Najnowsze felietony

Męsko - damskie

Męsko - damskie (400)

środa, 01 kwiecień 2015 12:34

Zaczynam nowe życie

Napisał

Wstrzymywałem się z tą informacją jakiś czas, ale myślę że nadeszła chwila by ją ujawnić. Jak niektórzy z Państwa wiedzą, w moim życiu prywatnym nastąpiła jakiś czas temu poważna zmiana. Zakochałem się i jestem w szczęśliwym związku, będę też szczęśliwym tatą trojaczków, zacząłem już nawet robić słit focie z dzióbkiem na fejsa. Za dwa tygodnie biorę ślub z moją ukochaną - dzięki jej miłości i uczuciu, a także logicznym argumentom ośmiu szwagrom rzeźnikom zrozumiałem, że najwyższa pora nałożyć spodnie, zająć się poważnym życiem.

Chcę wziąć kredyt na dom, kupić nową fabię w salonie. Najwyższa pora przestać być żałosnym, płytkim egoistą który żyje dla własnej wygody i przyjemności - pora zacząć ŻYĆ normalnie. Dlatego moje żenujące strony, a więc ecoego, samczeruno i forum braciasamcy zlikwiduję, a książki które tyle lat kupowałem i uwielbiałem spalę w ognisku; zaczynam normalnie żyć, idę pracować do hurtowni, bo pisanie książek i felietonów jest dobre dla niedojrzałych emocjonalnie głupków i rurkowców, a nie dla prawdziwego faceta. Chcę wreszcie normalnie żyć - wrócić wykończony uczciwą pracą, zjeść obiad, obejrzeć tv, pokochać się z żonką, pójść z rodziną do kościoła i do supermarketu na lody. To jest PRAWDZIWE ŻYCIE. Żal mi was. Weźcie się za uczciwą robotę, załóżcie rodziny, idźcie do pracy i nie czytajcie nienormalnych, którzy robią wam wodę z mózgu, obiecując jakieś samooceny, szczęście i inne głupoty - liczy się tylko żona i dzieci. I tyle. Żegnam.

sobota, 28 marzec 2015 21:54

Odwyk od kobietoholizmu

Napisał

Kiedy człowiek "od święta" sobie golnie (na humor, nie więcej), mamy do czynienia z normą. Pochichocze, potańczy, poflirtuje, pójdzie spać. Alkohol nie rządzi życiem, a funkcjonowania nie zaburza natrętna myśl, jak wielką ulgę i odprężenie da kieliszek, bądź dwa.

Wymioty nosem ceną szczęścia

Wszyscy wiemy, jakie nieszczęścia rodzi uzależnienie od alkoholu - czyli utożsamienie poczucia odprężenia, radości i miłych chwil z trucizną, którą Twoje ciało wyrzuca czasem jednocześnie z dwóch miejsc. Nie wszyscy jednak wiemy, że za chwilę odprężenia trzeba zapłacić trzema chwilami napięcia i problemów - z początku, bo im dalej w las, tym cena coraz wyższa.

Czy alkohol jest winien nieszczęść? Nie. Winny jest stan napięcia, który pozwala na chwilę zmniejszyć piwko (albo papieros, ciacho czy szybki numerek). Gdyby ludzie byli radośni, odprężeni, mogli jasno wyrażać swe uczucia a nie je tłumić ze strachu przed społeczną dezaprobatą (np. bity przez kobietę mężczyzna, nie może iść na policję bo go wyśmieją, uderzyć też nie, bo pójdzie do więzienia i stłucze go rodzina ukochanej), nie byłoby potrzeby picia i ćpania; bo i po co? Żeby zwymiotować nosem, albo sfajdać się w spodnie, czy też zasnąć kiedy dowcipni znajomi robią śmieszne rzeczy z naszym ciałem, wrzucając efekty swej twórczości na fejsa?

Jesteś zawsze tylko z sobą, inni przemijają

To nie dostęp do alkoholu robi ludzi wrakami, ale stresy i cierpienie, których nie umiemy w zdrowy sposób rozładować. Nauczono nas rocznego wydobycia węgla w kopalniach, ale nie nuaczono jak się odprężać, radzić z presją, toksycznymi ludźmi, wyluzować po ciężkim dniu - odpuścić sobie chociaż na chwilę. Umiemy obsługiwać pralkę, komputer, skomplikowane maszyny, ale nie umiemy obsługiwać swych emocji - nie wiemy nic o swojej psychice, dlatego też cierpimy. Żyjemy w ciele, którego namiętności miotają nami jak Szatan księdzem Natankiem, a recepty na bolesny brak kontroli bierzemy od cierpiących rodziców, dziadków, rodziny i znajomych. Jeśli wsiądziemy w tira nie umiejąc go prowadzić, wyjedziemy w miasto pełne aut, doprowadzimy do zderzenia - będą ofiary. Podobnie jest z nami - wkraczamy w życie pełne ludzi, nie umiejąc kierować swym umysłem, dlatego dochodzi do bolesnych, czasami śmiertelnych kolizji. Jak złapią Cię w aucie bez uprawnień, będą problemy - tymczasem miliardy ludzi nie umiejące obsługiwać swych komputerów emocjonalnych (podświadomości), mogą legalnie funkcjonować. I chyba nie wyszło to światu pełnemu wojen i okrucieństwa na dobre.

Dlatego walka z alkoholem nie ma najmniejszego sensu. Ludzi od alkoholizmu i ćpania nie ratują zakazy (bo pójdą w papierosy, słodycze, seks,fanatyzm religijny byle pozbyć się nieprzyjemnego napięcia), tylko praca nad sobą, zwiększanie szacunku i miłości do samego siebie. Taka praca powoli, ale stale zwiększa poczucie przyjemności i zadowolenia, ponieważ ze sobą jesteśmy 24 godziny na dobę, we śnie i na jawie - rodzice kiedyś odejdą, żona może zdradzić, umrzeć, a dzieci zawsze wyfruwają z gniazda. I co dalej? Stawianie na pierwszym miejscu innych sprawia, że zostajemy w końcu z niczym.

Krwawy kult kobiety

Gdy lubisz siebie, pozwalasz sobie wyrażać własne emocje (zamiast je tłumić, spychać w głąb siebie, gdzie nie można ich już kontrolować), dobrze i z życzliwością się traktujesz, pojawia się poczucie zadowolenia. W takim stanie nie ma miejsca na bezustanne napięcie i stresy - więc potrzeba alkoholu jest bardzo niska - nie trzeba podwyższać nastroju, gdyż ten jest już na wysokim poziomie. Im bardziej się akceptujemy i kochamy, tym lepiej się ze sobą czujemy. I co alkohol może nam wtedy zaproponować? Niewiele. Można go wtedy używać, ale to my kontrolujemy sytuację, a nie alkohol nas. Moc drinków tkwi w naszym poczuciu nieszczęścia, rozpaczy, frustracji, napięcia - im mocniej cierpimy, tym większą siłę mają wszelkie używki i cwani, interesowni ludzie dookoła nas, kręcący się jak sępy wokół padliny. Im mocniej cierpimy, tym bardziej zadowolone koncerny i rządy - bo nieszczęśliwy człowiek kupuje Ipody, ciuchy (kiedy stare są jeszcze dobre), daje się namówić na podatki, wojny, branie lekarstw, wchodzi w religie szukając spełnienia i uwolnienia od nieprzyjemnych odczuć. Na naszym cierpieniu i frustracji, zbudowano niejedno imperium finansowe - logicznym jest więc, że wielki kapitał dba o to, byśmy szczęścia nie zaznali, bo oznacza ono koniec bajecznych fortun i władzy.

Podobnie jak w Polsce istnieje kultura picia (czyli odprężanie się trucizną), tak też istnieje kult kobiety - krwawy, gdyż rodzi więcej nieszczęścia i patologii niż wszystkie nałogi razem wzięte. Rozwody, bankructwa, samobójstwa, rozpacz, alkoholizm i upadek - to są skutki złych związków, wiary że kobieta jest uduchowioną istotą, utkaną z okruchów poezji i atomów światłości. I znowu dochodzimy do najważniejszej sprawy - czy związki są złe? Nie, nie są. Złe jest upatrywanie w związku szczęścia i spełnienia. To wszystko jest identycznie takie samo, jak w przypadku alkoholu. Kobiety, związki i alkohol nie są złe same z siebie, podobnie jak nie jest zły nóż - to rozpacz i nieszczęście w głowie człowieka sprawiają, że może on te możliwości w zły sposób wykorzystać.

Bezsilna złość dręczyciela

Jeśli ktoś ma coś, na czym Ci bardzo zależy, ma Cię w garści - może zrobić z Tobą co chce, zawyżyć cenę, upodlić jeśli zechce, a ludzie bardzo to lubią. Nie postawisz się, bo chcesz tego, co ta osoba ma - chyba że masz poczucie przyjemności, nie potrzebujesz tego co ta osoba chce Ci dać, więc rezygnujesz ku jej rozczarowaniu i wściekłości. Wtedy nazwie Cię płytkim, pustym, niedojrzałym emocjonalnie gnojkiem - i pójdzie szukać innej ofiary. Ona już będzie "dobra", więc spędzi całe życie na cierpieniu, ku zadowoleniu oprawcy.

Przyczyną nieszczęść jest utożsamienie kobiety ze spełnieniem i szczęściem. Kobieta nie jest temu absolutnie winna, a wzorzec który w nas posadzono, i przez wszystkie lata naszego życia obficie podlewano, nawożono gnojówką społecznych "mądrości". W końcu wzrósł tak, że prawdziwego szczęścia upatrujesz jedynie w kobiecie. I gdy wydaje Ci się że je znalazłeś (to nie szczęście, a haj hormonalny), pojawia się lęk o utratę tego, co tę rozkosz Ci skąpo wydziela. Im fajniej, tym więcej strachu, co powoduje że stajesz się nerwowy, zazdrosny, pojawia się stres który ludzie zmniejszają piciem, wrzaskami, nawet rękoczynami. Tak więc spełnienie marzeń o szczęściu z kobietą, da Ci wiele bólu i cierpienia. Im będzie fajniej, tym większy cień z toporem nad Tobą wisi. To jak hazard - im wyższa stawka na stole, tym więcej strachu i adrenaliny. Im więcej miłości do innej osoby bądź rzeczy, tym większy strach - takie życie to piekło na ziemi. Niestety, w komedii romantycznej tego nie pokażą - tam wszyscy po znalezieniu połówki są szczęśliwi. W życiu jest jednak inaczej, i pewnie już to czujesz - chociaż może wstydzisz się przyznać, bo to wymaga wielkiej odwagi. Za takie wyznanie nikt Cię nie pogłaszcze ani nie pochwali.

Nie szukaj szczęścia, odkryj je w sobie

Jako dziecko jesteś szczęśliwy, radosny, cieszy Cię dosłownie wszystko. W trakcie dorastania ten stan szczęścia został Ci zabrany, a jego ochłapy są w Twoim zasięgu, JEŚLI:

1. Osiągniesz sukces, cokolwiek on w Twoim otoczeniu oznacza.

2. Ohajtasz się, spotkasz "połówkę", narobisz fotek z dzióbkiem i obowiązkowymi uśmiechami na fejsa.

3. Kupisz nową fabię w salonie.

4. Wykształcisz się, jeśli można nazwać wykształceniem prywatną uczelnię, gdzie cwaniaczki - wykładowcy, np. marketingu, za grube pieniądze tworzą nowych niewolników za tysiąc czterysta na rękę. Wykształciuchów po marketingu można spotkać wszędzie - na stacjach benzynowych, w tesco układajacych żele analne na półce, na mopie w magazynach.

Kobieta nie oznacza szczęścia

Od dzieciństwa wmawiano nam, uczono i warunkowano nas (jak psa Pawłowa), że kobieta = szczęście. Bajki, książki, filmy - wszędzie masz szczęście tylko wtedy, gdy dwie połówki pomarańczki się ze sobą spotkają. Człowiek w ten sposób nasiąka receptami na życie, nie rozumiejąc że są to fałszywki. Tyle lat prania mózgu powoduje, że nawet się tych bajek nie poddaje w wątpliwość - w końcu wszyscy w to wierzą, a miliony much (na gównie) nie mogą się mylić. Niestety, pobieżna lektura książek od historii jasno pokazuje, że miliony ludzi ZAWSZE się mylą. Spójrz na zdjęcia w google, pokazujące Stalina, Hitlera, Mao... tam zawsze były płaczące w ekstazie tłumy. I każdy z nich się mylił. Dopiero po latach się okazało, że bogowie byli sadystami, a teraz mamy nowych bożków do czczenia, nowe autorytety do naśladowania. Może dożyjemy czasów, gdy wyjdzie jakimi są kanaliami.

Szczęście to nawyk cieszenia się drobnostkami, a kobieta to możliwość założenia rodziny, jeśli tego naprawdę pragniesz. Z mojej praktyki wynika, że jeśli człowiek pracuje nad sobą, uczy się wyrażania emocji, pracuje nad wybaczeniem, miłością i szacunkiem do siebie (co sprytnie skojarzono z byciem ciotą, jakby nienawiść do siebie była czymś męskim), to się okazuje że dzieci mieć nie chce. Chciał bo inni chcieli, bo nie miał innego sposobu na życie, bo myślał że to zapewni mu opiekę na starość... ale sam z siebie nigdy tego nie pragnął, podobnie jak wielu innych rzeczy, na zdobycie których tracił bezcenny czas i wypruwał sobie żyły. No i co dalej, wyludnienie? Ależ skąd. Gdyby dzieci mieli tylko ci, którzy naprawdę ich pragną, a nie chcą tylko poczuć się lepiej (czy boją się opinii innych, albo że nie będzie miał im kto podać szklanki wody na starość) mielibyśmy raj. Niestety, nauki jazdy i tabliczki mnożenia nie mogą nauczyć się wszyscy, ale wszyscy mogą spłodzić dziecko - w efekcie mamy świat pełen bólu i cierpienia. Kiedyś rżnął w pieluchę, dziś kradnie, korumpuje, wycina organy, morduje i troluje w internecie. Skąd to się wzięło? Przecież nie ze szczęśliwego dzieciństwa, gdzie rodzice wychowują by dziecko było szczęśliwe, a nie zostało np. nieszczęśliwym, sfrustrowanym wykładowcą marketingu, który karierą chce zagłuszyć wyniesione z dzieciństwa poczucie bycia nikim.

Tęsknota za kobietą to nałóg, choroba

Musisz zrozumieć (nie musisz, ale warto), że kobieta jest nałogiem takim jak alkohol, słodycze bądź narkotyki. Podobnie dla kobiety, nałogiem jest mężczyzna. I żeby móc normalnie żyć, wejść w ciepły, pełen życzliwości i wolności związek, musisz przejść poważny odwyk. Musisz - inaczej zawsze będziesz tkwił w szponach nałogu, cierpiąc do końca życia. Za swoje cierpienie będziesz zawsze obwiniał to, co nie ma znaczenia.

Żeby zlikwidować problem, musisz go bardzo dokładnie zidentyfikować. Twoim problemem jest wiara w tezę, że szczęście to ciepły domek, drzewo i kobieta. To skąd tyle rozwodów i tragedii, skoro to takie szczęście? Skąd tylu ludzi, bluzgających na singli z nienawiścią i pogardą? Czy człowiek szczęśliwy i spełniony w związku, miałby ochotę wylewać z siebie tyle jadu? Coś nie gra w tej teorii, i to bardzo mocno, nie uważasz? Chyba ktoś nas oszukał, oszwabił.

Idź na odwyk, otrzeźwiej

Jeśli marzysz o związku, musisz przejść poważny odwyk. Jeśli za bardzo chcesz, jesteś desperatem - a tacy w życiu nic wartościowego nie zdobędą poza ochłapami. Im bardziej chcesz, tym mocniej musisz uświadomić sobie, że trzeba Ci terapii, że jesteś ofiarą ciężkiego uzależnienia, które nie da Ci szczęścia, a jedynie wiele bólu. To samo polecam Paniom, chociaż nasze ukochane z racji emocjonalnej natury, znacznie ciężej przyjmują fakt, że wszystko w co wierzyły i na czym budowały swą wizję świata, jest kłamstwem. Trudno zacząć od nowa, ale jaki mamy wybór? Brnąć w błąd, latami marząc że zdobędziemy szczęście?

1. Uczymy się kochać i szanować siebie, traktować się poważnie i z życzliwością.

Całe życie uczono nas kochać innych - kochanie siebie było traktowane pogardliwie, jako coś pedalskiego. Ale jeśli nie kochasz siebie, to skąd weźmiesz miłość dla innych? Żebrak nic Ci nie da - pokochaj siebie, a wtedy dasz miłość innym. Teraz dajesz tylko swoją tęsknotę, poczucie braku i cierpienie - dlatego ludzie podświadomie Cię odtrącają, ponieważ dajesz im truciznę, z którą sam się nieciekawie czujesz. Dlaczego łasisz się do bogatych? Bo mają pieniądze, mogą coś rzucić.


2. Rozwijamy poczucie bycia w porządku, swej niewinności.

Religia uczy nas przez wiele lat czuć się winnymi, grzesznymi. Dziecko z natury nie czuje się winne - trzeba mu to wmówić wieloletnim powtarzaniem, za co rodzice kapłanowi (pracownikowi korporacji religijnej) płacą, czy tego chcą czy nie (w podatkach). Każdy wychowany w katolicyźmie, nosi w sobie ciężkie poczucie winy, które bezwzględnie trzeba z siebie wyrzucić, zastąpić poczuciem niewinności. Poczucie winy przyciąga do Twego życia same klęski i biedę - zwłaszcza wtedy, gdy jest skryte, podświadome. A gdy cierpisz, idziesz do kapłana który Cię uszkodził, by za pieniądze i wierność dostać chwilkę ulgi. To jak nałóg alkoholowy, tylko znacznie gorszy w skutkach. Jeśli cierpi alkoholik, wiadomo że od picia. Jeśli cierpi katolik, przyczyny nie są jasne dla współuzależnionego otoczenia.


3. Uczymy się spędzać czas w ciszy, sam na sam ze sobą, bez telewizora i komputera. Na nowo odkrywamy piękno i żywotność samego siebie, dokładnie tak jak czuliśmy się jako dzieci.

Jak tego dokonać, uczę w swojej książce "Stosunkowo dobry", oraz na swojej stronie samczeruno.pl, wpadnij też do mnie na forum (nazwa w nicku), gdzie jest wielu niesamowitych ludzi, mających dość tortury jaką jest "zwykłe" życie.


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

środa, 25 marzec 2015 22:12

Trzy grupy mężczyzn

Napisał

Po tylu latach udzielania się w sprawach damsko męskich, podzieliłem facetów na trzy grupy:

1. Są to ludzie najczęściej młodzi (14 - 25 lat, ale są i znacznie starsi), nieśmiali, skryci, często przesadnie religijni, przeważnie niezamożni, oraz prawiczkowie bądź z bardzo małą ilością stosunków na "koncie". Sam taki byłem do czasu, gdy piękna Pani nie przemieniła mnie z "chłopca w mężczyznę", co trwało... chwilkę, chwilunię. W świat seksu wkraczałem przerażony grzechem, wiecznym potępieniem, zafascynowany tym co dzieje się z mym ciałem, gdy niewielka jego część nieśmiało wkraczała w mroczne, różowe terytoria. Dopiero z czasem zrozumiałem, że nie wszystko co jest przyjemne, jest dla mnie korzystne - a miejsce gdzie tak miło się czuję, może śledzić tysiące wrogich, nastawionych jedynie na konsumpcję oczu.

Anioł bez kiszek i odbytu

Mężczyznom w tej grupie kobieta wydaje się być aniołem, efemeryczną istotą utkaną z czułości, miłości i poezji - nie wypróżnia się, nie śmierdzi, nie jest zdolna do skrzywdzenia muchy; informacje przeczące tym tezom są ignorowane, nie dopuszczane do świadomości, bądź uważane za kłamstwa. Mężczyźni je głoszący są traktowani z pogardą, obrzydzeniem, ale z racji niskiego poziomu testosteronu u tej grupy ludzi, ukrywane ze strachu przed konsekwencjami w zaciszu myśli, bądź ujawniane bezpiecznie - np. w anonimowym internecie. Lektura mojej książki "Stosunkowo dobry" budzi wściekłość, pianę na ustach i szał - reakcje mające przykryć wydostające się z wód płodowych naiwności mądrość, życiową radość i namiętność.

Uświadomienie co do prawdziwej natury kobiet, przychodzi dość późno. Tacy mężczyźni żenią się z "dzieciatymi" (macho ich nie chciał, odszedł do innej), tracącymi z wiekiem urodę i rozpaczliwie chcącymi mieć faceta (więc biorą nudnego, spokojnego, który wprawdzie nie daje emocji kojarzonych przez kobiety z miłością, ale daje "poczucie bezpieczeństwa", i rodzina się nie czepia "nienormalnej singielki"). Swój związek traktują jako niezwykły sukces życiowy, co można zrozumieć, ponieważ całe życie się tego panicznie bali, wstydzili i o to w trakcie bezsennych, zroszonych grzesznymi polucjami nocy modlili. Ci nieśmiali kultywują swą dumę po cichu, bardziej prostaccy bądź mniej inteligentni, rozgłaszają to wszem i wobec, zwłaszcza w internecie. Co ciekawe, jeśli taki człowiek jest skryty, cichy, nie ma dużych potrzeb, małżonka skutecznie ukrywa romans bądź obrzydzenie do naiwnego, uczciwego faceta, może być w takiej relacji spełniony. Gorzej gdy po czterdziestce zakocha się w innej, oraz doświadczy szalonego seksu, tego co kobieta może dać mężczyźnie - wtedy gdy zobaczy co właściwie stracił, mogą być - i często zaczynają się bardzo poważne problemy.

Nie da się pomóc

Rozpaczy i poczucia straconego czasu, nie ukoi nawet najlepsza wódka. Ciężko też takiej osobie coś doradzać, pomóc. Po pierwsze jest uboga, więc nie stać ją na fachowe, profesjonalne doradztwo. Po drugie jest zakompleksiona, więc wstydzi się przyznać do błędu obcej osobie - boi się uznania za nieudaczną, kiedy każdy człowiek popełnia błędy, co jest rzeczą normalną i powszednią. Mądry nie powtarza błędów, głupi powtarza bezustannie - ale każdy ich doświadcza. Po trzecie, chociaż nic nie osiągnęła, odgradza się od poczucia porażki świadomością że wie wszystko - i wszystko rozumie. Trudno przy takiej postawie szukać fachowej pomocy, więc pozostaje cierpienie, oraz mitomania. Jeden ze znanych mi blogerów onetu, który sam sobie pisał komentarze, uroił sobie że na jego temat piszą gazety, redaktorzy naczelni znanych gazet zapraszają do pisania (na pytanie w której gazecie publikuje, reagował stekiem wyzwisk), a o nim samym powstają sztuki teatralne, filmy i wielkie dzieła. Iluzja bycia wielkim, jest w stanie przykryć przykry swąd porażki.

Życie takich osób jest pełne lęku, ponieważ im mocniej utożsamili swoją przyjemność i poczucie satysfakcji z kobietą, tym większy strach że kobieta: umrze, odejdzie z kochankiem, zostanie okaleczona i trzeba będzie się nią opiekować. Przecież takie historie zdarzają się codziennie - zawsze innym, ale do czasu. Lęk może być jawny, więc można z nim żyć i go kontrolować (w stanie długotrwałego stresu może eksplodować), albo ukryty, więc powoduje konflikty i awantury, przy czym nie rozumiemy dlaczego do nich doszło. Ludzie potrafią całe życie się kłócić i nienawidzić, nie wiedząc że tak naprawdę boją się o siebie, a na głębszym poziomie - uzależnili się od siebie dokładnie tak samo, jak uzależniamy się od papierosów, słodyczy czy alkoholu.


2. Tu już są mężczyźni doświadczeni, nierzadko inteligentni, mogą odnosić sukcesy i być zamożni, ale z braku wiedzy psychologicznej i życiowej - albo oszukani indoktrynacją (szkoła, bajki, filmy, rady mamy, babć i cioć) mają bardzo odległą od realnej wiedzę o kobietach. Często pragnienie utrzymania stałej, bezpiecznej (czyli zaszczepionej w dzieciństwie) wizji świata jest tak duże, że brutalnie ignorują wszelkie fakty i informacje przeczące ich wierzeniom, a ludzie o tym mówiący, są w różny sposób poniżani, atakowani i nienawidzeni. "Betonem" nazywa się nie tylko religijnych ortodoksów, wierzących w płaską, stworzoną sześć tysięcy lat ziemię, ale także niektórych ludzi z tej grupy - mają oczy a nie widzą, mają uszy a nie słyszą, mają penisy ale ich rozsądnie nie używają.

Lobotomia dla myślących inaczej

Doskonale wiedzą że kobiety potrafią bez mrugnięcia okiem zniszczyć mężczyznę, ale umieszczają takie Panie w szufladce "psychopatki, kryminalistki, złe" - a ich ofiary etykietkują jako pustych, płytkich, niedojrzałych emocjonalnie, przy czym naiwnie wierzą, że jest to jedna z miliarda "dobrych" szufladek. Ludzie którzy nauczają, że niszczenie mężczyzny jest stałym punktem programu (podrywacze nazywają to shit testami), są dla nich głupi i skrzywdzeni, mszczą się na kobietach które się na nich "poznały", oraz polecają terapię psychologiczną, a nawet farmakoterapię - by myśleć jak inni z telewizora i seriali. W wersji religijnej, taki człowiek zachęca do spowiedzi i egzorcyzmów, bo własne zdanie i opinia jest opętaniem. Całe szczęście że nie żyjemy w dawnych czasach - wtedy własna opinia spowodowałaby tortury i loch, a dziś poleca się leki psychotropowe, lobotomię i elektrowstrząsy tym, którzy widzą że coś w obrazie świata nam od dzieciństwa sprzedawanym, mocno nie pasuje.


3. Inteligentni, oczytani ludzie, którzy mieli co najmniej kilkanaście kobiet (najczęściej ok. kilkudziesięciu), oraz umieli powiązać identyczne zachowania mimo różnic związanych z pochodzeniem, wykształceniem kobiet. Nie każdy potrafi dostrzec to sam, nawet wtedy gdy czyta i dowiaduje się o tym, jak to wszystko naprawdę działa. Tu już musi być ciekawość świata, ludzi, odwaga do zrezygnowania ze stereotypów na rzecz prawdy, jaka by ona nie była. U mnie takie głębsze zaciekawienie i zrozumienie, pojawiło się chyba przy czterdziestej kobiecie - a później byłem coraz bardziej zdziwiony powtarzalnością zachowań. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że większość ludzi to klony, automaty które powtarzają wykształcone w dzieciństwie banały. Mistrzowie duchowi piszą, że niemal wszyscy ludzie na ziemi śpią, są zahipnotyzowani - uświadomienie sobie tego, jest czymś autentycznie wstrząsającym. Kiedyś pewien mój czytelnik, nie byle kto - wykładowca marketingu z doktoratem, śmiał się że np. taki Anthony De Mello bredzi - bo on ma rodzinę, dom, skodę fabię (z salonu! Za gotówkę!) i jest spełniony. Tacy są właśnie ci ludzie - głęboko śpią snem pełnym koszmarów i lęków, ponieważ utrzymanie skody i łatki inteligenta jest bardzo uciążliwe, męczące, pochłania wszelką energię, którą można poświęcić na piękne, miłe chwile. Pozostaje walka o łatkę, na czym upływa całe życie.

Shit testy

Ta grupa zrozumiała, że natura kobiet która nimi dosłownie steruje (za pomocą hormonów), robi bezustanne testy męskości, sprawdzające czy mężczyzna jest silny, niezależny - czy też udało się go wziąć pod pantofel. Jeśli mężczyzna skutecznie oparł się migrenom, dawkowaniu seksu, awanturom, płaczom, manipulacjom, kobieta jest zakochana i podniecona, ponieważ natura uruchamia w kobiecie seks, gdy widzi siłę, która gwarantuje przetrwanie kobiecie i jej potomstwu - jeśli przegrał, nie zdał testów, kobieta wytraca seksualność i zakochanie. I tego mniej inteligentni mężczyźni, nijak nie są w stanie nie tylko zrozumieć, ani przyjąć do wiadomości. Zbyt mocno te informacje kłócą się z tym, co "zaprogramowano" im w dzieciństwie - gdzie kwiatki i bycie miłym, usłużnym ma wystarczyć do wzbudzenia w kobiecie miłości. Niestety, skutki takiej postawy są bardzo bolesne.
Tu już mamy trzy różne kierunki działań:


A. Nienawiść i pogarda do kobiet, walka z nimi, unikanie ich. Taki facet wyszukuje wszelkich informacji o upokorzeniu kobiet, aktywnie wchodzi w tematy antyfeministyczne. Przypomina to człowieka który zraził się do katolicyzmu tak mocno, że wchodzi w satanizm. Zamiast przebaczyć, zrozumieć że zawsze musi być drapieżnik i ofiara, on walczy - marnuje swe życie bezsensownie na walkę z tym, co w najlepszym przypadku zmieni tylko szatę, nazwy i ceremoniały, ale w środku pozostanie takie same. Człowiek może zmienić tylko siebie, więc walka o zmianę czegoś na zewnątrz, prowadzi do utraty szansy na realną zmianę - bo taka zaczyna się od zmiany siebie. W efekcie takiej postawy, mamy cały świat hipokrytów, którzy chcą zmieniać innych - zamiast siebie.


B. Wejście w grę seksualną znając zasady, dostosowując się do nich, co powoduje że taki facet ma nadnaturalne "branie". Jest to wszystko jednak skażone pewną dozą obrzydzenia, smutku a z czasem depresji. Czyli taki sukces pełen cichej rozpaczy.


C. Rozwój osobisty, dywersyfikacja - powiększanie samooceny, doprowadzenie do tego, by samemu się kochać i szanować, co wzbudza poczucie komfortu i przyjemności. Wtedy się bardzo miło i przyjemnie funkcjonuje. I gdy już pracą osiągniemy stan wewnętrznego komfortu, wchodzimy w relacje - taki człowiek nie boi się już zerwania, tego że dozna ostracyzmu od partnerki, jeśli nie zgodzi się na złe zachowania względem siebie bądź podpisanie dokumentów, rujnujących go finansowo. Nie jest zależny od kobiety, ponieważ nie utożsamia już z nią poczucia spełnienia - kobieta jest wisienką na torcie, a nie sensem istnienia. Wymaga to wielu lat pracy, ale daje wolność i spełnienie, niezależnie od tego, gdzie wichry życia popchną nasz stateczek. A i kobieta jest szczęśliwa, pobudzona, radosna...


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

sobota, 21 marzec 2015 22:32

Kochać trzeba umieć

Napisał

Można kochać małego, słodkiego tygryska, ale gdy dorośnie, trzeba się liczyć z możliwością utraty ręki bądź życia. Można kochać samochód, rozkoszować się jazdą w nim, ale jeśli namiętność do ryku silnika wygra z rozsądkiem, skończymy w Konstancinie bez nóg. Można lubić od czasu do czasu alkohol, ale jeśli się zagalopujemy, skończymy w rynsztoku. 

Rady mędrków zniszczyły niejednego

Można kochać Panie, ale warto wiedzieć jak kochać mądrze, by nie stracić zdrowia, majątku i poczucia realności, gdy kolejny raz z rzędu wszystko się psuje, a Panie doradzają by kupować kwiatki, więcej rozmawiać i szukać dziewczyn w bibliotece. A jeśli w miłosnym szale całowałeś i tuliłeś całą żeńską obsadę miejskich bibliotek, nie znajdując ukojenia? "To jedź do innego miasta, do innych bibliotek, tam są dobre i skromne dziewczyny!". Czy starczy życia na takie wojaże? Trzeba mieć końskie zdrowie, by iść przez życie kierując się radami wszelkiej maści mędrków, czerpiących swą wiedzę z filmów, które tworzą narkomani, dewianci i seryjni rozwodnicy.

Panie są cudowne, ale jeśli nie rozumiesz jak działa ich psychika, skończysz marnie - a jeśli cała Twoja wiedza o nich pochodzi od rodziny i z seriali, wszystko co wiesz jest nieprawdziwe. Jedni ludzie radzą z niewiedzy, drudzy strachu a kolejni ze złości. Trudno wymagać od ludzi, którzy biorą gigantyczne kredyty dla zaimponowania sąsiadowi, by przyznali się do błędu w sferze miłości czy każdej innej. Kto lubi się przyznać, że mało wiedział? Są ludzie którzy żyją w szambie, ale namawiają do niego z wiary, że tak właśnie ma być, że to jest dobre dla Boga, państwa, cywilizacji czy jakiegokolwiek innego celu w który wierzą; są też tacy, którzy tkwiąc w gównie po uszy, chcą by i inni tego doświadczyli. Ludzie bezustannie oszukują, kłamią, manipulują i tworzą sztuczne miraże, byle tylko w nich dobrze wypaść. W sieci jest masa badań naukowców, którzy te tezy wyjaśniają i tłumaczą, chociażby Dan Ariely, profesor z Duke University.

Skąd czerpiesz swą wiedzę?

A skoro tak jest, to co to świadczy o wiedzy którą posiadasz od innych ludzi? Że jest w większym bądź mniejszym stopniu nieprawdziwa. I jeśli na podstawie mylnej wiedzy podejmujesz decyzje których konsekwencje ponosisz całe życie (ślub, alimenty, dzieci), to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Trzeba więc odrzucić starą wiedzą, a przyjąć nową. Niestety, ludzie nienawidzą się uczyć nowych rzeczy, boją się. Nieznane przeraża - a stare chociaż złe i niewygodne, jest oswojone, znane. Jednak człowiek poważnie podchodzący do swego życia, chcący w nim coś osiągnąć, musi tego dokonać.

Efektem braku wiedzy jest plaga rozwodów, oraz wielkie nieszczęście dla dzieci, wychowywanych w oparach kłótni i wzajemnej nienawiści. By oszczędzić sobie koszmaru, trzeba wyrzucić z głowy wszystko to, co nam o kobietach wmawiano - a przyjąć tabletkę prawdy, jak bardzo gorzka z początku by się nie wydawała. Ludzie jednak nie chcą prawdy, gdyż ta burzy wygodny, ustalony porządek świata. Kto nie chce wyjść ze strefy komfortu, zostaje na starych śmieciach - kto tę odwagę ma, uniknie wielu nieszczęść. Zawsze tak było - kto rzuca palenie, zyskuje zdrowie. Kto nie chce przejść przez cierpienia odstawienia, traci pieniądze, zdrowie i podświadomie szacunek do siebie, a i tak ciężka choroba zmusi go do rzucenia, ale będzie znacznie ciężej niż wtedy gdy był jeszcze w miarę zdrowy. Bo i jak można się szanować, kiedy katuje się własne ciało trucizną? Kto wygra z lenistwem i się uczy (np. języków, czyta książki), ma później o wiele łatwiej. Kto przezwycięży opory i zacznie ćwiczyć sztuki walki (np. najlepszy na ulicę boks), ten lepiej i pewniej się czuje. Kto umie przezwyciężyć chwilowy dyskomfort, zostaje nagrodzony z wielkim naddatkiem - kto nie umie, cierpi, a by nie czuć się ze swym wyborem (bo to jest własny wybór) źle, dokleja do tego różne wytłumaczenia, jedne mniej a drugie bardziej absurdalne. I tak jedni coś mają, a drudzy to wyklinają, tak naprawdę wyklinając samych siebie, swój strach, opory i niechęć do rozwoju. Nie jest tak w życiu?

Dziecko, cel numer jeden; facet, cel numer dwa

Zdecydowana większość kobiet ma tylko jeden cel w życiu - chcą mieć dziecko. Temu biologicznemu pragnieniu przyporządkowane jest dosłownie wszystko, a by je osiągnąć, kobieta jest w stanie oszukiwać, ranić i niszczyć, co potwierdza fenomen coraz tańszych testów DNA. Wprawdzie solidnych badań nie ma, ale histeryczno - gniewna reakcja Pań na samą o nich wzmiankę, urealnia obiegową statystykę, czyli że co najmniej jedno na osiem dzieci spłodził uczynny sąsiad albo kolega z pracy, a oszukany małżonek całe życie będzie utrzymywał owoc czyjejś rozkoszy. Jeśli o tym wie i to akceptuje, nie ma problemu - jednak jeśli nie wie, jest oszukany i bezwzględnie okradany, na co pozwala prawo (masz sześć miesięcy od urodzenia dziecka na zaprzeczenie ojcostwa, albo zostajesz ojcem i pomóc może tylko prokurator, w innych krajach jest znacznie gorzej, bo w ogóle nie można robić testów DNA i na ich podstawie wyprzeć się ojcostwa).

Panie jako posiadaczki emocjonalnej - a nie logicznej natury, potrafią sobie z niezwykłą lekkością "wytłumaczyć" niemal każdy zły czyn dobrem dziecka. Dlatego też Panie mówią że nie liczy się "ziarenko", a kto wychował, jednak same dzieci z sierocińca brać nie chcą - dlaczego? Przecież liczy się kto wychował, prawda? No cóż, każdy chce mieć "własne", chce przedłużyć swoją linię genetyczną.
Wielu mężczyzn którzy wydostali się z przerębli naiwności, budowanej na serialach i dobrych radach babć, mamusi i cioć, dostrzega że kobiety są niezwykle wręcz bezwzględne - zwłaszcza w sprawach majątkowych. Jest tak dlatego, że przez tysiące lat bez zasiłków, praw w sądach, parytetów, kobieta musiała zadbać o dziecko. Gdy była z silnym samcem który pobudza seksualnie kobietę (najlepsze geny, pozycja społeczna, szansa na przetrwanie potomstwa), ten mógł zginąć - śmiertelność była bardzo wysoka, więc kolejne dzieci mogły być ze "zdrady".

Zdrada, wyssana z mlekiem matki

W przypadku śmierci pierwszego samca, byłaby skazana na śmierć głodową z potomstwem, gdy zdradziła - miała szansę przetrwać, bo drugi tatuś przygarnie. Są to odwieczne mechanizmy, które kształtowały się setki tysięcy lat (jeśli nie dłużej), a dostatek i lodówki w domach mamy od kilkudziesięciu. Z tego też powodu, mechanizmy te nadal istnieją - kto o nich nie wie, kto ich nie rozumie - zostanie przez nie przemielony. Podkreślmy że nie można za to kobiety potępiać - te cechy sprawiły, że jako ludzkość przetrwaliśmy. Opiekuńczość kobiet wobec dzieci, jest na swój sposób piękna i szlachetna, a ja ją podziwiam. Zawsze fascynowała mnie matczyna miłość i poświęcenie, podobnie jak fascynują mnie dzikie, drapieżne zwierzęta - na swój sposób je kocham, ale zjeść im się nie pozwolę.

Z punktu widzenia oszukanego mężczyzny, który całe życie wierzył w mrzonki, a później budzi się z ręką w nocniku na sali sądowej, gdzie ukochana Myszka za którą dałby sobie obciąć rękę, płacze i krzyczy jak ją terroryzował, gwałcił i tłamsił, jest to straszne - ale z punktu widzenia natury, przetrwania gatunku ludzkiego - są to cechy bezwzględnie konieczne, i te sprawy zawsze stoją nad interesem pojedyńczego człowieka. I jeśli ten nie ma wiedzy o życiu, zostanie zmiażdżony. Dlatego powszechna edukacja tworzy nieuków, nie umiejących się koncentrować dłużej niż kilka sekund - bo takimi lepiej rządzić, wciskać im bujdy. Uwierzą, przecież nie wiedzą że są nabierani - jest w tym jakaś złośliwość losu, że im ktoś mocniej potępie teorie spiskowe, sam w swoim środowisku (praca, rodzina, znajomi) manipuluje i spiskuje, by komuś dopiec. Wielokrotnie to widziałem - im ktoś bardziej "nowoczesny", wyśmiewający wszystko co odbiega od aktualnej medialnej papki, śmiejący się z "układów" i spisków, tym bardziej podstępny i chytry jest - czasem jest jak lis w kurniku.

Kochasz mnie Miś?

Natura różnie ukształtowała obie płcie - jednej dała mięśnie, agresję i silny popęd seksualny by się rozmnażać, drugiej - spryt, przebiegłość, umiejętność wykorzystywania popędu samców na swoją korzyść (najczęściej finansową). I teraz coś, co przyprawi o atak serca całą rzeszę naiwnych - część instynktowna kobiety, emocjonalna, nie umie kochać. Cały romantyzm i słowa o miłości na zawsze, to sprytnie opakowane pragnienie poczucia bezpieczeństwa, by móc przetrwać i wychować dziecko. Każde słowa o miłości, prowadzą do tzw. "zobowiązań", czyli ślubu i umów prawnych, dających kobiecie Twoje pieniądze i nieruchomości. To bardzo przebiegłe i sprytne. Pięknie pachnąca kobieta w kuszącej pozie pyta czy kochasz - co odpowiesz? Jasne że kochasz, przecież chcesz seksu. To jak kochasz, to na pewno ufasz? Tak, oczywiście (penis coraz boleśniej pulsuje). Jak ufasz, to "nałóż spodnie" i zachowaj się jak facet "z komedii romantycznych", co należy przełożyć z kobiecego na polski byś się oświadczył. I tak po nitce do kłębka, baran prowadzony jest do rzeźni, przy czym i baran i rzeźnik nie wiedzą co ich czeka w przyszłości. Oboje oczekują szczęścia, ale jednego czeka ból, a drugiego jeszcze większy, psychiczny. A miało być tak pięknie, jak w ulubionym serialu! Ot, życie.

Dlaczego Panie tak głośno potępiają prostytutki? Ponieważ te uniemożliwiają seksualny szantaż męża. Kto pobył kilka lat w typowym małżeństwie, wie o co chodzi. Ślub to coś, co zapewnia przetrwanie - kobieta starzejąc się, traci wszelkie atuty, bo przyznajmy że największym jest uroda i figura, dużo się też mówi o umyśle, ale jeszcze takiego nie spotkałem który by mnie czymś zafascynował. Kobiety przeważnie sa klonami psychicznymi modnych, znanych kobiet, które nieudolnie próbują naśladować. Która się za młodu nie hajtnęła, ta przegrała życie - i tak właśnie kobiety same siebie wartościują.

Kocha dusza, nigdy umysł

Kochać w kobiecie umie dusza, ale ta jest stłumiona przez mody, nakazy, stereotypy, poglądy. Głos duszy w człowieku, to delikatne jak zefirek odczucia - pójście za tym głosem daje prawdziwe spełnienie i szczęście, jednak by go usłyszeć, trzeba się wyciszyć, nastawić na odbiór. To niemożliwe w świecie, gdzie natłok i tętent myśli nie pozwala na chwilę odprężenia. Ludzie boją się głębszych refleksji, zajrzenia w głąb siebie - bo wtedy by się okazało, że cały ich pęd, starania, wysiłki - wszystko jest bezsensowne. Dlatego Panie nie lubią, gdy mąż np. odpoczywa, relaksuje się - same też muszą znaleźć coś do roboty. Cel jest jeden - zająć się idiotyczną, niepotrzebną pracą tak, by nie musieć skupić na sobie, na tym czego od życia chce nasze wewnętrzne dziecko, dusza. Jeśli człowiek tak postępuje, zawsze będzie głęboko nieszczęśliwy - bo człowiek to nie jedno JA, a także dusza, emocjonalna istotka która przyszła na świat po to, by spełniać swoje marzenia.

Gdy umysł robi to co chce dusza, mamy człowieka absolutnie spełnionego - szczęśliwego. Gdy umysł stresem, przejadaniem w dzieciństwie (tak się uczy dziecko tłumić własne odczucia), nauką religii (uczy się poczucia winy, niechęci do seksu i siebie, własnej rzekomej grzeszności) dominuje, głos duszy staje się niesłyszalny, zakrzyczany przez poczucie winy i wmówionej, nienaturalnej niższości i grzeszności. Człowiek wtedy goni zamiast za własnym życiowym celem, za narzuconymi mu przez media, mędrków w rodzinie i "internetach" sztucznych celach, które ani pieniędzy, ani szczęścia nie dadzą. Jedyne co dają to łzy, zmęczenie, poczucie bezsensu i krańcowy wysiłek w biegu po szczęście, które zawsze było na wyciągnięcie ręki - w sobie. Ale szczęście jest ciche, spokojne, by je poznać trzeba uciszyć własne myśli, poskromić nieskończone żądze. Rzadko kto umie się wyciszyć - więc mamy świat jaki mamy - pełen wojen, przemocy i sukinkoctwa.

Macierzyństwo jest egoizmem

Jeśli wniknąć głębiej w te powszechne pragnienie naszych ukochanych Pań, ujrzymy że z posiadaniem dziecka jest utożsamiona przyjemność, poczucie sensu, "ułożenie sobie życia". Czyli kobieta dążąc do założenia rodziny, pragnie swojej przyjemności - nawet kosztem mężczyzny, który póki co, jest do spełnienia tych pragnień potrzebny. Podkreślmy że jest to pragnienie biologiczne, a nie duchowe. Dusza może mieć całkiem inny pomysł na życie, a sprzeciwienie się mu, wygeneruje olbrzymie ilości cierpienia. Niestety, umysły kobiet zostały zarażone kompleksami, chęcią naśladowania innych, zamiast słuchania się siebie samej, zwrócenia się ku swym odczuciom, ku swemu wnętrzu - gdzie w muślinach ciszy i aksamitnych odczuciach króluje caryca dusza ukochana. Co daje dziecko przeciętnej kobiecie?


1. Dziecko nobilituje społecznie, zwłaszcza gdy jest obrączka i mąż. Wiele razy w kręgu znajomych czy rodziny słyszałem niezbyt pochlebne uwagi i żarty o singielkach, oraz osobach bezdzietnych. Pewien Pan przy mnie wprost mówił, że "po co to właściwie żyje" - o kobiecie nie mającej dzieci, a u której pracował. Zdziwienie, złość i nienawiść były zrozumiałe - poświęcił życie dla dzieci chcąc mieć parobków, a dzieci uciekły, tymczasem singielka wesoło i dostatnio żyła - a zdaniem otoczenia powinna być zgorzkniała i nieszczęśliwa. To naprawdę boli.

2. Kończą się przytyki i kąśliwe uwagi rodziny i otoczenia, związane z brakiem dzieci oraz "nieudacznictwem", czyli brakiem umiejętności "złapania" faceta - można złapać wreszcie wspólny temat z innymi Paniami, oczywiście do czasu kłótni o inną sprawę.

3. Jeśli kobieta ma kompleksy, czuła się nikim, może teraz wyśmiewać się i wylewać z siebie pogardę do singielek, ludzi nie mających dzieci i związku. Wreszcie czuje się kimś ważnym, kimś kto coś osiągnął, chociaż rozmnażają się nawet bakterie. Takie osoby można poznać po tym, że bardzo łatwo przychodzi im ocenianie innych - oraz pogarda, kąśliwość, wylewający się z każdej wypowiedzi jad. Zawsze pamiętajmy o jednym - szczęśliwa osoba nie atakuje, bo człowiek emanuje tym, co w nim jest. Jeśli złość i frustracja, będzie atak - jeśli szczęście, będzie życzliwa nawet do tych strasznie egoistycznych singli.

4. Gdy nie ma pasji, zainteresowań i hobby, można poświęcić się dziecku, wypełnić swe puste życie jakimś sensem. To oczywiście wraz z odejściem dziecka zmieni się w koszmar dla niej i tragedię dla męża, bo nie mając zainteresowań kobieta przerzuca całą swą energię na męża - nie każdy jest w stanie to wytrzymać, czasem zostaje ucieczka w chorobę, głuchotę. Całe życie potępiał, osądzał i wyśmiewał singli, na starość ogłuchł by móc przetrwać w mieszkaniu z nudzącą się małżonką, a umierając nie chciało mu się pić. Życie!


Związek i dzieci, egoistyczna gra

Jest bardzo ważnym, by zrozumieć tę najważniejszą sprawę - kobieta chcąca założyć rodzinę, "ułożyć życie", nie poświęca się, nie jest męczennicą jak Panie lubią to przedstawiać by zbierać hołdy i dary - tylko w ten sposób daje sobie przyjemność. Dużo się mówi, że ktoś wybierający życie singla czy nie daj Boże życie bez dzieci, jest egoistą, hedonistą, słyszałem nawet o sataniźmie - mówi się tak, by zakryć prawdę o tym, że i "dzieciaci" idą za swoją przyjemnością.

Uwodzenia i fazy związku prowadzące do rozmnażania i ślubu, są tylko i wyłącznie grą, by spełnić swoje marzenia i poczuć przyjemność. Tak - kobieta jest absolutną egoistką, zwłaszcza ta która gardłuje o bogatym wnętrzu, o tym że liczy się tylko charakter. Mężczyzna chce seksu, a kobieta jego pragnienie wykorzystuje do tego, co jej od dzieciństwa wmawiano - bawiła się lalkami dzieci, opiekowała nimi, płonęła na samą myśl o białym welonie, kupkach dzieci i szczęściu które wtedy ma się pojawić. I gdy doprowadzi do spełnienia marzeń... okazuje się że szczęścia nie ma. Bo i skąd te rozwody, albo źli, agresywni ludzie, którzy byli też dziećmi? Szczęśliwy rodzic nie przejawia agresji, a jeśli jej nie ma, skąd dziecko ma się jej nauczyć? Ano właśnie - uczy się najczęściej w domu. Od tych szczęściarzy, którym nikt nie powiedział że ZWIĄZEK SZCZĘŚCIA NIE DAJE. Wszyscy im wciskali kit - a oni uwierzyli, bo innego wyjścia nie było.

Poświęcenie czy hipokryzja?

To zadziwiające, jak rzekomo uciśnionym, tłamszonym kobietom udało się wmówić światu, że kręci się on tylko dzięki ich poświęceniu, a mężczyzna jest egoistą. Spójrzmy na kilka twierdzeń, które utrwaliły się w naszym społeczeństwie:

- Facet który kupił swej żonie wszystko, utrzymuje ją, zajmuje się autem, naprawami w domu, remontami, dba by szalone decyzje finansowe żony nie zniszczyły rodziny - ciągle słyszy że jest małym chłopcem. Gdy zachowa się nie tak, jak chciała małżonka, słyszy że nie dorósł, nie dojrzał do prawdziwej relacji. Gdy kobieta zmienia zdanie co chwila jak dziecko, krzyczy że chce szczerości - ale nigdy o swym wyglądzie, kaprysi i płacze - dzieckiem nie jest. Gdy mężczyzna buduje model czołgu, jest małym chłopczykiem który nie dorósł. Czy to nie jest śmieszne? Dla męża takiej kobiety pewnie nie, ale "żałosny" singiel może się śmiać do rozpuku, oraz wiele innych rzeczy, ponieważ nie sprzedał wolności za wizję szklanki wody na starość i seksu co miesiąc przy wypłacie, który może mieć codziennie.

- Panie często mówią z pogardą o tchórzach, czyli mężczyznach którzy nie chcieli za nie walczyć. Kiedy usłyszałem to pierwszy raz od koleżanki, która gardziła chłopakiem nie bijącym się z grupką dresiarzy, pomyślałem że jest po prostu głupia. Ale gdy słyszałem to kolejne razy, w różny sposób artykułowane od Pań z tzw. klasą, zmroziło mnie. Czy boisz się? Tak, boję się kalectwa, śmierci, ośmieszenia, lat w szpitalu. Nie jestem herosem z filmu, tylko żywym, łatwo uszkadzalnym ciałem, które nie chce ryzykować kalectwa by kobieta się dowartościowała tym, że faceci jak kozice górskie walczą o nią. Seks jest zbyt tani, by ryzykować dla niego życie.

- Faceci są kiepscy w seksie. Tak, to prawda. Ale czy kobiety są dobre? Wątpię. Przeważnie leżą jak kłody w łóżku, oczekując niesamowitych przeżyć rodem z filmów. Udany seks to jednak zgranie dwóch ciał i umysłów, a nawet dusz - ale trudno się skoordynować, gdy jedno ciało haruje a drugie leży, albo brzydko pachnie, co jest domeną Pań mających grzybicę, biorącą się z jedzenia ciastek i słodkości.

- Faceci to nudziarze na randkach. Przeszedłem przez to piekło wiele razy - Pani milczy, ja zabawiam. Zamiast współpracy w rozmowie, trzeba stale wytwarzać emocje, bo Pani się nudzi - ale nie każdy ma takie umiejętności sceniczne. To chyba te chwalone wszędzie równouprawnienie - ja muszę zarobić, zabawić, dać orgazm, komplementować, kupować, a w razie jej zdrady jestem winny i muszę płacić alimenty (nawet bez dziecka, taką mamy "równość"), a jak robię coś co kocham, jestem "małym, głupim chłopcem".


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

środa, 18 marzec 2015 21:48

Walkę o kobietę wygrywa zawsze SIŁA

Napisał

W naturze samce rywalizują ze sobą, by ten który wygrywa mógł zapłodnić samicę. Czasami są to brutalne, zakończone zgonem konkurenta walki, co nie przeszkadza samicy przyjąć najlepszej jakości nasienia. Czy ma litość dla pokonanych, krwawiących, uciekających samców? Nie, nigdy. Przegrany samiec dla niej nie istnieje. Liczy się tylko ten, który wygrał, bo udowodnił że jest najsilniejszy, a dzięki temu potomstwo mieć będzie najlepszy materiał genetyczny - czyli największe szanse na przetrwanie.

Ewolucja technik walki samców

No tak, ale to tylko zwierzęta! U nas, ludzi, jest zupełnie inaczej - powie lekko zdenerwowana, bezrobotna intelektualistka po studiach wyższych (prywatnym marketingu).

W dzisiejszym świecie taka walka ma nadal miejsce, ale Panowie nie zderzają się rogami na stromym, górskim zboczu, nie okładają maczugami jak tysiące lat temu, a rywalizują zarabianiem pieniędzy. Ten kto ma ich więcej, jest w stanie dać kobiecie i jej potomstwu lepsze, bezpieczniejsze życie.

Samiec Alfa w rurkach

Problem w tym, że tysiące lat temu (przed nastaniem zorganizowanej cywilizacji) najsilniejszy samiec miał też najwięcej testosteronu. Pachniał nie tylko kałem, moczem, potem i brudem, ale też upojną, dającą bezpieczeństwo i pozycję społeczną - siłą, agresją. Dziś można być słabym, mieć piszczący głosik i chodzić w rurkach, ale mieć talent np. do informatyki, by zrobić duże pieniądze - a te dziś są atrybutem siły, za który można kupić kilku pakerów do ochrony, którzy nie lubili czytać i się uczyć, bo to "pedalskie".
Kobieta dawniej miała dwa w jednym - atrybuty siły, czyli pozycję społeczną, lepsze jedzenie w klanie, większa szansa na przeżycie potomstwa, oraz męskiego samca który swą dominacją pobudzał do kopulacji. Dziś silny samiec ma pieniądze, ale nie musi mieć wysokiego poziomu testosteronu - dlatego kobiety będąc z takimi mężczyznami, szybko tracą zainteresowanie seksualne.

Stąd taka ilość rozwodów i zdrad, gdzie Panie są bezlitosne i gotowe na wszystko, byle tylko dostać pieniądze - oczywiście czują się niewinne, gdyż tłumaczą sobie to raz że legalnością (prawo nie zawsze jest "dobre", np. za stalinizmu i nazizmu też istniało prawodawstwo), a dwa że "inspirowały" (cokolwiek dziwnego to oznacza) faceta, straciły czas (bezcenną dla kobiety wartość) który przekłada się na urodę. Mimo wielkiej wiary Pań że po czterdziestce są sexy, milionerzy dziwnym trafem wolą młode, ciasne i zgrabne dziewczyny. Ot, myślenie życzeniowe kontra rzeczywistość i fakty.

Kobietę zmienia tylko siła

Życie z kobietą, to bezustanna gra sił natury, które sprawdzają nie tylko jakość naszych genów (ważne dla potomstwa), ale ogólnie poziom siły, który od zawsze był gwarantem bezpieczeństwa kobiety. Siła to nie mięśnie, bo są siłacze którzy uciekają, a są słabsi fizycznie, co prędzej umrą niż uciekną i zostawią swoją własność (np. samicę bądź potomstwo). Czyli to co podnieca Panie, to siła psychiki - mówi się że przypakowane bandziory są celem Pań, ale ja widziałem wychudzonych złych chłopców, przy których kobiety drżały - bo faktycznie byli niebezpieczni, nieobliczalni - zmienić takiego faceta w ciepłego, tłustego pieszczocha w bamboszkach który kocha seriale romantyczne, ach! cóż za wyzwanie! Organizm by podołać takiej BARDZO WAŻNEJ misji, zmienia nudną kurę domową w seks bombę, która staje się maszyną seksualną, atomową wyciskarką nasienia. Gdy zmieni faceta, co w przypadku psychopaty jest niemożliwe - ciach! wsparcie hormonalne jest bezwzględnie odcinane, a Pani czuje że "nie wie co czuje", więc następuje rozstanie poprzedzone zdradą i drenażem finansowym. Kto rozumie ten mechanizm, będzie miał w życiu dobrze - kto nie rozumie, będzie nieszczęśliwym popychadłem, że nie wspomnę o bankructwie i utracie mieszkania czy dziecka.

Niestety, wbrew współczesnej propagandzie mediów i feministek, kobieta jest z natury mniej inteligentna od mężczyzny, i wybitne jednostki nie zmienią obrazu całej płci - wystarczy spojrzeć na liczbę wynalazców i noblistów, kiedy Panie mają przecież od prawie stu lat lat dostęp do możliwości kształcenia się, oraz masę ułatwień, regulacji prawnych i innych, ułatwiających im podążanie ku wiedzy.
Kobieta ma emocje, które są wielkim atutem i koniecznością, gdy trzeba zająć się niemowlęciem. Tu mężczyzna odpada - natura rozdzieliła role dwóch płci, a cwaniacy chcący skłócić ludzi, wmówili kobietom że nie mając intelektu są gorsze - nie są gorsze i nigdy takie nie były. Mamy różne zdolności, które razem złączone dają szczęśliwe dziecko. Logiczny mężczyzna nie da ciepła niemowlakowi, może to zrobić tylko emocjonalna kobieta.

Kobiecie wykreowano silne kompleksy

Ja np. znam wiele ode mnie inteligentniejszych ludzi, co nie sprawia że próbuję im wykazać że jestem mądrzejszy - byłoby to komiczne, absurdalne i groteskowe. Moja samoocena nie polega na IQ, ciele, osiągnięciach, tylko na zupełnie innej podstawie. Kocham i szanuję siebie, ot tak - bo jestem, bo istnieję, bo mam w sobie coś Boskiego. A kto mi zabroni?

Niestety, kobieta pod wpływem presji medialnej wstydzi się i rezygnuje z emocji, chcąc być lepszą od mężczyzny na jego polu - co mimo faworyzowania prawnego, parytetów i wszelkich ułatwień, nie udaje się, ba! doprowadza do absurdów, gdy trzeba na siłę obsadzać kobietami stanowiska, gdzie nigdy nie będą tak efektywne jak doświadczony facet. W efekcie dziecko zamiast normalnie się rozwijać, obserwuje zakompleksioną mamę walczącą z tatą, kiedy tak naprawdę nie ma o co walczyć - ale mama ma potężne kompleksy, bo chce być mądrzejsza od taty i lepsza we wszystkim, ale tak się po prostu nie da. Konflikt między płciami został wykreowany tak samo, jak niemal wszystkie wojny - dla zysku. Przecież nieszczęśliwi, sfrustrowani ludzie, to idealni konsumenci produktów (także religijnych) korporacji, oraz idealny materiał do wysłania na wojnę w imię honoru, Bozi czy czegoś, co wymyślą podżegacze grzejący się zawsze z daleka od frontu.

SIŁA pobudza seksualność

Zapamiętaj na zawsze, zapisz w pamiętniczku. Silny psychicznie mężczyzna (zdecydowanie, umiejętność postawienia granic, nie rezygnowanie z zasad dla zysku) sprawia, że kobieta pobudza się seksualnie. Tylko w ten sposób kobieta umiała przez tysiąclecia sprawić, by silny samiec wziął ją pod ochronę, zapłodnił i wyżywił. Nic innego oprócz seksu nie miała - więc natura (w postaci hormonów) uruchamia seks zawsze wtedy, gdy mężczyzna dominuje, oraz w sytuacjach zagrożenia (w czasie wojny seks wisi w powietrzu, by zrównoważyć utratę ludzi).

Jak wygląda bezustanne sprawdzanie czy mężczyzna jest silny?


1. Bycie rozumiejącą, czułą partnerką, dającą seks kiedy samiec zechce, kiwanie ze zrozumieniem głową w każdej sytuacji, wsparcie i uśmiechy. Kobieta w fazie zdobywania samca, jest w stanie rozumieć fizykę kwantową, nauki duchowe - wszystko co lubisz, ona też polubi, przy czym jej wkład w tę wiedzę będzie kiwaniem głową, uśmiechami pełnymi akceptacji, zdawkowymi pytaniami, na które szczęśliwy że ktoś Cię słucha - odpowiadasz. Najczęściej jest to gra, a kobieta nic z tego co mówisz nie rozumie - ale Ty czujesz się wspaniale, bo myślisz że wiedzą o modelarstwie imponujesz zgrabnej, ładnej dziewczynie z tatuażem na dupie i błyskotką w pępku.

Silny reaguje, słaby udaje że nic się nie stało

Gdy mężczyzna się przyzwyczai i utożsami swoje szczęście z tym dobrostanem, zostaje on najczęściej nagle bądź etapami odcinany. Silny samiec NATYCHMIAST reaguje rozmową, mówieniem o swoich odczuciach - na co słyszy że ona nie wie co czuje, że to chyba nie ma sensu, albo w ogóle nic nie mówi, znika z Twojego radaru, śledząc jednak uważnie Twoją reakcję.

Słaby próbuje przekupywać, podlizywać się, stara i zabiega - niektórzy płaczą, przysięgają zmianę (myślą że to ich wina, co jest spadkiem z dzieciństwa kiedy rodzice karali milczeniem), są tacy którzy nachodzą rodzinę, grożą samobójstwiem, piją do nieprzytomności. Wtedy wyrok skazujący już zapadł, chociaż obie strony mogą tego nie wiedzieć. Mężczyzna okazał się słaby, ponieważ słabość to zależność emocjonalna - jeśli zależysz od kobiety, można z Tobą zrobić niemal wszystko. Jesteś bezwartościowy, tani - bo na rynku samców w cenie są silni, a nie miliardy słabych, gotowych na stratę honoru dla włożenia w cipkę, czy dupkę w przypadku koneserów. Jeśli nie zależysz, masz skarb - niezależność i poczucie że jesteś w stanie żyć bez drugiej osoby, a kobiety są w tej kwestii bardzo ambitne. Ktoś kto nie oddaje swojej niezależności, jest uważany za seksownego, chociaż rzadko która kobieta się do tego przyzna.
Silny nie daje się wciągnąć w takie gierki - traktuje kobietę jak zagubione dziecko, ze współczuciem i zrozumieniem. Gdy te nie reaguje na spokojne słowa, daje klapsa - albo odchodzi nie zważając na symulowany atak złości niebożęcia w sklepie. A co później? Idzie się bawić z inną kobietą - nie uzależnia swojego poczucia wartości i szczęścia od humorów kobiety. To jest SIŁA, czyli złota grudka wśród polnych kamieni. To są wszystko kamyczki, ale dlaczego zwracasz uwagę na złoto? Bo jest rzadkie, trudno dostępne. Jeśli chcesz by Cię szukano, bądź rzadki i trudno dostępny - jeśli chcesz być deptany, bądź jak miliardy polnych kamieni; zdesperowany, wiążący swoje szczęście i życie z niestabilną emocjonalnie kobietą.

Hormonalna euforia oznacza dla kobiety MIŁOŚĆ

U kobiety Twoja słabość sprawia, że zanika euforyczna mgiełka hormonalna uruchamiająca seks - on po prostu znika, jak piwo w mojej kuchni. Kobieta może wtedy oddać Ci swe ciało, gdy czegoś chce, ale to już nie będzie jej sprawiało frajdy, nie będzie tego euforycznego "nawalenia", ekstazy, spełnienia gdy wielka żądza opadnie wraz z orgazmem - a właśnie takie uczucia kobieta uważa za ważne, za MIŁOŚĆ. Im większe pragnienie, tym większa przyjemność gdy żądza milknie w salwach męskiego narządu - jeśli nie ma pragnienia, nie ma rozkoszy z jego rozładowania. Gdy kobieta o Tobie myśli, serce nie przyśpiesza - bo i po co, skoro nie trzeba o Ciebie się starać, walczyć? Kia rio biednego autora tegoż felietonu może mieć każdy, ale o bentleya trzeba się mocno postarać - nie rób z siebie taniego, budżetowego auta, którego nikt nie pragnie w trakcie bezsennych nocy. Kobiety kochają stan zakochania, ponieważ wtedy wszystkie problemy, kompleksy i kłopoty w cudowny sposób znikają, wypchnięte przez hormonalną burzę z piorunami. Zakochanie się jest narkotykiem, o którym marzą niemal wszyscy ludzie na świecie, a ten cudowny stan opiewają poeci i wierszokleci całego świata i wszystkich czasów. Kobieta zakochuje się najmocniej wtedy, gdy więzi towarzyszy dobry seks oraz podrażniony jest punkt G kobiecego ego, a więc ambicja - chęć zmiany mężczyzny. Wtedy masz zrozumienie, czułość, dbanie o Ciebie. Gdy hormony buzują w kobiecie, nie trzeba wielkiego penisa - wystarczy taki zwykły, swojski, Polski - jak autora. To umysł i żądza tworzą rozkosz, a nie wielkość organów. W Polsce organy mają wielki rozmiar, a tylko drażnią i wkurzają (żarcik sytuacyjny).


Trudno w tej sytuacji winić kobietę, skoro jest ona tylko niewolnikiem systemu hormonalnego - podobnie jak nami włada pożądanie seksu, pragnienie umieszczenia swego nasienia (potencjalnych dzieci) w najzdrowszej (najzgrabniejsze) kobiecie. Tu nie ma miejsca na winę i karę, jesteśmy zakładnikami ewolucji do czasu, aż człowiek zacznie zmieniać swe uwarunkowania, co jest możliwe - trzeba jednak rozumieć po co się to robi, pragnąć tego i wytrzymać nowe, co zawsze budzi lęk. To już dokładnie opisuję w swojej książce "Stosunkowo dobry".

2. Awantury, prowokowanie gniewu poprzez uderzanie w słabe punkty. Najbardziej popularne jest porównywanie męża/chłopaka, z zawsze bogatszym mężem jakiejś koleżanki. Ponieważ mężczyźni utożsamiają swoją wartość z pieniędzmi i seksem, boli ich porównanie z kimś, kto lepiej sobie w życiu radzi - albo wzmianka że są beznadziejni w łóżku, co zresztą jest w większości przypadków prawdą. Sztuka miłości to coś, co trzeba ćwiczyć - poznać wszystkie jej niuanse, zaglądnąć w każdy, najgrzeszniejszy nawet zakamarek. Nie wystarczy skoczyć na swą Panią, by po minucie poczuć się dobrze - to zbrodnia, to szczyt egoizmu, dekapitacja kobiecej godności.

Młodzi, nie czytać zgreda!

Może nie powinienem tego pisać (w końcu czytają mnie także młodzi czytelnicy), ale w czasach kiedy "zaliczałem" przez internet (bo w realu nie umiałem podejść i zagadać, ale zminimalizowałem te wady przez umiejętność pisania, bezczelność i zdecydowanie) robiłem taki numer: w trakcie gry wstępnej, mówiłem o Praskim mordercy - gwałcicielu. Wymyśliłem go, ale moje Panie (które szanuję i jestem głęboko wdzięczny za to co mi dały), o tym nie wiedziały. W trakcie stosunku sugerowałem więc, że być może to ja jestem mordercą i gwałcicielem, bardzo brutalnym. Robiłem to tak, że szeptałem demonicznym szeptem (a głos mam świetny): "a skąd wiesz że to nie jestem ja? Bo jestem miły? Delikatny? Pierdołowaty? Morderca też musi takiego udawać, by zwabić ofiarę...", oraz nieśmiertlene: "A skąd wiesz że wyjdziesz z tego łóżka żywa? Bo jestem miły?". Pytania były zadawane w trakcie pieszczot, miłym tonem (ale lekka nuta demoniczności była), z uśmieszkiem - ale reakcja Pań była kapitalna. To był seks stulecia za każdym razem. No dobrze, będę szczery - w trakcie tych słów wczuwałem się w rolę Hannibala Lectera - no cóż, wszystkie znaki na niebie, ziemi i moim penisie wskazywały, że grałem tę rolę wzorowo. No i co z tego że Panie wiedziały, że łgam? Zawsze jakaś nutka niepewności pozostaje, a potrafi ona sprawić cuda w kobiecym organiźmie. Przecież wiecie jaki jestem - łagodny jak baranek, muchy bym nie skrzywdził.

3. Pieniądze. Powiedzmy wprost - kto oddaje wszystko, jeśli nie musi? Frajer zdaniem ostrych chłopaków. Czyli osoba słaba. Silny nie da wszystkich pieniędzy kobiecie, nie da jej dostępu do konta, karty kredytowej, ponieważ kobietę można zdobyć w jeden dzień, a pieniądze zdobywa się często całe życie. Myślisz że ładna dziewczyna, która pracuje za tysiąc trzysta u prywaciarza w sklepie tego nie rozumie? Rozumie aż za dobrze. Jeśli oddajesz wszystko co masz za tyłek, to co będzie gdy kobieta urodzi dziecko i utyje? Oddasz wszystko innej - za tyłek.

Dlatego kobieta Ci wszystko zabierze, oficjalnie dla dziecka, nieoficjalnie - by Twoje zasoby nie trafiły do innej kobiety, oraz by upokorzyć Twą słabość - ponieważ kobieta niczego bardziej się nie brzydzi, niż męskiej słabości. Oddawanie dorobku życia to szaleństwo - dlatego silny mężczyzna robi testy DNA, chce wiedzieć dla kogo poświęci swe życie; wymaga intercyzy - bo chce wiedzieć, że kobieta jest z nim nie dla mieszkania, tylko że go kocha. A słaby? Słaby odda wszystko, w lęku że mu się taka "okazja" już nie trafi. Słaby łapie byle pierwszą lepszą, bo wierzy że kobiet brakuje - silny wie, że może przebierać jak w ulęgałkach. Słabego się gnoi, silniejszemu nadskakuje - a różni ich tylko samoocena i wiedza o świecie. Tylko i aż tyle.

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

niedziela, 15 marzec 2015 21:36

Nowy, cudowny, kobiecy świat

Napisał

Małżeństwo jest jak skok na główkę w rzeczny nurt. Co, pękasz? Podjudzają koledzy, podekscytowani rysującą się na Twej twarzy walką między zdrowym lękiem, a niezdrową, młodzieńczą chęcią zgrywania twardego jak stal sukinkota.

Nie ufasz mi? Nie, nie ufam.

Boisz się nałożyć spodnie, nie ufasz mi? Pyta usteczkami drgającymi od zbliżającego się płaczu (i co najgorsze, wielodniowej, wieczornej migreny) piękna Pani. I skaczesz. Bo uznają za tchórza, bo wieczorem nie będzie seksu, bo inni skaczą, bo tak trzeba, bo w sumie nie wiesz co robić w życiu, bo tatuś, dziad i pradziad też skakali. Jeden wypłynie, drugi się mocno poobija, trzeci utopi a czwarty spędzi życie na wózku inwalidzkim, samotnie, bo kalectwo szybciej wysysa miłość, niż moja kia benzynę.

Potencjalne noblistki

Panie zawsze narzekały, że są inteligentniejsze i mądrzejsze od mężczyzn, tylko nie mogą tego ukazać - gdyż są tłamszone przez zazdroszczących im intelektu samców, którzy zapładniają je i każą wychowywać dzieci. Po daniu kobietom możliwości wykształcenia, praw, fundacji, stowarzyszeń, wyrównywania szans (bo same nie są w stanie sobie poradzić), kobiety zyskały znacznie większe prawa niż mężczyźni - no i gdzie te noblistki? Gdzie wynalazki (Panie wynalazły perpetuum mobile, twierdzą że nic nie jedzą ale tyją, zwłaszcza po ślubie), oszałamiające dzieła literackie? Mamy za mało władzy! Wrzasną oburzone płytkością i miałkością tekstu Panie. No to dostały. Cytuję z onetu:

Wyatt i Vince'a rozeszła się dawno temu i każde z nich zaczęło nowe, osobne życie. Łączył ich jedynie syn Dale. Po rozwodzie kobieta urodziła jeszcze trójkę dzieci, a mężczyzna skupił się na otwarciu biznesu. Jak pisze "Mirror", Dale Vince, po tym jak stał się rozwodnikiem, zdecydował się założyć własną firmę. Ecotricity - firma, która zajmuje się recyklingiem, warta jest obecnie około 100 mln funtów.

Po ponad 20 latach po rozwodzie kobieta żąda od byłego męża około dwóch mln funtów. W środę Sąd Najwyższy w Wielkiej Brytanii przychylił się do wniosku Wyatt.

Nasz związek zakończył się 32 lata temu. 20 lat temu zawarliśmy ugodę, której nie jestem w stanie udowodnić przed sądem. Moja żona może się czuć jak wygrana w loterii. To bardzo nie w porządku, że dostała te pieniądze - powiedział Dale Vince dla "Mirror". 18-letnia córka kobiety, Jessie, powiedziała dla gazety, że dla niej "mama jest bohaterką". - Powiedziała mi, że robi to dla wszystkich kobiet - dodała.

Mało, noble wymagają więcej pieniędzy i praw!

No, teraz to na pewno Panie pokażą na co je naprawdę stać; zacznie się polowanie na majątek najpierw byłych małżonków, później chłopaków a co dalej? Jaką granicę absurdu w imię równości płci przekroczymy? Może stały podatek płacony przez każdego mężczyznę na rzecz Pań? Mało! Tłamsicie nas! Wrzasną oburzone nierównością i brakiem parytetów Panie. Niedługo przyjdzie pora na sądowe dramaty i tragedie, jakby mało było zniszczonych, trwale okaleczonych psychicznie mężczyzn - o czym można poczytać na stronie dzielnytata.pl. Jeśli kłócą się mężczyźni, mogą się pobić, poobrażać - w ostateczności zabić. Kobieta w dzisiejszych czasach nie zabija od razu, a powoli wykańcza i torturuje, wykorzystując najsłabsze punkty mężczyzny, np. zabierając ojcu ukochane dziecko, uniemożliwiając mu widzenia z nim, zatruwając jego umysł nienawiścią do taty.

Czy istnieje większy ból dla mężczyzny, niż widzenie jak dziecko zaczyna go nienawidzić? Nie ma. Dlatego proponuję nie wierzyć w fantastykę z rodzaju tych, że gdyby świat rządzony był przez Panie, byłby koniec wojen. Być może tych zewnętrznych, z udziałem czołgów i samolotów (fabryki zamiast armat i silników produkowałyby torebki, szminki i perfumy), ale byłaby wojna wewnętrzna, pełna mobbingu, podsrywania, niszczenia psychicznego. Wystarczy popracować z szefem - kobietą, by poczuć przedsmak nowego, cudownego świata jaki by stworzyły. Przemoc psychiczna jest znacznie gorsza niż fizyczna, a właśnie w tej umiejętności specjalizują się słabsze fizycznie Panie.

Kobieta jest silniejsza od mężczyzny

Zawsze się dziwię, jak przekonano ludzkość że kobieta jest słabszą płcią - to nieprawda, jest znacznie silniejsza. A że ma mniejsza masę mięśniową? Niedźwiedź ma większą niż człowiek - czy to oznacza że nami rządzi? Siła nie oznacza mięśni, nie w dzisiejszym, współczesnym świecie. Słabość kobiet jest zasłoną dymną, pod którą dogorywa bezwzględnie niszczona męskość. Kobiety krzyczą że są słabe - a w sądach szybko zrozumiesz, kto ma prawdziwą władzę i siłę. Żydzi krzyczą że są prześladowani, a rządzą niemal całym światem i jego pieniądzem. Cyganie krzyczą że są słabi, a kto miał z nimi więcej do czynienia, wie że to pic na wodę, fotomontaż.

Danie kobietom większych praw niż mężczyznom (dzieci tylko dla kobiet, potężne alimenty dla facetów albo więzienie, kobieta może bić i upokarzać, mężczyzna nie może nawet podnieść głosu), wmówienie im że rodzenie i wychowywanie dzieci jest nieważne, stworzenie im w głowie kompleksów wobec mężczyzn (zasługujesz na więcej niż mężczyzna, bo tak!) sprawiło że w amoku coraz mocniej piłują gałąź, na której siedzą. Bo jeśli te absurdy jak z artykułu powyżej będą się popularyzować, rzadko kto będzie chciał się żenić czy mieć dzieci, zwłaszcza że nawet kilkadziesiąt lat po rozstaniu, można zostać legalnie okradzionym. I jeśli kobiety staną się niepotrzebne, to w jaki sposób przetrwają? Intelektem? To nie wpuszczanie islamistów zniszczy Europę, a traktowanie mężczyzny jak śmiecia, niezrozumiałe faworyzowanie kobiet w roli, do której nie zostały stworzone. I jak odruchem obronnym kaszlemy by pozbyć się zanieczyszczeń z oskrzeli, tak stary kontynent w odruchu przyjmie Islam, gdzie miejsce kobiety jest w kuchni i przy dzieciach. I gdy znikną prawa dające kobietom przewagę nad mężczyzną, do której kobieta genetycznie nie jest przystosowana (sztuczna rola narzucona przez modę), kobieta zamiast frustrować się brakiem nowego BMW i pięknej willi nad oceanem, będzie szczęśliwa że bawi się z siódmym dzieckiem. Nie ma lepszej reklamy Islamu, niż dopuścić emocjonalne kobietki do władzy, co oznacza danie małpie brzytwy.

Tyle właśnie są warte słowa kobiety

Jeśli można kogoś legalnie okraść (nazywajmy sprawy po imieniu), to i trudno się dziwić że podstarzała (czyli tracąca wszelkie zamienialne na pieniądze atuty) kobieta z tego korzysta. Ja osobiście bardzo się z takich sytuacji cieszę, gdyż daje ona możliwość ujrzenia, że wszystko co mówi - a zwłaszcza obiecuje kobieta, po latach może zamienić się w bezczelną grabież. I co dalej? Ano złodziejka zostaje bohaterką, kradnącą nie dla swej wygody, ale dla wszystkich kobiet na ziemi, tej ziemi.

"Moja żabcia nie jest taka!" wrzaśnie zdenerwowany Miś, który swoje poczucie sukcesu utożsamia z posiadaniem małżonki. No cóż, na początku każda kobieta jest inna, wyjątkowa... ale to z czasem mija. Nie zawsze, ale najczęście. Zaufaj pustemu, płytkiemu, emocjonalnie niedojrzałemu, przystojnemu autorowi.

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

niedziela, 15 marzec 2015 20:04

Coaching

Napisał

Wychodzę z założenia, że człowiek może wszystko osiągnąć sam - w miejscu przytulnym gdzie jestem, znalazłem się bez żadnej pomocy, mimo okropnych ograniczeń i problemów. Gdybym miał mentora (np. siebie dziś), osiągnąłbym bez porównania więcej - nie było mnie jednak stać na wsparcie, więc było znacznie ciężej i dłużej, ale także się udało. Są "darmowe" książki w internecie, olbrzymia ilość wiedzy, wystarczy tylko czytać i ćwiczyć.

Po co więc wyrzucać pieniądze na rozmowę ze mną?

1. Ponieważ książka nie odpowie na Twoje specyficzne pytania i wątpliwości, a ja je w zrozumiały sposób wytłumaczę. Ogólny model terapeutyczny z książki, nie działa na wszystkich - mamy przecież różne osobowości, temperament, więc mogę go dostosować indywidualnie "pod Ciebie", albo odrzucić taką terapię na rzecz innej, która moim zdaniem znacznie lepiej będzie pasowała.

2. Bo do określonego etapu w życiu można iść długo pod górkę, męcząc się i cierpiąc, albo znacznie szybciej i przyjemniej podlecieć na skrzydłach ekscytacji, jeśli wiesz na co zwracać uwagę i na czym się konkretnie skupić - tego nie da książka, tylko powiem ja. Możesz sam próbować naprawiać kran czy rury, tygodniami grzebiąc się w szlamie - w końcu Ci się uda (jeśli nie zalejesz mieszkania swojego i sąsiadów), a możesz też wezwać fachowca, który zrobi wszystko raz dwa, a nawet małżonkę przytuli. Dużo łatwiej, ale ułatwianie życia kosztuje.

3. Bo dobrze wiedzieć, że w razie potężnych zawirowań życiowych masz kogoś, kto Cię odpowiednio nakieruje. Nie kolegę który może mieć wobec Ciebie różne plany, nie zawsze zgodne z Twoim interesem, a zawodowca i mentora w tym właśnie temacie - sama świadomość takiego wsparcia, dodaje dużo mocy i pewności siebie. Gdy wiesz że lądowanie nie będzie bolesne, przestajesz się bać działania.

4. Pracujesz wg. moich wskazówek, których udzielam za darmo na ecoego.pl, samczeruno.pl, ale coś Ci nie pasuje, gdzieś się zatrzymałeś, pojawiła się niezrozumiała reakcja podświadomości? - rozmowa potrafi wiele wyjaśnić, odpowiednio nakierować, dodać siły i entuzjazmu, gdy zaczyna ich brakować.

5. Życie się posypało - rozwód, zdrada, konflikty rodzinne. Czujesz jak wywierana jest na Ciebie potężna presja, której ulegasz wbrew własnej woli. Można radzić sobie samemu, a można korzystać z silnego wsparcia doradcy, który nie tyle doradzi, co da poczucie siły. Taka decyzja może człowieka naprawdę uratować od ciężkich przeżyć, oraz lat spłacania kosztów jednej złej decyzji. Jestem płatnym głosem rozsądku w Twojej głowie, gdy Tobie tego w ciężkich chwilach brak.

6. Bo jak Cię stać na luksusy, dobre rzeczy z gustem, tak samo stać Cię by mieć własnego doradcę emocjonalnego, jeśli tak mogę się nazwać.

Najczęstsze pytania i odpowiedzi.


Czy po sesji z Tobą będę szczęśliwy?

Nie. Ale sprawię że spojrzysz na swoje problemy z zupełnie innej perspektywy - przestaniesz w zdarzeniach widzieć porażkę, a zauważysz sukces; zdarza się nawet radość z kłopotów, kiedy wcześniej boleśnie uciskały, i uświadomisz sobie jak Ci w istocie pomagają. Z moich doświadczeń wynika, że stan euforii i nadmiaru siły utrzymuje się u moich klientów przez ok. dwa, trzy dni po sesji. Jeśli w tym czasie pracują nad sobą, mają szansę na zmianę, jeśli nie - i tak pewien rodzaj zrozumienia w nich zostanie, zmniejszając odczuwany poziom stresu.

Gdy zniszczono mi dwie strony internetowe (czyli w zasadzie wszystko co wtedy miałem), uznałem że jest to bardzo złe. Po chwili uznałem, że wszystko co się zdarza w moim życiu, w jakiś sposób mnie wzmacnia. Nie rozumiałem tego, ale mocno wierzyłem że tak będzie. Z nudów zaczałem pisać mini poradnik, który przerodził się w książkę "Stosunkowo dobry", na której całkiem dobrze zarabiam. Gdy kończyłem pracę, bystry chłopak wszystko mi naprawił w jeden dzień kilka razy taniej, niż chcieli w innych firmach. Zdarzenie było złe, ale tylko z pozoru, bo tak naprawdę zarobiłem nie tylko pieniądze, napisałem dla ludzi dobry poradnik, to jeszcze umocniłem się w wierze, że wszystko co złe - chociaż mogę tego aktualnie nie rozumieć i się gniewać, zawsze działa na moją korzyść. To jak z siłownią gdzie ból cieszy, gdyż wiesz że jest koniecznym elementem wzrostu mięśni i przyczyną późniejszego zadowolenia. Czy na siłowni ktoś szlocha, ma depresję? A przecież cierpią, krzyczą z bólu. Tak więc ból trzeba zrozumieć, a nie się go wypierać. Ból można pokochać, ale musisz to dokładnie zrozumieć. Z moją pomocą staje się to możliwe.

Skoro nauczasz jak być szczęśliwym, czy sam osiągnąłeś szczęście?

Nie, ale jest mi znacznie lżej i przyjemniej żyć. Zmiana jest szokująca dla mnie, biorąd pod uwagę że od dzieciństwa byłem niezwykle zakompleksiony, nieśmiały i neurotyczny. To po prostu działa, ale jest wynikiem nawet nie pracy nad sobą, a zrozumienia pewnych spraw. Jedno mądre wytłumaczenie, da Ci więcej niż lata pracy nad sobą.

Jeździsz piętnastoletnią kia, masz ciężką chorobę, mieszkasz w kawalerce, nie masz pracy ani związku. Jakim cudem masz mnie uczyć prosperowania w życiu i związkach?

I owszem. Ale wydałem trzy książki, piszę szanowane przez wielu ludzi felietony (spójrz na wykształcenie ponad sześciuset moich fanów na fejsie, chociaż jest ich dużo więcej), i najważniejsza rzecz - nie patrz na to co ktoś ma, ale na to skąd zaczynał. Ja zaczynałem od nędzy, ciężkiej, upokarzającej choroby (niektórzy się wieszają z rozpaczy), latami byłem zamknięty w domu, nie mogąc z niego wyjść, a teraz żyję na luzie, spokojnie. Realnie patrząc osiągnąłem więcej, niż większość znanych ludzi sukcesu - i nie dzięki masie książek które przeczytałem, ale z tego co z najlepszych z nich wyciągnąłem. I te przemyślenia sprzedaję, jeśli ktoś nie chce latami czytać, by dojść do tego, co może usłyszeć w kilkanaście minut. Poza tym choroba która miała się pogłębiać, mocno ustępuje - ale nie dzięki cudom, a pracy i zrozumieniu.

Tak, masz talent, to czuć. Ale darmo dostałeś od Boga, więc darmo pomagaj.

Talent mam za darmo, ale żeby go wykształcić, wyłuskać, umieć go zogniskować w pisaniu i mowie, musiałem poświęcić dziesięć lat życia, których nikt mi nie zwróci. Po tylu latach nauki, zwłaszcza że jestem dobry w tym co robię, mam prawo sprzedawać tę wiedzę. I jeśli nadal uważasz że jestem Ci coś winien, to wiedz że życie też dostałeś za darmo, więc oddaj mi nerkę, przecież z jedną można żyć - bezczelne? Ano tak. Ja nie mając pieniędzy, osiągnąłem COŚ. Nie musisz korzystać z mojej pomocy, jeśli Cię na nią nie stać, i świat się od tego nie zawali - dojdziesz być może znacznie dalej niż ja, ale to potrwa.

To jest luksus, dodatek - ja też bym chciał piękny samochód, ale skoro mnie na niego póki co nie stać, nie wymagam by ktoś kto umie je wytwarzać, sprzedawać czy projektować (dar od Boga), mi je dał. Mam swoją kijankę, też dojadę gdzie trzeba - tylko w mniejszym komforcie, chociaż poczucie satysfakcji z jazdy autem nie zależy wcale od auta. Przecież są milionerzy których stać na rollsa, a jeżdżą oldtimerami dla poczucia przyjemności - czyli to my generujemy spełnienie, a nie przedmioty i zabawki. Warto się tego nauczyć. Moja metoda na satysfakcję z jazdy kia, to apokaliptyczne wyobrażenie sobie, że idę całymi dniami wykończony po wymarłym świecie, i nagle natykam się na sprawną kia - och, jakaż rozkosz, jakie poczucie szczęścia! Realne jak najbardziej. Kiedy świat mi czegoś nie daje, sam sobie to daję. Czas ucieka, szkoda życia na biczowanie się kiedy wcale nie jest to konieczne.

Dawniej Cię lubiłem, a teraz się kurwisz za pieniądze, sprzedajesz.

Lubiłeś, bo miałeś za darmo. Ale czy coś co masz za darmo, doceniasz, cieszysz się z tego, szanujesz? Nie, bo jak nie dajesz czegoś z siebie w zamian za moją wiedzę, to znaczy że jest dla Ciebie bezwartościowa. To że sprzedaję wiedzę, pomaga Ci realnie znacznie więcej, niż darmoszka - bo to szanujesz, doceniasz, pracujesz - skoro wydałeś pieniądze, nie chcesz wyjść na głupka więc działasz. A za darmo? Nic się nie chce.

Większość ludzi tak naprawdę nie chce zmiany w życiu, boją się jej - ale każdy deklaruje że chce. Jedynym sposobem by sprawdzić czy naprawdę chcesz, jest Twoja gotowość do płacenia. Jeśli mocno chcesz - płacisz. Jeśli nie chcesz, wymyślasz tłumaczenia, żeby ktoś poświęcił Ci swój czas i energię za darmo. Kiedy ja chcę wiedzy, kupuję książki - płacę. To jedyny wyznacznik Twego chcenia.

Poza tym muszę jeść i pić.

Jestem nieśmiały, wstydzę się Ciebie i swoich problemów.

Pracowałem z takimi wyzwaniami, że wątpię by coś jeszcze było w stanie mnie zdziwić. To jak z pójściem do lekarza, kiedy musiałem pokazać penisa. Lekarzem okazała się być zgrabna babeczka, a ja myślałem że zapadnę się pod ziemię. Ale po chwili zrozumiałem, że taka osoba jest jak ornitolog - widziała więcej ptaszków, niż jest ich na niebie. Dla niej to rutyna, narząd, organ, kawał mięcha - a że niespecjalnie duży, uwagi specjalnej nie zwróci. Sam proces tłumaczenia i zrozumienia sprawił, że pozbyłem się całkowicie wstydu, nie na tyle jednak, by zaprosić Panią doktor na kawę z ciachem u mnie. Nawet się uśmiechnąłem wyjmując Winowajcę ze slipków. Tak więc musisz sobie uświadomić, że im gorsze rzeczy usłyszę, tym mocniej mnie to rozwija, interesuje i daje większa motywację - im gorsze rzeczy usłyszę, tym lepiej. No chyba że dotyczą pedofilii, popełnionych przestępstw itd., które to będę musiał zgłosić do nomen omen, organów.


Zasady


Coaching ze mną jest możliwy tylko i wyłącznie po przeczytaniu mojej książki "Stosunkowo dobry" (19,99PLN), gdzie wyjaśniam zasady działania podświadomości. Bez tej wiedzy, straciłbym kilka godzin na jej tłumaczenie - a po jej przeczytaniu, trzeba dać sobie kilka dni na spokojne przetrawienie, zrozumienie.

1. Dokonujemy zakupu e książki "Stosunkowo dobry" KLIK

2. Piszemy (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. ) czego oczekujemy po sesji, jaki mamy problem - dzięki temu nie trzeba tracić opłaconego czasu na coś, co już będę wiedział, oraz obmyślę cały plan działania.

3. Umawiamy się, i jeśli wpłata (200PLN/45minut) jest na moim koncie, możemy zaczynać. Pracuję tylko na skype, nie udzielam swojego numeru telefonu. Jeśli współpraca będzie stała, a klient potrzebuje stałego wsparcia i go na nie stać, możemy kontaktować się telefonicznie w formie stałej.

Nie pracuję z kobietami.

piątek, 13 marzec 2015 20:36

Miliony kobiet nie mogą się mylić

Napisał

Panie zapewniające że liczy się tylko wnętrze i charakter (dlatego niemal wszystko poświęcają ubraniom i kosmetykom), przysięgające że brak seksu jest efektem migreny (cudownie mija w dniu pensji, albo gdy mąż dba o siebie i staje atrakcyjny dla konkurentek), a miłość zdobywa się kwiatami i miłosnymi wyznaniami, kupiły prawie sto pięćdziesiąt milionów trylogii "50 twarzy Greya" (a ile ściągnęły z sieci i pożyczyły?), gdzie młoda studentka jest bezlitośnie pieprzona i bita przez przystojnego miliardera.

Panie pokochały czytanie...

Panie w Polsce obrażą się, że porównuję najpiękniejszą nację do zgniłego zachodu, jednak w Polsce gdzie poziom czytelnictwa sięgnął dna, kupiono książek prawie milion (dokładnie 750 tysięcy w 2014 roku).
Danie kobietom praw wyborczych, możliwości nauki, samodzielnego życia, wszelką pomoc prawną i społeczną, nie sprawiło że przybyło noblistek czy wynalazczyń - czyli jednak to nie wina tłamszących je mężczyzn (jak przekonują feministki), a niechętnej intelektowi natury. I gdy ciemne chmury nadciągnęły nad poziom czytelnictwa Pań, jedna, jedyna książka o biciu kobiety sprawiła że Panie pobiegły, ba! poleciały jak na skrzydłach do księgarń, zatopić się w cudowny świat bez konieczności pracy, słuchania pierdnięć męża - świat gdzie słońce nigdy nie zachodzi, a skórzany pasek coraz mocniej wbija się w fioletowe, spuchnięte pośladki szczęściary, w której zakochał się potężny mężczyzna. Przez tysiąclecia taka właśnie sytuacja, była dla kobiety gwiazdką z nieba - zakochany, oszołomiony ciałem kobiety bogacz, zapewni jej oraz potomstwu przetrwanie, wysoką pozycję społeczną i wygodę. I właśnie dla tej wyssanej z mlekiem matki wizji, kobiety tak pokochały tę książkę. Pasożyt znalazł silnego żywiciela, może się rozmnażać, być wraz z potomstwem większy i potężniejszy od innych - oto władza, najpotężniejszy narkotyk znany ludzkości.

Pomyślmy logicznie. Jeśli Panie takie książki kupują, to znaczy że lubią czytać to, co w nich pisze. A po co się czyta książki? By oderwać się od nudnej rzeczywistości (uległego męża wierzącego w bajki o kobietach, zaczerpnięte od mamusi, babć i z seriali), uciec do krainy marzeń których spełnić nie można (bo mąż nie rozumie jak działa psychika kobiety), ale by się bardzo chciało. Czy w tej książce są bogaci wewnętrznie wrażliwcy, dla których sensem istnienia są dzieci i rodzina? Tak, są - ale bohaterka traktuje ich jako "przyjaciół", czyli wysrywa się w nich z problemów, a dostęp do świętej trójcy jej ciała ma dostęp brutalny, bezwzględny, prowadzący podejrzane interesy macho. Można więc śmiało założyć, że statystycznej czytelniczki też nie interesują mili, dobrze ułożeni chłopcy - tylko demoniczny miliarder, Pan Grey.

Ty gnojku, ja nie jestem taka!

"Ja nie jestem taka, a Ty jesteś niedojrzałym emocjonalnie gówniarzem, którego skrzywdziła kobieta i teraz się na nas mścisz!" Wrzasną wściekłe Panie. Możliwe, ale widzę fakty i je ze sobą łączę - kobiety przez tysiące lat podniecał silny samiec i jego zasoby, za seks i urodę kupowało się przetrwanie, a teraz Panie próbują nam wmówić że jest inaczej. Nie, nie jest. Kobieta kocha rządzić i kierować mężczyzną, ale gdy oszołomiony samiec jej tę władzę da, kobieta staje się nieszczęśliwa, gardzi mężczyzną który w zamian za seks i ze strachu przed odejściem kobiety, oddał jej męską siłę, moc, dominację. Kobieta chce męskiej siły, ale gdy ją oddasz wzgardzi Tobą. I gdy jej to powiesz, nie uwierzy, bo napchano jej głowę bzdurami podobnie jak i nam - musisz to wiedzieć, rozumieć jakie są zasady tej gry, o której nie uczą w szkołach. Ale rozejrzyj się uważnie, kto ma najpiękniejsze kobiety, które są w nich zakochane - słabi wrażliwcy, gotowi na żywca wykroić sobie nerkę, byle wybranka na nich chociaż raz spojrzała, czy facet który jest pewny siebie, wręcz bezczelny, lubiący kłamać jak z nut (bo to Panie lubią najbardziej, nic nie rozpala mocniej niż wielkie obietnice)?

Kobieta kocha siłę, uwielbia być psychicznie zdominowana, co nie musi oznaczać przemocy, a życzliwą pewność siebie mężczyzny, jego przekonanie że bez kobiety także może być szczęśliwy i jest kimś. To siła magicznie przyciąga kobietę do mężczyzny, jak srokę do świecidełka. A ktoś kto stęka i się tnie dla dziewczyny, silny nie jest - jest słaby, ponieważ każdy kto potrzebuje kobiety, uzależnia się od niej, jest niewolnikiem i można nim sterować jak kukiełką - a nią się gardzi, z czasem poniża i zdradza, by okazać swe obrzydzenie słabemu mężczyźnie. Dlaczego ludzi, a zwłaszcza Panie tak fascynują lwy, tygrysy, a nie np. kozy czy barany? Bo lwem nie można kierować, może zabić, więc możliwość obcowania z nim staje się CENNA. Obcowanie z kimś, kto się całkiem poświęcił, cenne nie jest - wszystko co za darmo, nie ma żadnej wartości. Podobnie jak drogocenne kamienie, które różnią się od polnych tylko tym, że jest ich mało. Gdyby polnych kamieni było ekstremalnie mało, byłyby cenniejsze niż złoto.

Im więcej pragniesz, tym mniej masz

Podobnie w tłumie napaleńców kobieta wybiera tego, który emanuje siłą - szacunkiem do siebie, życzliwością, świadomością swych mocnych stron, albo w wersji negatywnej - okrucieństwem i narcyzmem ubranym w piękne słówka i uśmiechy. Taki ktoś jest rzadki, a więc jest cenny, a od tłumu papug odróżnia go świadomość, że sam sobie może poradzić bez kobiety, nie jest na nią zbyt mocno napalony, czyli od niej nie zależy - jak kobieta "fiknie" w walce o domowy budżet, to odejdzie bez mrugnięcia okiem, albo uderzy (wersja negatywna) - i to jest właśnie męski seksapil, a nie kratka na brzuchu czy duży penis. Cała reszta jest BEZWARTOŚCIOWA. Znasz przypadki gdy facet bije i tłucze, a kobieta wmawia wszystkim że nie może odejść? Bo ja znam. A spróbuj jej pomóc! Nie radzę.

Dlaczego zostają? Bo są zauroczone SIŁĄ, która sprawia że organizm instynktownie uruchamia seks, który od zawsze był monetą używaną w rozrachunkach z mężczyzną. A gdy kobieta jest mocno podniecona, uderzenie nie sprawia tylko bólu, a wzbudza także silną, znacznie mocniejszą od zwykłej rozkosz - by zrozumieć ten fenomen, poczytaj o seksie SM. Ci ludzie nie lubią samego bólu, tylko ból razem z podnieceniem seksualnym, gdyż jest wtedy zupełnie inaczej odbierany - ból wzmacnia podniecenie i przyjemność. Ja nie muszę, próbowałem i wiem, że nie ma większej frajdy dla kobiety, oczywiście jeśli ona to wcześniej zaakceptowała, ufa partnerowi i jest go pewna. I znowu wracamy do tematu siły - kobiety mi ufają, ponieważ jestem SILNY. A moja siła nie pochodzi z mięśni, tylko ze znajomości zasad gry.

Męska siła, to rozumienie zasad gry

Tylko to się liczy dla normalnych kobiet - SIŁA. Cała reszta to stek bzdur, choćby trzy miliardy kobiet (i miliard ciepłych, udomowionych Miśków w klapkach) jednocześnie wrzasnęło, że jestem pusty i płytki.
Nie tego nas uczono, wiem... ale ile można się potykać i zwalać winę na "złe kobiety", licząc że następna będzie dobra, zwłaszcza że sama to ochoczo potwierdza? Kobiety nie są złe, tylko mamy o ich naturze całkiem mylne wyobrażenie. Panie trzeba kochać, czcić i uwielbiać, ale kochać także trzeba umieć.

Kocham słońce, ale jak za długo będę się nim rozkoszował, poparzę się. Kocham wodę, ale jak za głęboko zanurkuję, utonę. Kocham słodkości, ale ich nie jem bo boję się cukrzycy i nadwagi. Najwyższa pora dojrzeć, zrozumieć zasady gry, pojąć jak działa kobieca psychika i podświadomość, co opisuję w swojej książce "Stosunkowo dobry", i wtedy działać w oparciu o zupełnie inne zasady. To taka specyficzna gra - świat Ci wmawia nieprawdę, a tylko silny i odważny odnajdzie prawdę i będzie z tej gigantycznej przewagi korzystał. To jak natura - geny przekazuje najsilniejszy, najsprytniejszy. U ludzi - ten który przejrzał oszustwo, zbiorową halucynację. Działać i zwyciężać wśród tłumu żałośnie beczących baranów, którzy popełniają te same błędy całe życie, bojąc się uznać że ich oszukano, że się mylili. Ktoś kto poważnie się traktuje, rozumie jak szybko ucieka czas, nie przywiązuje się do idei i nauk które dają negatywne efekty, tylko szuka realnej wiedzy. A kto szuka, znajduje. Podobno.


Do napisania tego tekstu, zainspirował mnie swoim bardzo dobrym felietonem Jarek KLIK

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.


--------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

środa, 11 marzec 2015 20:30

Jak kobiety niszczą męską moc

Napisał

Panie bardzo narzekają na mężczyzn, ich brak zaradności, ofermowatość - nie rozumiejąc, że to one same są tego w większości przyczyną. Tak, piewczynie miłości i romantyzmu, orędowniczki pokoju na świecie, bezwzględnie zabijają w dziecku kontakt z samym sobą, poczucie najgłębszej harmonii, bez której nie ma mowy o poczuciu spełnienia, radości z życia. Oczywiście nie wszystkie - ale znaczna większość.

Maciczna destrukcja

Panie mają żywotny interes w zniszczeniu oryginalności swego dziecka. Oczywiście nie robią tego specjalnie, jest to instynktowne, maciczne działanie. By dziecko przystosowało się do stada, musi być baranem - zaakceptowanie przez stado, zawsze było warunkiem przetrwania dziecka. Przez liczne tysiąclecia stado dawało jedzenie, ochronę i szansę na pozycję społeczną. Celem kobiety jest sprawienie, by potomstwo przetrwało - więc trzeba w dziecku stłamsić wszystko to, co uniemożliwia mu zaakceptowanie przez innych. Czy zaakceptujesz geniusza? Człowieka który znacznie lepiej od Ciebie radzi sobie w życiu, oraz ma czelność pouczać Cię, że Ty też tak możesz? Przyjęcie jego rad i wskazań zmusi Cię do tego, byś wszystko w co wierzysz i uznajesz za prawdę, wyrzucił do śmieci. Czy Twoja ambicja to zniesie?

Raczej nie. Właśnie dlatego najwięksi mędrcy byli mordowani. Pozostanie więc złość, a z czasem nienawiść do tego, kto własnym życiem i sukcesami dowodzi tego, że wierzysz w bajki, co czyni z Ciebie oszukanego naiwniaka. Rzadko kto zniesie coś takiego, więc w odruchu obronnym obrzuca się gównem tę osobę (najczęściej w wyobraźni, czasem na forach), posądza o kontakt z Szatanem, zarzuca przestępstwo i wszystko co najgorsze. Jest to desperacka obrona sztucznej tożsamości, której nie chcemy porzucić, a która stoi na drodze szczęścia. Ale ludzie wolą mieć rację, niż szczęście.

Miernota nienawidzi i boi się lwa

Dlatego dziecko nie może być lwem, gdyż tłum zawsze z siebie wypluje tego, który znacznie masę ludzką przerasta. Jednak w dzisiejszych czasach jest inaczej - tak naprawdę wygrywa tylko ten, kto umie się wznieść ponad sztucznie wytworzone podziały międzyludzkie (wymyślone przez ludzi idee). Cała reszta beczy i szlocha uskarżając się na okropne życie. Jak więc przyciąć grzywę lwu? Takim sposobem na zniszczenie dziecka w Polsce jest PRZEJADANIE.

Przejadanie dziecka - to jeden z najskuteczniejszych sposobów, w jaki niszczy się człowieka, otwiera bramę porażkom, , nędzy, nieszczęściom i poczuciu beznadziejności, że o zdrowiu nie wspomnę.

Jak jedzeniem zniszczyć człowieka

Dziecko tym różni się od dorosłego, że ma kontakt ze swym organizmem - CZUJE to, co nasze ciało chce mu przekazać. Ciało nie chce jeść, to wysyła taki właśnie sygnał. Chce jeść, taką wiadomość wysyła. W efekcie dziecko często jest szczupłe, a mamusia i babcie płaczą, że dziecku dzieje się krzywda. Dużą rolę w tym lęku ma strach przed opinią otoczenia, gdzie zapasione dzieci są ukazywane jako okaz zdrowia - a przecież takie zalane tłuszczem dzieciaki, naprawdę przypominają świnię z twarzy. W imię dbania o własną reputację, z lęku że złośliwe mamuśki z ławki pod blokiem obgadają i obrzucą błotem, niszczy się własne dziecko. Jak?

Gdy dziecko nie chce jeść (sygnał od ciała), a mamusia z babunią zmuszają go do jedzenia, często wrzaskiem czyli presją i poczuciem winy (żryj niewdzięczny gówniarzu! Mamusia wypruwa sobie żyły dla Ciebie! Mamusia przez Ciebie płacze!) - dziecko uczy się że sygnał trzeba stłumić, a gdy już to zrobi i rozciągnie do granic możliwości żołądek jakimś ścierwem, babcia jest przeszczęśliwa. By podkreślić swoje szczęście, nagradza małolata słodkim deserkiem - daje mu ciastka, nie rozumiejąc że żołądek nie jest workiem, w który można wszystko wrzucać, a pracuje w określony sposób. Nie powinno się mieszać posiłku z deserem, ani broń Panie Boże pić cokolwiek godzinę po nim, bo tylko rozcieńcza się kwasy trawiące pożywienie. I póki dziecko ma sprawny, jeszcze nie zatruty organizm, jakoś to zniesie - ale z powodu postępującej chemizacji pożywienia, te rezerwy wystarczają na coraz krócej. Moja przyjaciółka lekarka mi opowiadała, że dzisiejszy 40 latek to już wrak. Wierzę jej, bo ja takie karmienie przypłaciłem ciężką chorobą już w wieku 27 lat. Ile ciało mogło sobie radzić z szaleństwem, tyle mogło - u jednych wytrzyma dłużej, u innych krócej.

Nagroda za wyparcie się intuicji

Już w najmłodszym wieku dokonuje się gwałtu psychicznego na dziecku, nagradzając je za stłumienie swoich odczuć. I tak się dziwnie składa, że gdy tłumisz uczucie nasycenia, miażdżysz także subtelną i ulotną intuicję - dostęp do przebłysków wiedzy, która ratuje Cię przed złymi ludźmi, biedą, nieszczęściami. Intuicja to nie tylko lepsze życie, ale często także poważne pieniądze i pozycja społeczna.
Gdy dziecko mówi że nie chce jeść, niech nie je. Odczuwa że nie chce, więc trzeba je nauczyć, by ten sygnał zauważyło i SZANOWAŁO. Chce jeść? Niech poczeka do następnego posiłku (niech będą cztery dziennie). Dziecko powinno być uczone szacunku do swego ciała, do tego co chce przekazać umysłowi.
Człowiek bez intuicji, tego magicznego przebłysku, ma w życiu tylko pod górkę. Może się wypchać wiedzą i odtwarzać ją jak papuga, ale nic nie stworzy - nie wykreuje, nie WYCZUJE luki rynkowej.

A głównie z tego wypływa lekkość życia i bogactwo, a nie ciężkiej pracy przy łopacie, czy przewracania raportów w korporacji. Bogaci są ludzie tylko z intuicją, bo nawet jeśli kradną, to muszą czuć z kim mogą wejść w spółkę a z kim nie. Więzienia są pełne złodziei, którzy nie mają intuicji - kraść też trzeba umieć.
Człowiek który w dzieciństwie nie miał zduszonej intuicji, ma silny nawyk słuchania się jej - bo jest to głos, który niełatwo stłumić w dorosłości. Dlatego obrabia się dzieci, bo niewykształcony umysł można łatwo oszukać, zwłaszcza gdy dziecko wierzy "autorytetom". Dziecko jeszcze nie wie, że rodzice i osoby które podziwia, są najczęściej nieszczęśliwe i niezaradne. I jeśli ktoś ma nawyk wsłuchiwania się w wewnętrzny głos, trudno wtedy takiego człowieka oszukać, albo próbować wkupić w jego łaski mając złe intencje - bo on to wyczuje. Taki człowiek budzi nienawiść i zazdrość jednocześnie, gdyż nie można nim manipulować. jednocześnie widok jego sukcesów sprawia, że zawistnym zasycha gardło od gardłowania że "pewnie ukradł". No ale psy szczekają, a karawana jedzie dalej.

Chudy nie umrze

Pomyślmy chwilę. Ludzie w obozach koncentracyjnych jedli kilka razy mniej niż chude dziecko, ciężko cały dzień pracując w ekstremalnym stresie - i jeśli nie zostali zabici czy pokonani przez chorobę, żyli dłużej niż ich otyli rówieśnicy. Więc spokojnie, Twojemu dziecku chudość nie zagrozi - będzie długo zdrowe, ponieważ organizm będzie mniej obciążony. A przecież jeśli zechce być silne, może zacząć ćwiczyć. Kto widział żylastych w bójce, ten wie że wcale nie ustępują napakowanym miśkom - najczęściej ich biją. A w razie czego, mogą sprawnie uciekać.

W późniejszym wieku oszczędzona im jest gehenna odchudzania się, oraz wiele wynikających z nadwagi chorób. Takie są skutki nie zmuszania dziecka, by zjadło wszystko z talerza. To chyba najgorszy nawyk jaki istnieje - jeśli dziecko się najadło, a na talerzu coś zostało, trzeba to wyrzucić - a że dzieci w Afryce umierają z głodu? Jeśli wypcham sztucznie swój żołądek, wcale im nie pomogę. Lepiej wyrzucić pół talerza, niż rozciągnąć kiszki i pochłaniać codziennie trzy razy więcej jedzenia.

Trzeba wiele pracy, by zniszczyć człowieka

I gdy tak pracuję z rozbitymi emocjonalnie facetami, jawi mi się straszny obraz zakatowanego dzieciaka. Najpierw w imię "dobra" tłumi się mu intuicję, uczy spychać w głąb odczucia swego ciała, nagradza za wyparcie się najważniejszej sprawy w życiu - intuicji, która być może jest głosem Boga w nas. Później młody idzie do kościoła (bo babcia straszy piekłem, sąsiedzi się żegnają na widok antychrysta), gdzie bezustannie na kolanach powtarza że jest winny, niegodny Boga, oraz widzi że ta Boska miłość kończy się zakatowanym ciałem na krzyżu, narzędziu tortur, co sprawia że na prawdziwą Boskość jest zablokowany - bo kto normalny chce skończyć jak Jezus, jeśli w ogóle istniał? Albo jak obecni wszędzie "święci" męczennicy? A może Bóg mnie kocha za to że istnieję, i wcale nie muszę się poświęcać, karać biedą, cierpieniami i nieszczęściami? Może tak naprawdę nas oszukano, by wpędzić nas w cierpienie, za uwolnienie od których musimy zapłacić? Może zamiast słuchać kapłana (akwizytora religijnej korporacji), warto spytać się Boga, co on o tym wszystkim sądzi?

Jak się sparzysz ukropem, odczuwasz lęk na widok garnka z wrzącą wodą. Jak "kopnie" Cię prąd, panikujesz odkręcając żarówkę - a jak widzisz zwłoki na krzyżu, narzędziu tortur, nawykowo zamykasz się na Boga, bo przecież rzekomo z ojcowskiej miłości skazano Jezusa na męki. Nawyki lękowe które nas chronią, nigdy nie pozwolą Ci na zabawę z prądem, ukropem, oraz bliskość z siłą, która może dać człowiekowi prawdziwe spełnienie, napełnić go euforią zamiast beznadzieją i słabością. Po praniu mózgu w kościele, biorą się za niego spece w rodzinie i mediach (książki, komiksy, seriale, filmy). Wmawia się dziecku że bycie w parze i potomstwo daje szczęście, że kobiety są efemerycznymi istotkami którym trzeba we wszystkim pomagać, pakuje się w głowę i serce niezliczoną ilość bzdur o życiu i związkach, a później zdziwienie że żona zdradza, że nie ma seksu w związku i wiele innych problemów.

Systemowa kreacja idealnego konsumenta

No i wreszcie mamy efekt końcowy lepienia ludzkiej plasteliny - idealnego konsumenta, jednego z baranów w stadzie. Pełen lęków, depresji, liczący że szczęście to ładna dziewczyna, pieniądze czy stanowisko kierownika ze służbową octawią. Można później taką kukłę wysłać na wojnę, manipulować jej lękami, zazdrością, żalem, manipulować jej emocjami by kupowała... I jak do kurwy nędzy, taki człowiek ma normalnie funkcjonować? Nie może. Tak żył nasz ojciec, dziad i pradziad - a jak chcesz inaczej, to srasz we własne gniazdo i nie chcą Cię znać, straszą piekłem i wyklęciem. 

Oto współczesny człowiek. Wrak. Mój klient.


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.


--------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

sobota, 07 marzec 2015 13:48

"Mężczyzna to śmieć"

Napisał

Sytuacja mężczyzn w Polsce jest fatalna, a niebawem będzie tragiczna. By zrozumieć jak doprowadzono nas do poziomu dna, trzeba spojrzeć z wysoka.

1. Rosnące rozwarstwienie społeczne i bieda sprawiają, że Panie stają się coraz bardziej zdesperowane, zrozpaczone i "gotowe na wszystko". W końcu niemal każda z nich (i słusznie) marzy o przytulnym domku, dobrze ubranych i odżywionych dzieciach, wygodnym samochodzie chociażby na zakupy czy odwożenie dzieci do szkoły, stabilności i bezpieczeństwie by odchować swe niebożęta - niestety, bez stałych dochodów jest to niemożliwe. A jak zdobyć dom i samochód, jeśli facet zarabia półtora tysiąca na rękę po studiach? Kredytu nie dadzą, pozostaje czekać na śmierć rodziców, by przejąć po nich nieruchomość, albo żyć z kąsającą teściową pod jednym dachem.

Pozostają oszustwa, ale za batonika można iść do więzienia, a chapnąć więcej (gdzie przeważnie nie ponosi się większej kary) nam nie pozwolą. W związku z coraz większą ilością ubogich mężczyzn, zyskują w oczach Pań mężczyźni zamożni, czyli nazywani w kobiecym, odwracającym prawdziwe znaczenia slangu "zaradnymi", "dającymi poczucie bezpieczeństwa". Panie wstydzą się przyznać że lubią pieniądze, będące wizytówką do lepszego, wygodniejszego życia - boją się etykietki materialistki i dziwki, stąd te wszystkie zabawne synonimy. A przecież lubić pieniądze to nic złego - to przyszłość dzieci, zdrowie, możliwość zwiedzania świata i bawienia się życiem.

Uwodzenie intelektem czy ciałem?

Ponieważ mężczyzn zamożnych będzie coraz mniej, będą wybierali z tłumu chętnych tylko najzgrabniejsze i najładniejsze Panie, marzące o szczęściu którego doświadczą, gdy będą mogły założyć rodzinę z "zaradnym" facetem. Z drugiej strony kurczący się rynek "zaradnych", wytworzy desperację i histeryczne zachowania u Pań, które z racji wyglądu nie mają u nich najmniejszych szans - chociaż w serialach i bajkach jest inaczej. Niestety, w życiu sytuacji gdzie kobieta oszałamia mężczyznę swą inteligencją, jest niewiele, głównie dlatego, że kobieta ma z racji swego powołania do rodzenia dzieci, wykształconą część emocjonalną kosztem umysłowej. By opiekować się płaczącym i paplającym maluszkiem, inteligencji nie trzeba - natomiast konieczna jest emocjonalność, która pozwoli udźwignąć żmudne wychowanie dziecka. Małżonek natomiast ma polować na bizony, by przynieść jedzenie do jaskini - gdyby był emocjonalny, nie mógłby zaplanować skutecznego polowania, w trakcie któego robiłby fochy, obrażał się, płakał i rozczulał. Natura rozdzieliła role, których zakompleksiona kobieta się wstydzi - a mądra nimi szczyci, bo i jest czym.

Przecież to kobiety nas urodziły i wychowały, właśnie dlatego że są emocjonalne. Za to powinniśmy je wielbić i szanować, natomiast miłość nie oznacza zakłamywania rzeczywistości, a takim właśnie kłamstwem jest uznanie, że kobietę można kochać za intelekt. Kobieta z natury jest przebiegła i chytra, ponieważ nie ma mięśni - a w naturze jak zwierzę nie ma siły, wykształca podstęp i ukrywanie swych często zbrodniczych intencji. Prawdą jest też to, że kobiety w fazie nęcenia mężczyzny, umieją udawać inteligencję - po ślubie mija potrzeba udawania, następuje rozczarowanie. No chyba że będzie to ślub z intercyzą, czego Panie wyjątkowo nie znoszą "nie ufasz mi?", "nie kochasz mnie?". No cóż, miliony mężczyzn zaufało, by zaczynać wszystko od nowa po rozwodzie.

Dzieci są najważniejsze

Co dalej? Im większy stres i narastająca z każdymi urodzinami i przytykami bliskich (nie masz nikogo? Kiedy dzieci?) rozpacz, tym chętniejsze sięganie po czekoladą, drinka czy papierosa. Używki niszczą urodę kobiety (zwłaszcza papierosy, spójrz na twarz palaczek po czterdziestce), a dające chwilową przyjemność słodycze powodują nadwagę, grzybicę, zakwaszenie organizmu (przeraźliwy smród z miejsca wiadomego, oraz okropny odór potu). I ile by nie krzyczeć że duże jest sexy i modne, w cenie u większości mężczyzn będzie pachnące, małe i zgrabne - bo to jest obietnica lepszych genów, samokontroli, cech silniejszej psychiki. Przecież jeśli dzieci są najważniejsze (Panie tak twierdzą, zwłaszcza wtedy gdy się okaże po badaniu DNA że dzieci nie są męża, tylko sąsiada), to mamę trzeba wybrać zdrową, by nie spędzać życia w szpitalu obserwując cierpienia własnego dziecka, a cieszyć się nim i jego sukcesami. Nie bez powodu w żydowskiej społeczności, przed małżeństwem młodych sprawdzano czy któraś ze stron związku nie miała w rodzie chorób psychicznych oraz innych (cukrzyca itd.). Może dlatego to oni rządzą większością świata, a my im chcąc nie chcąc, służymy. Jak więc widać, szczęście niekoniecznie jest efektem tylko ślepego losu, a wynikiem wiedzy i naszych działań. Mądry to wie, głupi narzeka i płacze.

Zauważ że im bardziej zniszczona uroda kobieca, tym większe poczucie odrealnienia, sięganie po romanse - gdzie brzydka i gruba kobieta (czyli kiepskie geny), oszałamia pięknego, wysportowanego (silne geny), oraz bogatego mężczyznę (wygodne życie, zazdrość koleżanek, poczucie sukcesu i możliwość pogardzania biedotą i hołotą, która nie umie "wyrwać" konkretnego faceta). Im mniejsze szanse w życiu na "zaradnego", dającego lepszą pozycję społeczną i przyjemność mężczyznę, tym większy "odlot" w nierealne marzenia - i coraz większa złość na mężczyzn, że nie wybierają wbrew swej naturze, poczuciu estetyki. Natomiast Panie wybierając takich, którzy im coś dają (rodzinę, pozycję), a więc egoistycznie - i czują się z tym dobrze. Odepchnąć niskiego, brzydkiego faceta można, a później się tym dowartościowywać że "szaleją za mną a ja ich odrzucam jak femme fatale" - ale jak mężczyzna to zrobi, budzi się nienawiść.

Facet musi wszystko, kobieta niekoniecznie

To faceci mają się starać, Panie nic nie muszą. Facet ma inicjować podryw, rozmawiać, zabawiać, emocjonować, zadbać o finanse, wybudować dom, posadzić drzewo, spłodzić syna (no, to akurat najprzyjemniejsza część spektaklu) - a później ma służyć jako samobieżny bankomat, którego można odrzucić od łóżka nazywając wściekłą bestią, popędliwym, prymitywnym zwierzęciem. A gdy pada zmęczony na łóżko, płakać że cały dzień bawiło się z dzieckiem, co jest podobno niezwykle wymagające i energochłonne, podczas gdy facet "bawi się" na 12 godzinnej zmianie w fabryce. Gdy zdrowy mężczyzna nie wytrzyma wrzasków, oskarżeń, traktowania jak śmiecia, i pójdzie do łóżka z czułą, miłą koleżanką z pracy, zabierze mu się dom, dzieci, upokorzy i ukarze w każdy możliwy sposób. Kobieta litości nie ma - jeśli wybacza, to tylko dlatego by dręczyć później latami, albo czegoś potrzebuje (powiedzmy wprost, pieniędzy) bo sama nie umie zarobić.

Ale wróćmy do tematu. Większość Pań będzie więc zmuszona wybrać mężczyzn mniej "zaradnych", czyli będą miały przygnębiające poczucie, że wybrały poniżej swych możliwości. Niestety, rosnąca presja i szyderstwa otoczenia razem z pożerającym urodę czasem (czyli obniżeniem wartości na rynku matrymonialnym), zmuszają do brania "byle kogo", oraz "niechby bił, byle był". Im dłuższy będzie czas od ślubu, tym większa w kobiecie będzie narastać gorycz - oto zasługuje na kogoś lepszego "zaradniejszego", a musiała wziąć "byle co" - przejawia się to w postaci gniewu, żalu, kłótni. Panie czesto karzą swych małżonków którzy mało zarabiają zdradami bez zabezpieczenia - by rytualnie (spermą innego mężczyzny w swoim ciele) symbolicznie ich upokorzyć, obniżyć ich rangę w swoim wyobrażeniu o nich. Żeby zrozumieć ten motyw kobiet, trzeba mieć "na koncie" kilka, kilkanaście mężatek, albo znać mężczyzn którzy preferują mężatki. Wszędzie jest ten sam schemat, o którym naiwnych mężczyzn nie nauczyły mama, babcie i ciocie, a także milczą seriale i komedie romantyczne. Gdy później rzeczywistość zderza się z bajkami na temat efemerycznej, poetyckiej i anielskiej natury kobiet, do gry wkracza wóda, cięcie się i sznur na gałęzi. Trzeba lat i wielu blizn by zrozumieć, że kobieta z natury jest dużo bardziej bezwzględna od mężczyzny, a tworzenie rodziny to nie romantyczna sielanka, a brutalna gra o przekazanie swoich genów, gdzie nie ma miejsca na litość, miłość i miłosierdzie. Spytaj tych, którzy się pochorowali albo są trwale bezrobotni - gdzie ich żona i dzieci?


2. Media wmawiają społeczeństwu, że kobiety są poszkodowane i tysiące lat były gnębione przez złych mężczyzn, którzy utrudniali im edukację i zamykali w domu - krótko mówiąc, wmawiają Paniom że należy im się więcej, tylko z powodu tego że są kobietami. Nieważne że dana kobieta nie ma żadnych zasług i umiejętności, nie przysłużyła się swej społeczności - z racji urodzenia się kobietą, zasługuje na więcej niż wypracuje.

Pranie kobiecego mózgu

Bezustannym, trwającym lata praniem mózgu (gazety, seriale, mody, przekonania tworzone przez "autorytety"), tworzy się w nich poczucie bycia ofiarą, a mężczyznę umiejscawia na planszy życia jako kata. Ponieważ latami pracuję z ludźmi, wiem że osoby przekonane iż są poszkodowane, są zdolne do niemal każdego świństwa; są absolutnie skoncentrowane na swoim żalu, oraz marnują życie na wyrywanie czegoś, co im ktoś rzekomo zabrał. Ofiara ma też często poczucie, że skoro ją skrzywdzono, ona też może - bo jest ofiarą. Kiedyś zapytałem na spokojnie moją dziewczynę przed rozstaniem - dlaczego mi zrobiła świństwo, milczała przez tydzień gdy ja wydzwaniałem po bliskich, szpitalach itd.? Rozpłakała się i szlochając powiedziała, że ją też zdradzono. Logiczne! Jak na kobietę... Każdy kto odpuszcza takiej "pokrzywdzonej" i wyjącej ofierze, niszczy ją - ponieważ pokazuje i uczy ją, że swoim cierpieniem (realnym bądź wymyślonym, kobiety są mistrzyniami w wymyślaniu bajek jeśli im da jakiś zysk) może wytłumaczyć każdą podłość, złodziejstwo i świństwo. W końcu skończy się zabawa w więzieniu, gdzie będzie trzeba zamknąć buzię i lizać cipki, bo tam są same niewinnie skrzywdzone.

Kobieta ma prawa, fundacje, stoją za nią obyczaje (może uderzyć, facet nie może oddać, wstyd pójść na policję), biologia (jest silniejsza psychicznie, ma odporniejszy organizm). Mężczyzna może coraz mniej, więc rosnąca ilość przypadków przemocy wobec mężczyzn, pozbawiania ich majątków, dzieci, a także fala oskarżeń o rzekomy gwałt po którym idzie się do więzienia, sprawiają że faceci po prostu boją się emocjonalnie reagujących kobiet. Dano małpie do ręki brzytwę, więc rżnie i piłuje gałąź na której sama siedzi - czego innego oczekiwaliśmy?

Bóg wtrąci samca do piekła

Jeśli żona dwadzieścia lat wrzeszczy, upadla swego męża, to jest ok bo ona po prostu ma prawo wyrażać własne uczucia. Gdy mąż wreszcie nie wytrzyma i dostanie raz w twarz, mąż idzie do więzienia. Bo rany na ciele widać, a na ciele emocjonalnym - nie. A przecież ludzie upodleni się wieszają, skaczą z wieżowców - wrzaski i upokarzające, odbierające godność słowa, są znacznie gorszą przemocą niż cios. Ciało się regeneruje znacznie szybciej, niż ludzka samoocena. Kobieta gdy krytykuje zdolność zarabiania mężczyzny, jest w porządku - gdy facet powie że żona utyła, jest gówniarzem i świnią, nieludzką bestią którą, uwaga! Pan Bóg rozliczy po śmierci za stwierdzenie prawdy.

Efektem takiej, nie ukrywajmy, zorganizowanej manipulacji, jest zwiększenie wzajemnej nienawiści między kobietą a mężczyzną. Być może systemowo podnosi się w ten sposób frustrację ludzi, by przygotować ich na kolejną wojnę - człowiek szczęśliwy na nią nie pójdzie, wściekły i biedny nie ma wyboru. Przy okazji im więcej gniewu i żalu, tym więcej człowiek kupuje, by w ten sposób poprawić sobie humor. Jakieś cele są - a jakie dokładnie, pozostaje się domyślać.

Odruch obronny mężczyzn

Wszystko może się skończyć tak, że przewaga (prawna, ekonomiczna) kobiet wzrośnie do takiego absurdalnego poziomu, że Europa przyjmie islam w odruchu obronnym - a tam kobieta ma ściśle określone miejsce. I kto wie, może to jest dla niej lepsze? Tam jest szanowana jako żona i matka, a tu od rana płacz, bo nie żyje jak w gazetach - nie ma firmy, audi i pięknego apartamentu, a winny mężczyzna bo zarabia grosze. Poda do sądu chłopa, to co z niego wyciśnie jak bieda? Mamy więc nieszczęście, którego przyczyną są nierealna oczekiwania wobec życia, a oczekiwania są nam wmówione przez media i otoczenie - nie rodzimy się z nimi. Przecież obecna religia chrześcijańska jest "nasza", ponieważ tysiąc lat temu wyrżnięto naszą prawdziwą religię, narzucając niemieckimi mieczami obcą - kto nie chciał, umierał, kto chciał, mógł przeżyć. Tak samo może zrobić islam - i za tysiąc lat będzie się uważać, że to jest "nasza" religia, a obecną opluskwi tak samo, jak wyśmiewa się prawdziwe dziedzictwo słowiańskie Polaków.

Podsumujmy ostatnie kilkadziesiąt lat. Panie mają możliwość uczenia się, ale gdzie te noblistki, mistrzynie sportu (szachy, karty)? Nie ma. Na co teraz można zrzucić winę? Oczywiście, na złych facetów. A logika? A kogo obchodzi logika? Powie się że ktoś kto dostrzega te fakty, jest zraniony przez kobietę, pusty, płytki, niedojrzały emocjonalnie - i po problemie. Czyżby?


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.


--------------------


Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Najnowsze komentarze
asd