Najnowsze felietony

sobota, 21 lipiec 2012 00:23

Gdy kobieta bije mężczyznę

Napisał 

 

 

 

Problem przemocy Pań wobec mężczyzn, dumnych i zadowolo­nych z siebie wąsatych polskich ogierów, narasta w tempie geome­trycznym. Niedługo porównywanie w męskim gronie przy piwie lima zarobionego od swojej kobiety stanie się modne, a wielkość siniaka i zakres obrażeń wewnętrznych sportem narodowym. Zanim jednak tak się stanie, w partyzanckim odruchu serca postaram się przywrócić należny splendor męskości i równowagę w przyrodzie.

 

 

Oszukujesz się Panie bracie samcu...

 

 

Mężczyźni upadlani, czy wręcz bici przez kobiety, zawsze zasłaniają się dobrem dzieci. Jest to oczywiste kłamstwo, a niewinne dziecko staje się usprawiedliwieniem i wytłumaczeniem braku godności mężczyzny. Według tej dziurawej jak mój portfel, ukochanej przez wszystkich face­tów z niską samooceną teorii, tkwienie w toksycznym związku z agre­sywną małżonką ma być lepsze dla dziecka niż odejście czy rozwód. Pragnę bracia samcy, byście na początek zrozumieli jedną rzecz odno­śnie do dzieci – podświadomość dziecka rejestruje wszelkie subtelne i bezsłowne gry między rodzicami, uznaje je za normę i powstaje wzo­rzec postępowania – szkielet podświadomości, który będzie nadgryzany przez emocjonalną osteoporozę całe późniejsze życie. Dlatego też w bi­blii czyta się o przekleństwie przez siedem pokoleń, co oznacza żywot­ność wzorca przejętego od rodziców przez siedem pokoleń. Niektórzy ukąszeni heretyckim zębem wiary w reinkarnację twierdzą, że chodzi o siedem kolejnych inkarnacji, a ja nie mówię tej teorii „nie”, tak samo jak ponad dwa miliardy ludzi na planecie, tej planecie.

 

 

Tora! tora! tora!

 

 

Jeśli powiesz (wykrzyczysz) asertywnym, seksownym barytonem „NIE” szaleństwie rozhisteryzowanej małżonki i rozwiedziesz się, dziecko będzie miało wzorzec „złe traktowanie oznacza rozstanie”. Nie jest to nic złego, całe życie to gra wzajemnie się przeplatających sojuszy i rozstań. Gdy dobrze zagrasz i zapewnisz dziecko, że rozsta­nie to nie jego wina (dzieci mają tendencję do obwiniania się o roz­łam wśród małżonków), wszystko będzie dobrze. Jednak gdy w imię rzekomego dobra dziecka zostajesz, dziecko nabywa wzorzec prze­siąknięty kwaśnym odorem obłudy i hipokryzji. Na zewnątrz rodzice udają zakochanych, żeby nie robić obciachu przed rodziną i znajomy­mi, w zaciszu domowego ogniska zaś trwa nienawiść i walka. Taki wzorzec bardzo często deprawuje dziecko, tworząc w nim wzorzec „gdy Ci źle w życiu, tkwij w tym i udawaj, że nic się nie dzieje w imię rodziny, Boga, patriotyzmu” – czy czego nie wymyślą dla usprawie­dliwienia zwykłego sadyzmu, i niszczy mu relacje w późniejszym życiu. Tak, Twoje dziecko, dla którego tak się „poświęciłeś”, będzie niszczyć wszelkie relacje międzyludzkie, ponieważ taki ma wzorzec tych relacji (ludzie dobierają się według wzorców reakcji, które mają w sobie) i odnajdzie się jedynie w związkach, w których będzie katem albo ofiarą, normalny i na równych zasadach związek będzie dla Two­jego dziecka nudny i długo w nim nie wytrzyma. Taka jest cena Two­jej decyzji, więc jeśli jesteś porządnym człowiekiem i chcesz szczę­ścia dla swojego dzieciaka, na pewno Ci się nie spodoba owoc Twego postanowienia. Argument o dobru dzieci jest nie tylko kłamliwy, ale także bardzo szkodliwy dla dziecka, wręcz zabójczy, wprawdzie nie zabija od razu, ale osusza ocean życia niekończącym się potokiem łez odrzucenia i krzywdy. Zamiast zasłaniać się dobrem dziecka, znacz­nie lepiej jest spojrzeć prawdzie w oczy i wyznać, że boimy się no­wego, nieznanego. Tu mamy mieszkanie, pracę, jakieś uregulowane życie, czasem dostaniemy po twarzy, bo koleżanka ma nowe futro, czasem małżonka wyśmieje nas przy znajomych, że jesteśmy do ni­czego w łóżku sprowokowana tym, że ktoś w rodzinie ma nowy, ładny samochód – a co po rozwodzie, wszystko od nowa? Komu się chce w tym wieku? Ano właśnie, są tacy, którym się chce.

 

 

Zajrzyj w slipy bracie samcu...

 

 

Taki sposób myślenia charakteryzuje człowieka, który bierze kredyt, nie zastanawiając się, z czego go spłaci, a po wszystkim kończy pod mostem albo w dole zakopany przez silnorękich. Czy wygoda płynąca z pooglądania telewizji i wypicia piwka jest warta tego, że kobieta Cię policzkuje, demoluje Twoje rzeczy, wylewa zupę na głowę i wyzywa od najgorszych? Na pewno tak, skoro tak czynisz. Jednak każdy proces w życiu dąży do nasilania się i przemoc się nie skończy, powiększy się, a Twoja bierność i uległość tylko podjudzi do większych aktów agresji Twoją ukochaną. Nie apeluję do Twojej godności, bo tej na razie nie masz, jeśli pozwalasz sobie na takie zachowania, ale do Twojej logiki, którą jako facet powinieneś mieć, jeśli więc masz uszy, to wydłub z nich czym prędzej „brązowe diamenty” i słuchaj mnie Panie, bracie samcu – Twoja uległość nic nie załatwi, milczeniem i bezwładem emocji nie kupisz sobie spokoju. Powiem Ci w skrócie, jak to wszystko wygląda, a wygląda, zaiste, nieciekawie. Twoje życie to maks, powiedzmy, że uśrednię, 80 lat. Lata, kiedy jesteś mniej więcej w zdrowiu to wiek do ok. 50 lat, potem zaczynają się schody, bardziej lub mniej kręte, wszyst­ko zależy od tego, czy się ruszasz, stresujesz, czy masz nadwagę, czy palisz, i od genetyki. Przemoc domowa wobec mężczyzny ma miejsce mniej więcej w wieku 27 – 45 lat, czyli w wieku, kiedy masz najwięk­szy potencjał zdrowia, siły, energii. Później wszystko będzie opadało, zdrowie, brzuch, penis... gdy osiągniesz wiek 45, 50 lat, doznasz kryzy­su wieku średniego, czyli uświadomienia sobie, że Twoje życie chyli się ku upadkowi, co boleśnie przeżyjesz. Panów takich poznasz po jeżdże­niu kabrioletem z siksami w mini w wersji zamożnej, po wersję ekono­miczną – żonatego mężczyznę, który symuluje rozwolnienie, a w toale­cie wzdychając i chrząkając, wpatruje się ze łzami w oczach w wydru­kowane z Internetu zdjęcia młodych dziewczyn, rzucając się nerwowo, gdy słyszy pod drzwiami basowe powarkiwania swojej połowicy, od której na chwilę uciekł, a która dawno już wkroczyła w wagę ciężką. Do zwykłego kryzysu każdego mężczyzny dołączy drugi, znacznie gor­szy. Otóż, uświadomisz sobie, że swoje najlepsze lata życia spędziłeś bity i opluwany przez kobietę, z którą się ożeniłeś, a Twoja wyobraźnia zacznie Ci podpowiadać, co też mogłeś robić i co straciłeś. Z czasem Twój żal za życiem, które zabrała Ci nie kobieta, a Twój strach przed nią, będzie wzrastał razem z nienawiścią do niej. Ostatnie lata życia to nie tylko ciągłe choroby, rąbanie w pampersa i rosnące ubezwłasno­wolnienie ciała, ale też wyrzuty do siebie, że taki byłeś, że zamiast jaj miałeś wydmuszki. Niestety, czasu nie da się cofnąć, co każdego ranka będziesz z przekleństwem na ustach sobie wypominał.

 

 

Zapuść jajca...

 

 

Każde działanie albo jego brak ma swoje konsekwencje. Jeśli dajesz się poniżać kobiecie, konsekwencją będzie nie tylko poczucie wstydu, upokorzenia, poczucie bycia śmieciem, ale także cena, którą będziesz płacił wiele lat aż do śmierci, gdyż nie zapomnisz o tym, co straciłeś przez swoją uległość. Mogłeś zdobywać świat, kochać, spełniać się, jednak dla dzieci zostałeś workiem treningowym dla swojej kobiety, a dzieci, którymi się zasłaniałeś, odeszły na swoje, wyjechały, odwie­dzają Cię raz do roku, jeśli w ogóle będą chciały odwiedzać mężczy­znę, który nie umie utrzymać w domu porządku i do którego nie mają szacunku. Czy warto dla chwili ulotnego spokoju znosić takie często straszne rzeczy? Odpowiedź zależy od tego, jaką masz samoocenę. Jeśli uważasz się za niewartego nic śmiecia, to warto. W końcu jesteś zerem, nikim, szmatą, bicie po twarzy jest więc w porządku, prawda? Poboli i przestanie, ważne, że można sobie czasem tv pooglądać. Jednak, gdy lubisz siebie, doceniasz, taka sytuacja będzie nie do zniesienia. Ten ar­tykuł nie jest dla ludzi z wysoką samooceną, gdyż Ci sobie poradzą. Ten artykuł jest dla Ciebie, dla faceta, który widząc reklamy i ulegając społecznej presji, uwierzył, że jest gorszy od modeli. Nie jesteś gorszy i zasługujesz na coś naprawdę fajnego od życia, tylko tego nie wiesz, nikt Ci tego nie powiedział. Wszędzie reklamy i wzdęte pogardą kobie­ce usta. Masz być: wysoki, bogaty, cierpliwy, ale szalony, nieokiełzna­ny, ale spokojny, zarośnięty, ale wygolony, piękny, mądry, masz mieć 25-centymetrowego penisa, bo inaczej każda kobieta Cię wyśmieje w łóżku... Kto taki jest? Ja na pewno nie, Ty też nie. Problem nie jest w tym jaki jesteś, a w tym, że uwierzyłeś, że masz być taki, jak mówią reklamy, czasopisma, filmy. Nikt taki nie jest, i o to właśnie chodzi, że­byś był nieszczęśliwy, żebyś kupował koszule, buty na obcasie, tabletki na wzrost penisa z Allegro, po których masz dwudniową biegunkę, per­fumy i setki innych towarów, które mają zbliżyć Cię do ideału, a nigdy tego nie zrobią, bo na szczęśliwym człowieku nie można zarobić i – jak mówi mądre ludowe przysłowie – to nie szata zdobi człowieka, a czło­wiek szatę. Te wszystkie modne ciuchy mogą na chwilę zmienić Twój image, jednak żadna zewnętrzna rzecz nie zmieni tego, jaki masz sam do siebie stosunek. Większość ma stosunek seksualny, pierdoli samych siebie, a więc inni robią im to samo, co oni sobie robią. Tylko skąd po­tem to zdziwienie, że „znowu w życiu mi nie wyszło”?

 

 

Chciałbym zachęcić Cię, byś w sytuacji przemocy szukał pomocy w sobie samym, gdyż wszystkie dobre rady od znajomych niewiele Ci pomogą. Związkami rządzą emocje, a te wypływają z podświadomości, a nikt logiką jeszcze nie wygrał z emocjami. Co z tego, że wiesz, że kobieta jest zła, skoro Twoje emocje jej pragną? Rozum zawsze przegra z emocjami, a emocje wypływają z wzorca, który masz wbity głębo­ko w swoją głowę. Wzorce typu „jestem beznadziejny, głupi, brzydki, nieudaczny” można zmieniać, nie jest łatwo i nigdy nie wierz cudotwó­com, którzy wmawiają Ci, że w dwa tygodnie zmienisz swoje życie. To jest oczywiście możliwe teoretycznie, tak samo jak teoretycznie jest możliwe to, żebyś wygrał w totka. Praktyka to zupełnie inna para kalo­szy. Podbij więc swoją własną samoocenę najlepiej pisaniem afirmacji, a gdy poczujesz, że czujesz się sam ze sobą lepiej, od razu zauważysz, że przestanie Cię rajcować związek z dominującą kobietą. Bez pod­wyższonej samooceny, nawet jeśli zerwiesz z jakichś względów rela­cję, wejdziesz zawsze w drugą (przyjaźń, praca, romans, miłość), która z zewnątrz będzie nieco inna, ale w środku będzie to zawsze odbicie Twojej samooceny, czyli mówiąc wprost, trafisz na kata, który siarczy­stymi policzkami pokaże Ci poziom Twojej samooceny.

 

 

Przyczyny agresji samicy...

 

 

Kobieta może być agresywna, gdyż to, co jej wtłoczono do głowy w procesie wychowania, jej wizja świata (tak naprawdę nie jej, skopio­wała to od rodziców) uznaje tylko silnego samca, głowę rodziny. Jeśli jesteś silny, sprawdza Cię takimi zachowaniami – jeśli nie pozwolisz wejść sobie na głowę, będzie się czuła bezpiecznie w swoim świecie, w którym są ściśle oznaczone granice, co jakiś czas będzie chciała się upewnić o trwałości i bezpieczeństwie swojego świata, więc będzie Cię testowała, na co musisz być przygotowany. Gdy jesteś mięcza­kiem, nie podejmujesz decyzji, nie rządzisz rodziną, kobieta czuje się niepewnie, czuje się bardzo zagrożona, reaguje więc agresją na sytu­ację, która ją przerasta. Agresja kobiety to nieświadome wołanie, żeby wybić jej z głowy agresję i machanie łapkami. Często mówi się o po­trzebie terapii, wejścia w swoje emocje i odkrycie wrażliwości duszy, co jest bajdurzeniem – gdy kobieta daje Ci pięścią w twarz, zamiast trwających latami terapii emocjonalnych wystarczy jej porządnie od­dać, by przywrócić harmonię w związku. Kobieta wie, że facet nosi spodnie, przyjmuje to do wiadomości i wszystko wraca do normy, rzeczywistość potwierdza jej wzorzec, który ma w głowie. Jeśli nie oddasz, uznasz, że to kobieta rządzi, a kobieta nie jest stworzona do rządzenia, jest stworzona i przesiąknięta pragnieniem uległości, sa­tynowej miękkości namiętności. Dominacja, rządzenie, decydowanie i parę mniej chlubnych spraw to nasza męska sprawa. Jeśli mówisz coś swojej kobiecie, a ona to wyśmiewa, nie traktuje Cię z szacun­kiem, oznacza to, że masz poważne problemy ze swoją męskością.

 

 

Elegancka dominacja...

 

 

Gdy jesteś odwodniony, szalejesz na myśl o szklance zimnej wody. Gdy jesteś bardzo głodny, myśli o jedzeniu zajmują cały Twój umysł i nie zostawiają miejsca na nic innego. Gdy jesteś uległą kobietą i chcesz założyć rodzinę, mieć dzieci, wariujesz i fiksujesz na punkcie agresywnego, zamożnego i męskiego faceta, gdy jesteś kobietą do­minującą i niepewną siebie, oszalejesz na myśl o nieśmiałym, niskim i chudym dyrektorze, którego można wziąć pod obcas. Gdy jako męż­czyzna nie masz własnego zdania, podlizujesz się kobiecie, wtedy ona traci apetyt na Ciebie dokładnie tak samo jak najedzony nie ma ochoty na jedzenie, skacowany na alkohol, a napojony na wodę. Dlatego też mężczyźni ulegli nie mają seksu, a jeśli mają to z jakiejś przyczyny, a nie jest nią na pewno pożądanie kobiety. Możesz wyłuskać seksu­alność z kobiety jedynie wtedy, kiedy Twoja postawa wyzwala w niej uległość. Oczywiście mam na myśli dominację elegancką, wyznacza­nie granic, nietolerowanie nieuprzejmości i innych testów naszej mę­skości, a nie przemoc i sadyzm, która jest domeną ludzi prostackich, lękliwych, zakompleksionych.

 

Jest też inny ważny powód. Można śmiało powiedzieć, że nasza kul­tura z jej dominującymi elementami chrześcijaństwa zrobiła nam psiku­sa i ze wspaniałego aktu boskości, jakim jest rozkoszna jedność między kopulującymi ludźmi, zrobiła grzech i coś, czego się trzeba wstydzić, coś obrzydliwego. Czy uległa kobieta grzeszy? Ależ skąd! Robi tylko to, co jej każesz... zdjęta z pięknej blond główki groźba wiecznego po­tępienia skutkuje wspaniałym, namiętnym seksem bez wstydu i jakich­kolwiek zahamowań. Uległy facet oznacza, że kobieta musi zainicjować występny uczynek i skazać tym swoją duszę na wieczne potępienie we­dług kapłanów „dobra”... i mimo, że wiesz, że to bzdura, że Bóg miłości nie mógł potępić piękna jedności między kobietą a mężczyzną, to w To­bie tkwi, ponieważ zostało Ci „sprzedane” w dzieciństwie. Nie umiesz wyrzucić z siebie tych nonsensów, a myślisz, że wyrzucisz znacznie silniejszy wzorzec postępowania rodziców? No właśnie.

 

 

PS Chciałbym wyjaśnić jedną sprawę. Zwrot Panie bracie zaczerp­nąłem z czasów, gdy szlachta święciła triumfy w naszym pięknym, mio­dem, mlekiem i propagandą sukcesu PO płynącym kraju. Przeczyta­łem, przyznaję bez bicia, że z nudów, dwie książki Pana Jacka Komudy, których unikałem jak ognia ze względu na to, że nie lubię czytać o cza­sach szlachty, uważam, że była to hołota hołubiąca i gloryfikująca analfabetyzm, przez którą Polska stała się dziadem narodów zamiast stać się mocarstwem, i miała na to spore szanse. Jednak przyciśnię­ty nudą przeczytałem. I czytałem urzeczony i oczarowany magią cza­rodzieja wypełnionej atramentem (inkaustem!) różdżki Pana Jacka, którego gorąco polecam wszystkim moim czytelnikom. Minęło kilka dni od lektury, a ja nadal bawię się przefajnym słownictwem z czasów szlachty. Małmazja to drogie wino, Dytko to diabeł, Mołodycia to mło­da dziewczyna, a „urezać Panie bracie”? znaczy tyle, co poderżnąć gardło, rzecz powszechna w tamtych dzikich czasach.

 

Czytany 14014 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 kwiecień 2014 21:03
Marek

Zbyt piękny by płacić...

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Męsko-damskie

Najnowsze komentarze
asd