Najnowsze felietony

sobota, 30 czerwiec 2012 11:06

Męskie zwycięstwa

Napisał 

 

 

 

Pierwsze zaliczenie


Rzadko kiedy jest wspaniałym wspomnieniem. Przeważnie odbywa się po pijanemu, z prostytutką czy też z koleżanką która nie wie o co chodzi, wskutek czego wychodzi katastrofa - zanim zdejmiesz spodnie, wypaliłeś już ze dwa razy z broni małokalibrowej, tak że nie starcza amunicji na futrzaka. Najpiękniejsze jest podobno gdy jest z prawdziwej miłości, albo gdy piękna i atrakcyjna 30 latka weźmie Cię w obroty i wykorzysta Twoją młodość i witalność. Niestety, w tej sferze nie mam się czym chwalić, dyplomatycznie to ujmując. Pozostaje we mnie tylko gniewna zazdrość gdy czytam w newsach dnia o ładnych nauczycielkach w ameryce, które swoich uczniów uczą piękna literatury, a później ostro ich rżną, jak zwierzęta. Chociaż... w szkołach uczyły mnie same pasztety więc może nie ma czego żałować. Reasumując - dziewicem byłem do chyba 20-22 roku życia. Odbiłem sobie w późniejszych latach z nawiązką to co rzekomo straciłem.


 

Pierwsze auto

 

Bardzo ważna sprawa dla faceta. Nie bez kozery mówi się, że samochód jest przedłużeniem męskiego prącia. Im większy i cięższy samochód tym mniejszy penis i większa potrzeba kompensacji swojego nieszczęścia żelazem i poduszkami powietrznymi. Jedziesz wielkim autem, przed Tobą dwie dorodne poduchy, bak starczy na wiele godzin ostrej jazdy... czujesz się jak Rocco. Drogie Panie, jeżdzę malutkim seicento... mój pierwszy samochód, to dany mi uroczyście przez ojca (tata kupił uno a po jego kradzieży matiza) trabant z silnikiem vw polo. 1043 ccm, 40 kucy (ogranicznik obrotów, moc oryginalna to 45 koni) skrzynia czwórka. Kochałem ten samochód, a każdy facet wie że swoją kobietę się rozpieszcza, a co dopiero samochód. Chociaż... samochód jak kobieta, daje się przejechać w sobie każdemu, wystarczy zatankować, auto dobrą benzynkę, kobiecie dobą restaurację i sprzedać kilka kitów o własnej firmie. Ano właśnie, auto nie trzeba bajerować, jest prostsze w obsłudze niż nasze Panie. Chociaż też po 20 latach używania jest pordzewiałym, estetycznym wrakiem i czuje się potrzebę zmiany...

Wywierciłem z bratem dwie dziury w tylnej desce, zamontowałem dwa 120 watowe głośniki, zamontowałem radiomagnetofon i lansowałem się na Warszafce. Potem chciałem zwiększyć jego osiągi, więc zrobiłem głupotę która do dzisiaj boleśnie mnie kłuje - kupiłem za trzysta złotych filtr wkład sportowy, oraz znacznie tańsze świece briska. W planach miałem powszechnie stosowaną przekładkę silnika z golfa 1300, nie doszło to do skutku chwalić Pana Boga.


W erze trabanckiej, moja koleżanka z pracy, Paulina, trafiła do szpitala. Ciągle się kłóciliśmy i uważałem ją za sukę, ale odwiedziłem ją gdyz nikt tego nie robił, poprosiła mnie o zawiezienie komuś jakichś papierów i do tej pory nie wiem jak to się stało, tuż za rondem Dmowskiego uderzyłem w peugeota 405 taksówkę. Niby z mojej winy, ale nie jestem pewien czy złotówa nie wyjechał mi nagle, żeby sobie za free zrobić mały remoncik. Trabant złożył się jak harmonijka, trzy miesiące trwała jego naprawa. Z Pauliną się zaprzyjaźniliśmy, trzymaliśmy razem, przyznam szczerze że to jedyna dziewczyna którą szanowałem za brak obłudy, taka kumpela. Nigdy nie miałem nawet ochoty iść z nią do łóżka chociaż atrakcyjna z niej bardzo dziewczyna była. Pieprzu dodawał fakt że jej facet pracował z nami w banku jako informatyk i raz nawet chciał mi wyraźnie dać po ryju, gdyż był strasznie o mnie zazdrosny. Kompletnie bez sensu gdyż tylko się kolegowaliśmy. Zadzwonił do mnie, spotkaliśmy się na korytarzu, gadamy, mówi że mam się odczepić od Pauliny, pytam go czy chce się bić ze mną, mówi że nie chce ale swoje widzę. Rozumiem faceta, mówię mu że wszystko jest ok, podałem rękę. W razie starcia on karateka, ja boks, myślę że dałbym sobie radę, chociaż nigdy nie wiadomo. Paulina z nim zerwała, on się do niej przylepił, ale mówię sobie że nie wchodzę między nich, ich sprawa, odsunąłem się wtedy nieco od Pauliny. Wiem co ten facet czuł, nie chciałem by przeze mnie cierpiał. No i nie chciałem pod pracą mi rozbili głowę. Jestem do niej bardzo przywiązany.

 

Pierwsze upicie się

 

Raz trzeba się porządnie zeszmacić. W liceum piliśmy z kolegą z podwórka i kolegą ze szkoły. Wypiłem pół litra wódki, zanieśli mnie do szkoły. Inny kolega wyniósł mnie z klasy pzed przyjściem nauczycielki, wagarowałem do końca dnia na schodkach pod szkołą. Wzbudziłem powszechny podziw wymiotując fontanną na klęczkach w pozycji barana. Byłem z siebie bardzo dumny, oto jestem prawdziwym facetem, równiachą - bo zatrułem organizm. Teraz widzę jak żałosne były takie próby budowania swojej samooceny na równaniu do punktu zerowego. Na szczęście mój organizm nie tolerował ani narkotyków ani większej ilości alkoholu gdyż tak bardzo wtedy szukałem akceptacji mnie przez innych, że na pewno wpadłbym w poważne kłopoty. Wszystko co zażyłem zwracał dołem i górą. Teraz już wiem i tego was nauczam, że prawdziwą akceptację możesz dać jedynie sobie sam. Jeśli będziesz jej szukał u ludzi, być może Ci ją dadzą, ale zawsze wystawią Ci rachunek, którego wartość niekoniecznie Ci się spodoba.




Pierwszy wpierdol

 

W podstawówce, 6 klasa. Kolega z innej klasy zrobił mi z twarzy tatara. Pierwsza bójka na pięści, ja próbowałem go chwytać zapaśniczo, a on lał jak w worek. Bić na pięści się wtedy nie umiałem, nigdy zresztą tego nie robiłem. To było pierwszy i ostatni raz kiedy tak się dałem. Potem tylko parę razy dostałem po pysku, kilka razy nie mogłem oddać znacznie słabszej osobie bo stała za nią grupa osiedlowych łobuzów której się bałem. Ja wygram, napadną mi rodziców, dałbym komuś nożem, poszliby na policję z płaczem i poszedłbym siedzieć, tak czy siak zawsze przegrasz jeśli nie masz swojej ekipy, czy starszego brata. Ówcześni bogowie osiedla teraz są przeważnie na dnie. Kanalia zawsze w dłuższej perspektywie wykończy samego siebie.



Pierwszy sukces

Było nim na pewno zdanie prawa jazdy, po wielu próbach. Uwalali mnie na kopercie, instruktor mierzył z linijką. Od 10 roku życia jeździłem samochodem, nie raz nielegalnie po mieście. Łapówki dać nie chciałem, uwziąłem się i w końcu się udało. Bardzo się z tego cieszyłem i nadal mam pewne uczucie satysfakcji.

 

Pierwsza śmierć

Moja bardzo sympatyczna koleżanka z podstawówki, zginęła z rodzicami w samochodzie w wypadku. Na pogrzebie na którym pojechaliśmy z całą klasą autobusem, otworzono trumnę, w której leżała blada Dorota w białej sukience. Miała zamknięte oczy, skierowane ku blaskowi wieczności. Sukienka ładnie na niej leżała, starsze Panie wyły i łkały. Myślę że pokazywanie trupa to z jednej strony bardzo zły obyczaj, z drugiej uświadamia człowiekowi że nie żyje wiecznie, że jego czas jest ograniczony, a jest dużo do zrobienia. Widzisz człowieka który żył, śmiał się, snuł plany, a teraz widzisz nieruchome zwłoki. Ty tez umrzesz, ale jeszcze masz czas. Jak długi? nie wiadomo. Co więc planujesz dokonać w swoim życiu? jaki chcesz nadać swemu życiu sens? zegar tyka, każda chwila odejmuje Ci coś czego nie odkupisz za żadne pieniądze. Dlatego ja polecam tym co mnie czytają, zainwestowanie tego czasu w swój własny rozwój duchowy, poznanie siebie, odkrycie w sobie szczęścia, radości, uniezależnienie od świata.



Pierwszy papieros

Z kolegą, Markiem,  5 klasa podstawówki, kryliśmy się po klatkach schodowych, paliliśmy carmeny które ukradłem rodzicom. Nie zaciągaliśmy się. Szkoda że Marek gdzieś się później wyprowadził, bardzo fajny chłopak.

 

Narodziny syna

Nie mam dzieci, ale to jest mylące. Czytelnicy są moimi dziećmi, które wychowuję łagodnie, od czasu do czasu przyrżnę komuś z miłościnahajką gdy błądzą i wkraczają na złą ścieżkę. Każdego synka a szczególnie córcię chętnie przytulę do owłosionego, seksownie ciepłego torsu i obdarzę dobrymi radami. Jestem duchowym ojcem moich czytelników, ale alimentów nie będę płacił. Cóż mogę powiedzieć młodym facetom którzy mają syna? najważniejsze - dziecko nie jest po to by spełniać Twoje niespełnione ambicje. One są Twoje, a dzieciak ma swoje talenty, wady, swoją własną psychikę z czego wynika że może kręcić go zupełnie co innego niż Ciebie. Chłopak ma się w dzieciństwie sparzyć, nie szczędź mu doświadczeń życia. Ojciec jest od surowej, silnej męskiej miłości, ma dawać oparcie i być autorytetem. Jeśli syn Cię potraktuje źle, to pas w rękę i kara. Od ciepła i łagodności jest matka, kobieca aura i mamusina spódnica. Dziecko potrzebuje dwóch elementów, silnego oparcia, ojca, oraz matki której można się wyżalić i wypłakać.


Zapamiętaj - Twoim celem jako ojca, jest zapewnienie oparcia, pewności że jest tata, silna skała, opoka. Twoim celem jest sprawienie by dzieciak mógł się wyprobowywać, co mu się podoba, w czym uzyskuje radość i spełnienie. Może malowanie? taniec? tworzenie muzyki? pływanie? pisanie wierszy? jakiś talent techniczny? masz sprawić żeby dziecko miało szczęśliwe dzieciństwo, by zawsze w myślach mogło do niego wrócić. Mężczyzna docenia po latach najbardziej wyzwania i sukcesy. Nie oszczędzaj dzieciaka, niech się sprawdza, niech poczuje jaką ma siłę, że potrafi dać sobie radę. Gdy dorośnie wyfrunie z gniazda, a Ty zostaniesz sam, musisz to zaakceptować. Ojcostwo jest na pewien czas. Potem zostaje... dziadostwo :) i tyle.

Czytany 11901 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 kwiecień 2014 21:12
Marek

Zbyt piękny by płacić...

Komentarze   

 
0 # 918kiss background 2019-01-18 03:53
I want to listen your triggers for blogging, additionally the
reasons you visit blogs. Consequently pushes that page for the back of
the search engine results pages (SERPs).
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # live 22406 2019-02-28 13:30
Do you have a spam problem on this site; I also am a blogger,
and I was curious about your situation; many of us have created some nice procedures and we are looking to swap
strategies with other folks, why not shoot me an email if interested.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Najnowsze komentarze
asd