Najnowsze felietony

czwartek, 09 sierpień 2012 15:57

Kochajmy kobiety, tak szybko się starzeją...

Napisał 
Kochajmy kobiety, tak szybko się starzeją. I tracą wszelkie atuty, a także słodkie krągłości na których budowały całą swoją samoocenę. Atrakcyjna 30 tka jak niekiedy widać, jest bardzo pewna siebie, często wyniosła; stać ją na takie zachowanie, ponieważ wielu facetów się do niej podlizuje, chce zyskać jej względy by jako rasowy miś dostać się do słodkiego ula. Faceci nieatrakcyjni kończą w takich przypadkach tak samo; obficie pożądleni przez pszczoły. Pięknotka jest oburzona tym że męski pasztet śmie ją podrywać, otwiera szeroko oczka, oburza się i obrusza; wreszcie jest kimś, jest na topie, niech inni wiedzą gdzie ich miejsce. Okazywanie pogardy sprawia, że może poczuć się wyżej, mocniej. Mija trochę latek, piersi zwisają, skóra pokrywa się cellulitisem, a ciasne wrota do Edenu zmieniają się w krater po meteorycie. Przez jakiś czas trwa rozpaczliwa, desperacka walka o zachowanie młodości, która jednak zawsze jest przegrana; męska konserwa ma znacznie dłuższy okres przydatności do spożycia.

 

                                                                  Mocz osła

 


Zanim przejdzie się od męskich pożądliwych spojrzeń i niemoralnych propozycji, do zaciekawionych aż w końcu i one zanikną, połyka się tysiące cudownych tabletek, kąpie w moczu osła (nie, nie mojego) kota i wielbłąda, robi setki rewitalizujących maseczek i wstrzykuje przeróżne okropieństwa w zwisającą skórę. Z historii wiemy że niektóre Panie by zachować młodość, mordowały młode dziewczęcia, wierząc że młoda krew zwróci im młodość. Niestety, w tych czasach dla przeciętnej kobiety, jest to nieco trudne i karkołomne zadanie, zwłaszcza że wiemy już że taka niekonwencjonalna terapia nie działa. To jest okropne dla kobiety, natura daje im niezwykłą przewagę nad silnymi mężczyznami, sprawia że czując cipkę szaleją... i jeśli mamy na myśli atrakcyjną dziewczynę, to ona w wieku ok. 16 lat odkrywa swoją tajemną broń; seksapil. Widzi zachowanie chłopców, zazdrosne spojrzenia koleżanek, i jeśli nie ma rozumu (najczęściej nie ma) to na tym buduje całą swoją tożsamość i samoocenę, całkowicie utożsamia się ze swoim ciałem, które wzbudza pożądanie w mężczyznach. Cały ten kabaret żądzy trwa do 40 roku życia (plus minus) daje nam to ok. 24 lat (też plus minus) poczucia władzy, poczucia satysfakcji gdy kolejny samiec zabiega o jej względy i błaga o wspólną kawę. Z czasem zostaje to kobiecie odebrane przez bezwzględny katabolizm, i wtedy wreszcie widzi kim naprawdę w społeczeństwie jest, gdy znika jej największy atut, zgrabna dupa. Jeśli nasza uliczna gwiazdorka była zapobiegliwa i miała szczęście, złapała dobrze rokującego biznesmena, będzie przynajmniej ustawiona finansowo. Jeśli nie, czeka ją raczej nieciekawe życie.


Najpierw pogarda dla brzydszych, później chowanie się żeby ludzie nie widzieli upadku "gwiazdy", i zasuwanie w sklepie za ladą, gdzie jedyną radością życia jest snucie pajęczej nici wspomnień o przeszłej urodzie. Sprostujmy; życie jak życie, ex gwiazdorka ma normalne, ale takie zwykłe życie dla kogoś kto ileś lat bujał w gwiazdach, to koszmar. Stąd tak potworna presja na zabezpieczenie sobie tych lat, kiedy zniknie najważniejszy atut; zabezpieczeniem jest ślub i dziecko, umożliwiające lepsze życie (jeśli trafiło się w bogatego samca). Jeśli na utracjusza bądź biedaka, to przegrało się w pewien sposób życie. W wolnych chwilach przed tv, bądź gazetą, pozostaje uśmiechać się do swoich wspomnień i łudzić że miało się lepszą figurę niż aktorka czy celebrytka. Smutne, żałosne życie, w którego centrum ustawiona była starzejąca się dupa; władzę-dająca dupa będąca najgłębszym sensem istnienia, sprowadzonego do odbierania miłych bodźców, łechtanej ciągle próżności i poczucia bycia kimś lepszym. To jak narkotyki czy alkohol, ekstaza i bycie Panem świata trwa króko, a potem trzeba zapłacić często straszną cenę za chwile alkoholowej iluzji; wszyscy znamy te okropne chwile, kiedy to siedząc na toalecie z miską w dłoni, charczymy jak niedźwiedź a nasze ciało drży wstrząsane gwałtownymi torsjami. W jakiś sposób jest to sprawiedliwe, ponieważ takie kobiety dostają dokładnie to, co z siebie "emitowały". Jeśli będąc atrakcyjnymi gardziły czy fałszywie współczuły brzydkim dziewczynom (co sprawiało że przyjemniej się czuły) będąc brzydką będą czuły, że inni wobec niej mają te same uczucia które ona miała do pasztetów; a teraz poprzez starość uważa się za pasztet. Oto wielka tajemnica ludzkiej psychiki; zawsze dostaje się zwrot tego, co daliśmy, ale niekoniecznie w formie materialnej. Plus minus 24 lata satysfakcji, i pozostałe 20 - 40 lat poczucia beznadziei, życia we wspomnieniach jak było się ładnym, i smutnego, pustego życia. Uroda to wielkie wyzwanie dla człowieka, i większość nie jest w stanie podołać tej próbie. Dlatego cieszę się że nie jestem piękny, ponieważ wiem że nie zdałbym tej próby. Jako pasztet i nieśmiałek z zerową samooceną, strachliwą młodość spędziłem na lekturze książek które rozwijaly moją wrażliwość, wyobraźnię, dały mi sporo wiedzy i umiejetności w pisaniu. Dzięki temu się wybiłem w każdej możliwej dziedzinie, a ówczesne ślicznotki, teraz są najczęściej brzydkimi, steranymi życiem matkami - polkami. Nie wierzyłem własnym oczom, podglądając je na NK czy na fejsiku; nieprawdopodobne jak szybko ich uroda minęła. Nie zawsze minęła, gdzieniegdzie jeszcze się tli, ale są to ewidentnie ostatnie podrygi ostrygi. To jak moja była, piękna jak księżniczka; pomiatała facetami, ponieważ miała ich na kopy. Nigdy się nie uczyła, nie czytała książek, ponieważ wolała wyskoczyć z fajnymi męskimi facetami dobrym autem gdzieś w miasto. Teraz gdy uroda minęła (widziałem ją na ulicy, nie wierzyłem własnym oczom) nie ma nic; ani wiedzy, ani mądrości, a jedynie wspomnienia o wspaniałym życiu na cudzy koszt. Oczywiście teraz gdy jest brzydka, nikt nie wydaje na nią pieniędzy. Gdybym napisał że w jakiś złośliwy sposób mnie to nie ucieszyło, skłamałbym. Tak moi drodzy Państwo, gdzieś w środku poczułem taką męską, samczą satysfakcję. Te uczucie niegodne mistrza duchowego (sam się nim mianowałem) nie są mną, po prostu we mnie są: "Nie chciałaś dawać mi dupy, to teraz masz za swoje, szmato". A kysz brzydka myśli! naprawdę, wstydzę się takiej małej, plytkiej satysfakcji. Ale jestem tylko człowiekiem... zamiast dawać dupy na lewo i prawo, mogła dać parę razy jakiemuś gamoniowatemu synkowi notariusza, przynajmniej byłaby ustawiona do końca życia.

 

                                                                Nierówność klasowa


Natura rozdała ludziom różne wady i zalety; kobieta ma duże powodzenie, które zawdzięcza chuci mężczyzn; wystarczy kiwnąć paluszkiem, i niemal każdy zdrowy mężczyzna wejdzie w nią czy zacznie jej kupować prezenty, by kobieta otworzyła się na niego "emocjonalnie" (czyli dała dupy). Facet ma o wiele gorzej; kobiety są wybredne, chcą poczucia bezpieczeństwa, wysokiego, szalonego ale spokojnego, ambitnego i pracowitego, ale żeby siedział w domu na dupie z dzieciakami. Wiekszość facetów nie ma szans na seks, a żeby go mieć musi skorzystać  z usług Pani do towarzystwa w salonie "masażu". Stąd "porządne" kobiety tak nienawidzą dziwek; to konkurencja. Nie można do końca szantażować faceta szlabanem na dupę, bo pójdzie do kurwy. I nici z nowej meblościanki, którą kupi rozsadzany od wewnątrz pragnieniem seksualnym małżonek. Czyli kobiety zaletą jest duża moc oddziaływania, ale krótki czas gdy pociąga seksualnie mężczyznę - to jest wadą (oczywiście z jej punktu widzenia, każdy lubi być pożądany). Znowu wadą mężczyzny jest to, że będąc biednym i mieszkając z rodzicami, a nadto będąc nieśmiałym, nie mają szans na kopulację (miażdżąca większość młodych ludzi), ale zaletą jest to, że mężczyzna zadbany, zdrowy, do 60 tki może mieć dzieci, i znacznie młodszą partnerkę. Oczywiście, inne Panie wtedy tryskają nienawiścią i agresją, że stary dziad, że powinien mieć partnerkę w swoim wieku, że to hańba, brak moralności itd. Ale facet z klasą tego nie słyszy, ponieważ stać go na bycie daleko od tego nie tylko polskiego piekiełka, i wiecznie niezadowolonych starszych Pań. Zazdrośnice muszą więc zostać same ze swoją frustracją i zazdrością, co często powoduje nadciśnienie i żylaki (gniew rozsadza od środka). Tak, frustracja i gniew który odczuwasz, to Twój problem, i niczyj inny. Musisz z nim żyć, skoro go do siebie zaprosiłaś.

 


To męskiej chuci kobiety zawdzieczają wysoką pozycję społeczną, i związek. Gdyby nie ten tak znienawidzony testosteron, to po co mężczyźnie potrzebna byłaby kobieta? do rozmowy lepszy jest kolega, zresztą o czym rozmawiać z rozmarzona romantyczką? o kolejnym serialu w tv? o uczuciach Huanity? i owszem, można jeśli ktoś lubi. Ja nie lubię, i jak mniemam żaden zdrowy męzczyzna też nie lubi. Lubię obejrzeć dobry boks, czasem jakiś ważny mecz (ale nie za często), wyskoczyć na siłownię czy basen, ot normalny zdrowy ze mnie mężczyzna. Czasem jakaś orgia... ale nie lubię pieprzenia o uczuciach. Świat mężczyzny jest prosty i konkretny, przyjemny w odbiorze aczkolwiek zupełnie inny niż kobiecy. I przyznam się Państwu z ręką na sercu (skrytym za niejedną warstwą ochronnego tłuszczyku) że gdyby nie ruchanko i to że kobiety często mnie podziwiają, to w ogóle by mi nie były potrzebne do życia. Wiem że to co piszę jest płytkie, ale tak to odczuwam. Gdybym był kobietą, i nie miał potrzeb wzbudzanych przez media (rodzina, pozycja społeczna itd.) też bym nie chciał mieć nic wspólnego z samcami. Jesteśmy innymi gatunkami, które łączy na siłę brutalna przemoc seksu, którego łakną i pragną nasze serca i trzewia. Być może bez wzorców seksu i założenia rodziny (obsesja kobiet, jedyny cel ich istnienia) można by było się przyjaźnić z kobietą, ale takiej nie spotkałem; może inaczej, przyjaźń z kobietami miałem, ale w tle zawsze były inne cele. Więc do końca nie jestem pewien, czy to wszystko było takie szczere. Bo sami przyznajcie, jak chcecie bardzo mocno czegoś od kogoś, to czy jesteście przy tej osobie naturalni, wyluzowani? czy jesteście sobą?

 

                                                                 "Żal mi Cię!"

 


Gdy wklejam tekst z mojej książki na sieci który mówi o tych sprawach, czyli wadach i zaletach płci ("moja rada dla młodych mężczyzn") to oprócz standardowych wyzwisk i obelg których nie szczędzą mi Panie, padają zaskakujące twierdzenia Pań; np. że niektóre po 70 tce mają takie ciała, że 20 tki im zazdroszczą, i zawsze że kobieta musiała mnie mocno zranić. Drogie Panie; nikt mnie nigdy nie zranił, zraniły mnie tylko moje oczekiwania względem kobiet. Ja chciałem jedno a kobieta co innego, więc powstawało we mnie cierpienie, i nie uważam że to jest wina kobiety. To wina moich oczekiwań, nikogo więcej. Kobieta nie ma tak naprawdę żadnej mocy, by mnie zranić. Taką moc mogę tylko ja jej dać, co też często robiłem, i jak znam życie jeszcze nie raz zrobię. Kobiety mają wizję życie, która jest kompletnie nierealna; i ta wizja w zetknięciu z rzeczywistością pryska jak bańka mydlana. To rodzi ból, rozpacz, a przeciętna kobieta odreagowuje takie uczucia wyzwiskami, i żalem "żal mi Cię", "jesteś bez uczuć wyższych" itd. Żal wam mnie? ja tylko opisuję rzeczywistość, co ja mam do waszych frustracji? to wasz problem że nie zgadzacie się na prawa życia takie, jakimi są. Nie ja je tworzyłem. Fora wypełnione są tysiącami Pań po 50 tce, które te opisywane przeze mnie prawdy, poznają na własnej skórze. I żeby dokładnie wiedzieć co spotka w życiu przeciętną kobietę, nie muszę mieć doktoratu z psychologii. A wiem dokładnie co się stanie, bo to ciągle powtarzająca się ta sama historia, od tysięcy lat. Jeśli człowiek ma wobec siebie szczerość, ale taką prawdziwą, to wie i czuje głęboko w sercu że to co piszę, to po prostu prawda. Bolesna prawda, dlatego że nauczono nas zupełnie inaczej ją postrzegać. I ta strona powstała głównie po to, byś się nauczył prawdziwej definicji prawdy, a oduczył oszustwa i kłamstwa, którymi nas wszystkich obficie karmiono od dzieciństwa.

 


Żeby nie być gołosłownym, wkleję Państwu kilka ostatnich komentarzy (na onecie) do mojego artykułu "Moja rada dla młodych mężczyzn", oczywiście pisownia oryginalna:

 

~prawdziwa kobieta do www.ecoego.pl: co za pierdoły, człowieku tobie chyba już nawet piardy nie wychodzą to sie tu użalasz, zakompleksiony człowiekczek

 

XXXL. do www.ecoego.pl: płytkie, miałkie, nijakie
- niezbyt prawdziwe obserwacje kogoś kto jak mniemam ma 16 lat i wydaje my sie że zrozumiał świat.
Nie sądze by każdy facet szukał supermodelki by budować związek i nie wydaje mi się by każda kobieta poszła za kasą mając jakieś doświadczenie życiowe.


~anka do www.ecoego.pl: ale z Ciebie mądrala... aż żal. sam wyglądasz mi na kolesia, co ma brązowe zębi i mocno niemodny tiszert. kotka sobie przytul.


~Era do www.ecoego.pl: Idż się leczyć. Musisz o tym porozmawiać ze specjalistą. I to biegiem! Choć nie wiem, czy to pomoże...

 

~pzdr do www.ecoego.pl: tak przebrnęłam przez cały "wywód".I moje zdanie:masz smutne życie i kompleksy.I choć widać ze obserwacje masz wyostrzoną,to brak Ci dośiwadzczenia zyciowego. I radzę byś skupił sie na tym,a nie na powierzchowności świata.A nie bedziesz az tak uzalezniony od opinii innych

 

 

To tylko przedsmak miłości, którą obdarzają mnie moi czytelnicy; nie idźcie tą drogą! sami Państwo widzicie jak Panie przyjmują moje duchowe nauki, którymi je obdarzam. Nie płoną entuzjazmem. Dla równowagi powinniście mi się przypochlebiać... ewangelizacja to ciężka, obfitująca w wiele ostrych kamieni ścieżka.

 


To za co cenią mnie moi czytelnicy, to szczerość. To za co nienawidzą mnie moi czytelnicy, to także szczerość. Stworzyłem miejsce gdzie można bez maski i bez ściemy, pogadać o tym jak jest naprawdę. I często tak jest, że to co piszę wzbudza oburzenie czy szyderstwo, ale kiedy jesteś sam, wracasz do tego, bo coś nie daje Ci spokoju. Powiem więc Państwu szczerze; prawda jest taka, że nie chcę mieć dzieci ani stałego związku. Jestem realistą, więc wiem że związek to jest wzajemne zaspokajanie potrzeb, a mówiąc brutalniej - biznes. Często oszukańczy, gdzie partner chce nas oszukać na pieniądze (najczęściej) albo zaspokoić inne swoje potrzeby, np. mieć rodzinę (bo koleżanki już mają) władzę, dominować, wyżywać się, upadlać drugą stronę by odreagować swoje zaniżone poczucie wartości i frustracje, czy też odreagować nieprzyjemne dzieciństwo (często są to nieświadome wzorce). Przykład - pracuję z czytelnikiem (relacja za jego zgodą) i sprawa jest prosta. Mój czytelnik jest świadomym siebie mężczyzną (widzi swoje wzorce reakcji, z którymi jednak nie umie sobie poradzić) i ma problem. Jego partnerka mocno przypomina mu matkę której nienawidzi; pieprzenie rewelacja, zajebiste ciało panny, jest zauroczenie i lans, tylko czasem dostaje furii gdy partnerka identycznie jak matka płacze, najczęściej w momentach gdy czegoś chce. Kochany misiek nie chce brać kredytu, przez co przepoczwarza się w żałosnego emocjonalnego kalekę, który "nic nie rozumie", i jest gnojkiem bez wyższych uczuć. Im logiczniej jej tłumaczy że kredyt trzeba spłacać, a nie bardzo jest czym, wtedy łzy płyną z większym ciśnieniem, aż dziw że gałki oczne nie wyskoczą z plusknięciem z oczodołów. No i standardowo, szlaban na dupę, dopóki gówniarz i emocjonalny chłystek nie zachowa się jak prawdziwy facet, i nie weźmie kredytu żeby kupić kolejną niepotrzebną rzecz do domu. To jest norma moi mili Państwo; a ja słynę z tego że umiem odpowiednio wpływać na facetów. To żadna magia, po prostu czytelnik który mi ufa, wierzy we mnie i jestem dla niego autorytetem w sprawach męsko damskich, chłonie moje sugestie jak gąbka. Obcy facet moich teorii nie przyjąłby tak dobrze. I dobrze; oczywiście dobrze dla czytelnika, bo na pewno nie dla kolejnej pijawki, którą oderwałem z krwistego ciała mojego czytelnika.

 

                                                                  Orędzie Św. Marka

 

Oto orędzie na cały kobiecy świat, niech przeczytają te słowa wszystkie samice na świecie; ssać krew z czytelników, mogę tylko ja. Całą konkurencję potraktuję muchozolem. A kysz! czy mój czytelnik jest szczęśliwy? nie. Ale po oderwaniu od wampira emocjonalnego, ma większą szansę na zidentyfikowanie swojego wzorca, który każe mu odczuwać podniecenie seksualne przy neurotycznych kobietach, tak bardzo przypominających mu jego własną mamusię. Praca ze wzorcami to wcale nie tydzień, jak obiecują pierdolone autorytety od pozytywnego myślenia; to co najmniej kilka lat, w trakcie których Twoja sytuacja polepsza się, ale w międzyczasie wychodzi wiele nowych, koszmarnych rzeczy z podświadomości. Tak czy siak, ogólna jakość życia (podliczając wzloty i upadki) podwyższa się w znacznym stopniu. Nie jest więc tak że ktoś kto pisze afirmacje, nagle zaczyna być milionerem, rośnie mu penis a maleje brzuch. Niektórzy dostają specjalne jakby dary od życia na ścieżce rozwoju, by mieć motywację do dalszej pracy. Autor niniejszych bzin, także taki prezent otrzymał ale trzyma go jak cnotka, w tajemnicy. Rozpalonym czytelniczkom odpowiadam na ich kosmate myśli; nie, to nie penis. Nawracam nie jak Rasputin, a słowem pisanym. Niestety... W większości wypadków mówię facetom zawsze to samo; człowieku, jesteś kilka poziomów duchowo wyżej od kobiety, ona nigdy nie zrozumie Twojej pasji, kopnij ją w dupę! Nie oznacza to że jest złą kobietą, jest po prostu mniej duchowo rozwinięta. Jeśli Ty widzisz fale oceanu i czujesz więź z kosmosem, pragnienie wielkiego dzieła, to ona wtedy myśli jaki dziubek walnąć do słit foci na fejsiku, żeby koleżanki jej zazdrościły. Taka panna da Ci dupy, czasem nawet umiejętnie, możesz dżgać jak Brutus Cezara... ale seks to nie wszystko. Bez wspólnej duchowej więzi, to wszystko nie ma sensu. Kobiety czytając mnie, twierdzą że są duchowo zaawansowane, ponieważ nie interesują je glupkowate seriale i nie robią słit foci na fejsika, a tylko poważne sprawy takie jak rodzina, dzieci. No właśnie...

 


I co ciekawe, takich rad udzielam często Paniom. Niektórzy Panowie to absolutny plankton intelektualny, prostactwo i buractwo nie z tej ziemi. Jednak moją pasją jest doradzanie facetom, po koleżeńsku; z kobietą wiadomo jak jest, nie ma solidarności nasiennej; a jak jest ładna, to mam wyrzuty sumienia że jej nie przeleciałem. Ona płacze, zwierza mi się, i nie wie że mój stłumiony głos nie jest efektem współczucia; broń Boże! mam czystszą motywację, dowcipną że się tak dyplomatycznie wyrażę. Dziewczyna ma problemy, i wysyła mi zdjęcie w mini. Świetne nogi, duże cycki, ładna; i jak ja mam z nią duchowo pracować na litość Boską! W ogóle doradztwo to koszmarna sprawa; ludzie oszukują terapeutę, to jest nagminne. Naginają rzeczywistość jak tylko się da, żeby wyszło na ich. A praca ze mną nie polega na bluzganiu na byłą, jaką to kurwą i szmatą nie jest, tylko na wskazaniu Twoich cech które sprawiają że cierpisz. Czasem się okazuje że to poszkodowany był agresorem i napastnikiem, jednak by przyznać się do swojej winy, trzeba mieć naprawdę porządny i uczciwy charakter; rzadkość. Ścieżka duchowości, to samoświadomość swojego egoizmu. Wtedy wiele spraw się samych wyjaśnia, niemal od ręki. Wiele czasu zajęło mi przyznanie się przed samym sobą, że jednak w wielu relacjach z kobietami nie byłem fair, i że często kobieta była ok, tylko mieliśmy w życiu inny target. To wszystko, nie ma miejsca na żal, poczucie winy. Szliśmy razem przez życie jakiś czas, rozstaliśmy się i idziemy dalej swoją własną drogą. A byłej życzymy wszystkiego najlepszego. I to jest cel terapii, niezależnie od tego czy Twoja była wyruchała Cię na gruby hajs, czy zdradziła z najlepszym kumplem. Nie wybielamy byłej, ludzie to często nieprawdopodobne kurwy, ale chodzi o to żeby nie nosić w sobie trucizny, nienawiści. Wystarczy że Twoja była ma w sobie raka zła, Ty nie musisz go w sobie wytwarzać czy podkarmiać żeby urósł. Powiem patetycznie, ale pamiętaj że każdy z nas kiedyś będzie musiał zdać sprawę ze swych uczynków. Ja wierzę w reinkarnację, więc wierzę także i w to, że to co zrobię bliźnim to oni mi zrobią razy dziesięć, lecz nie jest sprecyzowane dokładnie kiedy to się stanie. To nie jest żadna tajemnica, że kiedyś wam wyznałem że mam odblokowaną pamięć poprzednich żywotów. Nie wszystkich, np. ostatnie jest całkowicie zablokowane, podejrzewam że póki co ta wiedza jest dla mnie niepotrzebna, albo niesie w sobie zbyt duży ładunek emocji. Oczywiście, może być tak że mój mózg robi mnie w konia; nie przeczę temu. Jednak w miarę dokładnie zrobiłem swoją psychiczną mapę osobowości, i to co było wcześniej idealnie się w dzisiejszy schemat wpasowuje. Dla mnie osobiście jest to ważny dowód, ale nie jestem w stanie w żaden sposób go opisać, ani udowodnić. Nie mam też takiego zresztą zamiaru. Jeśli masz w sobie uczciwość, to pielęgnuj ją i nie ma znaczenia w co Twoja aktualna osobowość wierzy, i jakiego wymyślonego Boga imię powtarza. Liczy się emocja i intencja, nie słowa. Wszystko wraca dziesięciokrotnie... jak kocham się z dziewczyną kwadrans, to gdy w następnym życiu będę kobietą, będę bzykany... 150 minut, o Boże, masakra! dlatego oświadczam wam dziewczyny, że seks tylko do pięciu minut; ze względu na karmę i duchowe sprawy naturlich.

 

                                                                 Ludzina w automacie

 


Ludzie żyją automatycznie; przykładowo rozmawiam z facetem, który mi dramatycznie wyznaje wielką tajemnicę; lubi pukać panny w tyłek, który jak powszechnie wiadomo, nie jest miejscem do tego przeznaczonym. To mu mówię że ja też tak lubię; przerażenie. Jak to, coach, terapeuta duchowy, i lubi "takie" rzeczy? rozczarowanie, niedowierzanie, w końcu silna agresja. "To ja jestem ten zły i grzeszny!" a ja mu ten wspaniały skarb odebrałem. Myślał że jest niesamowity, jak psychol z filmów, koneser perwersji, a tu się okazuje że to nic takiego. Duchowy terapeuta ma mieć brodę, wąsy, brzuch tzw. "guru", i być dziwny. I jest problem, bo ja wyglądam jak normalny mężczyzna. Normalnie można ze mną pogadać, i nie unoszę się w powietrzu. Ot, zwykły i prosty chlopak z Pragi; czytam mądre książki w klopie, jestem ciągle na diecie, ostro trenuję żeby spalić fat z cycków dupy i brzucha, co idzie mi średnio... I tacy właśnie ludzie są niebezpieczni, głównie dla siebie. Myślą że są otwarci, rozwojowi, a układają z góry plan działania, i jak ma wyglądać ich wersja świata. Guru ma mieć brodę, i ma klepać teksty z filmów dla dzieci o karate; mistrz ma być aseksualny, medytować i nauczyć ich, jak rzucać klątwy na skurwieli z którymi on jeszcze się policzy. I nagle się okazuje, że wizja gryzie się z realem, nie jest tak jak "powinno" być, w efekcie czego pojawia się agresja. Wiele Pań np. wprost przeciwnie, uważa że mistrz powinien być seksualny, pieprzyć je, uzdrawiać i wysłuchiwać ich paplania. A to jest przecież definicja faken frenda a nie mistrza. Kiedyś czytałem o kobietach, którym wydaje się że są w ciąży i noszą w sobie Pana Jezusa (jak wiemy, ma przyjść znowu na świat, paruzja). Śmiałem się z tego uważając to za niezły dowcip, ale do czasu - do czasu aż sam kilka takich Pań nie poznałem. Przyznam szczerze że na początku myślałem że ktoś mnie robi w konia; tym razem jednak kobiety były szczere. Były w ciąży i chciały żebym potwierdził że urodzą Jezusa, przez co staną się sławne. Nie miałem pojęcia jak miałbym to niby sprawdzić, nie mam w USG w oczach (tylko kurwiki) ale to je nie interesowało, wystarczyło żebym potwierdził. Nie wchodząc w bliższe szczegóły, jest grupa Pań które będąc zakompleksione i sfrustrowane (i najczęściej niestety brzydkie, otyłe) oglądając talk show i seriale, dochodzą do wniosku że skoro celebryci są tak wspaniali i kochani, to one też muszą się czymś wyróżniać. Dają dupy byle komu, i ich umysł wpada w chorobę psychiczną, wierzy święcie że jest w ciąży z Jezusem. Nie znam tego problemu ze strony psychologicznej, i nie chcę znać, wiem że rozmowa z takimi Paniami jest dla mnie zbyt ciężka. Dziecko, w tym wypadku Pan Jezus, ma dać im sławę, sprawić że będą zapraszane do talk show Drzyzgi tuż po zgwałconych przez kosmitów, kochane i uwielbiane. Tylko dzieciaka szkoda, bo co będzie jak mamusia na urodziny zamiast playstation kupi mu osiołka? albo wyda całą pensję na magiczną pościel w telezakupach, bo przecież synek pomnoży rybę i winko?

 


Związek. Każdy musi coś dać; miłość, przyjaźń, czas, pieniądze; inaczej druga strona odchodzi. Często same "wyższe" uczucie nie wystarczy, ba! tak jest najczęściej. Kto ma trochę doświadczenia w związkach z kobietami, wie już że teksty o miłości, wyższych uczuciach, że pieniądze nie są najważniejsze itd. to tylko takie żarciki. Kobiety tak mówią ponieważ tak wypada mówić, taki mają wzorzec w głowie. Każdy coś daje i każdy chce coś dostać. Czasem młoda kobieta wychowana na Coelho i serialach w tv naprawdę w to wierzy, tym gorzej dla faceta; za swoją frustrację gdy marzenie zderzy się z rzeczywistością, obarczy mężczyznę; zawsze tak się dzieje. Taka naiwna kobieta uważa wtedy że jej marzenie i wizja była ok, tylko facet nie dojrzał emocjonalnie. Kolejny także będzie gówniarzem, i następny; i tak będzie w kółko, ponieważ wina leży w jej głowie a nie w ludziach. Ludzie jak ludzie, mają ego a te jest egoistyczne i nastawione tylko na własny interes, chociaż często sprytnie to kamufluje. Ego z zasady nie może być bezinteresowne, podobnie jak ferrari nie będzie jeździć w terenie.

 

                                                                 Na wesołym dnie


Wróćmy do mnie. Jestem na dnie; bez pracy, pieniędzy, skarbówka niedługo pozbawi mnie auta (to jest być może zbyt górnolotne słowo) i wpędzi w spiralę długów. Nie przejmuję się tym jednak za mocno, są większe nieszczęścia na świecie. Nie mam wykształcenia, nie umiem majsterkować, w seksie jestem raczej kiepski. Do większości rzeczy, a zwłaszcza zarabiania pieniędzy - nie nadaję się, jestem chory na poważną chorobę którą uznaje każdy lekarz, ale renty przyznać mi nie chcą. To jaka kobieta ma się mną interesować? jaką przyszłość by ze mną miała? powiedzmy wprost - jestem nieudacznikiem. Można oczywiście filozofować, twierdzić że mam potencjał, że może kiedyś coś tam mi się uda, ale na ten czas i na tę chwilę, społecznie jestem nieudacznikiem, chociaż sam się nim nie czuję, ba! czuję się wręcz na odwrót, z różnych względów. I ja gdybym był typową kobietą marzącą o dzieciach i rodzinie, omijałbym mnie szerokim łukiem. Ani podróże, ani fajne wypady gdzieś na miasto, wszystko leży z dwóch powodów; jestem uziemiony chorobą, i nie mam pieniędzy. Ok, więc może zainteresuje się mną domatorka? jest problem; ja nie cierpię domatorek, a sam lubię wychodzić, tylko nie mam możliwości. To może inwalidka? też nie, gdyż cenię sobie mobilność a zadatków na świętego nie mam. Sami widzicie że jest ciężko; nic nie oferuję w zamian, a pragnienia mam takie jak facet bardzo zamożny, z sukcesami itd.

 


I ja sam widząc tę dysharmonię, bawię się nią i nie narzekam. Może też dlatego, że gdy weźmiemy pod uwagę to co piszę, trochę się zmienia układ sił. Kobiety odbierają mnie jako pewnego siebie, mającego własne zdanie, zasady, i tak właśnie jest. Są faceci którzy potrzebują mieć obcas na swojej głowie, a ja taki obcas bym złamał i wgryzl się zębami w łydkę. kobiety to kręci, chociaż twierdzą zgodnym chórem że nie. Do tego dochodzi fakt, że co by nie mówić, to jednak prowadzenie znanego bloga, a także posiadanie swoich czytelników, to władza, a to kobietę już dość mocno kręci. Jeśli kobieta dostaje na fejsiku od dwóch kolegów mój tekst, i słyszy że jestem zarąbisty, to czuje zainteresowanie. Otwiera stronę, a tu a kuku! brzydki nie jestem (chociaż piękny też nie) więc i jakiegoś wstydu żeby wyjść ze mną nie ma. Kobieta widząc faceta, od razu kombinuje co poczują koleżanki gdy zobaczą ich razem. Do tego dochodzi fakt, że jako coach jestem uważany za kogoś fascynującego, kto prześwietla kobietę na wskroś. To jednoczesnie prawda i nieprawda; gówno się znam na kobietach, za to znam się na swoim ego. Każde ego jest takie same, więc szczerze obserwując swoje ego, poznaję je i przez to znam kobietę lepiej, znacznie lepiej niż ona sama. Szczerość jest moją siłą i wiedzą, brak maski i udawania kogoś kim nie jestem. Facet który jest inteligentniejszy od małpy, i biorący udział w dobrych szkoleniach NLP, wie znacznie więcej ode mnie na temat kobiet, ma też większe umiejętności. I to jest dobra rzecz, natomiast warto do tego dodać wiedzę o swoim ego, to kluczowa sprawa. Bo co z tego że nauczą Cię poderwać każdą dupę na mieście, skoro będziesz z nią później nieszczęśliwy? ludzie ze sobą grają w różne gierki, i żeby sobie z nimi radzić, musisz poznać w jaki sposób lecisz sobie z huja z innymi; nawet Ci nieśmiali i pokorni, są potwornymi egoistami.

 

Najważniejszą sprawą jest by wiedzieć, że ktoś kto kieruje się ego, to osoba której nie możesz do końca zaufać. Jest kierowana grą nauczoną w dzieciństwie, a Ty tej gry i jej zasad nie znasz, ponieważ widzisz maskę - do czasu. Dlatego też kobiety dostają ataku furii, gdy chcesz intercyzę czy nie chcesz ślubu, i grożą rozstaniem. Ot, uczucia wyższe, które tak gorąco reklamują. Po prostu czegoś od Ciebie chcą, a jak tego nie zrobisz, odejdą. Czysty egoizm, prawda? i skąd takie zdziwienie? ludzie są egoistami, takimi samymi jak Ty, tylko że tym razem to nie Ty kogoś, a ktoś Ciebie oszukał.

 

                                                                 Być bez kobiety

 


Dlaczego więc zawsze będę bez kobiety? oczywiście, kobiety lubię i będą u mnie na krótkie, ociekające upojnym kwadransikiem chwile. I to wszystko. Na dłuższą metę, związek wydaje mi się koszmarem. Podkreślam że nie jestem jasnowidzem, i możliwe jest że moje życie może się potoczyć w różny sposób. Może się zakocham, ożenię, spłodzę piątkę dzieci i będę wstawiał na fejsika fotosy z Egiptu? może będę wyzywał wszystkich tych, co nie chcą się rozmnażać? może będę grubym tatuśkiem w bamboszkach, któremu kobieta sra na głowę? nie mówię nie, ponieważ wiem że człowiek może naprawdę nisko upaść. A więc nie wyluczam takiego horror - scenariusza, ale i nie za bardzo w niego wierzę.

 

Nie znam za wielu kobiet, które miały by cele życiowe takie jak poznanie sensu swojego istnienia; stworzenia czegoś wspaniałego, zaczerpnięcia z potoków Boskiej wiedzy. Wszystkie miały te same marzenia, skopiowane z seriali telewizyjnych, oraz od koleżanek i zawsze chętnych do udzielania rad ciotek; ślub, rodzina dzieci. No ok, a co dalej? czy życie na tej pięknej planecie ma się sprowadzać tylko do rozmnażania, które kompulsywnie uprawia każda, najmniejsza nawet bakteria? jak dla mnie większość kobiet jest tak strasznie nudna, tak gigantycznie duchowo ograniczona, że jest to po prostu komiczne. Przed oczami jeden cel, jedna wizja i to nie swoja własna, tylko cudza. Mnie gonienie za cudzymi celami nie kręci, a zwłaszcza spełnianie marzeń kobiecie, która gdy tego nie robię wrzeszczy że jestem egoistą; egoista to facet, który spełnia marzenia swojej kobiety, i też chciałby coś z tego mieć. Im ktoś głośniej krzyczy o egoiźmie ludzi, tym większa szuja. Poobserwuj, pooglądaj, sam to zauważysz.

 


Jeśli mówię że nie chcę mieć dzieci, to słyszę że jestem wygodnicki; a co do kurwy nędzy jest złego w byciu wygodnickim? czy to że ktoś użera się od rana do wieczora z dziećmi, ma automatycznie oznaczać że ja też mam tak robić? to może niech wszyscy będą klonami, tak samo myślą, czują, ubierają się? mam prawo żyć tak, jak czuję że powinienem żyć. Wrzaski tych co oskarżają innych o wygodnictwo, przypominają człowieka z rakiem, który narzeka że inni nie stosują chemii, a przecież chemia mu pomaga. Tak naprawdę każdy jest wygodnicki, tylko inaczej się rozumie kwestię wygody. Jedni rozmnażają się by mieć szklankę wody na starość, więc jest to długoterminowa inwestycja, zrobienie z własnych dzieci służących na stare lata żeby podcierali stare, pomarszczone dupsko tate i mame; i taka osoba, pieprzony hipokryta, poucza mnie że jestem egoistą i złym człowiekiem, ponieważ nie zaludniam planety. A huj z planetą! ciekawe co te wszystkie fanki rozmnażania zrobią, jak zabraknie jedzenia dla stu miliardów ludzi, i zaczną się sami zjadać. W Chinach już rozumieją, że eksplozja rozmnażania sprawi że wyginie naród, ale jak czytałem ludzie kompletnie tego nie rozumieją, i koniecznie chcą mieć więcej niż jedno pozwalane przez prawo dziecko. Tylko co dać tym dzieciom jeść? a kogo to obchodzi? no właśnie. A potem płacz i rozpacz gdy wybuchnie wojna o zasoby, i większość tych dzieci wyparuje w gejzerach krwi i flaków, a w tle skrwawionej rzeczywistości, nieliczne promienie słońca będą wesoło falować na skraju tęczy...

 

Czytany 10283 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 kwiecień 2014 20:59
Marek

Zbyt piękny by płacić...

Komentarze   

 
0 # Bernard 73 2012-11-19 18:49
ewangelizacja.. . - podoba mi się. Świetny felieton.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Męsko-damskie

Najnowsze komentarze
asd