzą.

Guru w pornosie

Ponieważ od lat pisze do mnie wielu facetów z prośbami o radę, coś niecoś wiem czego ludzie chcą. Oto pisze facet że już nie wytrzyma, że płacze i się tnie, chla i wrzeszczy, demoluje wynajęte mieszkanie. Powód? Nie ma dziewczyny a przecież wszyscy mają. Następny nie ma kasy, kolejny nie ma pasji, jeszcze inny jest brzydki, niski i ma małego penisa. Czego ode mnie chcą? Bym dał im sposoby na posiadanie dziewczyny, założenie dobrego biznesu, upiększenia się i by urósł im kat cipek. Gdybym wiedział jak to zrobić, nie siedziałbym latami nad klawiaturą, tylko robił duży hajs w filmach porno. Takie właśnie rady dają guru życiowi, zaczynając od psychologicznych trików, a kończąc na czarnomagicznych rytuałach. Myślę że są łatwiejsze sposoby, niż czarna msza połączona z zabójstwem kota i modlitwy do Szatana, by urósł penis.

A ja uczę czegoś innego - jeśli skojarzyłeś szczęście z dużym penisem, to trzeba to "odkojarzyć", sprawić byś wiązał swoje szczęście z samym swym istnieniem, oddechem a nie nowym smartfonem, dziewczyną i ciałem które promują w telewizji. Jeśli tego dokonasz, nie będziesz tego potrzebował już nigdy... staniesz się wolny, a przyjemność będzie Twoja na stałe, na zawsze. Największą przyjemność i spełnienie daje miłość do siebie, dlatego kultura tak bardzo nalega, byś kochał innych, opisy jednego z tysięcy bogów, religie czy przeróżne idee. Kochaj wszystko oprócz siebie - ale gdy nie kochasz siebie, cierpisz. Gdy kochasz siebie, odczuwasz przyjemność, dopamina aż tryska uszami - ale cierpią kapłani wszelkich religii (rezygnujesz z bycia sługą kapłanów i płacenia im), rządy (bo nie chcesz iść na wojnę w cudzych interesach), managerowie korporacji (bo nie potrzebujesz co rok zmieniać smartfona ani ciuchów, by nie być posądzonym o bycie niemodnym).

"Jakiś nienormalny, psychiczny"

Ale ludzie mi mówią - jak można być szczęśliwym gdy jestem niski i łysy, bez hajsu? Nie wierzą w to, uważają że jestem "jakiś dziwny" i "nienormalny". Rozumiem ich doskonale. Paliłem kilkanaście lat, a zdrowie siadało. Wiedziałem że muszę rzucić, ale życie bez papierosa wydawało mi się koszmarem, i gdy w końcu rzuciłem, miałem pół roku z życiorysu. Ale gdy minął jakiś czas, nawyk palenia nie był zasilany tą czynnością, skojarzenie się odkojarzyło, znikło. Nie wyobrażam sobie teraz, że mógłbym znowu palić, wciągać ten cuchnący dym we własne ciało, by je niszczył i zasmradzał. Absolutnie nie czuję potrzeby palenia, czuję się świetnie oddychając powietrzem, przy okazji nie zdychając cztery razy do roku na ciężkie zapalenie oskrzeli. Tak samo było z jedzeniem pieczywa - nie jem go ok. dwóch lat ze względów zdrowotnych. Szalałem gdy musiałem zjeść coś, co wcześniej pałaszowałem z kromką chleba - ale minął jakiś czas, a nawyk znikł zupełnie, roztopił się. Teraz jem wszystko bez chleba, np. jajka z warzywami, czasem jakieś mięso z sałatką - i jest ok. Przy okazji nie rozwala mi tyłka i schudłem. Gdybym wtedy oddawał cały wyprodukowany z siebie metan, byłbym bogatym człowiekiem.

Tak właśnie jest z WSZYSTKIM innym. Można się odprogramować. Chytrzy spytają - ale po co, skoro zakochanie daje przyjemność, nowe ciuchy dają przyjemność? Ano po to, że gdy uzyskasz chwile podniecenia kupując nowy smartfon, za chwilę wyjdzie nowy model, a Ty znowu zaliczysz "zjazd" - pojawi się pragnienie sprawienia sobie przyjemności. I tak to się kręci w kółko; Ty cierpisz, a cwaniaczki zarabiają na dostarczaniu Ci "szczęścia". Gdy przyjemność daje Ci czyjś komplement i uznanie (na który polujesz od rana do wieczora), ten ktoś może Cię skrytykować, więc będziesz cierpieć. Nie masz żadnego bezpieczeństwa, ciągle czai się strach - stajesz się niewolnikiem człowieka, bo może pogłaskać i ale i przyrżnąć paskiem w goły zadek łasego na komplementy ego. Ludziom mija tak całe życie - przerażające, pełne strachu, chociaż na zewnątrz piękne, zamożne. Ale co z pięknego domu i auta, gdy w środku człowieka panoszy się strach? Życie w lęku to nie życie, to koszmar i wegetacja.

Świat pełen jest desperatów

Dlatego tak rozpaczliwie chcesz, by kobieta wróciła - nie dla niej samej, jak to bracia samcy mówią: "co ona beze mnie zrobi?", tylko dla powrotu przyjemności, którą w postaci dopaminy wyzwala jej obecność, świadomość że jest ze mną. I spokojnie, kobieta sobie bez Ciebie poradzi absolutnie doskonale - znajdzie chętnego na jej cipkę szybko; świat pełen jest desperatów, którzy w miejscu między udami kobiety upatrują szczęścia, przyjemności i życiowego spełnienia. Panowie są tak nieśmiali i wyposzczeni, że nawet nieatrakcyjna kobieta jak nadstawi tyłka, może stworzyć komórkę społeczną - dzieci i mąż, małżeństwo, rodzina. Desperat mnie nie czyta, więc nie wie że za chwile niespecjalnie wysokiej oktawy przyjemności, przyjdzie mu słono zapłacić. Później latami będzie beczeć jak baran, oskarżając wszystko i wszystkich wokół. W sercu strach i ból, w domu wiecznie płacząca beka sadła, oskarżająca desperata że mogła mieć szejka naftowego i zniszczył jej życie, na zewnątrz w robocie upodlenie i wyzysk. Nie ma ucieczki, nie ma wyjścia - pozostaje czekać na Panią śmierć, wyzwolicielkę od koszmarów życia stworzonych przez głupotę.

Zwróć uwagę na pewną sprawę - na Twoją przyjemność nie ma wpływu czy ona faktycznie z Tobą jest, czy odeszła. Wyobraź sobie taką sytuację - Twoja żona zaszła z kochankiem w ciążę, on jest bogaty i przystojny, migdalą się w hotelu. Ty myślisz że ona jest w delegacji, dzwonisz i pytasz co słychać - ona szczebiocze że ok, że uczy się o podatkach na szkoleniu, a w tym samym czasie język kochanka podniecony bojem o kobietę (niedługo pożałuje, ale to dopiero za jakiś czas, gdy bitewny kurz opadnie) fedruje jej miłosne głębiny.

To interpretacja decyduje, tylko ona

Zobacz - decyzja zapadła nieodwołalnie, jesteś skończony, ale żona do końca gra, bo kobiety nigdy nie puszczają starej gałęzi, gdy słabo trzymają nową. Jesteś szczęśliwy nie na podstawie realnej sytuacji, a na tym co sobie wyobrażasz. To nie inni ludzie mają nad Tobą władzę, a to co Ty o tej sytuacji sądzisz. Rozumiesz? To Twoja wyobraźnia kontroluje dopaminę, a nie realne sytuacje z życia wzięte. Ważna jest interpretacja, a nie rzeczywistość. Zwykły człowiek gdy dowie się o czymś takim, ma kilka lat wyjęte z życiorysu. Ktoś kto wierzy że życie i świat mu sprzyja, że za każdym ciosem czai się jeszcze większe szczęście, pomartwi się kilka dni, a później mu przejdzie. O poziomie Twego szczęścia decyduje interpretacja zdarzeń (można ją wyćwiczyć tak, by działała na Twoją korzyść), a nie realna sytuacja.

Przyczyną Twych cierpień jest brak przyjemności. Największą przyjemność i spełnienie daje życzliwość i miłość - do siebie. Świat uczy Cię, że szczęście da Ci miłość jakiegoś obiektu na zewnątrz, człowieka bądź przedmiotu - ale ile tego szczęścia masz na świecie? Same wojny i tragedie, rozwody i nienawiść. Nie wierz w te brednie - one są po to, byś cierpiał i później kompensował sobie te cierpienie, kupując ajfony, ciuchy i usługi religijne, mające przywrócić odpowiednio wysoki poziom dopaminy - co nigdy nie nastąpi, bo gdyby to działało, cwaniaczki straciłyby dojną krowę. To jak z lekami - rzadko które leczą, a mają zadanie utrzymywać Cię w stanie między śmiercią a życiem, byś do końca życia je kupował.

Pokochaj tego łajdaka w lustrze

Więc pokochaj siebie z całego serca, z całych swych sił, całą swą energią jaka Ci jeszcze została. Stać Cię na to. Kochaj się szczerze, a wtedy cały świat stanie się wspaniały - bo świat postrzegasz zawsze przez pryzmat swych humorów. Jeśli samopoczucie dopisuje, świat jest piękny, a jeśli jesteś na kacu, świat wydaje się koszmarem. To takie proste... porzuć wszelkie myśli o narcyźmie (to ciężkie zaburzenie psychiczne, a nie miłość do siebie o której piszę), rzekomo egoistycznej miłości do siebie, uwierz w ludzi - poradzą sobie bez Ciebie, Twoich pieniędzy i "dobrych" rad. Zajmij się sobą, bądź dla siebie łagodny, życzliwy, często się chwal, komplementuj, poklepuj po plecach (no, po ramieniu, chyba że masz długie ręce). Oczywiście, ludziom się to nie spodoba - człowiek z wysokim poziomem zadowolenia nie podżyruje kredytu na niepotrzebne, szpanerskie auto, nie potnie się gdy odejdzie kobieta, jest NIEPODATNY na manipulację rodziny i bliskich.

Może żyć jak chce, według swojej a nie cudzej wizji. Nie musi się zalewać w trupa, ćpać, palić i żreć słodyczy, by chociaż na chwilę kosztem zdrowia podwyższyć sobie nastrój. Jest wolny. To jest cel, do którego powinieneś podążać, a nie te bziny które serwują Ci światowe media i religie. W tym całym wysypie bogów, modnych produktów i mód, masz zapomnieć o najważniejszej sprawie - o sobie, cudownej, Boskiej istocie skrytej za parawanem chciwego, samolubnego ego. Ty sam, to najpiękniejsza tajemnica świata, kryjąca w sobie wszelkie wspaniałości, rozkosz i błogość. To zgłębiaj co w Tobie skryte za śmieciami mód i przekonań nabytych od otoczenia, a nie to co na zewnątrz. Czas mija, zmieniają się religie, cywilizacje, tradycje i architektura, ale Boskość w człowieku zawsze ta sama.


Czy byłeś na moim nowym forum www.braciasamcy.pl, gdzie jestem dyktatorem demokratycznym?

---------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

środa, 20 sierpień 2014 23:29

Cała prawda o podrywie

Mam to szczęście, że poznałem niejedną osobę, która praktycznie nic nie mówiąc, sprawiała że dziewczyny się robiły natychmiast mokre. Byłem tym zachwycony i przerażony jednocześnie, kompletnie nie rozumiejąc, co się do ku... nędzy dzieje? Gdy sam próbowałem "czarować" by "zaliczyć", wzbudzałem litość i cyniczne uśmieszki, a Bóg i wszyscy święci mi świadkiem, że się starałem z całych sił.

Spadłaś z nieba, aniołku?

Zapomnij o uczeniu się wierszyków i żałosnych tekstów, którymi masz zdobyć kobietę. Słowa mogą zainteresować umysł, ale by kobieta Cię pragnęła, musisz poruszyć jej emocje, czyli sferę podświadomości. Oczywiście, jeśli Cię obrażę - poruszę Twe emocje, możesz chcieć mnie pobić. Jeśli pochwalę, być może także wzbudzę w Tobie pozytywne uczucia; w końcu ktoś kto poznał się na Twej mądrości, nie może być byle kim, nieprawdaż? Ale by wzbudzić w kobiecie pragnienie kochania się, głębsze uczucia, nie wystarczy użyć "specjalnych" słów, które ona wyobrażając sobie poczuje przemożną chuć. Każdy człowiek musi modelować w wyobraźni słowa, które chce zrozumieć, ale ich wpływ jest bardzo słaby i krótkotrwały. Latami pracuję z ludźmi, zmieniając ich przekonania, więc trochę wiem jak twardą niekiedy skałą są przekonania - nie da się ich zmienić słowami tak od razu; po prostu się nie da, i dzięki Bogu za to, bo gdyby tak się dało, to już dawno ludzkość pewnie przestałaby istnieć. Jeśli nie jesteś w typie kobiety (nie pasujesz do jej wzorca faken frienda albo przyszłego męża), żadne sztuczki ze słowami nic nie zdziałają, chociaż guru podrywu zapewniają Cię, że działają. Gdyby tak było, ludzie zmienialiby swoje przekonania w kilka chwil, a nie przez lata systematycznej pracy nad sobą. Gdyby działają - jedne zajęcia u guru lub jedna jego książka by Cię "ustawiały" na całe życie. Jednak guru co chwila oferuje nową wiedzę, nowe, super sposoby. Cóż to, czyżby stara wiedza nie starczała? Ano tak - nie starcza. Nie zastanowiło Cię to nigdy?

Spróbuj uwodzenia słowami, zobacz jak bardzo jest to trudne, wręcz niemożliwe. Gdy Ci się nie udaje, "guru" Ci powie że źle to robisz bądź mało się starasz, bo u niego działa. Guru jednak co by nie powiedział, i tak w większości przypadków osiągnie sukces, ale nie za sprawą słów ale energetyki, o czym najczęściej nie ma bladego pojęcia.

Nie zmodelujesz ciemnej strony, choćbyś się zes...

Dlaczego niepozorni ludzie (niscy, w wymiętym ubraniu, brzydcy wg. obowiązujących trendów) mają na kobiety tak wielki wpływ? Nie wiem czy byłeś świadkiem takich sytuacji, bo ja byłem - aż lecą iskry. Całe życie interesuję się i działam w ezoteryce, magii i psychologii - ale przychodzi koleś który nie dał rady skończyć zawodówki, a wyrywa najlepsze mięso na parkiecie. Facet ma intelekt niewiele większy od dziecka, jest leniwy, niechlujny, niekoniecznie zamożny (najczęściej biedny i w długach, z kosztownymi nałogami) a kobieta szaleje. Oczywiście nie każda, jakieś plus minus strzelam - 90%. Idealnym przykładem jest Pan Kalibabka, który jak można łatwo zauważyć (są filmy na youtube), inteligencji zbyt dużej nie ma, zasobu słów czy zrozumienia psychiki także brak, jest przystojny, ale też szału nie ma. A jednak ma "to coś", co próbują zmodelowac i uruchomić w swoim życiu chętni na zaliczanie nieśmiali Panowie. I klops, nie da się!

Jeśli trochę pożyłeś, wiesz że tacy ludzie istnieją; widziałeś to i nie rozumiałeś co się dzieje - bo i rozumem ciężko jest to pojąć. Karakan nie ma kasy, wzrostu ani urody, a "chemia" z Paniami jest na 110%. Zalotnie uśmiechają się małolatki, chciwe na bogatego jelenia i założenie rodziny trzydziechy, a także biznesłomenki koło pięćdziesiątki, że nie wspomnę o mężatkach 35+, bo to temat z różnych względów dla mnie wstydliwy, budzący grzeszne pieczenie w moim kroczu. Jeśli więc wiesz że takie rzeczy są realne, to zdajesz sobie sprawę, że takiej aury nie wyćwiczysz nauką podrywu, bo to jest nauka umysłu, a to czym ludzie emanują, to energetyka, nazywana emanacją prany, many, chi i wieloma innymi nazwami. Nie ma ta siła nic wspólnego z rozumem, nie widać jej, nie czuć i nie słychać - chyba że ktoś to w sobie wyćwiczy (lata pracy), bądź się z tym urodzi. Dawniej takich ludzi palono na stosie, a dziś jeśli nie rozumieją co się z nimi dzieje, a przejmie ich kościół do którego zwrócą się z pytaniami, ten swym mrocznym wpływem sprawi, że wycofają się ich rzekomo diabelskie zdolności. Dlaczego? Bo czując energie, widzisz co się kryje pod maską ludzi, organizacji i rządów - kryje się zło, pragnienie zniszczenia człowieka. Gdy nie czujesz energii, widzisz maskę i słowa o miłości i szczęściu; a gdy się modlisz i klękasz, wizualizujesz męczarnie Jezusa, kontemplujesz poczucie winy za grzech pierworodny i tę nieszczęsną mękę, podziwiasz męczenników, wśród których nie ma ani jednego szczęśliwego człowieka.

Co sobie wyobrażasz, to to przyzywasz

Wszyscy są smutni, nienawidzący życia i wypatrujący wyzwolenia w niebie - a na czele tego całego bólu i cierpienia, królują zmasakrowane zwłoki Boga na narzędziu tortur. Słowa mówią o miłości, skupiać jednak musisz się na bólu - bo o to chodzi ciemnej stronie. W świecie energii nie ma słów, są tylko myśli skupiające się na danej emocji - jeśli skupiasz się na miłości do własnego pieska, jesteś po dobrej stronie. Jeśli skupiasz się na kimś kogo nie lubisz, po ciemnej. To co zachęca Cię do skupiania się na bólu i cierpieniu, niezależnie od słów którymi to tłumaczy, to zła siła, wilk w owczej skórze. I na odwrót, ciepłe emocje i uczucia to jasna strona. Zwróć uwagę, jak reaguje Twoje ciało na złe wyobrażenia (np. jak ktoś Cię kiedyś obraził), a jak na jasne, radosne wspomnienia. Widzisz jak Twoje ciało reaguje? Myślisz że Bóg miłości chce, by całe Twoje ciało napinało się, spinało i cierpiało w oczekiwaniu na atak? Mózg nie rozróżnia realu od wyobrażenia, a jeśli mi nie wierzysz, wyobraź sobie że ssasz cytrynę. Wydziela się ślina? Brawo, właśnie zrobiłeś w konia Twój mózg. Myślał że zjesz prawdziwą cytrynę, a Ty tylko sobie to wyobraziłeś. Tak samo jest z wszystkim innym; jeśli wyobrażasz sobie cierpiącego Jezusa i męczenników, Twój mózg i ciało sa przekonane że ta męka dzieje się naprawdę.

Ciało się napina, krew odpływa z organów do mięśni i serca, by dać Ci siłę do walki bądź ucieczki, układ odpornościowy się bardzo osłabia. Tego chce Bóg miłości, byś niszczył wyobrażeniami męki Jezusa swe ciało, które dał Ci do doświadczania życia w materii i czasie? To nie Bóg tego chce, a ciemna strona która przejmuje każdą zorganizowaną religię, czyli międzynarodową korporację opartą na oświeconym, przebudzonym, jakim z pewnością był Jezus. Kto Ci każe się modlić do zwłok na narzędziu tortur? Bóg czy ludzie? Bóg Ci kazał? Ano nie; ludzie którzy rzekomo go reprezentują. Niestety, Bóg złośliwie milczy, nie potwierdza ale i nie zaprzecza; a to kawalarz! Trzeba wierzyć, mówią kapłani ciemnych sił, udający pasterzy owieczek, w rzeczywistości pchający je do rzeźni. Kto wierzy, wygra - ale co wygra? Cierpienie, chorobę, ból w życiu? To ja dziękuję za takie biznesiki. Ja pocierpię, a Bóg ma mi za to dać niebo po śmierci - naprawdę wierzysz że Bóg, siła tworząca galaktyki, tryliardy planet, poszłaby na tak prymitywny biznesik? Ja nie wierzę ani w to, ani w to że za swą niewiarę, pójdę do piekła, jak mówią mi w "dobrej wierze" wyznawcy dobra, pragnącego by w modlitwie wyobrażali sobie same złe rzeczy.

Zerżnij świnię!

Istnieją siły zła (chcące zakryć przed człowiekiem jego ukrytą w nim potęgę i boskość) i dobra (wspomagające w odkryciu prawdy o sobie), obie mogą na człowieka (jeśli ten się na to otworzy) wpływać. Ludzie przekonani (modelowaniem przez książki, filmy, wychowanie kulturowe) że szczęście da im władza, kobiety i pieniądze, swoją własną, osobistą energetykę mają zrujnowaną - ale gdy są zatwardziałymi w czynieniu podłości miernotami, siły zła podłączają ich system energetyczny do swojego, znacznie silniejszego. Stąd ta dziwna, fajna i ciepła emanacja - oczywiście nie za darmo. I taki człowiek który nieświadomie podpisał cyrograf z ciemną stroną, mówi Ci - modeluj, mów fajne teksty, uśmiechaj się do świnek na dysce! Nie działa? Próbuj! No niestety, nie działa dalej, więc wpadasz w poczucie winy że jesteś tak beznadziejny, iż nie umiesz tak prostych rzeczy zrobić. Tymczasem gdy on podchodzi do kobiety, ta czuje że spotyka ją coś wspaniałego - to właśnie ta emanacja powoduje u kobiety takie odczucia, a nie śmieszne teksty "czy bolało jak spadłaś z nieba?".

Chcesz być jak guru? Chcesz zaliczać i walić wszystko, co ma rozmiar D? Rozumiem Cię doskonale, w końcu sam tak robiłem... Samo "walenie" nie jest złe, liczy się intencja. Jeśli szukasz w tym szczęścia, spełnienia, nic z tego. To jest fajne, ale szczęścia nie da - i dać nie może, ponieważ szczęście masz w sobie. Jeśli szukasz go gdziekolwiek poza sobą, odrzucasz te prawdziwe, w sobie - i zamiast szczęścia znajdziesz uzależnienie, rozpacz, ból i tęsknotę.

Cyrograf nie ma mocy prawnej

Cyrografy z ciemną stroną można podpisywać wiele razy - nie są wiążące, ponieważ dokonują się na nieświadomym ich praw człowieku. Ludzie robią to naprawdę nieświadomie. Kiedyś, gdy czułem się bardzo zagrożony przez przemoc, kupiłem worek bokserski, by dzień w dzień przez kilka lat trenować, w sumie ćwiczę do dziś. Czytałem biblię i biłem - nogami, rękami, głową. Jak już opadałem z sił i padałem, czytałem biblię - przychodziły myśli że mnie zatłuką, więc wpadałem w taki strach, że znowu biłem w worek. To dziwne jak ciało potrafi się przystosować do uderzania, robiłem to już bez udziału świadomości - później uderzałem prętem w piszczele, by uderzenie w nie nie wyłączyło mi świadomości. Po kilku latach, miałem całkiem nieczułe piszczele na uderzenie. Gdy przyszło co do czego, wpadałem w taki amok strachu, że rzucałem ludźmi jak szklankami po piwie. Oczywiście żartuję, ale nokautowałem dresiarzy w kilka chwil. Byłem tak zdeterminowany, że gdybym przegrał to bym ugryzł leżąc na ziemi. Zresztą raz gdy się biłem z bardzo wprawionym w biciu ludzi gościem, uderzył mnie kilkanaście razy głową, bez żadnej utraty świadomości z mojej strony, ba! nawet guza nie miałem. Zrewanżowałem mu się kilkudziesięcioma uderzeniami w głowę i okolice pięścią, co przyjął z godnością i zapadł w sen. Coś tam wtedy podpisałem, co mi pomagało w starciach - ale nie pomogło mi w tym by wybaczyć, kochać i przestać się bać.

Ktoś kto rozwija się, uczy życzliwości do siebie, rozwija swą wiarę w cudowną, kochającą energię Boską, przechodzi na jasną stronę - i w razie ciężkich problemów, może liczyć na wsparcie. Jego energetyka (bardzo silna przez pełne wybaczenia i miłości do siebie życie) może zostać potężnie wzmocniona. Jest to siła znacznie większa niż ta z ciemnej strony, ale z pozoru wygląda na słabszą. Gdy miernota ma problemy, czuje że trzeba prać po pysku, a gdy nie umie - robi świństwo, bądź jest prowodyrem w grupie, która robi za niego brudną robotę. Dostanie wzmocnienie energetyczne tak mocne, że pobije kogoś, wyszydzi, zdominuje, zastraszy - tę siłę widać jako dominację, żelazną moc woli i nienawiści. Kiedyś widziałem w akcji pewnego Pana, który po kilkuminutowej bójce znokautował przeciwnika, napluł na niego i potem nasikał na jego głowę, by okazać swą pogardę i triumf zwycięstwa. To budzi podziw - tymczasem siła dobra działa w ciszy tak, że przeważnie nie dochodzi do konfrontacji. Kto skorzystał z siły zła, tworzy w świecie chaos, ból i cierpienie - czy to w związkach, czy gdziekolwiek indziej, ale najczęściej w swoim własnym życiu. Za zwycięstwami idzie zawsze poczucie że wszyscy knują, nienawidzą go, że świat jest strasznym miejscem - więc trzeba atakować jako pierwszy. Życie człowieka który podpisał cyrograf, z czasem zamienia się w coś strasznego, coś, co trudno w ogóle opisać. Tak bardzo zmodyfikowane jest tego człowieka pojęcie o świecie, jego wizja rzeczywistości. Ona jest całkowicie mylna - ale jeśli odda się swą energetykę silniejszej, taka jest konsekwencja i cena za chwilowy, iluzoryczny sukces.

Wzmocnij się, nabierz krzepy

By własna energetyka była silna, co przekłada się na świetne samopoczucie, odporność na choroby, presję, urok osobisty (ale nie ofensywny jak energia z ciemnej strony, tylko spokojny, cichy, radosny, błogi), trzeba pracować nad sobą:


1. Wybaczanie. Przede wszystkim sobie za wszelkie nasze błędy, a później innym. Wybaczenie nie oznacza że grzesznik nie pójdzie do więzienia, a jedynie to, że nie chcesz świadomie utrzymywać w sobie nienawiści do kogoś, kto Cię zranił. Nienawiść i utrzymywanie latami w sobie poczucia zranienia, niemal całkowicie blokuje naturalny obieg energii w ciele energetycznym człowieka, co szybko odbija się na jego zdrowiu i życiu. Ukoronowaniem trzymania w sobie bólu, jest nowotwór bądź inna, niezwykle agresywna i bolesna choroba. Człowiek umiera wrzeszcząc z bólu, bądź w malignie pełnej niewyobrażalnych koszmarów. Ciemna siła nie ma litości, jest jak provident - korzystałeś z jej energii i siły, musisz oddać wiele energii bólu i rozpaczy. Wybaczenie daje cudowną lekkość, poczucie spełnienia i spokoju - energia wreszcie płynie, co właśnie daje takie odczucia cudowności i szczęśliwości. Ciemna strona pragnie byś nienawidził, utrzymywał w sobie urazy, bo blokada energii sprawiła że chętnie podpiszesz cyrograf (nieświadomie najczęściej), a w zamian dostaniesz nową siłę - za którą zapłacisz straszną cenę. Np. dziennikarze którzy podpisali cyrograf, straszą wojną i namawiają do niej, budząc w Tobie negatywne uczucia; takim dziennikarzem jest np. Tomasz Lis, a z innych osób na pewno Wojciech Cejrowski (niezwykła charyzma w dyskusji, zauważyliście jak prasuje przeciwników? Spróbujcie sami to wyćwiczyć, życzę powodzenia), czy Korwin Mikke, zamykający świadomość ludzi na etapie własnego Ja, egoizmu zamiast dobra wspólnoty. O Tusku czy Komorowskim nie wspominam, bo to świadome cyrografy (na pewno w przypadku Tuska) z diabłem.

2. Samoocena. Miłość i życzliwość do siebie sprawia, że wspaniale się czujesz. Masz w sobie Boskość - i tę właśnie świadomość ciemna strona chce stłumić, wmawiając Ci (poprzez religie i reklamy koncernów odzieżowo - elektronicznych) że jesteś zły, grzeszny i słaby. Robienie z siebie pokornej, pobożnej ofiary losu ma Ci dać rzekomo niebo i ocalić przed piekłem, ale z życia zrobi Ci piekło - zło pragnie byś porównywał się do światowych idoli, byś czuł się brzydki, zły, niedobry, skalany - byś wyparł się siebie w imię podziwu dla jakiegoś narkomana z billboardów. Wypierając się siebie, cudownego dzieła Bożego, wypierasz się Boga. OK! Choroby i koszmary życia czekają. Skoro chcesz?

3. Onanizm. Dla organizmu nasienie mężczyzny jest mixem hormonów, witamin i składników mineralnych, znanych i jeszcze niepoznanych. Gdy codziennie ejakulujesz, Twoje ciało zignoruje wszystkie swoje potrzeby, byle tylko uzupełnić skład nasienia. Siada zdrowie psychiczne i fizyczne - czy więc nie wolno Ci się onanizować? Ależ wolno, ale trzeba ćwiczyć by orgazm nie następował razem z wytryskiem. Można to wyćwiczyć, więc do dzieła. Nagrodą za pracę nad sobą, są wielokrotne orgazmy bez wytrysku nasienia, znacznie silniejsze niż zwykły. To jak z nauką. Kto za młodu się uczy, później ma przeważnie więcej pieniędzy. Kto nie chce się uczyć, zostaje śmieciarzem - też godny zawód, ale znacznie mniej płatny niż inne, wymagający lat nauki.

4. Zazdrość, nienawiść, żal, wracanie do przeszłości. Pożeracze Twojej energii - gdy rozwiniesz wysoką samoocenę, te emocje powinny minąć albo znacznie się zmniejszyć. Odczujesz to po powracającej ku Tobie chęci do życia, radości, poczuciu zachwytu zwykłymi, codziennymi sytuacjami.

Ekipa Boga, zawsze na luzie

Stojąc po jasnej stronie mocy, czujesz w sobie moc, siłę; wypełnia Cię miły, rozkoszny spokój, poczucie błogości i szczęśliwości. Nie potrzebujesz podrywać, by poczuć ekscytację, ponieważ już ją masz. Gdy wchodzisz w kontakt z ciemną stroną, ona może Ci pomóc w podrywie - zawstydzisz wtedy niejednego guru podrywu. No cóż, nie za darmo - świat z czasem zacznie Ci się wydawać zły, straszny, a wygra ten który będzie najsilniejszy. Będziesz więc walczył, najczęściej ze zwykłymi ludźmi, którzy w Twej wyobraźni będą potworami chcącymi Cię zniszczyć.

Poznałem wielu dobrych ludzi - dobrych i złych jednocześnie. Ciągle się zamartwiają katastrofami naturalnymi, boją, trzymają w sobie urazy, źle odżywiają, przez co ich energetyka leży, a świat wydaje się zły i straszny - przyjmują w siebie każdy negatywny, silniejszy wpływ od ludzi z otoczenia. Pojawiają się depresje, obsesje i płacz, dużo płaczu w poduszkę wieczorem. Zasadniczo są dobrzy, ale i źli, ponieważ wpuścili w swe myśli zwątpienie, smutek, ludzkie tragedie codziennie systematycznie spijane z portali internetowych. Są za dobrzy by podpisać cyrograf i zyskać silną energetykę, a za źli by dostać wsparcie od jasnej strony - bo najpierw trzeba wykonać pierwszy krok, czyli pracować nad sobą, chcieć zmiany. Tacy ludzie cierpią okropnie; ich cierpienie jest pasywne, a cierpienie ludzi po złej stronie, aktywne. Walczą, biją się z cieniem którego nie ma. Ci dobrzy, ale głupi - całe życie się miotają, szarpią.

Piszę jak jest

Piszę do Ciebie z szacunkiem, otwarcie. Jeśli sądzisz że szczęscie da Ci władza, bezgraniczna kopulacja, zemsta, sława i pieniądze - że to wszystko ma dać Ci szczęście, nie czaj się - podpisz cyrograf otwarcie. Lepiej czynić zło świadomie, niż nieświadomie, pomoże to uzyskać lepsze warunki. Prostak za swą duszę (czyli spokój, szczęśliwość, błogość i ostateczne spełnienie) zyska trochę charyzmy, człowiek wiedzący o co chodzi, znacznie więcej, np. międzynarodową karierę. Ciemna strona kocha (he he) tych, którzy świadomie czynią zło, nawet ubrane w barani, ciepły kożuszek. Z czasem, jeśli masz szczęście, poczujesz że cena za to co dostajesz, jest dużo za duża - wtedy zrezygnujesz, a prawo jest takie że możesz to zrobić, chociażby wszystkie diabły zawodziły hit Shazzy (Taki złośliwy żarcik). Ja sam wielokrotnie stawałem w sytuacji, gdzie wiedziałem że bardzo mi ciemna strona pomoże. To nie jest dla niej problem, by zrobić z moich książek bestsellery, zaszkodzić krzywdzicielom - a za wszystko musiałbym tylko przestać pisać co piszę, a pisać jak fajni, rzekomo antysystemowi sławni ludzie, np. Charles Bukowski czy wielbiony przez Panie Murakami. Z pozoru wspaniali, buntujący się przeciwko systemowi, tak naprawdę powiększali ułudę i iluzję ludzi że szczęście = kobieta. Fascynują swymi opisami trudnych miłości, gdzie pierwsze skrzypce mimo wszystko gra powiązanie szczęście z przedmiotami czy kobietami. Co za różnica? Jak ktoś wiąże szczęście z pieniędzmi, jest skąpcem i nienormalnym. Jak z kobietami, jest romantykiem i głębokim, wspaniałym mężczyzną; nieprawda - po prostu szczęście które jest nawykiem, jest naszym przyrodzonym prawem, zamiast czerpać pełnymi garściami, skojarzył z czymś na zewnątrz. Opiewany przez żyjące w ułudzie Panie facet, jest tak samo ślepcem duchowym jak ktoś, kto dla pieniędzy robi największe świństwa.

Wszystko co Cię wiąże na ziemi, czyni Cię nie lwem świadomym swej Boskiej siły, a baranem proszącym się u innych ludzi o szczęście. Wtedy jesteś niewolnikiem, a nie wolnym i pięknym człowiekiem, Boskim i doskonałym dziełem.

Akwizytor (doradca klienta) ciemności

Tak właśnie to widziałem w wizji. Przedstawiciel (akwizytor, hie hie) ciemnej strony wyraźnie mówi, szepcze w wyobraźni - po co starać się dla tego bydła, które bezustannie szydzi z wiedzy? Po co się starać dla bydła, które chce się tylko nażreć, kopulować, kupować przedmioty i na tym mija życie, na bezustannych cyklach pragnienia, rozpaczy i znowu pragnienia że inny człowiek czy przedmiot da szczęście - po co? Pisz Marek jak inni kultowi pisarze, psiocz na kobiety, stań się męskim albo kobiecym guru - szybko wybijesz się na szczyty, zmiażdżysz swych wrogów. Nagle "ktoś" zobaczy Twoją książkę, poczuje zachwyt (wiadomo skąd), popchnie gdzie trzeba (czasami w miejsce, gdzie nie dochodzi slońce) i kariera gotowa, razem z pieniędzmi, zachwytem ludzi, wpływem na nich czyli władzą.

No cóż, nie wątpię że to byłoby możliwe. Ale wiem że to jest "pierwsza działka za darmo", a później nie byłoby tak wesoło. Ponieważ propozycja jest kusząca, a cena kredytu znana, dziękuję, nie chcę. Czasem się waham, zwłaszcza wtedy gdy ogarnia mnie frustracja niezrozumiałego pisarza.

Przekręt doskonały

Jeśli chcesz podpisać cyrograf - poznaj to, co oferuje jasna strona mocy. Niestety, by poznać ten smak, trzeba nad sobą pracować. Ciemna strona mówi, że nie trzeba pracować, wystarczy przyjąć jej warunki, a wtedy to co boli zostaje zakryte (mechanizmy wypierania). Ale mądry człowiek najpierw chce poznać zasady kredytu, a głupi, oszołomiony ułudą, idzie w ciemno - a później ląduje pod mostem, albo z rozwierconymi kolanami w Wiśle. Wypróbuj Boga, posmakuj Go - a później podejmij decyzję. Gdy chcesz podrywać, idziesz ku złemu, ponieważ w czymś na zewnątrz szukasz szczęścia i spełnienia. Będąc po jasnej stronie mocy, nie potrzebujesz żadnej zewnętrznej rzeczy ani osoby, by wzbudzić w sobie szczęście. Czujesz je niezależnie od zewnętrznej sytuacji. Rozumiesz teraz na czym polega przekręt doskonały? Zakrywa się to co masz, by wcisnąć Ci ochłapy za straszną cenę.


Tu wszyscy jesteśmy, na nowym, niegrzecznym forum braciasamcy.pl

--------------------------------------



Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.



czwartek, 07 sierpień 2014 18:57

Nigdy nie walcz o miłość

Im więcej ćwiczysz, tym więcej masz energii i siły w zapasie. Z racji słabych płuc i syndromu lenia komputerowego, zawsze ćwiczyłem krótko, a więc na szybko worek bokserski czy trochę porzucać żelazem. Pamiętam jak po latach zasiedzenia przed komputerem, kosiłem trawnik u przyjaciółki w ogrodzie - są dwa. Jeden dałem radę skosić, przy drugim mdlałem. Zacząłem kombinować, rozkładać wysiłek, robić po kilka przerw, ale i tak niepokojąco szybko słabłem. Cały drżący i zalany potem siadałem na ziemi, ale coś mnie ugryzło w tyłek. Wstałem i kąsały mnie komary; nie mogę już stać, iść też nie mogę; tzn. na pewno mogę, ale dyskomfort był tak duży, że w zasadzie nie mogłem.

Bezrobotny filozof na rowerze

Tak mnie to przestraszyło że po dwudziestu minutach odłącza mi prąd, że zacząłem działać. Na ulicy wstydzę się biegać, zresztą przy nadwadzę boję się o kolana, a drżenie rąk i panika w oczach gdy odcina prąd, przyciąga ludzkie spojrzenia. Oprócz odstawienia ciastek zacząłem więc chodzić po pagórkach z obciążoną taczką, spacerować szybkim krokiem. Z czasem organizm zaczął się dostosowywać, zwiększając mój poziom energii. Teraz bardzo tego pilnuję, koncentrując się głównie na rowerze.

Jest lato, więc mogę popatrzeć na piękne dziewczyny, doświadczać miłych odczuć spoglądając na uda, pupy i dumnie wzniesione ku niebu piersi. Taka podróż rowerem jest bardzo pouczająca - spoglądam na siebie ironicznie, z pewnego oddalenia; taka duchowa dysocjacja. Oko które patrzy i postrzega, widzi ładną dziewczynę, Marka na starym gracie i to, jak pojawia się w nim poczucie przyjemności. To jakby odruch Pawłowa - badacz potrząsał dzwonkiem przed daniem pieskowi jedzenia, więc głodny nieborak zaczął reagować ślinieniem się na dźwięk dzwonka.

Piękne, czarne oczy...

Gdy widzę jędrne, kobiece udo, w moim ciele pojawia się poczucie przyjemności, oraz jak u kundelka Pana Pawłowa, machanie ogonkiem. Ale to nie tylko przyjemność - to głównie haczyk z wijącą się dżdżownicą, który pląsa przed moim nieogolnym rybim pyszczkiem. Przyjemność jest miła, ale wiesz że może być jej więcej; chcesz tego. Napięcie narasta, coraz gwałtowniej domagając się rozładowania. I tak krok za krokiem, jesteś prowadzony za rączkę przez Matkę naturę przez różne fazy nieba, prosto ku piekłu. Najpierw podoba Ci się jej udo i piękne, czarne oczy. Rozmawiasz, by odkryć że jej głos sprawia Ci dużą przyjemność. Może mówić cokolwiek, ale chodzi o samo mówienie, które sprawia że fajnie się czujesz. Uruchamiają się hormony zakochania, wpadasz w euforię; nieważne co powie, na tym etapie przyjemności nie jesteś w stanie już nic analizować. Poźniej jest dotyk, pierwszy pocałunek, aż wreszcie wasze ciała splatają się w jedno, a układ nagrody w mózgu zasuwa na dwie zmiany. Odpływasz z ciała, latasz nad nędzną tłuszczą, czołgasz się po milionach nędznych światów; czujesz się władcą istnienia, rozrywa Cię energia, nie śpisz, nie jesz, a Twoją zwykle niechętną mentalnemu wysiłkowi głowę wypełnia tysiące pomysłów. Każdy jej dotyk budzi dreszcz, jej słowa podziw i zdumienie. Brawo, jesteś naćpany po same uszy!

To tego euforycznego stanu pragną ludzie, gdy mówią, śpiewają czy tworzą piękne wiersze o miłości; wydaje się że są romantyczni, a oni chcą się po prostu legalnie nawalić. Po co brać prochy? Wystarczy ładna dziewczyna, stająca się wyzwalaczem tego stanu - który może trwać maksymalnie do trzech lat. Później hormony opadają... a Ty widzisz prawdę. Jej słowa nie są cudownie mądre, a są zwykłą kalką wypowiedzi z seriali, jej zazdrość która Cię tak rozczulała, dusi w małżeńskim nelsonie, a życiowe "mądrości" budzą obrzydzenie. Byłeś kompletnie naćpany, więc nie widziałeś prawdy; rzeczywistość została podkoloryzowana, zmanipulowana. Jeśli tak odleciałeś by wziąć ślub, mieć dzieci, no to masz problem, duży problem. Bo co to za życie z osobą do której nic specjalnego się nie czuje? A co jeśli brzydzi Cię kobieta z którą żyjesz, jej słowa i przekonania budzą Twoją odrazę? Koszmar. A dzieci przejmują emocje rodziców, tworząc z nich swoją osobowość, by później stać się unieszczęśliwiającymi siebie i innych monstrami.

Oddaj, by mieć więcej

Troszkę odbiegłem od głównego tematu; ten typ tak ma (to o mnie). A więc by dostać energię, musiałem najpierw jej dużo oddać. I z tego co wiem, nie da się inaczej. Chcesz mieć więcej siły? Musisz jej dużo z siebie wydatkować, oddać, czy to na siłowni, pływalni bądź rowerze. Im więcej dajesz, tym więcej jej dostajesz. To prawo życia, które odnosi się także do miłości.

Jeśli chcesz kochać - kochaj. Im więcej będziesz oddawał z siebie miłości, tym więcej zaczniesz jej w sobie odczuwać. Oddaj jej tonę, a dostaniesz dwie. Oddaj dwie, a szybko pojawią się cztery. W końcu będzie jej tyle, że będziesz nią promieniował, a wszystko na co spojrzysz, o czym pomyślisz, będzie w niej skąpane. Będziesz prostacko mówiąc - naćpany, i to bez żadnych konsekwencji i skutków ubocznych. Trzymanie w sobie miłości i życzliwości daje wielką ulgę, sprawia że człowiek ma wielką ilość energii życiowej. A co robią ludzie? Chcą tylko brać, nie chcą dawać. Są żebrakami - jeśli nie oddajesz, nie dostaniesz nic. Tylko ci którzy dają, dostają nadmiar. Kilka razy gadałem z Paniami, które przyznały mi się, że nie chwalą swych małżonków "bo w głowie im się przewróci". Oto kwintesensja i kumulacja życiowej głupoty - nie chcą dać pochwały, zainteresowania, troski i podziwu, ale same są nieszczęśliwe, bo jej nie dostają. Chcą tylko brać, wiecznie brać - nigdy dawać. A później latami płacz i wieczorami drinka, żeby zapomnieć o zniszczonym życiu bez miłości. Tak jakby miłość trzeba było skądś dostać; po co o nią prosić, jak można samemu ją w sobie poczuć? Po prostu kochaj, a miłość zawita w Twe skromne progi. Po co się uzależniać od innej osoby, by dając nam "miłość", chciała od nas coś w zamian dostać, np. podżyrowanie kredytu mieszkaniowego? Zależność od kogoś, to zawsze najstraszniejsze, bo niewidoczne, więzienie.

Uśmiechnij się!

To jak z pieniędzmi, jeśli mądrze się nimi dzielisz, nagle mnożą się "przypadki", gdzie zwracają Ci się z dużym naddatkiem. Im więcej oddasz, tym więcej dostaniesz. Ważne by pamiętać, że dawać pieniądze trzeba tak, by nie oczekiwać ich zwrotu - bo z taką postawą można się tylko mocno zawieść na ludziach. Dajesz po to, by mieć świadomość że stać Cię, że jesteś zamożny. Twoją nagrodą za pieniądze, ma być poczucie że MASZ. To oczywiście żadna bezinteresowność, dajesz pieniądze, w zamian zyskujesz lepszy humor, poczucie że pomagasz. Nic ten człowiek któremu dałeś pieniądze, nie jest Ci już winny. Ludzie za pieniądze kupują sobie głównie lepsze samopoczucie - Ty robisz tak samo, tylko że zamiast przedmiotu kupujesz świadomość że Cię stać.

Chcesz mieć dobre samopoczucie? Okazuj je, uśmiechaj się, udawaj że masz świetny humor; za chwilę organizm uzupełni z naddatkiem to co oddałeś, byś już nie musiał udawać. Spróbuj sam, to działa zawsze i u każdego człowieka (być może z wyjątkiem psychopatów). Chcesz mądrości? Dziel się tym co wiesz, oddawaj to, a będziesz miał coraz większe pojęcie o świecie i jego zawiłościach.

Co wyślesz, to Ci odeślą

Czego chcesz od życia, oddaj to. Niech się uzupełni z naddatkiem, jak mój poziom glikogenu w trakcie strzyżenia trawników. Czego nie chcesz, nie oddawaj. Często ze zgrozą spoglądam ku ludziom w internecie, którzy wylewają z siebie swoje frustracje, ból i pogardę - no cóż, wszystko co oddają zostanie uzupełnione z naddatkiem. Obserwowałem takich osób całkiem sporo (od dziesięciu lat prowadzę znane blogi), więc "co wysyłasz to wraca" działa - ale niekoniecznie bezpośrednio w takiej samej formie. Ból w formie pisanej może wrócić różnie - jako kradzież, ukąszenie, problemy ze zdrowiem, "przypadkowe" pobicie, depresja itd.

Nigdy więc nie walcz o miłość, nie szukaj jej; po co, skoro masz jej tyle w sobie? 


-----------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

piątek, 01 sierpień 2014 21:56

Słaba (kiedy potrzeba) płeć

Mówiąc "słaba płeć", ma się na myśli delikatne, ciepłe i pachnące piżmem namiętności kobiece ciało. Panie chętnie akcentują swą słabość, zwłaszcza gdy czegoś chcą od mężczyzny, którego zachwyca własna siła na tle kruchej, niewinnej istotki która pragnie tylko kochać i być kochaną...

Tanio skóry nie sprzeda

Czyli siła i potęga pochodzi z ciała? Obawiam się, że coś mi się tu nie zgadza - przecież niedźwiedź ma znacznie silniejsze ciało, niż najsilniejszy nawet mężczyzna; gdyby Pana Pudziana zamknąć w klatce z niedźwiedziem bądź tygrysem, chociaż tanio by skóry nie sprzedał, to jednak chciał nie chciał, byłby do tego zmuszony. Duży miś jest silniejszy niż najmocarniejsi nawet Panowie, tymczasem swoje przeżycie zawdzięcza tym, którzy ustanowili dla misiów rezerwaty. Jest silniejszy ciałem, ale jak wiemy, dużo słabszy umysłem - chociaż w obecnych czasach boję się o tym pisać, by nie posądzono mnie o obrazę uczuć zwierząt. Czyli rządzi umysł, a nie siła i masa ciała, bo gdyby było inaczej, to my byśmy żyli w rezerwatach przyrody, a duże misie robiły dile polityczne przy kawiorze i szampanskoje.

Skoro więc nie wielkość ciała decyduje o słabości czy sile, to nie można nazywać Pań słabą płcią. Chyba że weźmiemy pod uwagę walory umysłu, zliczymy statystycznie liczbę noblistów, laureatów konkursów, wynalazców; ja tego nie zrobię, bo zawsze wtedy Panie nerwowo reagowały, argumentując że jestem żałosny, płytki, skrzywdziła mnie jakaś kobieta oraz że przez wieki były spychane do roli matki i żony. To prawda, ale przecież teraz Panie mają czas na naukę, możliwość kształcenia, są traktowane ulgowo by im to ułatwić, a statystyka nadal wygląda tragicznie.

Kto rządzi światem?

Czyżby więc faktycznie to mężczyźni rządzili światem, jako silna płeć? Tak, to prawda. Ale władza i poczucie własnej ważności, rozbudza libido, więc słabością mężów stanu jest pragnienie seksu. A któż to daje wyzwolenie od bezlitośnie spuchnietych jąder Bardzo Ważnego Polityka? Piękne Panie. To Panie dostarczają odprężenie, poczucie ważności i swej siły, więc tak, to prawda - mężczyźni rządzą światem, a nimi poprzez rozporek i niekiedy przez żołądek Panie. To jaka to słaba płeć? To archaiczny stereotyp. Skończmy z nim wreszcie raz na zawsze. To Panie są silniejsze, zawsze były, bo mają coś bez czego mężczyzna ciężko wzdycha wśród lepkosłonych miazmatów bezsenej nocy - ale udając słabszą można więcej ugrać. Np. przemoc psychiczna której nie widać, to domena kobiet; jest więc dozwolona. Gdy mężczyzna skorzysta z siły i uderzy kobietę, idzie do więzienia. Sińce widać, złamaną rękę także. Ran na duszy męskiej, wywołanej wieloletnim domowym mobbingiem nie widać - więc nie ma sprawy sądowej; a powinna być. Tylko kto je udowodni?

Zapraszam na nowe forum dla niegrzecznych braci samców, www.braciasamcy.pl


-------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

poniedziałek, 28 lipiec 2014 20:47

Dlaczego Panie nienawidzą męskich pasji?

Panie zgodnym chórem twierdzą, że mężczyzna z pasją jest atrakcyjny. To dobra wiadomość. Oczywista oczywistość, jest i zła; Panie mówiąc słowo "pasja", mają na myśli wszystko to, co przynosi dochód. Inne fascynacje nie są pasjami, a gówniarstwem niedojrzałego emocjonalnie dziecka, które nie dojrzało do bycia mężem i ojcem.

Pasja upiększa życie

Panie dzielnie walczą z pasjami męża, jako powód podając to, że mężczyzna zamiast siedzieć z rodziną w domu, marnuje bezproduktywnie swój czas na głupoty. Jednak przyczyna jest zupełnie inna, jak zwykle to bywa z tym, co Panie mówią.
Pasja dla mężczyzny jest źródłem przyjemności, odstresowaniem od pracy i często wykańczającej nerwowo rodziny. Sklejanie modeli samolotów, tworzenie małych budowli z zapałek, zabawa radiami czy żołnierzykami daje ulgę, możliwość pobycia sam na sam ze sobą i zabawy.

To taka męska medytacja, czasami z synem. Dorastające dzieci bawiąc się z ojcem jego pasjami, rozwijają wyobraźnię - która w życiu znaczy znacznie więcej niż wiedza. Tej przyjemności faceta Panie podświadomie się boją, ale często ten lęk zupełnie inaczej nazywają, nie chcąc przyznać się przed sobą samą, że czują coś tak podłego i egoistycznego. Panie lubią myśleć o sobie, jako o istotach nieskalanych egoizmem i prywatą; niestety, człowiek z natury jest egoistyczny, a wszystko co robi ma na celu swój, różnie zdefiniowany interes. W każdym, pozornie najheroiczniejszym czynie człowieka, kryje się egoizm. Tak jest zbudowane ludzkie ego, ludzki umysł. Kto twierdzi inaczej, zaklina rzeczywistość i najprawdopodobniej po to gardłuje o braku egoizmu w sobie, by kogoś w jakiś sposób wykorzystać. W życiu moim i mych znajomych, oszukiwali i okradali nas nie kryminaliści, a ludzie zapewniający o swej bezinteresowności; do czasu. Egoizm to pragnienie czegoś dla siebie - pieniędzy, poczucie ważności, bycia kimś lepszym, co często splata się z męczeństwem czy poświęceniem dla jakiejś idei, organizacji, która daje nam złudne poczucie bycia elitą czy wybrańcami. Ludzie się umartwiają po to, bo czują się dzięki temu lepsi od innych, mogą nimi gardzić i nazwać ich głupcami bądź grzesznikami - i tacy właśnie hipokryci, są nam często stawiani za wzór. Tragedia w tym, że chcemy być jak ich nachalnie promowany wizerunek, co jest niemożliwe.

Pragnienie władzy

Dlaczego Panie nienawidzą męskich pasji? Po pierwsze przez zazdrość, że coś oprócz kobiety może dawać mężczyźnie przyjemność. Częste sa przypadki, kiedy matka nienawidzi córki tylko za to, że tatuś się nią zachwyca i poświęca jej więcej czasu. To prymitywna, wypełzająca z mroków naszej zwierzęcej natury chciwość - przyjemność ma dawać tylko kobieta, która ma być jedynym narkotykiem i celem życia mężczyzny. Czuć w tym pragnienie władzy, pragnienie by zasoby mężczyzny były całkowicie w jej władaniu, dla niej i dla jej rodziny, czyli najczęściej (nie zawsze) dzieci. Pragnienie władzy, to często głęboki strach przed biedą.

Religie, rządy, korporacje i małżonkowie, uwielbiają trzymać ludzi w poczuciu winy i nieprzyjemności. Ktoś kto cierpi, czuje się winny, jest łatwy do kontrolowania i manipulowania; uczęszcza do kościoła by zmazać wmówione mu w dzieciństwie grzechy, kupuje chłam elektroniczny by nie być "zacofanym", pije alkohol by pośpiewać i potańczyć, czego nie umie zrobić na trzeźwo bo boi i wstydzi się reakcji bliżnich, pali dla odstresowania nerwów, zajada się słodkim, by poczuć się chociaż przez chwilę lepiej (skok energii wywołany cukrem). I im więcej tak robi, tym bardziej się od tego uzależnia, co sprawia że jeszcze mocniej cierpi, czuje się nieprzyjemnie. Gdy cierpisz, rodzina staje się ostoją, punktem orientacyjnym na mapie bólu. Wojskowi na froncie tęsknią za rodziną, widzą w niej raj na ziemi, tęsknią i płaczą wąchając zdjęcie małżonki; gdy w niej są, często uciekają od wrzasków i kobiecego płaczu. I tak źle, i tak niedobrze. Cierpienie zbliża rodzinę, ale jednocześnie ją niszczy, deprawuje i hańbi, bo to czym emanuje rodzinny dom, dzieci biorą w całości do siebie. Jeśli rodzice cierpią, dzieci także cierpią, a później swoje cierpienie niosą innym ludziom. W ten sposób życie wielu ludzi, niepotrzebnie skąpane jest w gównie. Modelarstwo nie uzależnia, nie w taki sposób jak "światowe uciechy". Jest sposobem na polepszenie nastroju, nie dając negatywnych następstw, oraz nie kosztując zbyt wiele (chyba że to Twój sens życia i nie masz innych wydatków). Po 10 latach sklejania samolotów, jesteś zdrowy i normalny, po 10 latach używek, jesteś wrakiem. Widać różnicę?

Z bólem w sobie, nie znajdziesz nic poza ból

Ktoś kto jest radosny, kto umie sam z siebie wyzwolić radość, urywa się ze smyczy tych, którzy na nim pasożytują, dają mu chwilowe przyjemności, za które trzeba ciężko płacić. Żona nie lubi gdy mąż jest szczęśliwy i radosny. Ona nie jest szczęśliwa po ślubie (jak jej wszyscy w dzieciństwie obiecywali) więc mąż ma być? Kobieta czuje się wtedy zagrożona, niemal zaszczuta. Płacze i krzyczy że mąż zniszczył jej życie, że uczynił ją nieszczęśliwą, że mogła poznać kogoś lepszego - ale jeśli ma w sobie ból, każdy inny człowiek ten ból wyzwoli, bez pracy nad sobą żadna rzecz "zewnętrzna" (czyli małżonkowie i przedmioty oraz używki), nie da nam całkowitego spełnienia. Niektóre Panie, co dość dobrze znam, radość męża z hobby traktują jak zdradę - i idą do łóżka z innym facetem, by się rytualnie na nim zemścić. Jest w tym wiele nienawiści i złości, pragnienia by poczuć się atrakcyjną, strachu że mąż kocha coś mocniej, niż jej neurotyczną, lękową, wrzaskliwą osobowość.

Pasja to coś, co daje Ci zawsze radość. Kobieta to ktoś, kto daje rozkosz na początku i nadzieję na nią przez całe życie, a później bywa bardzo różnie.

Zapraszam na nowe, profesjonalne forum gdzie wszyscy sobie możemy na luzie popisać: KLIK

------------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

sobota, 26 lipiec 2014 00:23

Zranione Panie

To jak potraktowano kobiety, jaką krzywdę wyrządziła im nasza kultura, nie mieści mi się w głowie. Rozpaczam z tego powodu. Co najzabawniejsze (albo najstraszniejsze), każda próba uświadomienia Pań, kończy się wyzwiskami i obelgami, które muszę od lat znosić.

Nie, to deszcz pada!

Gdy Panie na mnie plują, mówię że deszcz pada. Wysokie opady krytyki pobudzają do wzrostu zieleń mej twórczości, ale "zerwana" chmura z gradem, bezlitośnie ją okłada wymanikiurowanymi piąstkami, a przecież nie jestem z żelaza. Moje ciało, chociaż twarde i umięśnione, składa się z delikatnej, tętniącej życiem tkanki, którą tak łatwo przecież można przerwać, zniszczyć. Jak pełna niespełnionych pragnień noc, zmieniam się w słoneczny dzień; twardnieję i słabnę. Wieczne rytmy morza miłości, rządzą moim nic nieznaczącym w chwale kosmosu życiem.

Chętnie bym te wściekle miotające się piąstki szarmancko ucałował, gwałtownie ku sobie pociągając, by zamknąć potok głupotek w namiętnym, truskawkowo wilgotnym pocałunku. A to co później, niech będzie zakryte za muślinowymi kotarami, przez które prześwieca wylewający się falami róż pożądania. Kocham Panie myślą i słowem, ale wszakże nie stronię od czynu, który jak miech dyszący wciąż i wciąz wznosi się i opada nad kulistym, kobiecym gniewem, rozkoszą go kneblując.
Kobiety dniem i nocą marzą o wielkiej miłości, szalonym romansie w Ciechocinku zakończonym co najmniej pięknym welonem w modnym, tonącym w kwiatach kościele. Bogaty, wysoki wybranek płonie z żądzy i chęci utrzymywania rodziny, a koleżanki pod grubymi warstwami makijażu i fałszywymi uśmiechami, gotują się z zazdrości. Niestety, mgły snu szybko mijają, rozwiane przez cuchnące chrapnięcia popierdującego pod kołdrą, wąsatego Ryśka, który ma problemy z alkoholem, pracą i nerwami.

Syzyfowe prace

Kobietom wmówiono, że bez mitycznej połówki są nieszczęśliwe. Uwierzyły, ponieważ indoktrynacja odbywa się od niemowlęcia, kiedy umysł mogący uznać coś za prawdę albo kłamstwo, jeszcze się nie wykluł. Jaka dziewczynka bawi się Kenem? Musi być też Barbie; wtedy jest domek, mały bobasek, plastikowe sanitariaty i szczęście. Każdy serial, książka i film od komedii romantycznej do horroru, zawiera bezustannie ten sam scenariusz, więc jak można nie uwierzyć? To już nie kwestia wiary, a pewności i świętej racji, gdyż wprowadzane w podświadomość informacje są instalowane tak głęboko, podskórnie, że jak wiem z doświadczenia nie tylko swojego, wydobycie ich zajmuje nieraz lata ciężkiej pracy - jeśli człowiek już tak mocno cierpi, że ma odpowiednio silną motywację do pracy nad sobą, czyli wyrzucaniem ze swojej głowy tego, co latami mu tam wkładano. To często syzyfowe prace; latami się nas programuje odpowiednimi przekonaniami, a gdy cierpimy tak strasznie że nie wytrzymujemy, kolejne lata poświęcamy na ich wyrzucanie. Dopiero wtedy życie zaczyna dawać przyjemność, spełnienie.

Umysł nowoczesnej kobiety, wypełniony jest myślami o swej niekompletności, ma silne poczucie braku, które rzekomo zapełnić może tylko mężczyzna i rodzina. Gdyby tej informacji nie wprowadzono do często pięknej główki, poczucia braku by nie było, albo byłoby znacznie słabsze. Nie wiedziałaby, że bez faceta ma być nieszczęśliwa. Teraz wie, bo tak jej wmawia cała kultura, rodzina, media. Wszędzie jest na okrągło tłuczone bezustannie to samo - człowiek sam jest niekompletny, rozbity, nieszczęśliwy, a człowiek samotny, żyjący sam, musi być nieszczęśliwy. Czy aby na pewno? Może media się mylą? W końcu jak wiemy z historii, myliły się zawsze, służąc interesom wielkich tego świata, którzy zarabiają na naszej frustracji. Bo to z frustracji bierze się niepohamowana konsumpcja, a z niej wielkie fortuny.

Co twórcy Twych marzeń wiedzą o miłości?

Widzisz osobę samotną, singla, od razu pojawia się zaprogramowane uczucie, że ten ktoś musi być nieszczęśliwy. Jesteś pewna że to prawda? A może kłamstwo? Skąd wiesz, skąd czerpiesz swoje informacje o świecie? Prześledź te źródła, a zrozumiesz że scenarzyści seriali są co najmniej po dwóch rozwodach. Co oni wiedzą o miłości? Nie wiedzą nic. Wiedzą natomiast bardzo wiele o tym, w co Ty wierzysz. A skąd wiedzą? Bo wszystkie Panie są "programowane" na jedno kopyto. Tak, Twoja "mądrość" jest sztucznie stworzona. Jeśli to zrozumiesz, masz szansę się jej pozbyć i spotkac na swej drodze prawdziwe szczęście. Jeśli boisz się przyznac do błędu, czeka Cię całe życie pełne cierpienia. Tak to zostało zaprojektowane. By kupować leki, polepszacze nastroju, żyć marzeniami i zakupami, zamiast realną błogością i szczęściem.

Gdy kobieta ma poczucie braku (a ma każda i zawsze), jest sfrustrowana, źle się czuje, cierpi; by zaleczyć tę ranę, zajada się węglowodanami (podnoszą szybko poziom energii,a więc pobudzają), wskutek czego tyją. Wtedy albo się odchudzają (cierpienie), albo wybierają psychiczny mechanizm wypierania prawdy, więc z radością (krótkotrwałą niestety) uznają że otyłość nie jest winą jedzenia, a genetyki i rozregulowanych hormonów. Wypieranie jest wygodne, ponieważ ochrania kobietę przed bardzo nieprzyjemnym odstawieniem używek (jedzenie, papierosy, alkohol), ale uniemożliwia schudnięcie i zadbanie o swoje zdrowie. W efekcie mechanizmy obronne, doprowadzają kobiete okrężną drogą do kompletnej rozpaczy. Te Panie ważąc nawet trzysta kilogramów, zapewniają że mają złe geny i nic nie jedzą, ale reakcje chamskiego otoczenia są coraz częstsze. Tego wypierać już się za bardzo nie da, a że w wyniku stresu rośnie poczucie braku, bólu i rozpaczy, je się coraz więcej dla przyjemności, której dramatycznie brakuje. I mamy zamknięte koło. Taką Panią trzeba z miłością, serdecznością i życzliwością nauczyć czerpania przyjemności z innych, niż jedzenie czynności. Ja preferuję trening miłości do siebie. Kobieta która zaczyna kochać siebie, szanować swoje ciało, niejako w efekcie ubocznym zaczyna odżywiać się racjonalnie. Przyjemność pojawia się na samą myśl o sobie, nie trzeba jej już dostarczać z jedzeniem. Z czasem schudnie, jest skazana na sukces. Dlatego właśnie diety uważam za nieefektywne - bo co z tego że Panie chudną, jak niezaleczone rany w duszy (niska samoocena) za jakiś czas znowu doprowadzą do otyłości? Po co przesuwać wskazówki zegara bomby w sobie, skoro można ją całą po prostu z siebie wyrzucić?

Ty nie pragniesz miłości, a przyjemności

Marzenie o facecie, to pragnienie przyjemności, która otuli miękkim szalem koleiny bólu w sercu. Czy mężczyzna daje taką przyjemność? Nie, daje ją sama kobieta. Przyjemność to hormony we krwi, dopamina, endorfiny... źródłem rozkoszy jest układ hormonalny kobiety, a nie mężczyzna. Ale kobiety nauczono, że przyjemność daje facet. Układ hormonalny jest jak ja, prosty i uległy. Jak Pan każe (przekonania kobiety), tak sługa działa (czyli układ hormonalny) pompując do krwi hormony a to szczęścia, a to stresu - zgodnie z przekonaniami człowieka. A przekonania są takie, jakie treści nam w dzieciństwie "włożono" do głowy. Czyli niekoniecznie są prawdziwe i szlachetne, a najczęściej są kłamliwe i nieludzkie, nastawione na bezustanne cierpienie człowieka, dzięki któremu można dobrze zarobić.

Szczęście jest w Tobie, w sercu, a nie w facecie. Kiedyś, dawno temu, kobiety bardzo się cieszyły widząc mnie, goszcząc w swoim domu i w sobie... ale ja szczęśliwy nie byłem. Cierpiałem. Ale one były radosne, zadowolone że Duży Miś sobie smacznie podje, a później solidnie zerż... Panie były zadowolone, ale ja cierpiałem. Bolało ciało, serce i dusza. Jakim cudem złamany duchową boleścią, mogłem dać komukolwiek szczęście? Panie same ją sobie dawały. To kobieta jest twórcą swego szczęścia, a nie jakikolwiek facet. Dlatego w pełni swych władz umysłowych stwierdzam; Szczęście leży w nas, w naszej percepcji, spojrzeniu na świat, a nie innych ludziach. Tak potężne i bogate jest nasze duchowe dziedzictwo, tak wspaniali jesteśmy. Kiedy mi mówisz, że Twoje szczęście zależy od okoliczności i innego człowieka, ironicznie się uśmiecham.


--------------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

                Ksiażki wyprzedane!


Uprzejmie informuję, że jestem w posiadaniu moich dwóch książek, czyli "Stosunkowo dobry" i "Wyprawa po Samcze Runo" w wersji papierowej. Papier wziąłem najlepszej jakości, nie oszczędzałem, książki wyglądają zacnie, o co bardzo się bałem że spier... w drukarni. Zatroskany o ludzkość, czytelników i stan mego konta, cicho łkając, pytałem w cichej modlitwie co robić, a Pan Bóg natchnął mnie pozytywną myślą, by oskubać ufnych czytelników do czysta. A może to nie był Pan Bóg... nie wydawajcie pieniędzy na głupoty typu jedzenie i środki czystości, tylko zbierajcie kasę dla mnie. Można zrobić oczyszczającą, dwutygodniową głodówkę, a pieniądze przeznaczyć na zbożny cel? Jasne że można. "Wszystko można, trzeba tylko chcieć", jak mawiają duchowi guru, którym nic się w życiu nie układa, niezależnie czy chcą czy nie chcą.

Dlaczego tak tanio?

Książki będą sprzedawane w pakiecie, gdzie będzie ich trzy - dwie które opisałem na początku, a trzecia to mój niedoceniony (he he) bestseller "Co z tymi kobietami?". Te trzy książki z moim autografem, błędami i w dziewiczej wersji, wyceniam na Bóg zapłać, ale minimum 222,22 PLN plus koszty wysyłki, czyli ok. 15 złotych. Dlaczego tak tanio, zapytacie. Po prostu nie jestem zdziercą i mam słabą wolę. Mam 40 sztuk każdej książki, do sprzedaży będzie mniej niż 20 sztuk, bo resztę rozdam tam, gdzie będę miał szansę że mi się to zwróci, w różnej formie.

Każdy egzemplarz (czyli te 20 szt przeznaczone do sprzedaży) ponumeruję w kolejności takiej, jak wyjmę z paczki (na samej górze będzie napis "edycja limitowana, Nr. np 11 i mój podpis). To będzie edycja limitowana, żadna późniejsza nie będzie takiej miała. Książki będę wysyłał na chybił trafił, więc jaki kto numer dostanie, jest kwestią przypadku. Obie książki będą miały ten sam numer (numeruję w parach) a stara książka "Co z tymi kobietami" wersją limitowaną nie jest i być nie może. Może kiedyś, za tysiąc lat, te książki będą warte potężne pieniądze? Każde inne wydanie, jeśli będzie, nie będzie już miało takiej limitacji, podnoszącej jej wartość. Zwykli ludzie będą mieli zwykłe książki, wy edycję specjalną. Oczywiście to co piszę, to napędzanie sprzedaży, podbijanie jej ceny. Wstyd mi za ten chamski marketing, ale... ale fakty są takie, że wy będziecie ją mieli, a inni nawet chcąc, mieć nie będą.

Nowe forum

Znany raper Sokół, gdy zapytano go dlaczego bluzy "prosto" są takie drogie, powiedział że nie są dla lamusów. Ja też tak powiem - moje książki w limitowanej, specjalnej edycji z błędami (he he) też nie są dla lamusów. Pan Kulczyk może mieć wszystko, ale gdy sprzedam moje książki, choćby się sfajdał, mieć jej nie będzie. Będziecie mieli to, czego nawet miliarderzy mieć nie mogą. Gra słowami, ale prawdziwa; na swój sposób, naturlich. Bardzo proszę o to, by mnie nie prosić o wysłanie jednej książki. Stanie w cuchnącej kolejce na poczcie by zarobić 5zł, to dla mnie kiepski interes. Takie prośby będę zbywał milczeniem, więc proszę nie mieć o to do mnie żalu.

Kto nie chce być lamusem, powinien napisać do mnie na meila, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. , albo Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. , poinformować o wpłacie pieniędzy (minimum 222,22 + 15 = 237,22PLN) a gdy je zobaczę na swym koncie, zajmę się wysyłką. Każdy komplet, aczkolwiek może wydać się to zabawne, osobiście błogosławię. Można prosić o niemal każdy (w rozsądnych granicach) autograf. Nr konta 97 1140 2004 0000 3902 4436 3874, a paypal który preferuję, to mój adres meilowy, czyli Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Zapraszam na moje nowe forum www.braciasamcy.pl

poniedziałek, 21 lipiec 2014 23:00

Lustrem kobiety jest mężczyzna

Lata temu, siedziałem z Nią w aucie pod jej domem. Brudna szyba fiata, skrywała nieśmiałego bibliotekarza walczącego o miłość, oraz najcenniejszą część auta, jego pasażerkę, kochankę i dziewczynę kierowcy, blond heroinę.

Pełna seksu Warszawa

Skąpana w mglistych światłach reflektorów, pełna krzyków i klaksonów, letnia Warszawa tętniła życiem i niespełnionymi pragnieniami. Trudno było znieść blask Tej, która tak sprawnie opróżniała me ciało ze stresu, umysł z lęków, a centrum istnienia z klejącej się ambrozji.

Świadoma swego seksapilu Myszka, bawiła się Państwa, mam nadzieję ulubionym felietonistą, jak kot myszką. To się przybliżała, to oddalała, a moje niezrozumienie sytuacji, ból i rosnąca pogarda do siebie, zdawały się sprawiać jej przyjemność. Gdy chciałem uciec od bólu, słodko mruczała, pozwalając mi na zabawę jej futerkiem. Gdy się przybliżałem, by w promieniach slońca jej urody znaleźć ukojenie, byłem boleśnie drapany. Gdy pytałem, chciałem zrozumieć, fukała, prychała; nic nie rozumiałem, tak mówiła. I miała rację, albowiem Pan Bóg i skąpi czytelnicy mi świadkiem, że kompletnie nic nie rozumiałem.

Przemoc wzbudza seks

Wróćmy do mojego samochodu. Nie wiem jak to się stało, ale czy z frustracji, stłumionej wściekłości, a może z zapomnienia, gładząc ją po włosach na pożegnanie, złapałem za nie i mocno pociągnąłem do tyłu. W tej chwili przestraszyłem się, że mogłem Słońcu memu sprawić przykrość, że zgaśnie dla mnie, a moje życie będzie odtąd skryte w mroku. I wtedy stała się rzecz przedziwna, zadziwiająca; w oczach anielicy odkryłem burzę pożądania. Bałem się że krzyknie, może mnie spoliczkuje, co przyjąłbym ze zrozumieniem - i mimo dżentelmeńskiego strachu który płonął w mym sercu, widziałem zamglone, uśmiechnięte, rozbudzone pragnieniem oczy. Powiedziałem przepraszam, i w zamian za sprawienie bólu, dostałem niezwykle namiętnego całusa. Język tej białogłowy, zwykle używany w celu krytyki mojej skromnej osoby, wił się teraz w wilgotnym tangu pożądania, prowadząc mój nieśmiały, łagodny język ku spełnieniu wśród 32 twardych jak moja męskość świadków.

Tej nocy nie zmrużyłem oka, mimo że następnego dnia czekało mnie w pracy czyszczenie 18w. księgozbiorów. Gorączkowo analizowałem siłę ścisku, sam się ciągnąłem za włosy, by sprawdzić jak mogła to odebrać. Ból był dość silny - jakby mnie ktoś tak pociągnął za włosy, poczułbym się obrażony. Odczuła żądzę, czego nie rozumiałem; ale mnie to zafascynowało. Zacząłem zadawać sobie niegrzeczne pytania - czy tylko ona tak reaguje? Czy tylko niektóre kobiety, preferują różnie stopniowaną przemoc w związku, uznając ją za seksowną i pociągającą?

Pieściłem łona dla ludzkości

Te pytania nie dawały mi spokoju. Postanowiłem dla dobra ludzkości, oddać się studiom nad badaniem kobiecej natury. Miałem kawalerkę, internet, zero uroku osobistego. Byłem biednym, chorowitym samcem delta - ale umiałem pisać. Bitwy nie wygrywa siła, ale umiejętne ulokowanie swej siły w słabym punkcie przeciwnika; tak też wygrał Dawid z Goliatem. Używając umiejętności pisania, zacząłem spotykać się z kobietami, poznanymi na czatach i portalach randkowych. Kopulowałem z niezliczonymi Paniami, by odnaleźć prawdę. Niebiosa pogardliwie milczały, gdy prosiłem je o mądrość, postanowiłem więc sam ją sobie wziąć; posiadłem ją w łonach wielu Pań.

Poświęciłem się pracy naukowej, by ludzkość mogła z niej skorzystać. Oto owoce mej pracy. Kto ma oczy niech czyta, kto ma uszy niech słucha; ale zawsze z szacunkiem dla mędrca, gdyż wiele żywotnych soków przelałem, by ją posiąść.

Emocje, kobieca krew

Kobieta czuje się wspaniale wtedy, gdy płoną w niej emocje. Gdy milczą, Panie głęboko cierpią. Siła emocji jest tak potężna, że nawet wiekowa matrona, która pławiąc się w hormonalnej powodzi, jest w stanie dokonać największych szaleństw. Mężczyzna który nie poddaje się nastrojom Pani, który nie zachowuje się jak piesek, nie spełnia rozkazów, sensem jego życia nie staje się zadowolenie Pani - budzi gniew. Ale i frustrację, zaciekawienie. Kobieta wierzy, że jej miłość jest w stanie zmienić mężczyznę, ba! nawet cały świat. Gdy więc trafia na uroczego brutala, który pod wpływem jej uroku nie poniża się, chce sprawić by wreszcie uległ. Kobieta walcząca o mężczyznę, jest jak lwica. Pomaga jej w tej walce system hormonalny, który uruchamia seks. Taka kobieta, staje sie niezwykle seksualna, ponieważ od tysięcy lat seks był monetą przetargową z mężczyzną. Kobieta w trakcie tego pobudzenia, kocha się jak kotka, wydzielając cudowny zapach, kusząc każdym możliwym zmysłem. To jest broń kobiety, by zmienić mężczyznę; to walka o dominację, o władzę. Mężczyzna walczy pięściami albo bronią, kobieta ma tylko seks. Mężczyzna nie poniżający się - wzbudza silne pobudzenie; zwłaszcza uroczy brutal, ale może być też zablokowany emocjonalnie intelektualista. Tak właśnie walczą kobiety; seksem.

Gdy więc nie wlepiasz oczu w kobietę, nie poniżasz się, nie dzwonisz pierwszy - ona czuje załamanie nastroju. Nie podobam się mu? Jestem nieatrakcyjna? Kobiety lustrem są mężczyźni. Ich pożądanie jest najlepszym komplementem. Panie narzekają na wgapiających się w nie Panów, bo tak wypada; jednak w środku raduje je takie zainteresowanie. Gdy więc nie stajesz się petentem, Pani walczy o władzę - nie chodzi wcale o miłość, o Ciebie; Pani chce zdobyć władzę, poczucie własnej seksualności, które jest realną siłą w tym świecie.

Niezdobyta twierdza; nieczuły brutal

Dlatego gdy jesteś nieczułym brutalem, Panie do Ciebie lgną. Niestety, nie pragną one Ciebie, a poczucia swej atrakcyjności. Osiągną ją wtedy, gdy zmienisz się z brutala w brzuchatego miśka, który nosi jej kapcie, gdy ona oglada M jak miłość. Dlatego właśnie Panie zostają z pijakami, brutalami i "trudnymi charakterami", którzy je biją i upokarzają. Nie dla nich; dla poczucia swej kobiecej mocy.

Dlatego właśnie moi, niezliczeni jak gwiazdy na nieboskłonie bracia samcy, cierpią tak wielkie męki, są udręczeni; ponieważ chcą dać wszystko co najlepsze swej Pani. A gdy tak się dzieje, w Pani zamierają wszelkie emocje, paliwo ich szczęścia. Stąd biorą się zdrady - "byłeś dla mnie za dobry". Ano właśnie. Byłeś pantoflarzem, a Panie to lubią, gdyż jest to znak ich władzy, ich mocy. Ale skoro nie ma o kogo walczyć, emocje zamierają, układ hormonalny przestaje tłoczyć w żyły Pani życiodajne hormony. Pani czuje że została pogrzebana żywcem. Za swoją nudę obwinia Ciebie, a po czasie zdradza, by poczuć silne emocje, które wzbudzają jej seksualność. Znowu ta seksualność powoduje, że ona czuje się pobudzona, żywotna, ma władzę, wpływ na kogoś, kontroluje życie, rzeczywistość.

Walka o ochłapy

I tak to się toczy od wieków. Kto rozumie te prawa, staje się ukochanym i podziwianym przez Panie Kalibabką. Kto tego nie rozumie, staje się czczącym kobiety miśkiem, pogardzanym i zdradzanym, wychowującym nie swoje dzieci, wyśmiewanym i szmaconym. Kiedy oficjalnie postanowiłem, że poświęcam swe życie medytacji, wiele Pań zaczęło atakować laserami swej atrakcyjności. Dla mnie? Ależ skąd, chciały się sprawdzić "w boju".

Przegrały z kretesem, stąd złość i nienawiść, oskarżenia że jestem pusty, płytki, niedojrzały emocjonalnie, chory psychicznie. Po tym gdy poznałem Panie "w akcji", straciłem całkowicie ochotę na stały związek. Nie za taką cenę. Jest inna, większa rozkosz niż to, co oferuje mi świat. Podążam ku niej. I dlatego jestem tak pożądany. Gdy zapomnę reguł gry, już po mnie. Stanę się smutnym, sfrustrowanym pantoflarzem, w groteskowy sposób tłumaczącym swoją porażkę, zwaną przez świat życiowym sukcesem. Jaki to sukces i szczeście? Statystyki alkoholizmu i rozwodów nie kłamią.

----------------------------

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" KLIKZachęcam do ściągnięcia mojej książki "Co z tymi kobietami?" jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Najnowsze komentarze
asd