Najnowsze felietony

sobota, 21 lipiec 2012 00:29

Pięknisie i pasztety

Napisał 

 

                                                 

 

Dziś napiszę na temat, na który Panie reagują zawsze chłodną pogardą, ironicznym uśmieszkiem, mniej lub bardziej zawoalowaną wściekłością i nienawiścią. Słów, że mówiący o tych sprawach jest pusty, płytki, żałosny, że jest egoistą, że jest jej Ciebie żal i współczu­je Ci oraz że nie masz za wiele wspólnego z prawdziwym mężczy­zną i nie masz klasy, nie da się wręcz zliczyć. Ot, Panie, powtarzalne i przewidywalne jak karabin maszynowy :) A, bym zapomniał. Stan­dardowe „ależ musiała Cię skrzywdzić jakaś kobieta”, „nie wszystkie takie są” i szereg innych tradycyjnych powiedzonek, które mają tyle wspólnego z prawdą, co ja ze zdrowym odżywianiem.

 

Ile kosztuje kobieta? Rzecz o materialiźmie Pań

 

No właśnie, ile kosztuje kobieta i seks z nią? Piszę seks, ponie­waż jako mężczyzna zdrowy zakładam, że mężczyzna głównie myśli o seksie, a nie tylko o pisaniu wierszy dla swojej ukochanej w blasku zachodzącego słońca. Ten wiersz, kwiaty i poezja służą zdobyciu ko­biety i jej tajemnych jaskiń miłosierdzia, w których strudzony wędro­wiec idący po bezdrożach okrutnego życia zyskuje jakże rozkoszne ukojenie, chwilowe wyzwolenie z granic wszechświata, zatopienie w odwiecznej, oceanicznej głębi, gdzie jest tak dobrze i bezpiecznie, gdy na górze szaleją rozszalałe grzywacze błękitnych fal. Wykonajcie więc bracia samcy wspólnie ze mną, wzbudzające wściekłość Pań obliczenie kosztów statystycznej randki.

 

Koszta...

 

Kwiaty, jeśli ktoś ma klasę (i dziewczyna jest tego warta), to wy­starczą spokojnie trzy róże, 15 PLN w każdej kwiaciarni (możesz sko­czyć także na cmentarz i ograniczyć koszta). Kawiarnia to dwie kawy plus ciacho, każda kobieta wśród gorliwych zapewnień, że jest wła­śnie na diecie, będzie gorączkowo opychać się napoleonkami czy ser­niczkami, szczególnie, że jest za darmo, czyli za darmo dla niej, bo Ty płacisz: 25 PLN. Potem kino, czyli dwa bilety po 25 PLN plus jakieś lody czy popcorn, czyli co najmniej 60, 70 PLN i może w kinie uda Ci się złapać za cycka czy pomiętosić bobra, licząc naiwnie, że towar do­tknięty uważa się za sprzedany. Benzyny nie liczę, jestem gentlema­nem, samochody są przecież na wodę :) Razem to wszystko daje 100 PLN i nadal musisz zainwestować, jeśli nie masz mieszkania, zostaje Ci hotel za 100 – 500 PLN, jeśli masz mieszkanie, to musisz kupić świeczki, jakieś jedzenie, prezerwatywy, butelkę wina, czyli daje to co najmniej 80 PLN. Koszt randki, jeśli masz mieszkanie, zaczyna się od 180 PLN, jeśli nie masz – od 280 PLN, a jeśli Twoja sympatia lubi potańczyć w dobrym klubie, musisz dorzucić do tego co najmniej 100, 200 PLN na zabawę i wejście plus 60 PLN na taxi, jeśli Najdroż­sza mieszka blisko lub więcej, jeśli impreza jest w weekend. I nadal nie wiadomo, czy będziesz miał seks, bo po tym, jak wydasz jedną czwartą swojej pensji, możesz dostać buziaka i wdzięczne spojrzenie, że przez kilka godzin słuchałeś aktywnie jej paplania o eks, który ją okradał i bił, i o którym zawsze myśli, gdy kąpie się i trzyma prysznic w rączce. Gdy Ty z pustym portfelem wyjdziesz od ukochanej, nie­myjący się od tygodnia włochaty sąsiad zabierze się za uprawianie jej „ogródka”. Zamiast kupić sobie nową kartę graficzną do komputera, zabawiłeś dziewczynę, a tydzień ciężkiej pracy poszedł w... mało ro­mantyczne? Zgadzam się, pracowanie za darmo, bo na to wychodzi, jest w ogóle nieromantyczne.

 

 

Prostytutka w Warszawie za godzinę bierze 100 zł do 250 zł, mar­kowe ukraińskie prezerwatywy w cenie, przy czym możesz wybie­rać kobietę, z którą spędzisz najbliższą rozkoszną godzinę. Możesz wybrać duże albo małe piersi, duży brzuch albo mały, zgrabne nogi, mniej zgrabne, żylastą, jeśli lubisz, opaloną, białą jak kreda, narodo­wość, kolor włosów, czasem możesz trafić na Chinkę czy Murzynkę albo typować po opcjach dodatkowych, które oferuje prostytutka, ta­kich jak seks bez gumki (dla hardkorowców), oral bez gumki z poły­kiem i bez, seks analny, przebieranki za uczennicę szkoły klasztornej czy nauczycielkę albo zakonnicę są przeważnie za darmo. I to wszyst­ko masz za 100 zł i pewny seks z kim tylko zechcesz, kontra 180, 280, 380 zł i niepewny seks, bo po imprezie i kolacji dziewczyna może leżeć zbryzgana zmiksowanymi, wpółprzetrawionymi resztkami Two­jej kolacji w toalecie i sam zrezygnujesz z chutliwych myśli. Potem Cię oskarży, że ją zatrułeś i jedynego włochatego bobra, jakiego obej­rzysz, to tego z zoo albo z Youtube.

 

 

Wszystko ma swoją cenę – wszystko...

 

 

Wszystko ma swoją cenę, a decyduje o niej popyt na to, czego pragniesz. Czym tak naprawdę złoto różni się od polnych kamieni? Tym, że jest rzadko dostępne, więc więcej ludzi je pragnie, a im go­ręcej czegoś pragniesz, chętniej za to zapłacisz. Dlatego kamyk polny kopiesz, a złoty kamyk przytulasz z błyszczącymi oczyma. Piękna kobieta działa na nasze zmysły jak narkotyk i podobnie jak on ma efekty uboczne. Po narkotyku wymiotujesz i masz biegunkę, wiruje cały świat, a Ty chcesz umrzeć. Po rozstaniu z piękną kobietą chcesz się wieszać, szalejesz, napadasz na słabszych, żeby się na nich wy­ładować, upijasz do zerwania filmu, czy też wciągasz w nos koks. Piękna, zgrabna kobieta jest pożądana przez wielu mężczyzn, jest na nią popyt, więc mężczyźni konkurują ze sobą, by ją zdobyć, usidlić, zapłodnić i ożenić się, by mieć to piękno tylko dla siebie, tak samo jak dla siebie chce się mieć złoty wisiorek. Kobieta mniej piękna jest otaczana mniejszym wianuszkiem wielbicieli, więc popyt na nią jest mniejszy, a więc i szansa na zdobycie takiej kobiety znacznie rośnie, mniej konkurencji, mniejsze wymagania kobiety, ale też mniejsza przyjemność z konsumpcji. Najgorzej ze swojego punktu widzenia mają kobiety brzydkie i grube – adoratorów brak, nie istnieje popyt, wtedy taka kobieta sama jest zmuszona szukać partnera życiowego. Ponieważ piękna kobieta nie musi się starać o mężczyznę, gdyż Ci stają na głowie, żeby tylko zwrócić jej uwagę na siebie, staje się osobą bardzo wymagającą, nie dość, że nie można stawiać jej warunków, to jeszcze trzeba uważać z czymkolwiek, bo tuż za rogiem czyhają konkurenci i można być rzuconym jak rękawiczka z pięknej, wypie­lęgnowanej dłoni. Pasztet musi być miły, ciepły, przyjacielski, żeby podniecić sobą jakiegoś samca i zdobyć od niego nasienie na spełnie­nie swych marzeń o rodzinie. Dlatego też brzydkie dziewczyny czyta­ją książki, co mają robić w wolnym czasie, same? Piękna kobieta bawi się na imprezach, jeździ zwiedzać świat, brzydkiej nikt nie przedsta­wia takiej propozycji.

 

 

Smak władzy...

 

 

Władza jest piękna. I piękna kobieta ma władzę nad mężczyzna­mi, ponieważ daje im przyjemność samą swoją obecnością. Wielu chce mieć ją tylko dla siebie, i żeby ta przyjemność wypływająca z jej obecności nigdy się nie kończyła, walczą o to, by ją zdobyć. Daje to mocne przeżycia pięknej kobiecie, która się upaja adoratorami i wybiera takiego, który jej najbardziej odpowiada. Niemniej zanim wybierze, rozkosz płynąca z widzianej o nią walki samców jest źró­dłem wielu uniesień romantycznej pięknotki, a przecież piękna ko­bieta spotyka się z wyrazami uwielbienia nie tylko od adoratorów, ale także w pracy, na ulicy, autobusie, kinie. Rozkosz trwa i trwać będzie, póki bezwzględny czas nie porwie ze sobą urody, zostawiając po sobie pobrużdżone zmarszczkami i siwizną niegdyś piękne lico. Zamożni i przystojni adoratorzy nie rozumieją jednej, bardzo ważnej rzeczy – jeśli ktoś jest nałogowcem, który lubi emocje, i to mocne i przyjemne emocje, z chwilą podpisania papierka w urzędzie stanu cywilnego nie przestanie ich lubić. Na to liczą naiwni faceci myślący, że z chwilą ślubu rezerwują tylko dla siebie piękną kobietę. Statysty­ki rozwodów jasno i bezwzględnie rozprawiają się z tymi bajkami, a przecież wystarczy trochę logiki – kto zrezygnuje z władzy? Władza to największa ludzka namiętność, a piękna kobieta ma władzę dzięki swojemu urokowi i urodzie. Żeby poczuć władzę, trzeba rozsiewać fe­romony piękna, czyli wabić seksualnie mężczyzn. Tylko wtedy męż­czyzna jest onieśmielony i błagający o jedno przychylne spojrzenie. Im piękniejsza mężatka, tym większa szansa, że znajdzie lepszego od Ciebie faceta w sensie finansowym czy jakimkolwiek innym. Zwią­zek z piękną kobietą to nie powyciągane dresiki, klapki i puszczanie bąków przy jedzeniu, a wyniszczająca walka o zatrzymanie narkotyku przy sobie. Walka upaja, świadomość, że zdobyło się piękną kobietę jest obrazem witalności i siły mężczyzny sukcesu, dlatego Ci mają piękne żony – wizytówki, które za życie w luksusie są świadectwem potęgi jej małżonka. Powiesz mi, że się sprzedaje taka dziewczyna, a ja Ci powiem, że każdy z nas się sprzedaje. Ładna za bogactwo, brzydka za to, że w ogóle jest z kimś i nie jest aż takim pośmiewi­skiem wśród kobiet jak była (Panie wobec siebie są niezwykle okrutne i bezwzględne), każdy z nas w pracy sprzedaje swoje mijające bez­względnie dni, a ja sprzedaję swój talent pisarski, by Państwo mieli się czym nacieszyć albo czym pooburzać.

 

 

Romanse...

 

 

Proszę zauważyć jedną ciekawą sprawę. Brzydkie kobiety, czyli mówiąc językiem potocznym pasztety, są największymi czytelnicz­kami romansów. A w romansie schemat zawsze jest ten sam – uboga dziewczyna poznaje księcia albo multimilionera. Czytanie romansów odzwierciedla wielkie pragnienie brzydkich kobiet, żeby świat był ina­czej urządzony – żeby brzydka kobieta też miała szansę na szczęście. To szczęście to oczywiście mężczyzna, który normalnie nie zwróci na nią uwagi, bo jak każdy facet (i kobieta) lubi piękno. Bogaty czy przy­stojny albo sławny mężczyzna to zaspokojenie potrzeb uznania i ży­cia w luksusie, ale także i przede wszystkim lepsze geny i przyszłość potomstwa. Pasztety mają znacznie gorsze szanse niż piękne kobiety na dobry materiał genetyczny i ich dzieci przeważnie, na mocy bez­względnej statystyki, rodzą się w biedzie i w niej umierają. I to każda kobieta wie intuicyjnie, że bogaty facet to nie tylko lepsze życie, ale szansa dla dziecka. A dla dziecka kobieta zrobi naprawdę wiele, co potwierdzi na pewno smutnym skinieniem głowy wielu facetów, któ­rzy uwierzyli w sakramentalne „kochanie, dziś możesz bez...”. Taaak, dziś i przez kilka miesięcy, śmiało, aż do porodu. A potem zero seksu, bo mały Kevinek Trochimiak czy Dżessika Kowalska absorbuje całą uwagę samicy.

 

Biedni lubią filmy i książki, w których biedak dostaje milion do­larów i zaczyna godnie żyć, brzydkie kobiety wierzą, że przeskoczą swoje uwarunkowania i wespną się tam, gdzie przebywają kobiety piękne. Zasadą jest, że w świat ezoteryczny wchodzą osoby nieudacz­ne, brzydkie, im większy pasztet i biedak, tym większa szansa, że będzie w jakiejś grupie regresingowej (żeby dowiedzieć się za pie­niądze, że było się faraonem albo Napoleonem) czy pod skrzydłami jakiegoś guru (jestem lepszy niż inni, bardziej uduchowiony). Magia i rozwój duchowy mają zrekompensować naturalne braki w urodzie czy urodzeniu. Celem dla większości ludzi szukających wiedzy o ma­gii i rozwoju duchowym jest sięgnięcie poziomu, na którym naturalnie znajdują się ludzie dobrze urodzeni i piękni, dlatego też rozwój du­chowy nie działa w większości przypadków, i działać nie może, a o to wiele ludzi ma do mnie potem pretensje. Celem rozwoju siebie jest rozszerzenie swoich horyzontów, takie zwyczajne pokochanie i zaak­ceptowanie siebie, a nie stawanie się playboyem i milionerem, który przepuszcza pieniądze na szalonych orgiach i imprezach. Romantycz­ne telenowele i nowoczesny rozwój duchowy to ta sama niestrawna papka, którą się nam serwuje. Mcduchowość, znak naszych czasów, którym mówię pewnym i zdecydowanym, męskim barytonem – nie.

 

 

Bądźmy szczerzy...

 

 

Wróćmy do kosztów. Zwykła kobieta jest dla mężczyzny znacznie droższa od prostytutki, ale bądźmy szczerzy – chodzenie z dziewczy­ną i wreszcie seks w stanie zakochania jest znacznie przyjemniejszy niż seks nawet z bardzo atrakcyjną prostytutką, która traktuje nas jak mięso i nic więcej. Przyjemność znacznie większa, więc i cena znacznie wyższa, co jest moim zdaniem bardzo w porządku. Patrze­nie w oczka, trzymanie za dłonie, przytulanie się w łóżku, wspólnie spędzany czas to czysta przyjemność. Oczywiście – do czasu. Z cza­sem stan zakochania (czyli naćpania endorfinami) mija i pojawia się codzienność, która zabije nawet seksapil Jamesa Bonda, zamieniając go w charczącego i pierdzącego, złośliwego starego dziada w porwa­nych gaciach. A wtedy pozostaje złość na partnera i szukanie emocji u kolegów w pracy, na delegacjach albo na czacie. I tak jak mi powie­dział kolega gustujący w mężatkach, najlepiej wyrwać coś na rypanie w piątek wieczorem, mężatki przed weekendem kłócą się z małżonka­mi, którym przysięgały wierność przed ołtarzem, a potem, by zrobić mu na złość, nadstawiają pomarszczone zadki tylko na to czekającym wygłodniałym samcom na czacie. Sperma rozbryzgana na twarzy wściekłej i obrażonej na męża wielbicielki popularnych hasełek „wnę­trze jest ważniejsze niż uroda”, romansów i telenowel brazylijskich pokazuje ewolucję kobiety w skali czasu. Od zbuntowanej nastolatki, którą kręcą zbuntowani aktorzy i piosenkarze – ćpuny, poprzez mło­dą kobietę, która waha się między wyborem serca a portfela, poprzez wyrachowane babsko po trzydziestce, które patrzy już tylko na pienią­dze, ale że jest już brzydka i utyła, to nikt się nią nie interesuje, więc swoją frustrację wyładowuje na małżonku, nierzadko też na dziecku, drąc na niego ryja. A potem w domu starców żal i pytanie – dlaczego jestem sama? A dlatego, że traktowałaś dziecko jak małą, tępą małp­kę, za wrzaski, za okrucieństwo, za brak uczucia. Trzeba było myśleć wcześniej.

 

Jeśli więc chcesz pociupciać, wybieraj prostytutki, wyjdzie taniej. Jeśli jesteś fanem znacznie mocniejszych emocji, wybierz kobie­tę. Młodziutkie dziewczyny są słodkie i pachnące, ale ciężko z nimi o czymś pogadać, starsze już chcą dzieci i „poczucia bezpieczeństwa”, więc miłe emocje kończą się wcześniej czy później „Miś, nie wiem, co się stało z tymi moimi tabletkami! nie zadziałały! będziesz tatą, cieszysz się?”. Oczywiście Panie nienawidzą prostytutek, gdy mał­żonka torturuje męża odstawieniem od seksu, to prostytutka stoi na pierwszej linii frontu i niesie pomoc uciskanym przez złośliwe mał­żonki i nasienie w jądrach Panom. Żona ma monopol na seks, więc jest w oczywisty sposób wściekła i zagrożona tym, że nie tylko ona może zyskiwać na chuci swojego małżonka, przeważnie żona bierzeznacznie więcej za stosunek niż prostytutka, a wszystko z wielkiej ła­ski i od święta. Często jest tak, że przed zakupami w hipermarkecie żona w sobotę wieczorem daje mężowi w tyłek, żeby ten zadowolony wydał więcej pieniędzy w niedzielę na nią i dziecko. A w tygodniu? Celibat za straconą młodość, za obietnice, za to, że koleżanki mają futro, a ona nie... ot, życie. Warto tu wspomnieć, że Panie nienawi­dzą, gdy małżonek zajmuje się np. pisaniem afirmacji czy rozwojem duchowym. Przyczyna jest prosta: człowiek, który się rozwija, wcze­śniej czy później przestaje wierzyć w siłę pieniędzy i papierków, a za­czyna wierzyć w siebie i w sobie szukać szczęścia. Żona wtedy nie ma nic do zaproponowania, nic do szantażowania, zostawi męża, czy zdradzi, ten jej będzie życzyć wszystkiego najlepszego i nadal będzie szczęśliwy. O nie, rozwój duchowy nie – „prawdziwy” facet ma pra­cować i nie zajmować się „głupotami”. Amen.

 

Czy to, co opisuję, to norma? Statystycznie tak, jednak są wyjątki, jak zawsze. Są Panie, które cenią sobie niezależność i władzę, więc nie wybiorą bogatego mężczyzny tylko ofermę. Bogaty może odejść i znajdzie zawsze chętną pocieszycielkę, więc nie da się nim manipu­lować, konkurencja w szpilkach zresztą nie śpi, trzeba być czujnym, dbać o siebie, a to jest męczące. Oferma i facet bez charakteru zniesie upokorzenia i nadwagę małżonki, która lubi przylać patelnią małżon­kowi, bo nie ma innego wyjścia, która kobieta pokocha biedaka bez perspektyw i brzydkiego? Panie w tym są bezlitosne, a płaczą jedynie na myśl o sobie. Są też wyjątki, związki, w których kobieta zarabia więcej, ale ile jest takich przypadków?

 

Czytany 12512 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 kwiecień 2014 21:02
Marek

Zbyt piękny by płacić...

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Męsko-damskie

Najnowsze komentarze
asd