Najnowsze felietony

środa, 13 czerwiec 2012 11:38

Wiecznie nieszczęśliwe kobiety

Napisał 

Masz atrakcyjną dziewczynę, wszystko naprawdę ładnie gra; są rozmowy do późna w nocy, jest świetny seks, wspólne sprawy i wszystko was śmieszy. Każdy powód jest dobry by wybuchnąć radosnym śmiechem i się przytulić, zatopić w słodyczy francuskiego pocałunku, posmakować smaku ust ukochanej, napawać się jej smukłą kibicią, rozkoszować piżmowym, seksualnym aromatem jej skóry i włosów. Jest głęboki emocjonalnie kontakt i zrozumienie, wspaniały klimat; szarpidrut gra na gitarze miłosną, melancholijną nutę, bębny przyjemnie ciężko brzmią w powolnym rytmie, mocno uspokajającym; sympatyczny, lekko pijany grubasek, śpiewa przytulnym męskim basem balladę o miłości, przepiękną. Rozkojarzona, nieco mglista atmosfera ekscytacji i szczęścia, rozjaśniana ściemnionymi pomarańczowymi lampami. Wreszcie udało Ci się dobić do przystani, zacumować, zaczynasz mościć sobie gniazdko na dłużej, planujesz dekady do przodu a Twoje wizje są pełne jaskrawych, ciepłych kolorów. Odnalazłeś skarb, a przynajmniej tak Ci się wydaje, gdy łagodnie huśtasz się w sieci pająka.

 

 

Jednak z czasem Twoja kobieta zaczyna mieć coraz częściej doła; płacze, jest nieszczęśliwa, pojawiają się jakby znikąd kolejne problemy. Oczywiście Twoja reakcja jako mężczyzny jest naturalna, panicznie próbujesz temu zaradzić żeby uratować swoją wizję szczęścia, gdzie nie ma miejsca na to, co serwuje Ci brutalna rzeczywistość. Nie tak miało być. Powiedzmy sobie szczerze; samo cierpienie kobiety Cię nie wzrusza, płacz także. Miliony ludzi żyjące na świecie w strasznych warunkach, pookaleczani, inwalidzi, umierający z głodu czy mordowani bo należą do innego plemienia czy rasy; ile razy dziennie o nich myślisz?

 

                                       Głębia jej Istoty...

 

Tu się przejmujesz, ponieważ masz w głowie wzorzec że wasz związek jest najważniejszy, i jest to akurat Twoje poletko na którym chcesz zasiać ziarno szczęśliwej przyszłości. Masz w głowie obraz tego, jak ma wyglądać Twoje życie, a te zaczyna coraz bardziej odbiegać od Twojej fantazji, to boli, cholernie boli. Walczysz o przetrwanie swojej wizji, nie o tę kobietę. Gdyby Twoja ukochana przeniosła się umysłem i duszą w ciało cuchnącej staruszki, utrzymałbyś nadal tak wysoką temperaturę uczuć? powiem Ci co by się stało; znalazłbyś się swoim sercem natychmiast na emocjonalnej Antarktydzie. Co więc właściwie kochasz w kobiecie? jeśli Twoja relacja z kobietą jest na poziomie fizycznym, to kochasz ciało. Jeśli na umysłowym (np. wspólne pasje, zainteresowania) to pokochałeś umysł. Jeśli na duchowym, to kochasz jej świadomość, tę iskierkę Boskości która zamieszkuje ciało i umysł, jej najgłębszą istotę. Miłość do ciała jest przyziemna i instynktowna, a przez to sprawiająca wrażenie silnej. Są to emocje pożądania, pragnienie piękna które też w jakiś sposób może zaspokajać zgrabne ciało kochanki. Problem pojawia się wtedy, gdy partnerka się starzeje, a fascynacja nieuchronnie przepada w kaskadach wodospadu zapomnienia. Zainwestowanie swoich uczuć w ciało, to zawsze krótkoterminowa i bardzo ryzykowna lokata. Miłość do umysłu jest znacznie wyższa, i przeważnie trwa dłużej; ale co gdy umysł ukochanego zostanie opętany przez Alzheimera? ile wytrzyma pamięć wspólnie przegadanych wieczorów, w konfrontacji z rzeczywistością pełną wrzasków, wyzwisk  i rzucania kałem przez ukochaną osobę, która w ogóle już Cię nie poznaje i traktuje jak wroga? najlepszą lokatą jest miłość do świadomości kobiety, iskierki Piękna skrytej w przemijającym ciele. Jest to prawdopodobnie tak rzadkie uczucie, gdyż rzadko kto taką iskierkę w ogóle dostrzega. Najpierw widać ciało, potem ewentualnie umysł jeśli ktoś w ogóle na to zwraca uwagę, a iskierka jest jak elektron namiętności; wiem że jest, ale go nie widzę, czasem może odczuwam jako coś co przewyższa rozum, emocje i logikę.

 

                                       Ewolucyjny automat

 

Poznajesz fajną dziewczynę, zakochujesz się. To ewolucyjny automat, widzisz dziewczynę i Twoją krew zalewają hormony szczęścia. Nie widzisz jej przez godzinę, czy nie daj Boże dłużej? nieco opada ich stężenie we krwi, więc nie czujesz już takiej euforii i radości. A ponieważ pragniesz zaznać tego cudownego chemicznego stanu ekstazy, dążysz do bliskości z kobietą ponieważ jej bliskość sprawia że odlatujesz; spotykacie się, i automat znowu działa, czujesz euforię nazywaną żartobliwie miłością. Ludzie nie tęsknią za miłością, tylko za stanem naturalnego naćpania się naturalnymi narkotykami. To tak jak narkotyki, czyli palenie, pizganie koksu i spuszczanie się w kanał; one nie powodują stanu szczęścia, ale sprawiają że Twoje własne, naturalne substancje narkotyczne uwalniają się do krwi (w dużym skrócie) Ale nie tylko o chemię chodzi. Zakochujesz się, czujesz wspaniale, i tworzysz w swojej głowie warunek; masz związek, rodzinę, powstaje wizja Twojego życia z tą kobietą, szczęśliwa wizja. Warunek jest taki, że będziesz szczęśliwy gdy spełni się Twoja wizja. Problem w tym że, ten serotoninowy automat może działać maksymalnie do dwóch lat, i z czasem euforia opada, odkochujesz się.

 

Wtedy dziewczyna gdy już Cię zna, jest mniej więcej pewna że nie odejdziesz, nie musi już udawać, odsłania swoją prawdziwą maskę. Płacze, depresja, szlochy, niekończące się problemy, ciągle coś jest nie tak jak powinno. Ty więc szalejesz i szukasz rozwiązania problemu, licząc że swoim działaniem załatwisz sprawę raz a dobrze. Niestety, to niemożliwe. Macie za małe auto; bierzesz kredyt, kupujesz większe. Nie ma tego i tamtego, kupujesz na raty. Widujecie się za krótko albo za często; zmieniasz swój rozkład dnia. Nie czuje się kochana, albo dusisz ją swoją obecnością; zmieniasz się. Jesteś za wrażliwy, pedał; jesteś za bardzo w stylu macho, zakompleksiony samiec. I tak bez końca można wyliczać listę zarzutów, listę spraw przez które cierpi Twoja ukochana.

 

                                        Sędzia i kat

 

Z czasem dostrzegasz że im więcej działasz, tym Twoja kobieta jeszcze bardziej jest nieszczęśliwa, niezadowolona. Bardzo wtedy cierpisz, ponieważ postawiłeś warunek życiu; Twoja kobieta musi być zadowolona. Ona taka nie jest, więc cierpisz. Jest to okropne, przytłaczające uczucie bezradności i niemocy, człowiek chce wyć do księżyca. Mamy więc dwie cierpiące osoby w związku i żadnego światełka w tunelu. Jedyną nadzieją zdaje się być usuwanie kłód sprzed nóg ukochanej, ale im więcej tych kłód odsuniesz, tym więcej ich widzisz na waszej ścieżce. Jakby ktoś uwziął się na wasze szczęście, i złośliwie chciał Ci je zabrać. I faktycznie, jest ktoś taki. To Ty przecież postanowiłeś, że nie będziesz szczęśliwy, dopóki obca Ci tak naprawdę osoba nie będzie szczęśliwa. To Twoja decyzja, że uzależniłeś swoje szczęście od czyichś stanów emocjonalnych. Czy Twój brak szczęścia komuś coś da? czy Twój smutek i cierpienie wzbogaci świat? wpłynie na kogoś? wszystko jest w Tobie, a Ty jesteś swoim sędzią, a także bardzo często katem.

 

Niektóre osoby takie po prostu są. Uwielbiają być niezadowolonymi, kochają ten stan gdy ludzie żyją ich problemami, gdy cierpią bo one czy oni cierpią (faceci też są jak najbardziej tacy) jest to wampiryzm energetyczny, bardzo subtelny. Podobnie jak piękny kwiat, na który skuszona jego pięknem siada mucha. Kwiat się zamyka i trawi muchę; kto by pomyślał, taki piękny kwiat? nie, to niemożliwe żeby ten kwiat zabijał, to chyba jakaś kolejna, oszołomska teoria spiskowa. Choćbyś oddał nerkę i płuco, sprzedał wszystko co miał, nigdy przenigdy nie wprowadzisz uśmiechu w życie takiej osoby. Między innymi dlatego, że ta osoba nauczyła się tak żyć, może od rodziców, a może zobaczyła że tylko płacząc w dzieciństwie mogła coś uzyskać? nie wiadomo. Z takich mrocznych wzorców, na światło poranka wychodzi tylko nieliczny promil nim zainfekowanych, cała reszta chce tak żyć, i jest to ich sposób na życie. Jest to tarcza obronna, którą odbija się niebezpieczeństwa życiowe, mechanizm obronny praktycznie nie do usunięcia, chociażby dlatego że osoba która tak żyje, jest święcie przekonana o swojej normalności. I teraz powstaje ważne pytanie: czy jesteś gotowy na takie życie? czy oddasz uśmiech, radość i szczęście (tak naprawdę swoją energię) osobie która tak naprawdę chce Cię wykorzystać? to zależy od Twojej samooceny. Jeśli będzie niska, zostaniesz w tym chorym związku. Może boisz się że nie znajdziesz nikogo innego? może jesteś wygodnickim, i nie chce Ci się zaczynać wszystkiego od nowa? a może jesteś masochistą, i też kochasz pławić się w uczuciu że świat jest zły i podły, i zniszczył Ci życie? jeśli tak, to świetnie trafiłeś. Powodów do płaczu i rozpaczy będziesz miał więcej. Dostaniesz tak mocno w kość, że umierając będziesz płakał ze szczęścia, że ten koszmar wreszcie się kończy. Koszmar, który sam stworzyłeś w swojej głowie.

 

Takie negatywne osoby, gdy odchodzisz ze strefy cienia, pokazują Ci prawdziwą siłę swojej "miłości". Zaczyna się oskarżanie o egoizm (bo nie chcesz poświęcić swojego życia i radości dla wampira, a przede wszystkim pieniędzy; nieszczęśliwe kobiety kochają nie swoje pieniądze) o kłamstwa (obiecywałeś być na zawsze, a odchodzisz, ale obiecywałeś radosnej osobie, a nie ciągle płaczącej i rozpaczającej która wciąga Cię w mentalne bagno) oraz wzbudzanie wyrzutów sumienia, "zostawiasz mnie a ja sama umrę" (nie umrze, znajdzie następnego frajera do wysysania energii) czy wreszcie groźby "nie będziesz szczęśliwy, za moją krzywdę i jak mnie zniszczyłeś zemszczę się" (bo śmiałeś przerwać transfer energii i zacząć normalnie żyć, radośnie i swoim a nie jej życiem).

 

                                       "Miłość" = zemsta

 

Na koniec takiego związku, prawie zawsze możesz liczyć się z zemstą. Ale nawet jak zostaniesz, jej zemsta może Cię dosięgnąć; często w trakcie trwania takiej relacji, ona dochodzi do wniosku że skoro jest nieszczęśliwa, a Ty według społecznego wzorca (mężczyzna ma dawać kobiecie poczucie bezpieczeństwa, pieniądze, radość itd a ona ma mu dawać seks czy potomstwo) nie sprawiłeś że jest radosna i szczęśliwa, to jest to na pewno Twoja wina. I zaczyna Cię nasza przykładowa męczennica nienawidzieć, o czym dowiadujesz się będąc w sądzie jako oskarżony o znęcanie się i gwałcenie nieszczęśliwej. Takie osoby nie mają najmniejszego problemu z fałszowaniem zeznań, w końcu to Ty sprawiłeś że jest nieszczęśliwa, więc musisz za to zapłacić, w każdy możliwy sposób.

 

Jedyną możliwością ucieczki z takiej relacji, jest podwyższenie własnej samooceny. Wtedy czując się coraz lepiej, widzisz jakie bagno, jaki marazm Cię otacza. Często ludzie nie widzą w jakiej mazi, jakim ohydztwie żyją ponieważ się do tego stanu przyzwyczaili i uważają to za coś normalnego. Co ciekawe, i co zauważyłem pracując z ludźmi, osoby które naprawdę podwyższyły samoocenę, odchodzą w sumie bez większych problemów. Te które nie podwyższyły samooceny, a odchodzą, to robi się z tego okropny burdel. Latami wymieniają się ciosami, próbując w każdy możliwy sposób zniszczyć ex partnera, bardzo modne jest używanie do tego celu dziecka. Wygląda na to, że nieszczęśliwa nie rezonuje na tej samej częstotliwości z osobą radosną, i jakby ta macka ssąca energię się sama odlepia od adepta sztuki samooceny. Ofiar nie brakuje, zawsze znajdą się chętni by zamienić swoje życie w kloakę.

 

Oczywiście, pozostaje żal. Osoba nieszczęśliwa mogła być atrakcyjna, seksowna; kwiat zwabiajacy muchę do pułapki, musi czymś przywabić ofiarę. Ale z czasem gdy pojawia się znacznie lepsza relacja erotyczna czy uczuciowa, momentalnie zapomina się o nieszczęśliwej wampirzycy; co najwyżej z niesmakiem to wspomina.

 

Afirmacja: "Dziękuję za to co było, dziękuję i wybaczam tej osobie dosłownie wszystko, i z radością otwieram się na nową, znacznie przyjemniejszą i korzystniejszą pod każdym względem relację."


Czytany 12552 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 kwiecień 2014 21:14
Marek

Zbyt piękny by płacić...

Komentarze   

 
+3 # Bernard 73 2012-11-21 10:36
otwiera oczy... dziękuję.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Męsko-damskie

Najnowsze komentarze
asd