Najnowsze felietony

Męsko - damskie

Męsko - damskie (400)

sobota, 20 czerwiec 2015 22:56

Król i żebrak

Napisał

Bezbłędnie wyczuwam, kiedy ktoś podchodzi do mnie z jakąś sprawą - to nie zdolności paranormalne, a powtarzalność procesu. Podchodzą żebracy i menele pod marketami, by prosić o wózek czy parę złotych, a parę razy ktoś, kto chciał poskakać butami po mojej okrągłej, słowiańskiej, kulistej jak matka ziemia głowie. Nigdy nie dałem się zaskoczyć.

Głupi uśmieszek

Nie trzeba być psychologiem, by skojarzyć że ludzie idący do nas z jakąś prośbą, mają określoną mowę ciała. Jeśli przeżyjesz prośby o wózek sto razy, rozpoznasz z daleka taką osobę. Jeden żebra w Koninie, drugi w Warszawie a trzeci w super modnym Mediolanie - ale wszystkich łączy ta sama mowa ciała, i ten sam głupi uśmieszek.

Jeśli coś spotyka Cię wiele razy, przyjmujesz pewną postawę emocjonalną. Moja to balansowanie między litością, a wściekłością gdy spotykam się z oślim uporem, gdy łgam że nie mam pieniędzy. Lituję się dlatego, ponieważ jako były palacz i żarłok doskonale wiem, że ci ludzie naprawdę cierpią. Dodatkowo wkurzam się na to, że odczuwam litość, gdyż te osoby przeważnie widzą we mnie tylko frajera do oskubania. Ponieważ wszystkie te uczucia nie należą do moich ulubionych, denerwuję się gdy ktoś tę menażerię we mnie wywołuje. Widząc więc w morzu ciał mnie otaczających, te jedno jedyne, które kołysząc się wzięło mnie na celownik, pierwszym odruchem jest przemożna chęć spławienia natręta. Panie kierowniku! Będzie złotówka dla kombatanta? Patrzę na czerwony, zniszczony alkoholem i pięściami kompanów od kieliszka nos, złośliwe, błyszczące głodem wódeczki oczka i kłamię jak z nut. Ostatnio w ogóle mnie nie proszą o pieniądze, za to starsi ludzie i mamuśki zwracają o jakieś przysługi. Tyle lat ćwiczeń by być groźnym z wyglądu, a i tak widzą we mnie ciepłe kluchy. Natury nie oszukasz.

Mowa ciała zdradzi każdego

A teraz wyobraźmy sobie, że przeciętna, w miarę zgrabna i atrakcyjna dziewczyna, codziennie ma takich podejść kilka, kilkanaście. Przez te wszystkie lata, instynktownie wyłapuje na etapie podchodzenia do niej tych, którzy ŻEBRAJĄ o jej względy, czyli najczęściej seks albo związek. Wyobraź sobie, co taka kobieta musi w sobie odczuwać - jaką złość i pogardę, zwłaszcza gdy polujesz w tureckim swetrze, masz obślinione usta i się jąkasz. Ty chcesz mieć miłe emocje, gdy trzymasz za dłoń piękna dziewczynę, ale ona także je chce mieć. Ma prawo! Niestety, Ty ich nie wzbudzasz: "dziewczyny teraz z byle kim nie tańczą", jak śpiewa Lady Pank. A dlaczego? Bo zachowujesz się jak żebrak.

Nawet najcwańszy z żebraków, król, ba! cesarz żebraków, zawsze będzie z kasty żebraków. A dziewczyny pragną królewicza. Król ma pod sobą tysiące wsi i setki miasteczek - a w wolnych chwilach od ścinania łbów dla rozrywki i biesiadowania, ujeżdża krzepkie, piersiaste wieśniaczki. Król się nie prosi, król bierze co swoje. Od razu rozpoznasz czy idzie do Ciebie król, czy żebrak. To widać "gołym" okiem.

Siła, klucz otwierający wszystkie zamki

Co odróżnia króla od żebraka? Świadomość. Król idzie po swoje, a żebrak musi to wydobyć wzbudzaniem określonych emocji. Król nie musi się starać, a żebrak jak najbardziej. Król idzie radośnie, by zanurzyć swoją strzałę w ciasnym kołczanie, nie myśląc o tym że kołczan może protestować, albo w ogóle się odezwać. Kołczan to kołczan, jego rolą jest przyjmować w sobie strzały - tak rzeczywistość postrzega król, co WIDAĆ, SŁYCHAĆ I CZUĆ. Dlatego gdy idzie król (albo ktoś umiejętnie go udający), kobieta zostaje sparaliżowana żądzą której nie rozumie, ale której się odda, gdyż emocje które są tak potężne, dla kobiety oznaczają paranormalną moc, magiczną siłę wyższą z którą się nie dyskutuje, tylko rozchyla uda bez gadania.

Siła i majestat władzy to klucz, który otwiera kobiece serca i łona. Na szczęście dla nas, facetów, ten klucz można podrobić. Autor tych słów ze wstydem się przyznaje, że wielokrotnie parał się tym przebiegłym fachem, zawsze odnotowując w serduszku (i nie tylko) sukcesy.

Kobiece perpetum mobile

Żebrak idzie ze świadomością, że kołczan trzeba prosić, przekonywać, manipulować nim, wzbudzać emocje. To budzi lęk, obawy, a te są widoczne w mowie ciała, głosie a przede wszystkim odczuwalne w zapachu. Dodajmy że jest to zapach przykry, nieprzyjemny. Zwykły człowiek nie zje niemiło pachnącego posiłku, ponieważ wie, że stać go na świeży. Tylko desperat spożyje coś, co brzydko pachnie - albo brzydka, gruba dziewczyna, która tyje od energii kosmicznej, rozregulowanej tarczycy i genów, bo przecież nie od dwudziestu czekolad light dziennie.

Gdy król wypuszczał się na nocne łowy, o jego mocy świadczyła tylko świadomość, nawyki. Nie miał na sobie korony, berła w dłoni i pozłacanego płaszcza; ale to wystarczało. Nie masz władzy, korony ani posłuchu poddanych - ale możesz udawać króla. Przejąć jego uczucia, świadomość władzy i potęgi. A jak ktoś sprawdzi, i okaże się że jesteś tylko moim czytelnikem? A kto będzie sprawdzał króla? Tylko ten, którego swędzi szyja, niebawem rozpieszczana katowskim toporem. To wielka rzadkość i można wpisać ją w koszty - niewielkie, biorąc pod uwagę rozkoszne zyski.



www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

sobota, 13 czerwiec 2015 20:38

Mężczyźni z żelaza

Napisał

Z moich doświadczeń wynika, że wiara w fascynację kobiet emocjami, szczerością i mądrością partnera dogorywa przed trzydziestką. W tym czasie rodzi się świadomość, że niemal wszystko co wiedzieliśmy o psychice Pań, jest nieprawdą. Z początku jest to niemowlę, ale im więcej widzimy, postrzegamy i czujemy, tym szybciej rośnie. Każde mocne uderzenie które dostajemy od ukochanej Myszki, spadające jak grom z jasnego nieba, działa na nie jak sterydy; a każda konfrontacja bajek z rzeczywistością, jak ryż z kurczakiem.

Człowiek z żelaza

Są jednak mocni zawodnicy, bardzo chwaleni, stawiani za wzór i podziwiani przez Panie (niestety tylko słownie), którzy potrafią tę wiarę utrzymać w sobie nawet do czterdziestki. To ludzie z żelaza których i podziwiam, i trochę się boję - statystyki rozwodów i życiowe perypetie atakują twierdzę ich wierzeń bezskutecznie, a oni nadal wierzą w to, co mówiły im mama, babcie i ciocie, a także każda książka, film i opowiadania "znających życie", którym oczywiście w życiu nie wyszło.

Oczywiście są i starsi, którzy prawią podobne komunały, ale oni prawdę znają - mówią tak tylko po to, by nie wyszło że popełnili błąd. Rzadko kto lubi się do nich przyznawać, więc gra się przed światem zadowolenie. Gdyby pokazali jak jest naprawdę, byliby wytykani palcami - a kto lubi być na językach plotkarzy? Otoczenie tylko czeka, by ktoś przyznał się do słabości. Nie każdy to wytknie od razu, ale gdy się pokłócisz z kimś... wszystko zostanie wykorzystane przeciwko Tobie. Takie rzeczy mówi się tylko w gronie zaufanych przyjaciół, przy wódeczce i śledziku, albo na szowinistycznym forum braciasamcy.pl, gdzie ofiar wierzeń w anielską naturę kobiety jest bez liku.

Czy to możliwe? Tak, tak, tak.

Myślisz że to takie dziwne? A może to teoria spiskowa, wymysł chorego na schizofrenię mózgu? Czy to możliwe żeby niemal cały świat zgodnie kłamał, unieszczęśliwiając się tym? To spójrz na palaczy - większość z nich przysięga, że pali bo lubi. Tymczasem prawda jest taka, że wciągają do płuc cuchnący, powoli ich zabijający dym, za który płacą w skali życia fortunę. I każdy z nich zna jakiegoś Janka czy Zbysia, który pali i żyje w zdrowiu sto lat, oraz nieśmiertelne "na coś trzeba umrzeć". Racja, na coś trzeba, ale ważne jak wygląda życie przed śmiercią. W przypadku palacza najczęściej jest to obturacja płuc, sterydy wziewne, wózek inwalidzki, szpital co dwa tygodnie, gdy przeziębienie zaciska oskrzela uniemożliwiając oddychanie, oraz niemożność samodzielnego życia - leki jednak pozwolą wydłużyć tę pełną bólu i trudności egzystencję. O kaszlu, bólach w klatce piersiowej, migrenach (ale tych prawdziwych, nie kobiecych) udarach i paraliżu, zawałach, smrodzie, zniszczonej cerze, żołto brązowych zębach nawet nie wspomnę. I jeszcze za to płacą!
Co do żyjących sto czterdzieści lat Zenków i Rychów, są oni tak rzadkimi przypadkami, że lepiej już zagrać w totka. Łatwiej trafić kumulację, niż mieć geny jak nieliczni ludzie, którzy faktycznie mają olbrzymią odporność na papierosy. Są przecież ludzie którzy jedzą szkło - zjesz? Oczywiście że nie, wiesz że byś umarł. Ale palić, zapalisz chętnie, bo ktoś za siedmioma górami i lasami przetrwał bez raka.

Ludzie palą, chociaż absolutnie nic im to nie daje. Nie ma żadnej przyjemności palenia - paliłem kilkanaście lat, więc bardzo dokładnie poznałem ten mechanizm. Jest tylko psychiczny ból spowodowany brakiem papierosa, a "zajaranie" na chwilę go odsuwa, i to nie do końca. Za dwadzieścia minut pomyślisz o kolejnym papierosie, a za godzinę myśli będzie zajmować tylko On, nasz Nowy Pan. To nie przyjemność, a tymczasowe odepchnięcie od siebie przykrego odczucia braku, rozpaczy i paniki, gdy chwila bez papierosa się wydłuża. Stąd wrażenie relaksu i lepszej koncentracji po wciągnięciu trucizny do płuc, która i tak jest znacznie niższa, niż u osoby niepalącej. Ja żeby dobrze się czuć, nie muszę nic robić. Palacz nawet tego nie poczuje, bo gdy pali odczuwa wprawdzie ulgę, ale wymieszaną z poczuciem winy że nie potrafi rzucić, a po zgaszeniu pozostaje smród w ustach, oraz spory odpływ energii. Za chwilę znów wraca poczucie braku... i tak całe życie.

Kłamią w jednej kwestii, więc i w drugiej mogą

Miliardy palaczy kłamią w oczywistych sprawach. Łgają jak z nut, niektórzy nawet w to wierzą. Zaczęli palić bo inni palili, a z obrazkiem papierosa skojarzone były sławy kina, najwięksi twardziele, eleganckie francuskie aktorki, czyli tzw. wielki świat. I chociaż pierwszy papieros spowodował wymioty, silny kaszel, człowiek nadal pali, bo inni zapewniali go że to jest dobre, odpręża i daje moc. Wprawdzie rodzice zakazują palić, ale dziecko ma oczy więc widzi - palą ludzie w trakcie imprez, spotkań, w kinie piękni, silni ludzie z przyjemnością się zaciągają. Czyli wniosek logiczny młodego człowieka jest taki, że chociaż papieros z początku wydaje się ohydny, przyjemność musi przyjść - ale ona nigdy nie nadchodzi.
To wielki dramat człowieka, który bardziej wierzy propagandzie, łgarstwom ludzi go otaczających i reklamom, niż reakcjom swego ciała; te się dusi, wrzeszczy w swoim języku kaszlnięć i złego samopoczucia, ale umysł człowieka opanowanego kłamstwami jest twardy - pali dalej. W końcu ciało się przyzwyczaja do trucizny, a człowiek staje narkomanem, który bez papierosa odczuwa bezsens swojego istnienia.

Gdy człowiek dostaje raka, i wypróżnia się pod siebie piszcząc z bólu, najczęściej zdaje sobie sprawę że sam się zniszczył. Stracił szacunek do siebie, pieniądze, zdrowie - a także najważniejsze; spokój umysłu. Palacz bezustannie się martwi i denerwuje, a z czasem nawet paląc odczuwa stan braku i tęsknoty. Wiele lat myślałem o tym, jak bardzo palenie jest szatańskim wynalazkiem. To niesamowite, jak coś co sam stworzyłem, nawyk palenia, mogło mnie wziąć we władanie, oraz otoczyć tak silnym uściskiem, z którego jakimś cudem udało mi się wyrwać.

"Życiowe mundrości"

Ludzie sami się niszczą, a potem wymyślają bajeczkę która ma to usprawiedliwić. Tak właśnie działają ludzie i "prawdy życiowe", które skopiowali od nieszczęśliwej rodziny i z filmów - jeśli chcesz być nieszczęśliwy, słuchaj ich kłamstw. Później staniesz się taki sam jak oni, zgorzkniały, nienawistny, pozbawiony energii i chęci do życia. I też będziesz kłamał, gdyż oszustwo chroni Cię przed przykrą prawdą i jej następstwami. Twardziele o których wspomniałem, są jak świadkowie Jehowy, którzy z każdym nieudanym końcem świata wierzyli jeszcze mocniej - tłumaczyli sobie to tak, że Bóg wysłuchał ich modlitw i wstrzymał koniec świata. Mogli poczuć się frajerami, co by ich uratowało i wyrwało z sekty- ale wybrali kłamstwo, by nie doświadczyć poczucia bycia oszukanym, przekręconym.

Podobnie funkcjonują nastoletni zwolennicy Korwina, wierzący że pracodawca płaci mało, bo ma duże podatki. I gdy się okazało że na śmieciówkach, gdzie nie ma żadnych obciążeń płaci tak samo, a płacze nad swą biedą jeszcze głośniej, zamiast zrzucić z piedestału starego aparatczyka - milionera żyjącego za komuny jak pączek w maśle, wierzą w niego jeszcze mocniej. 
Ta wiara pozwala nie czuć się oszukanym, zachować poczucie wartości. Ono i tak kiedyś upadnie, ale wszyscy lubimy przesuwać do przodu myśl o tym, co przecież nieuchronne. W końcu przecież umrzemy, nasze ciała się rozpadną, a co z naszym Ja które tak bardzo pragnie istnieć? Nie wiadomo. Może zniknie, a może przeniesie się w inną rzeczywistość i inne ciało, by znowu doświadczać niezwykłej umiejętności kłamania sobie samemu. Czas rozwikła tę zagadkę przed każdym z nas.

Na raty znacznie drożej

Kobieta jest jak samochód. Jeśli masz mało pieniędzy, musisz wybrać tani, budżetowy model na raty; Fabię, czy jakąś tanią dacię. Niestety; system ratalny oznacza, że bardzo mocno przepłacasz. Łączna suma którą wydasz, jest dwu albo i trzykrotnie większa od wartości auta. Takie właśnie jest małżeństwo. Chcesz żeby było miło, bo wszyscy mówią że jest fajnie. Podobnie pokazują palacze, więc im wierzysz. Możesz mieć kobietę i seks z nią, ale ona chce ślubu i dzieci - więc pragnąc utrzymania miłych odczuć, podpisujesz umowę prawną, zobowiązującą Cię do życia z kobietą i płacenia jej w przypadku, gdy już nie będziesz chciał. Niestety, system ratalny jest koszmarnie drogi... ale zrozumiesz to dopiero wtedy, gdy fabia zacznie rdzewieć i trzeszczeć. Wyplątać się z niej niestety już nie można, chyba że trafisz szóstkę w totka.

Ci którzy mają pieniądze, kupują nowe, drogie auta. Nie muszą wchodzić w zawiłe prawnie umowy - ale i tak przeważnie wchodzą. Ot, magia czterech kółek.


Dlatego powtórzmy wszyscy razem na głos:


1. Kobieta nie daje przyjemności. Daje ją Twój układ hormonalny - kobieta ją w Tobie tylko wyzwala. Nie ta, to będzie inna, chociaż płacząc po rozstaniu, może Ci się wydawać że to niemożliwe. Tymczasem kolejna miłostka może być znacznie silniejsza pod względem euforii, którą w Tobie wzbudzi. Wtedy się okaże, że ex nie była Twoją połówką - jest nią obecny aniołek. Gdy i ten Cię rzuci, scenariusz się powtórzy.


2. Kobieta wzbudza w nas miłe uczucia, podobnie jak mocne samochody, dobre jedzenie, słodycze, narkotyki, alkohol, ładne ubrania, pieniądze czy poczucie władzy. Kobieta jest więc przyjemnością, która jest bardzo droga, zwłaszcza gdy kupuje się ją na raty. Dlatego biedni powinni skoncentrować się na zarabianiu pieniędzy, rozwijaniu pasji i wysokiej samooceny, a później brać za kobiety. Wtedy można mieć bardzo ładne auto, a jak zacznie dymić i odmawiać szybkiej jazdy, zmienić na nowszy model - bez wyrzutów sumienia, w końcu sami jesteśmy także wymieniani, często bardzo bezwzględnie.

3. Jeśli pragniesz mieć dzieci, małżeństwo wydaje się nieodzowne. Ale kto się śpieszy, może bardzo źle wybrać. Jeśli wolisz poczekać, jest to z mojego punktu widzenia mądra decyzja, gdyż umożliwia Ci poznanie gry, w którą grają z Tobą kobiety, a także tej w którą grasz Ty sam z otoczeniem. Im więcej wiedzy o sobie, ludziach i świecie, tym większa możliwość wyboru. Jeśli poznasz większość kłamstw którymi żyjemy, ochota na dzieci znacząco spada - chociaż presja otoczenia, strach przed ostracyzmem ludzi potrafi tę decyzję wymusić.

Uważam że dzieci powinni mieć tylko ci ludzie, którzy wewnętrznie tego pragną - problem w tym, że ludziom wydaje się że tego pragną, że uzyskają spełnienie, szczęście - ponieważ im to wmówiono. Nic z tego. Dziecko to skarb, który po wielu latach zżycia się z nim, trzeba oddać światu. Kto chce go zatrzymać, zniszczy siebie i własne dziecko. Dlatego właśnie do dzieci nadają się tylko te osoby, które czują jak wielką jest to odpowiedzialnością, czego od nich wymaga i jaką cenę będą musieli za to zapłacić.



www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

czwartek, 04 czerwiec 2015 21:46

Dlaczego nie chcę się ożenić?

Napisał

Lubię czytać. I wyczytałem że większość ludzi przeważnie się myli - wierzą w to, w co ktoś mądrzejszy (czyli silniejszy) od nich chciał, żeby uwierzyli. Gdzie są te miliony czczące Hitlera, kobiety które w trakcie porodu wykrzykiwały w ekstazie jego imię? A gdzie miliony wyjących w ekstazie na widok generalissimusa Stalina? Dlaczego nie stosują tak kiedyś chwalonej lobotomii, czyli leczenia depresji szpikulcem wkładanym w oko, by wydłubać kawałek mózgu? Takich przykładów jest tysiące.

Kat kreuje nasze sny i marzenia

Dzisiejsze oczywiste oczywistości, za jakiś czas też okażą się nieprawdą - dlatego wszelkie pewniki, które podaje nam się jako prawdy objawione, trzeba traktować z dystansem, oraz poważnie analizować zanim weźmie się je jako swoje przekonanie. Bo jakie człowiek ma przekonania, takie ma życie. Jeśli ktoś nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką moc ma przekonanie o sobie i swoich możliwościach, niech poczyta w sieci o "osobowości wielorakiej"; można się naprawdę zdziwić.

Trzoda ludzka czerpie informacje z gazet, książek i filmów - a kto je kontroluje, ten kreuje sny i marzenia nieprzebranych ludzkich stad. Dlatego wszystkie są tak zadziwiająco podobne - oraz tak samo niesatysfakcjonujące. I owszem, każdy może napisać książkę, ale tylko wybrane zostają znane i promowane - możesz pisać prawdę, ale co z tego skoro nikt o niej nie usłyszy? Jeśli uważnie spojrzysz w tłum, zobaczysz tylko klony idoli i autorytetów; indywidualności tam nie ma, zagubiła się w oratorskich popisach krzykaczy uwodzących tłum, podobnie jak mityczny flecista hipnotyzował szczury, by potopiły się w rzece. Wszyscy chcą być jak podziwiany bożek tłumu (aktor, muzyk, modelka, celebryta) - i przez ten akt wypierają się siebie, swej unikalności i oryginalności. A kto się jej pozbywa, staje się trybikiem w systemie. Kto szanuje siebie, ten jest wyjątkowy - i ma szansę stania się idolem mas. Ktoś kto kocha i szanuje siebie, staje się niezwykle cenny gdyż jest rzadkością; staje się jak diament. Jest drogi, pożądany i poszukiwany, gdyż jest rzadki. Gdyby było go dużo, byłby beztrosko kopanym polnym kamieniem. Ale ponieważ ludzie wolą kochać idoli niż siebie, kochający siebie staje się rarytasem. I rzadko kto rozumie, że drogą do wielkości jest pokochanie swej wyjątkowości, zamiast zazdrosnej kontemplacji zapijaczonego celebryty.

Wzbudzanie litości celem uzyskania korzyści

W tę pułapkę wpadają miliardy ludzi. Jak można kochać osobę, która nie kocha siebie? Sama się zna najlepiej, więc widocznie ma rację nienawidząc samej siebie. Dlatego nic dobrego nas z taką osobą nie spotka - ona ma tylko frustrację, rozczarowanie sobą, tym że nie jest jak promowany ideał. Jeśli nie ma miłości, da mi tylko swoje niezadowolenie. A ja mam już dość własnego, by być tragarzem ludzkich ciężarów, które przecież jeśli ktoś chce, można łatwo zrzucić. Problem w tym, że ludzie w perwersyjny sposób kochają ciężary, na które się tak płaczliwie skarżą - chcą się tylko wygadać, poczuć chwilową ulgę, wzbudzić współczucie i litość by coś uzyskać. Chcą to i tamto, ale żeby wykonać jakąś pracę w kierunku celu? O nie, jest tysiąc i jeden powodów dla którego nie mogą. A ten kto może, jest przez nich w każdy możliwy sposób krytykowany. Nie znam żadnego człowieka sukcesu, którego w sieci by nie obrzucano łajnem.

A że moje życie powoli zbliża się do końca, chciałbym doświadczyć spełnienia. Nie zadowolenia pojawiającego się gdy zjem, wypiję i poprzytulam z miłą Panią - ale prawdziwego spełnienia, harmonii, może nawet iluminacji. Chciałbym żyć w zachwycie malowanego kolorami zachodzącego słońca, pchany wiatrem wiary w realność pięknego marzenia. Wiem że jest to możliwe, bo doznałem kilku takich zapierających dech w piersiach chwil. A skoro można czuć jedną chwilę, można i dwie. A skoro są dwie wesoło szczebioczące, to rozgrzany trójkąt nie wydaje się niczym trudnym. Pragnę rozmnożyć szczęścia chwile, bo wszystko inne wydaje mi się mało ważne. Idee, państwa i religie powstają, po czym upadają, a pojęcia dobra i zła bezustannie zmieniają - nie ma nic trwałego, wszystko się pojawia by w końcu zniknąć przysypane piaskiem zmian. Nie chcę nikomu służyć, żyć by realizować cudze zachcianki i pomysły na władzę. Unikam wchodzenia w pełne ostrych zębów paszcze chwytliwych ideologii, mód i trendów; oszukały mnie nie raz, wyszarpnęły energię, zdrowie i bezcenny, bezwzględnie przemijający czas.

Oszukali mnie! Ale tylko raz...

Wyrolował mnie Wałęsa, Korwin, Kaczor, kościół katolicki, na Kukiza już patrzę z nawyku podejrzliwie. Gdybym energię którą poświęciłem na przekonywanie innych do mojej mapy rzeczywistości poświęcił na inne rzeczy, byłbym dużo zdrowszy, mądrzejszy, bardziej żywotny. No ale zachciało mi się być mądrym, mieć jakiś plan na życie. Im ktoś ma większe kompleksy, tym mocniej pragnie by ktoś mu dał receptę na szczęście, mapę - i nowy, cudowny świat. Wtedy kompleksy znikają, a zjawia się rycerz walczący o świętą, jedyną prawdę - czyli o interes cwaniaczka, który wymyślił ideę by z niej korzystać. Kto walczy o rzekome dobro świata, wytraca energię na zgłębianie i poznawanie siebie. Staje się trybikiem jednej z tysięcy idei, służąc jej interesom a ignorując własną duszę. Dlatego napisano: "Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją?".

To genialne zagranie sił zła, jeśli można je tak nazwać - bo to przecież z błędu powstaje mądrość, z cierpienia oświecenie a z ciał skąpych czytelników, nawóz na którym urośnie pożywienie przyszłych pokoleń. Człowiek ma w sobie wielką wspaniałość, można nazwać ją duszą, a ja w swojej książce "Stosunkowo dobry" nazywam ją podświadomością. I zamiast się zająć tą istotką, która może dać absolutne spełnienie i szczęście... zajmuje się cudzymi interesami. Życie mija, człowiek umiera i doznał tylko kłótni, walki i awantur, o to która z wymyślonych bajek jest lepsza. Kto pamięta te miliardy ludzi, pastwiące się nad sobą w imię swych rządów, religii czy szalonych kultów? Taki człowiek stracił wielki skarb, został wykorzystany, zbrukany. Dlatego w teorii reinkarnacji w którą wierzę (być może mylnie, czas pokaże), człowiek wraca tu tyle razy, aż weźmie się za sprawy najważniejsze, czyli własną duszę. Jeśli będzie trzeba będzie wracał tu tysiące razy, by w końcu gdzieś w środku czuć, że żadna z ról społecznych, żaden przedmiot, etykietka i awans nie da szczęścia, ostatecznego ukojenia. Może je dać tylko skupienie się na swoim skarbie, czyli duszy - i trzeba mieć wtedy dużo siły, ponieważ zdenerwowane otoczenie nazwie Cię egoistą, narcyzem. Masz zajmować się cudzymi sprawami, żyć dla spełniania cudzych mrzonek a o sobie zapomnieć. Wtedy też będą niezadowoleni, ale już nie nazwą egoistą - tylko frajerem, ale to już po cichu żebyś się nie obraził i nie przestał harować dla pochwały (marchewka) i krytyki (kija).

Prawda jest cicha, miraże krzykaczy głośne

Zamiast samemu wymyślić sens swego życia, skonsultować z własnym wewnętrznym dzieckiem, duszą... wziałem go od krzykaczy, farmazonów. Widząc jaką zapłaciłem za to cenę, więcej nie mam zamiaru jej płacić. Zyski mierne, cena mocno zawyżona, koszty gigantyczne. Za tysiąc lat nikt nie będzie pamiętał o dzisiejszych walkach o władzę, ideach - będą inne, bezwzględnie szarpiące ludzi. Mój wysiłek nie ma więc najmniejszego sensu, nic nie zmienię. Lepiej poświęcić tę energię na coś, co autentycznie mogę zmienić, ulepszyć - czyli swój umysł.

Nie jestem zbyt mądry, ale inteligencji mam na tyle, że potrafię wyciągać wnioski. Niejeden obiecuje raj, gdy przyjmie się jego punkt widzenia (mapę rzeczywistości) - no a gdzie efekty? Nie ma. Im więcej ktoś obiecuje, tym bezczelniej łga. Widocznie planeta ziemia jest takim miejscem, gdzie tak musi być; wielu mądrzejszych ode mnie próbowało zaprowadzić pokój i szczęśliwość, więc nie ma się co pchać w tym kierunku. Ostatnia próba powszechnej, chłoporobotniczej szczęśliwości zakończyła się setkami milionów trupów na całym świecie. Nie muszę więc działać, by oświecać i ratować świat - wolę pozostały mi czas poświęcić na zrozumienie siebie, zamiast poświęcać ją innym, zadowolonym z takiego obrotu spraw. Bo co mi po wiedzy o dalekich planetach, czarnych dziurach i kwazarach, skoro właściwie nie wiem kim jestem? Marek to etykietka, wiek trzydziestu sześciu lat to klasyfikacja na osi wieku, Polak oznacza że moja mama urodziła mnie w tym państwie, a katolik że kapłan bez mojej świadomości i wiedzy, uczynił mnie członkiem swojej korporacji religijnej. I jak mogę ratować świat, skoro sam nie mam zrozumienia, wiedzy i szczęścia? Co dam innym? Kolejną ideologię z obietnicą, że jak wszyscy w nią uwierzą będzie dobrze? Nic nie mam, więc cóż mogę dać? Kieruję więc uwagę na siebie, wielką niewiadomą. Umysł Marka który obserwuję, to tajemnica której nie mogę absolutnie rozgryźć. Kim jestem? Po co istnieję? Jaki jest sens mojego krótkiego życia? Nie wiem. Zarażam prątkami wątpliwości, które uważam za mądrość. Pewność siebie i pycha człowieka który nie zna swojej psychiki, żyje na pełnej tajemnic planecie krążącej w kosmicznej pustce - jest głupotą. Nic nie wie, więc przyswoił mapę która mu wszystko tłumaczy. Świeci gwiazda na niebie? Pan Bóg zapalił lampkę. Słońce świeci? Pan Bóg je przygnał, by ogrzewało tłum chłoporobotników. Ukradł krowę? Dobrze. Jemu ukradli? Źle!

Historię piszą zwycięzcy

Historia jest ciekawa, ponieważ piszą ją zwycięzcy. Niemal wszyscy Polacy wierzą, że z chwilą chrztu Polski powstał nasz kraj - a wcześniej nic, małpy na drzewach. W ten sprytny sposób, skojarzono państwo Polskie z żydowską religią - chcąc nie chcąc, miliony klękają przed Żydem, modlą się do Żydów, żyją w państwie zarządzanym przez Żydów, płacą ich bankom sowite prowizje, oraz odszkodowania za niemieckie zbrodnie... Czytamy i wierzymy w to, co ktoś chce abyśmy przeczytali i w co uwierzyli. Nasz Bóg jest kreacją umysłu zwycięzcy, nasze wierzenia pomysłem na nieskończony potok pieniędzy. Ale każdy zwycięzca z czasem pogrąża się w rozkoszach władzy, marnieje i słabnie, by oddać miejsce głodnym, pożądliwym młodym wilkom. Wtedy można się dowiedzieć, jak historia była zakłamywana. Gdy potęgi ze sobą walczą, okruchy wiedzy z pańskiego stołu spadają na głowy plebsu. To tylko resztki, ale mi wystarczyły. Dzięki internetowi spotkałem wielu ludzi, którzy doszli do podobnych przemyśleń, więc zrozumiałem że nie jestem psychiczny - albo przynajmniej jest nas wielu nienormalnych. Ale jeśli mało osób w coś wierzy, mamy sektę, a jeśli dużo - poważaną i szanowaną religię. Wariata od szanowanego obywatela, odróżnia tylko ilość ludzi podzielających jego przekonania.

Każda prawda przechodzi przez trzy etapy: najpierw jest wyśmiewana, potem zaprzeczana, a na końcu uważana za oczywistą. Przez tyle lat pisania, śmiało mogę te wspaniałe powiedzenie uznać za prawdę. Na podstawie tych przemyśleń, obserwacji i pracy z ludźmi, uświadomiłem sobie że nie chcę wstępować w związek małżeński. Nie chcę mieć też potomstwa, co bardzo ułatwia mi tę decyzję.

Dlaczego?

1. Małżeństwo szczęścia nie daje - za to najczęściej wiele frustracji, rozpaczy i poczucia uwięzienia, z którego uwolnić nas może tylko śmierć albo wygrana w totka. Wielu ludzi tak funkcjonuje, udając szczęście przed bliskimi by nie wyszło że są nieudacznikami. Rodzina Ci wybaczy niemal wszystko, ale nigdy tego że jesteś nieudacznikiem... złośliwościom, szeptom, wymownym spojrzeniom, ostentacyjnego okazywania braku szacunku nie będzie końca. Jak wiemy, rodzina to podstawowa komórka - a szczęśliwi ludzie nie tworzą świata, bo jest on pełen agresji, wojen i okrucieństwa. Skoro organizm choruje, to jaki jest stan komórek? Czy zdrowe komórki mogą stworzyć chory, zanieczyszczony organizm? To że przez kilkadziesiąt lat nie było potężnej wojny w Europie, jest aberracją; niedługo natura naprawi ten błąd, tego możemy być pewni.

Bomba zegarowa w Twoim umyśle

Ci którzy piszą historię, tworzą przekonania i pewniki o świecie do wierzenia, uznania je za własne; pragną by masa ludzka była nieszczęśliwa, i tak właśnie wiary, przekonania i pewniki są konstruowane - to uśpione bomby, które z chwilą przyjęcia do siebie eksplodują. Np. ktoś uznaje, że musi wyglądać jak odwodniony i półżywy w trakcie robienia zdjęć model - i tylko wtedy będzie szczęśliwy. Zacznie się katować, poniżać we własnych myślach, kupować suplementy... i coraz mocniej frustrował, gdyż utrzymanie świetnej sylwetki wymaga wielkiej pracy. Wtedy się prowokuje jakąś wojnę, i mamy idealnego, wypełnionego siarkowodorem żołnierza. Wystarczy przytknąć zapałkę, by wybuchł nienawiścią.
Człowiek szczęśliwy nie potrzebuje kompulsywnie kupować, wchodzić w związki, zarzynać się w pracy dla ładniejszego auta, nie pójdzie na wojnę... I co ciekawe, małżeństwo jest jednym z najlepszych sposobów, by człowieka sfrustrować. Niejeden poszedł na front, gdzie dokonywał cudów męstwa, ponieważ uciekał od kruchej małżonki. Zniszczył batalion wroga, przemielił tony mięsa ludzkiego, ale boi się nieszczęśliwej małżonki; bohater romantyczny.

Wiem że uczono nas inaczej; wiem że w głowie mamy obrazki z filmów i seriali, gdzie rodzina daje szczęście... ale to tylko fałszywe obrazki. Spróbuj sam, zaznaj goryczy i uznaj że coś z Tobą jest nie tak, skoro wszyscy są szczęśliwi. Najlepsza droga do wariatkowa. No cóż, inni też tak mają. Nie tylko Ciebie oszukano, ale wszyscy to ukrywają. Wszystko co wiesz o życiu, znasz od ludzi bojących się uznania za nieudaczników, oraz fałszujących rzeczywistość "twardzieli", a także z filmów i seriali. Twoje pewniki zostały wymyślone w umyśle drapieżnika, żyjącego z Twojego nieszczęścia. Brzmi nienormalnie? Niestety tak - gdyby prawda była lekkostrawna, mielibyśmy szczęśliwy świat. Jeśli jest chory, prawda musi być ciężkostrawna, niesmaczna z zapachu, konsystencji i smaku, odstręczająca. Ale gdy pociągniesz łyk, nie oderwą Cię od butelki traktorem.




2. Małżeństwo jest bardzo podstępnym antydepresantem. Ludzie czasami decydują się na nie, w nadziei że odnajdą w nim sens życia, zapełnią wiecznie wołającą o zasypanie dziurę. Ale poczucie nieszczęścia to nawyk, podobnie jak uczucie szczęścia. Nie można zmienić nawyku papierkiem, samochodem, związkami. Ludzie próbują zmieniać swoje stany emocjonalne narkotykami, alkoholem, papierosami, siłownią, awansami, karierą... a co z tego wychodzi? Sfrustrowane, złośliwe potworki które nienawidzą siebie i otaczającego świata. Ale gdy spróbujesz im wskazać, gdzie popełnili błąd - odgryzą palec. Bo oni nie popełniają błędów, żadnych. Nigdy.




3. Małżeństwo w dzisiejszych czasach, to nieprawdopodobna wręcz przewaga prawna Pań. Ktoś to sprytnie zorganizował. A gdy ktoś ma nadmiar siły, nie musi z niego korzystać - do czasu. Gdy się Pani znudzi życie z nami, albo pozna nowszy model, prawo stoi za nią. To nie tylko szokujące doniesienia ze zgniłego zachodu, ale coraz mocniej funkcjonująca w Polsce koszmarna rzeczywistość. Wystarczy ślub, by stracić dorobek życia i pójść do więzienia. Im dłużej taka sytuacja trwa, im więcej zniszczonych mężczyzn, tym więcej ludzi skorzysta z oferty prężnie rozwijającego się islamu, gdzie kobieta nie ma za wiele do gadania.

Dać władzę kobiecie i wpuścić islamistów - doskonała recepta na przejęcie kontrolowanego przez konkurencyjną korporację religijną terenu. Ktoś mający media i władzę rozgrywa swoją grę, napuszcza na siebie korporacje religijne, by wyciągnąć z tego jak największy zysk. Jeśli wydaje Ci się szalonym to co robi zachód, pamiętaj że są siły, które te szaleństwo dokładnie kontrolują. To media i wykreowana przez nie moda na multikulti, spycha Europę w otchłań wojny - a kto ma wszelkie media, kreujące te samobójcze ciągoty? Każda potęga walczy o dominację, a jej orężem oszukane, zakompleksione, panicznie bojące przyznać się do błędu masy ludzkie.




4. Wchodząc w związek prawny z kobietą, muszę zadawać się z jej rodziną. Nic bardziej nie jeży mi włosów na plecach, niż obcy ludzie w moim domu. Oczywiście nie muszę zapraszać rodziny małżonki - tylko kto zniesie bezustanny płacz, wrzaski, obwinianie o brak miłości, obrażanie się i brak seksu? Może jestem przeczulony, może po prostu widziałem takie w sumie tragedie, może słyszałem o nich setki razy... może. Jakoś nie ciągnie mnie, by próbować czy piorun akurat we mnie nie walnie.




5. Faza chodzenia ze sobą, to czas naprawdę przyjemny. To jak pierwsze kontakty z narkotykami - smakuje, podoba się; a kończy wynoszeniem żyrandola z domu, czy usługami analnymi na dworcu, byle igła w żyle zakończyła nieznośną gehennę piekącego ciała. Chcesz więcej przyjemności? Nie chcesz by uciekła w ramiona innego? Ożeń się. No i jakimś dziwnym trafem, wszystko szlag trafia. Kończy się głębokie zrozumienie, wzajemne wsparcie a zaczyna niekontrolowane tycie, zanika ochota na seks... bo i po co się starać? Cel osiągnięty.
Ale to dopiero początek problemów, ponieważ...



6. ...ponieważ kobieta święcie wierzyła, że z chwilą ślubu uzyska szczęście. A że to tylko nawyk, którego nie można w żaden sposób uzyskać, zaczyna się szukanie winnych braku szczęścia. No cóż, ogniste spojrzenie Bazyliszki pada na małżonka - bo to on miał dać szczęście. Zapewniały o tym nie tylko bajki, filmy i ciocie po rozwodzie, ale sam to przysięgał na kolanach. Chciał seksu, był zakochany, pijany... myślał że da radę. Ale jak ma dać szczęście? To postanowienie z cieszenia się drobnostkami, więc jest to decyzja kobiety. Facet może dać kwiaty, czekoladę, przynieść pensję... ale szczęścia przynieść nie może, bo niby w jaki sposób? Jeśli kobieta ma dobrą sytuację materialną, czy zakochanego kochanka na boku, może odejść. Jeśli nie może z powodu potężnej nadwagi, kiepskiej sytuacji materialnej, zaczyna się faza zemsty za brak szczęścia; zdrady, kochankowie, brak seksu.

Zawsze to podkreślam; kochająca kobieta nigdy nie ma migreny. Nigdy. Może umierać na raka mózgu, być na morfinie, ale gdy kocha - zrobi Ci ustami dobrze, byś był szczęśliwy. Jeśli nie ma raka i ochoty na seks z Tobą, to jesteś tylko robolem zasuwającym na rodzinę - jej wizję własnego, prywatnego szczęścia. Jest totalną egoistką. Przy Tobie boli głowa, przy koledze z pracy cudownie mija... razem z napięciemi mięśni ud. Cud? Nie, zasady życia których nie znasz. Dlatego powstało forum braciasamcy.pl, byś je poznał.



7. Utrata wolności, czyli decydowania jak chcę spędzić swoje życie. Będąc z małżonką, muszę się dostosować. Nazywa się to wielką dojrzałością, podobnie jak na ludzi wytrzymujących wielki ból, mówi się że są twardzi. A ja nie mam zamiaru wpychać się w cierpienie, by ktoś kiedyś nazwał mnie dojrzałym. Nazwą mnie pustym, płytkim egoistą - bo nie chcę cierpieć jak oni. No ale co mają powiedzieć? Ktoś wierzy że cierpienie czyni go wielkim, to niech cierpi. Jego wybór - i jego konsekwencje. Robi to dla uzyskania poczucia bycia kimś ważnym, bo tak mu wmówiono, że tylko w ten sposób osiągnie poczucie spełnienia. Ja wiem że uczucie przyjemności można uzyskać znacznie prościej, np. sportem, nauką relaksacji, medytacji. Nie muszę się katować, wchodzić w relacje które ogranią mnie ze spokoju i pieniędzy, by poczuć miłe uczucie satysfakcji.




8. Dużo się mówi o tym, że żona pomaga mężowi gdy choruje - i milczy o facetach, pomagających chorej żonie. Nie mówi się też o tym, ile mężczyzna stracił zdrowia przez małżeństwo, w którym położył swe nadzieje na spełnienie, oraz na szarpaninę z dziećmi. Poza tym uczę się na błędach. Zawsze gdy komuś dużo dawałem, spotykała mnie niewdzięczność - ludzie przyzwyczajają się do darmochy, uruchamia się mechanizm habituacji, a człowiek dosłownie nie postrzega darmowych przysług. Dlatego wydaje mi się wątpliwym interes, gdzie poświęcam się całe życie, by ktoś na starość mi podcierał tyłek. A jeśli to ja będę musiał go podcierać? Wielu "szlachetnych" tak właśnie kończy. Dzieci za granicą, żona chora - a oni sami w koszmarze z najgorszego horroru. I już nawet nie pamiętają, jak szydzili z bezdzietnych singli, jak straszyli ich piekłem oraz brakiem szklanki wody przed ostatnią chwilą. Sami są w piekle za życia. A singiel spokojnie na spacerze, czy uśmiechnięty czyta świetną (bo moją) książką "Stosunkowo dobry" i śmieje się z naiwniaka.



9. Jedni żeby napić się piwa, kupują cały browar. Inni nie muszą, bo piwo codziennie ścieka im po brodzie. Stąd taka wielka nienawiść między nimi, zwłaszcza kiedy kupiec zorientuje się co kupił i za jak straszną cenę.



www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

sobota, 30 maj 2015 22:20

Inteligentni nie zaliczają

Napisał

Wielu chłopaków skarży mi się, że dziewczyny nie lubią inteligentnych. Wprawdzie mówią że lubią, ale w istocie wybierają tych nieco mniej bystrych. Tak, to prawda. Zamiast potępiać nasze słodkie Panie, warto zrozumieć dlaczego tak czynią. Zrozumieć - i wybaczyć, pokochać, ale nie dać się wykorzystać.

Trzeba... zapierdalać

Ludzie utożsamiają szczęście z dobrym zawodem, społecznym poważaniem, szacunkiem, ładnym domem, mocnym autem, partnerem, dziećmi. By to osiągnąć, trzeba mocno wejść w istniejący system, włożyć sporo pracy i czasu; trzeba przede wszystkim chcieć tego - i mieć motywację by do tego dążyć. Trzeba - jak mówi proletariat - ostro zapierdalać, sprzedać się jakiejś partii, układowi. Sporo takich ostrych chłopaków jest na braciasamcy.pl, miejscu na pewno nie dla hołoty. Prawnicy, architekci, lekarze, weterynarze, artyści...

A człowiek ponadprzeciętnie inteligentny, dostrzega że nasz system to szaleństwo. Pal licho gdy nie umie pięknie mówić czy ładnie pisać - wtedy będzie pogardzanym dziwadłem, odmieńcem, no chyba że inteligencja zapewni mu dobre dochody, wtedy będzie podziwiany - dopóki najbliźsi nie pozbawią go pieniędzy, jeśli się da nabrać na ich grę. Gdy jednak umie sensownie przekazać swoje spostrzeżenia innym ludziom, ci którzy wierzą w system albo dzięki niemu prosperują, zaczynają nienawidzić szkodnika psującego wygodną wizję świata, bądź świetnie prosperujący biznes.  

I się zaczyna.

Inteligentni przepadli bez wieści

Luther King, Gandhi, Jezus, Budda, Bruno, Sokrates... to wszystko byli ludzie, którzy dzięki swej inteligencji zrozumieli, jaką społeczeństwo prowadzi ze sobą grę, jak samo się oszukuje. Przejrzeli te wszystkie gierki, biznesiki, rolę religii w uciszaniu lęków, które mogą doprowadzić do wielkiej wiedzy i szczęścia. I jak skończyli? Wyśmiewani, pogardzani, zakatowani. Tłum opluwał i nienawidził, czasem gdy mógł - brutalnie kamieniował, krzyżował, truł, nawet palił żywcem w imię Boga miłości, gdy odszczepieniec głosił że ziemia jest kulista. Sami Państwo przyznają, że takiego świętokradztwa pobożny, szanujący swą wiarę człowiek nie mógł puścić koło uszu. Skoro kapłani będący przedstawicielami Pana Boga mówili że ziemia jest płaska, to taka jest. A sprawdzać nie wolno, bo zbawiony zostaje ten kto nie widział, a uwierzył. Więc ten który sprawdził, pójdzie do piekła na wieki, a ci którzy go spalili, prosto do nieba. Sprawiedliwe!

I kobiety o tych zasadach instynktownie wiedzą. Wyssały to z mlekiem matki. Każda chce by jej potomstwo miało dobre życie. Dobre - czyli żeby dziecko się ustawiło w społeczeństwie, korzystało z przyjemności które ono daje. Do tego wystarczy pewna bystrość, świadomość że studia prawnicze, dobra praca, ładna kobieta i dziecko da szczęście, że nie wspomnę o fotografowaniu pięknych chwil na fejsie. A jak nie daje, zostają delegacje i kochanka na boku, czasem ostre ciągi alkoholowe by zapomnieć; ale gdy jest etykietka, dobry samochód i garnitur, ludzie na takie drobnostki nie zwracają uwagi. Wysoko funkcjonujący alkoholik, cały w wymiocinach i kale jest ukryty na melinie, jest niewidoczny, ma społeczną czapkę niewidkę - społeczeństwo natomiast widzi charyzmatycznego lekarza, wypsikanego drogimi perfumami, którego słowo jest prawem. Widzi dobrze ubrane dzieci chodzące do elitarnych szkół, piękną małżonkę - ale nie widzi presji i pogardy, którą na nich wylewa autorytet. Nie widać jak niszczy siebie, a także rodzinę; plebs nie widzi nieszczęścia, tragedii którą przeżywają dzieci człowieka sukcesu - biedni sądzą, że skoro dzieci mają drogie ubrania i pełne żołądki, są szczęśliwe. Ale dziecko nie potrzebuje wiele jedzenia, natomiast trzeba mu dużo miłości, akceptacji i dobrego wzorca. Biedni wcale nie są w tym temacie lepsi - dziecko jak magnetofon, przejmuje wszelkie ich kompleksy i zahamowania, wprowadzając je w następne pokolenia. I tak klątwa idzie przez siedem pokoleń (według biblii), aż "czarna owca" rodzinna jej nie złamie, nie zniszczy.

Sukces, czyli najczęściej ułuda

Mistrzowie wizerunku zewnętrznego, zapewniający o swym luzie i życzliwości, robiący piekło w każdej relacji w którą wchodzą. A ja mam te szczęście w nieszczęściu, że wielokrotnie takie obrazki dla plebsu porównywałem z tym, co powinno być zakryte dla otoczenia. Dlatego zanim uruchomię swój podziw, pięć razy się poważnie zastanowię. Zbyt wiele razy mnie zwodzono i oszukiwano ładnymi obrazkami.

Wysoka inteligencja sprawia, że te "światowe" cele wydają się tylko ułudą - kobieta zdradza (bo brak emocji, nie czuje "tego czegoś") albo po ślubie jest wiecznie niezadowolona (miał dać szczęście, nie dał), kochany dzidziuś wyrasta na agresywnego dresiarza, pracę jak i życie można stracić w każdej chwili. I gdy człowiek to sobie uświadamia, robi jak Budda - zostawia "dobre życie", by zrozumieć kim jest, co robi na tej pędzącej w kosmicznej pustce planecie, jaki jest sens jego istnienia? Taki człowiek potrzebuje ciszy, wejrzenia w swoje wnętrze - ciężko go zmotywować do harówki w korporacji, kolejnych studiów, czyli skierowania uwagi na zewnątrz zamiast do wewnątrz. Pozostaje wyśmiewanie, obelgi, lżenie - i zwierzęcy strach o utratę żony, dziecka, pracy. Strach od rana do wieczora, nasilający się w trakcie bezsennych nocy, obawy przemieniające w agresję, prostactwo, buractwo i zawał serca przed pięćdziesiątką.

Uciec od płaczącej samicy...

Kiedyś to przeklinałem, ale teraz za to dziękuję. Pewna Pani z którą byłem blisko, miała faceta który opuścił rodzinę by się "oświecać". Wtedy uznałem go za frajera, ale dziś, zwłaszcza gdy zrozumiałem jak Pani mną manipulowała - mam go za autorytet. Pani uznała go za egoistę, ale sama bezwzględnie go wykorzystywała by poczuć szczęście. I gdy zrobiła wszystko co otoczenie wmawia młodej kobiecie - ślub, dzieci, dom, drzewo - szczęście nie przyszło. Ona uznała że jej harujący w pocie czoła samiec jest temu winny, a samiec uznał że warto zrozumieć jaki jest sens własnego istnienia. A jakie miał wyjście? Pracował do granicy swych fizjologicznych możliwości, bo Pani płakała że przez brak pieniędzy jest nieszczęśliwa. Ile mógł znieść? Musiał uciec... Ileż ja takich historii słyszałem... wiedzę o zasadach dotyczących ludzkiego szczęście i nieszczęścia, zawarłem w książce "Stosunkowo dobry".

Panie nie chcą do tego dopuścić. I nie dopuszczają - dlatego właśnie naprawdę inteligentni nie "zaliczają". Pani zamiast pożądania czuje obrzydzenie, sprawa zamknięta. Natura do tego nie dopuszcza. Dlatego prostacki, wulgarny, nie umiejący liczyć do stu zalicza, a Ty nie. To nie porażka, a komplement. Natura to siła, której zależy na spłodzeniu niewolników - a nie na ich szczęściu. Liczy się masa, szansa na przetrwanie, a nie spełnienie osobiste człowieka. Jeśli kobieta nie czuje na Twój widok pożądania, chęci oddania Ci swego ciała - nauczono Cię traktować to jako porażkę. Jednak jest to sukces, wielki sukces - natura uznała Cię za zbyt inteligentnego, byś mógł pracować na jej rzecz. Czyli być bezmyślnym gościem, który jak mówią młodzi, zapierdala w pocie czoła na kobitę, która robi mu rogi. Na tym polega oszustwo - przekonać frajera, że robi coś dobrego dla siebie, kiedy w tym czasie poświęca się dla oszusta, manipulatora.

Gry kobiet

Jest też druga motywacja. Inteligentny zaczyna rozumieć gry kobiet. Zaczyna widzieć jak ukrywają swoje pragnienia pod kloszem społecznie uznawanych słówek - więc jest śmiertelnie niebezpieczny. Nie można go oszukać, nabrać na dzidzię i małżeństwo - które ma dać szczęście. Mądry rozgląda się, i widzi że szczęśliwych brak. Podważa więc kłamstwo na którym zbudowano cywilizację - że rozmnażanie daje szczęście. Nie daje. Świat pełen zbrodni, spisków i kłamstwa, nie jest dziełem szczęśliwych ludzi, a pragnących władzy i dominacji. Pragnie jej tylko ktoś, kto z dzieciństwa wyniósł lęki i kompleksy. Szczęśliwy, akceptujący siebie człowiek, nie potrzebuje władzy i strachu poddanych.

Dlatego ja udaję głupiego jak but, chociaż podejrzewam że nie muszę wcale udawać. Po prostu jestem sobą. No i mam powodzenie.



www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

środa, 27 maj 2015 23:15

Rozklapiucha szczęścia nie daje

Napisał

Symbolem męskiej wolności od wieków był koń. A na nim spocony, pachnący tytoniem a często moczem (i nie tylko) silny mężczyzna, który przemieszczał się przez prerię czując u boku rozkoszny ciężar rewolweru, a w dawno nie zmienianej bieliźnie, wypełnione brzemieniem dni samotnych ciężkie kule armatnie. W nocy rozkoszował się gwiazdami na zasnutym ciemnością niebie, a w dzień wiatrem pieszczącym jego pooraną zmarszczkami, ogorzałą od słońca, whisky i smutnych doświadczeń twarz.

Koń daje wolność

Koń pozwala uciec od wroga i napastliwej kochanki, umożliwia dotarcie do nieodkrytej żyły złota i baru, gdzie można się dobrze zabawić podczas gry w karty, mordobicia czy strzelaniny. Koń daje wolność i możliwość wyboru, podobnie jak dziś samochód. Dlatego nawet słaby, łysiejący mężczyzna pod pięćdziesiątkę wsiadający na swoją fabię, staje się agresywnym, pragnącym wymierzać sprawiedliwość i wieszać złodziei krów kowbojem. A jeśli pragnienia bycia szeryfem nie spełnia wyjący silniczek od kosiarki, wyładowuje je w internecie.

Ale czasy i zasady gry się zmieniają. W dobie sieci internetowej, inteligentnych wibratorów i satelitów, nie uciekniesz od brzydkiej małżonki na koniu, ani w aucie. Prawdziwą wolnością zdrowego, nowoczesnego mężczyzny jest prezerwatywa. Bóg dał człowiekowi wolną wolę, czyli możliwość wyboru. Mogę uwierzyć komuś, a mogę też nie wierzyć. Mogę przyjąć jakieś informacje za swoje przekonania, a mogę też nie przyjąć - chociaż tu często czekał topór kata albo stos, czy też ostracyzm najbliższego otoczenia. Masz być dobry, wierzyć w to co my! Albo Cię wyśmiejemy, wydrwimy, zniszczymy, zatłuczemy, zamkniemy w wariatkowie.

Boska moc zamknięta w lateksie

Prezerwatywa podobnie; daje wolność wyboru, czy chcę przez chwilowy skurcz przyjemności związać się finansowo, prawnie i społecznie z osobą (a także z jej rodziną), którą gdy opadnie kurz miłosnej bitwy mogę się brzydzić, gardzić. Ale mleko się już rozlało, dosłownie i w przenośni.

Ale to nie tylko potomstwo i alimenty przez prawie trzydzieści lat. To także choroby weneryczne. Jedno, dwa miłe spotkania, mogą zostawić za sobą w najlepszym przypadku swędzącą, piekącą pamiątkę. W gorszym będzie adidas, nie tylko na stopie obecny. Kilka lat temu czytałem, że bodajże w Niemczech bardzo modne było zarażanie się hivem przez młodych ludzi. To nie tylko potężny socjal i opieka państwa nad chorym, ale głównie poczucie wyjątkowości, elitarności. Jedni żyją ze zrzędzącym współmałżonkiem, a ja z zabójczym wirusem; to niektórych bardzo podniecało, do czasu. Problem polega na tym, że moda minęła a wirus nie. Ludzie dziś czują się tak niepewni siebie, tak bardzo bezwartościowi, że łapczywie rzucają się na każdą modę, trend - by poczuć że grupa ich akceptuje. By zmniejszyć nieprzyjemne uczucie bycia nikim, zmienić je w poczucie siły i ważności, ludzie są w stanie zrobić niemal wszystko. Idą na prywatny marketing do oszukujących ich wykładowców - nieudaczników, który przyda się jedynie do wykładania żeli analnych na półkę w tesco, by mieć łatkę wykształconego. Wyznają wiarę w Korwina i niewidzialną, Boską rękę rynku, by poczuć się niedocenianymi geniuszami i znawcami psychologii oraz ekonomii - ich wiarę dość szybko złamie bezlitosny prywaciarz, gdy tylko wyfruną spod skrzydeł utrzymujących ich rodziców. Jedni stracą tylko kilka lat pracy za ochłapy, inni zdrowie psychiczne czy np. zmiażdżone kończyny, bo żal było małomiasteczkowemu biznesmenowi konserwować jakąś maszynę. Nawracają się na jedną z setek religii i kultów, by mieć poczucie bycia wybrańcami Boga czy kosmitów - inwestują w mietka i kreatynę, by większe mięśnie i mniej tłuszczu dało im lepsze samopoczucie.

Kosztowne strategie by czuć się lepiej

Takich strategii jest wiele, a łączy je jedno - żeby działały, trzeba się narobić. A gdy się uda, utrzymanie tego stanu zadowolenia jest bardzo energochłonne, oraz obciążone silnym lękiem i stresem że upadnie. To jakie to szczęście, skoro jest tak nietrwałe, tak kruche, wypełnione przerażeniem przed jego utratą?

Za każdą strategią stoi pragnienie, by poczuć się lepiej. Scenariusz gry wygląda niezwykle prosto - najpierw wmawiają nam że jesteśmy źli, brzydcy i głupi, a później sprzedają produkty (suplementy, ideologie, przedmioty), byśmy mieli na chwilę poczucia bycia lepszymi. Od kiedy pamiętam, wmawiano mi grzech pierworodny i winę za śmierć Jezusa. Nauczano że swędzenie w kroczu na widok zgrabnego tyłeczka jest złe - a zrealizowanie rozrywającego jądra testosteronu, może dokonać się tylko po oficjalnym, pobłogosławionym przez kapłana ślubie. Nauczano że ułożę sobie życie gdy wstąpię do partii, kościoła, jakiejś mocnej grupy - oraz zdobędę wykształcenie. Najlepiej gdy zostanę lekarzem, architektem albo księdzem, a ludzie będą mnie szanowali - dlatego od dzieciństwa czytałem biblię. Ale od lat zarabiam, pracując z rozpaczą ludzi którzy nie tylko w tych zawodach osiągnęli sukces. Kłamstwo - tym nas karmią od lat. Ci którzy to zrozumieją, wygrają satysfakcję z życia. Ci którzy są za głupi na życiowe refleksje, poświęcą życie na gonitwie za króliczkiem, którego wcale nie trzeba gonić.

Szczęście to tylko nawyk

Szczęście to coś, co wyrabia się nawykiem cieszenia się z drobnostek - a nie osiąganiem czegokolwiek. Pokaż mi człowieka dumnego ze swych osiągnięć, a ja Ci pokażę nieludzki strach że to straci, a wraz z tym czymś swoje poczucie satysfakcji. Kiedyś poznałem pewną Panią, która lata wcześniej miała świetnie prosperujący biznes. Gdy upadł - chowała się po kątach, byle tylko sąsiad czy znajomy jej nie dostrzegł. Gdy była zamożna, szmaciła innych ludzi, uważała ich za łajno - to jedna z metod na wymazanie swojej niskiej samooceny. Ma tak do teraz - żyje w rozpaczy i paranoi. Oto cena sukcesu i porażki - a mądry nie zechce jej płacić. Głupi nie rozumie, że wraz z sukcesem który ma dać mu spełnienie, bierze na barki wielki strach, a z czasem przerażenie. Sukces? Jak najbardziej tak. Ale nie jako coś, co ma dać mi szczęście.

Wtedy można go stracić, i nie osiwieć. A gdy go mamy, nie bać się panicznie o jego utratę. Sukces to jedno, a szczęście to drugie. Oba stany są od siebie zupełnie niezależne. Głupi je łączy, jak zwykły człowiek orgazm z wytryskiem, a przecież są to oddzielne, zupełnie inne mechanizmy które nalezy rozłączać. Dlatego zwykły człowiek wytraca z orgazmem cenne składniki z ciała, z mądry ma orgazm bez wytrysku. Czyli ma rozkosz (znacznie większą), a nie traci z nasieniem cennych minerałów, witamin i hormonów (sprawdź chociażby w necie skład nasienia które codziennie tracisz). Właśnie dlatego warto czytać, być ciekawym świata i wydawałoby się - zrozumiałych jego mechanizmów.

Genialny biznes

Tak ten biznes się kręci od tysięcy lat. Bierze w nim udział religia, państwo i biznes. Ci którzy nawołują do opamiętania się, głoszą że nie trzeba wysiłku by zdobyć uczucie zadowolenia, bo to tylko i wyłącznie nawyk - są wyszydzani, wyśmiewani, a czasem jak naucza historia - brutalnie mordowani. Ludzie nieszczęśliwi są zawsze bardzo okrutni. Jeśli ktoś nienawidzi swego ciała i psychiki, będzie taki sam wobec innych ludzi. Najtrudniejsze na świecie nie jest pobicie rekordu podnoszenia jakiegoś ciężaru, wielkości mięśnia - ale pokochanie swojego ciała, takim jakie jest. Skupienie się na ciele, akceptacja - to ciężar nie do udźwignięcia dla większości ludzi. Oni kochają je modelować według wzoru, który ktoś podaje im za modny. Czy jest większe upodlenie? Upokorzenie? Niszczę swoje ciało i psychikę, bo chcę żeby inni mnie akceptowali.

To ma być siła, moc? To tylko reakcja uległości na przemoc otoczenia - nic więcej. Dlatego nie podziwiam i nie wzoruję się na ludziach modnych, trendy i wyznawców jakiejkolwiek ideologii. Rozumiem ich motywację, ale podziwiam prawdziwą siłę, czyli tych którzy tworzą trendy - oraz tych którzy idą swoją drogą w życiu, nie ulegając im. Tworzący trendy są źli, są kanaliami, często diabłami w ludzkim ciele - ale są silni. Dlaczego miałbym ich nie podziwiać? Przecież fascynujemy się seryjnymi mordercami, wielkimi wodzami i dyktatorami - tak mam i ja. I gdy czytam kolejną książkę o Stalinie, Mao czy Hitlerze, widzę małych, niskich mężczyzn którzy uznali że to inni mają ich naśladować, a nie oni innych. To kto był silny, a kto był słaby? Nie czytałem by wielcy wodzowie pakowali, robili sobie operacje penisa, wstrzykiwali botoks - byli silni, niezmienni, więc byli seksowni. A cała masa orangutanów nienawidziła siebie, więc upodabniała się do silnych wzorców które oni reprezentowali.

Nieszczęśnicy nienawidzą najmocniej

Wiem z doświadczenia, że im ktoś bardziej nie lubi siebie - tym większym jest potworem. Oszukuje siebie, swoje ciało i psychikę, pragnąc osiągnąć ideał który jest niezgodny z jego własnym wzorem na szczęście. Taki człowiek nie będzie miał też litości dla mnie. Tysiąc razy bardziej wolę grubasa który lubi swoje ciało, niż pakera czy modnisia, który panikuje na myśl o zjedzonej pizzy. Oczywiście, pizza to chemiczne ścierwo, ale nienawiść do swego ciała to coś znacznie gorszego.

Każde pójście za modą, za byciem na topie, jest świadectwem kruchej, niskiej samooceny opieranej na opinii otoczenia. A ta wiadomo - jest jak trawa na wietrze, chwiejna. Gdy komuś jest na rękę, chwali Cię. Gdy nie robisz tego co chce, krytykuje. Dlatego ludzie idący do przodu, nowocześni, są bardzo nieszczęśliwi, przestraszeni, zestresowani. jednego dnia ktoś pogłaszcze, drugiego spoliczkuje - jak w takiej sytuacji można się odprężyć? To życie w bezustannym napięciu.

Mało zabiera, ale wiele daje

Nałożenie prezerwatywy zabiera bardzo wiele przyjemności. Ale pokazuje mężczyznę w bardzo jasnym, powiedziałbym nawet - mistycznym świetle. Oto wprawdzie brzuchaty, sapiący, może niekoniecznie domyty tu i ówdzie... ale człowiek odpowiedzialny, silny, umiejący poświęcić chwilkę rozkoszy za ochronę siebie i swoich interesów. To także wyraz wysokiej samoooceny, akt życzliwości dla swojego ciała i życia, szacunek do swoich dokonań. Od razu można założyć, że taki koleżka jest u mnie na forum braciasamcy.pl, i na pewno czytał moją książkę "Stosunkowo dobry", więc konkretny zawodnik. Jest w silnej grupie, która motywuje go by dbał o siebie, pielęgnował swoje własne zalety, a nie upodabniał się do stada. Nie można go złamać, więc pozostaje tylko obrażanie - ale silny grupą stojących za sobą braci samców, nic sobie nie robi z wszelkich klątw i złorzeczeń nieszczęśników. Jest silniejszy, mocniejszy duchowo. I jeśli kilku go łaja, kilkuset natychmiast go wzmocni i upewni.

Akt nałożenia gumki to pokaz męskiej, psychicznej siły - symbol dominacji. Pokazujesz tym partnerce, że są dla Ciebie ważniejsze rzeczy niż kilkadziesiąt procent rozkoszy mniej. Że szanujesz się, że nie sprzedasz własnego życia dla chwilowej przyjemności. A przecież większość mężczyzn gdy tylko poczuje Królową Rozklapiuchę, traci kompletnie głowę. Poproszeni o zdjęcie gumki, ochoczo biorą udział w grze Pani. Z kontrolującej sytuację silnej osobowości, stają się szmacianą kukiełką w przedstawieniu niestabilnej emocjonalnie scenarzystki. Znam to doskonale, ponieważ sam tak robiłem. Ryzykowałem wszystkim co mam i kiedykolwiek zarobię, dokonam - dla chwili przyjemności.

Śmiech... do czasu

Zostawienie swego nasienia w Pani, albo w jej pobliżu, to także możliwość posądzenia o gwałt. Wielu mężczyzn które by się z tego cynicznie zaśmiało, nie za bardzo może - zaspokajają oralnie mocnych chłopaków spod celi, co jest preludium przed głębszym aktem zespolenia współwięźniów. Takie przeznaczenie niedzielnych pedofilii, ofiar marzeń Pani o szczęściu z nowszym modelem, w mieszkaniu i na koszt starszego.

"Moja Myszka by mi tego nie zrobiła! Ona jest dobra! To inne się szmacą! Jesteś chory psychicznie Marek, lecz się!". No cóż, znałem kilka takich zaślubionych Myszek dość głęboko... a statystyki rozwodów i horror dziejący się na salach rozpraw, staje się faktem świadczącym na korzyść mego zdrowia psychicznego.

Męski matrix

Matrix. Mężczyźni żyją w swoich myślach i przekonaniach, czyli korzystają z pewnej mapy. Ta mapa mówi że kobieta daje szczęście i spełnienie, a to nieprawda. No ale o tym w innych, płytkich i pustych felietonach. Warto mieć ze sobą gumki - mieć je w aucie, portfelu i skórzanej saszetce. Zawsze być im wiernym, widząc w nich ochronę przed oszukującym nas bezustannie, wariackim światem żądz i kobiecych urojeń. Mądry używa, idzie do przodu. Głupi zapomina, nie chce, wyluzowuje... a później płacze. Bo znalazł się w sytuacji, która go przerasta. Dlatego właśnie jest głupcem. Pozostaje tylko oczernianie tych, którzy przypilnowali tych spraw.



www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

piątek, 22 maj 2015 22:11

Dlaczego nie chcę mieć dzieci?

Napisał

Gentleman i dojrzały emocjonalnie mężczyzna, o pewnych rzeczach nie powinien rozmawiać, a nawet myśleć. A jeśli się zapomni... otoczenie spróbuje przywrócić go do "pionu". By tego dokonać, najczęściej użyje kija (zastraszanie, wzbudzanie poczucia winy, szydzenie) a inteligentniejsi marchewki (ukazywanie zysków, korzyści).

Grzech dla tłumu, bywa cnotą

Są różne grzechy, ale jednym z najcięższych jest racjonalna, pozbawiona emocji refleksja na temat posiadania dzieci. Zwłaszcza Panie są wyczulone na tych "niedojrzałych emocjonalnie" mężczyzn, który ten temat poruszają - i jeśli facet się zastanawia, ale ogólnie jest na "tak", chętnie przekonują. Jeśli jednak widać że jest mocno na "nie", nastrój gwałtownie się zmienia; nadchodzi ciężka, czarna chmura, pojawia gradobicie i chęć dokuczenia, upokorzenia a nawet ukarania.

Wiadomo że sens życia zwykłych ludzi to studia, praca, mieszkanie i dzieci. Ma to dać człowiekowi szczęście, spełnienie - wypełnić pieluchami pustkę egzystencjalną, sprawić by odczuwał sens ciężkiej pracy, by mu się chciało. W wersji bardziej "głębokiej", podaje się nam argumenty o tym że nasze dzieci to siła ojczyzny, rządu, kościoła (patriotyzm, odpowiedzialność) - oraz odwdzięczenie się naszym rodzicom. Oni harowali dla nas, więc wypadałoby żebyśmy także poszli tą uświęconą przez ludzi ścieżką.

Gdzie te szczęście?

Pamiętam, że już dość wcześnie dużo rzeczy mi się w tym wszystkim nie zgadzało. Przede wszystkim obserwowałem, i wychodziło mi że w każdej rodzinie którą znałem, jest pewna ilość wzajemnej niechęci, złości, pogardy, presji czy niekiedy nienawiści. Jeśli było względnie dobrze, zawsze był strach o dziecko - a jemu zawsze towarzyszy nadmierna presja, nazywana troską. Trudno mieć o to winę do rodzica - ciężko jest oddzielić zdrową troskę, od naciskania aż coś w dziecku pęknie jak wrzód, zalewając jego zawartością wzajemne stosunki.

Ogólnie nie widziałem nigdy szczęścia, które by trwało dłużej niż kilka ulotnych chwil, związanych np. z odpakowywaniem prezentów pod choinkę - tylko że to nie szczęście, a ekscytacja; jest nietrwała, chwilowa, łatwo ją zgasić przykrym słowem bądź gestem. Ludzie często ją wspominają, tęskniąc do niej - teraz mają obowiązki, stresy, choroby, kłopoty z dziećmi; uciekają więc marzeniami w momenty życia, gdy w ogóle się tym nie przejmowali. Mama zrobiła jeść, kupiła ubranie, piłkę do kosza - wystarczyło tylko udawać, że się uczymy. Umysł jest przewrotny, przebiegły - wspomina dzieciństwo jako cudowne momenty, a nie pamięta że dziecko miało swoje, z dzisiejszej perspektywy śmieszne, ale z tamtej - wielkie problemy. Próbkę tego jak nas oszukuje, stanowi pojechanie w magiczne miejsce z dzieciństwa. Okazuje się że magia znikła - nie ma jej i nigdy nie było. Tkwiąc w problemach, umysł szuka w marzeniach ucieczki; stąd idealizowanie dzieciństwa.

Kto analizuje, ten zdrajca

Domyślałem się, że mogę widzieć tylko mały wycinek rzeczywistości, więc chciałem się dowiedzieć czegoś więcej - jednak próby jakiejkolwiek rozmowy na ten temat, chociaż z początku tolerowane, szybko zaczęły być torpedowane - są to sprawy, które każdy normalny człowiek powinien czuć, chcieć ich, a nie rozmawiać czy rozmyślać o nich. Jedni "ustawiali" mnie delikatnie, inni natomiast chamsko, grubiańsko i często bardzo agresywnie. Trudno się dziwić - taki jest obraz świata, który wysysamy z mlekiem matki, literaturą, filmami. Gdzie się nie obejrzysz, sławni aktorzy, celebryci a także zwykli, porządni ludzie powtarzają, że kobieta i dziecko dało im sens życia. Kto próbuje porysować tenże obraz pytaniami, staje się osobistym wrogiem, podnoszącym rękę na świętości - więc tę dłoń trzeba mu odrąbać. Zwłaszcza wtedy, gdy przekonujący nas o swym szczęściu człowiek, brodzi po szyję w gnojówce.
Zgrzeszmy więc potężnie, używając rozumu.

Przez wiele lat, zanim nie zmądrzałem na tyle, by nie mówić wszystkiego co czuję ludziom, stykałem się z różnymi reakcjami, gdy mówiłem że nie czuję potrzeby posiadania potomstwa. Chciałbym je tutaj opisać, oraz odpowiedzieć na nie. Są to moje przemyślenia na ten bardzo trudny, nie dający się zawrzeć w tak krótkim felietonie temat.


1. Egoizm, koronny argument. Nie chcąc mieć dzieci, jestem egoistą który myśli tylko o sobie.

Jeśli ktoś powołuje do życia dziecko by czuć sens życia, robi to w ściśle określonym celu, i jest nim własna przyjemność (sens życia, motywacja, energia do działania), oraz unikanie cierpienia (brak celowości życia, wynkający z tego brak energii, a więc depresja, smutek, krytyka i drwiny otoczenia). To gdzie tu mamy altruizm? Mamy egoistę, tylko gdzie indziej upatrującego swej przyjemności - w posiadaniu potomstwa, którym lubi się pochwalić, pocieszyć. T oczywiście miła sprawa, ale nie nazywajmy jej czynem absolutnie bezinteresownym - coś jednak rodzice z tego mają, chociaż są to subtelniejsze rzeczy niż "płytkie" pieniądze, o które ludzie się od tysięcy lat mordują i robią najgorsze świństwa.
Rodzic za swoje poświęcenie, pieniądze i harówkę przy dziecku dostaje poczucie sensu życia - oraz unika kpin, szyderstw i podejrzeń o zboczenia reszty "kochającej" rodziny i znajomych.

Jak śliwka w kompot

Jak ktoś się źle czuje, to próbuje polepszyć sobie nastrój - uprawia sport, podrywa dziewczyny, próbuje zakolegować z bogatymi czy miastowymi, je ciastka, pije, ćpa, trolluje w internecie albo udaje się do psychiatry, by zażywać leki czyli legalnie poćpać. A mamy też takich, którzy utożsamili przyjemność z byciem jak wszyscy inni ludzie - wierzą więc, że przyjemność nadejdzie wraz z dziećmi, domem i posadzeniem drzewa. Niestety, ona nie nadchodzi - najczęściej narasta tylko frustracja i strach. Tylko skąd mieli o tym wiedzieć, jak temat ten jest świętym i nienaruszalnym tabu, a nieszczęśnicy pieczołowicie ukrywają swe prawdziwe uczucia? Przyznać się że dziecko nie dało szczęścia, to uznać że jestem przegranym, ofiarą - zamiast braw i współczucia, zbierze się tylko pogardę otoczenia, docinki o chorobie psychicznej, narcyźmie i egoiźmie. Bliscy są pod tym względem bezwzględni. Jest więc oczywiste, że nikt tego nie ukaże, nie powie - a młodzi ludzie wchodzący w życie, z masek szczęścia nakładanych na zbolałe oblicza, tworzą wyobrażenie o życiu i o tym, co ma dać im szczęście. I wpadają jak śliwki w kompot, podobnie jak poprzednie pokolenia. Dopiero rozwój internetu, możliwość ujrzenia jak wielu ludzi korzystając z anonimowości opisuje swoją gehennę, umożliwia ujrzenie że coś jest mocno nie tak, coś tu nie gra.

Dzięki tej wiedzy mamy wolność - możemy analizować, wybrać. Nie każdy się nadaje do posiadania dzieci. Warto więc czynić tak, by ci co naprawdę chcą (powołanie) mieli dzieci, a ci co nie chcą, ich nie mieli. Lepiej by ludzi było mniej, ale byli znacznie szczęśliwsi, a to się wynosi z domu, od szczęśliwych rodziców. Zrozpaczeni, sfrustrowani rodzice, to kuźnia neurotycznych, zakompleksionych, nienawistnych nieszczęśników. Nadają się jedynie jako mięso armatnie na wojnę, bo wszędzie gdzie są, zarażają innych aurą nieszczęścia i rozpaczy. Takich frustratów można obserwować w internecie, gdzie jedyną radością życia jest sprawienie, by ktoś poczuł się źle. Tylko to daje ulgę i odprężenie - kat zawsze jest ofiarą bezwzględnego, nigdy nie ustępującego wroga - własnych myśli, nawyków i skojarzeń.

Ulanie gnojówki daje ulgę

Ból jest bezustanny, a jedyną ulgę daje wylanie bezustannie wytwarzanej w sobie gnojówki na innych ludzi. Później wystarczy by cwany polityk wykrzesał iskrę, a zapłonie ona jeszcze większym nieszczęściem na nawozie ludzkich frustracji. Ludzie nie chcą słyszeć, ze za cierpienie które odczuwają, odpowiadają ich nastawienia do życia, wzorce myślowe - chcą wroga na zewnątrz. Łatwiej kogoś zabić, niż zmienić swoje przekonania, przyznać się że coś w nas jest nie tak jak trzeba. I to jest od wieków bezwzględnie wykorzystywane. Ludzie w swej masie nienawidzą prawdy - a kochają jak wciska się im kit. Dlatego Jezus i Budda zostali zamordowani. Nie chcieli zmiany zewnętrznej, politycznej i gospodarczej - a wewnętrznej. I tego dobrzy, bogobojni ludzie nie mogli im wybaczyć.

Szczęście to coś, co trzeba samemu wypracować - to wyuczony nawyk a nie coś, co spada na nas z nieba. Ile już lat czekasz na szczęście? Nie masz dość? Myślisz że jeszcze trochę, jeszcze to i tamto a ono przyjdzie? Nic z tego. Stany emocjonalne są tym silniejsze, im częściej je powtarzamy. Jeśli bezustannie się dołujesz, martwisz, będziesz zawodowym smutasem. Twój wybór - problem w tym, że cierpiący próbują przerzucać na innych swe nieszczęścia, torturować ich swoimi problemami, czy dorabiać do swoich nawyków ideologię cierpienia za innych.

 

2. Zniszczę sobie życie, będę smutny, stary, zgorzkniały. Nikt mi nie podetrze tyłka na starość, oraz nie poda szklanki wody.

Przez lata ciężko chorowałem, i oprócz rodziców pies z kulawą nogą się mną nie interesował. Gdy oznajmiam że nie czuję potrzeby posiadania dzieci, całe otoczenie zaczyna się o mnie troszczyć. Czy to nie dziwne? Dawniej mogłem konać pod płotem, a towarzyszyła mi cisza przerywana docinkami. A tu proszę bardzo, jak dbają o moje szczęście.
A może to nie troska o mnie, a strach że ktoś może iść inną drogą, oraz - nie daj Panie Boże, być na niej szczęśliwym? Wtedy by wyszło, że ich droga nie była dobra. A jak się z niej wycofać? Nie można, przecież nie wyrzucisz dziecka na ulicę. W seksie mężczyzna jest jak saper, można się pomylić tylko raz.

Różnie to bywa...

Co do starości, bardzo różnie z nią bywa. Często jest tak, że stare, schorowane osoby mające dzieci i wnuki, są wręcz wyrzucane do domu starców, by szybko sprzedać mieszkanie, działkę czy dom. To nie są moje gdybania, a obserwacje. Co ciekawe, nie tylko moje - mam kilku znajomych lekarzy, więc schemat jest zawsze ten sam. Starsza osoba leży w szpitalu, a na korytarzu awantury o spadek. Sam zresztą opisywałem przypadek Wiki, mojej przyjaciółki, którą rodzina z mamusią chciały zmusić do pewnych, niekorzystnych dla niej samej zachowań. Gdy to się nie udało, prowodyrka rodzinnej nienawiści - prawie 90 letnia starsza Pani, została sama jak palec. Jeden syn przyjedzie raz na pół roku, drugi, milioner z Niemiec raz na dwa lata, atakując przez telefon, wzbudzając gniew i żal by w ten sposób zemścić się na siostrze. Gdy wcześniej były pieniądze mojej przyjaciółki, przyjeżdżali co dwa tygodnie. Nie ma pieniędzy, nie ma ukochanych synków. I tak starsza Pani zostanie na starość sama - bo od córki sama się odcięła, a ukochani synkowie, jej duma i chwała - skąpią stówy na przyjazd.

Takich sytuacji jest bardzo dużo, myślę że każdy się z nimi zetknął. Posiadanie dzieci nie daje żadnej gwarancji na spokojną, godną starość. Może być też tak, jak u mnie w rodzinie - ukochana babunia spokojnie zmarła w domu wujka, a wszystkie dzieci się nią opiekowały, przyjeżdżały - no ale to była wyjątkowa kobieta, zawsze serdeczna, chętna do pomocy, życzliwa, lubiąca słuchać a nie ciągle gadać; absolutny fenomen jeśli chodzi o kobiety. Jednak liczenie na taki obrót spraw, jest jak liczenie na szóstkę w totka - podobno ktoś wygrywa, ale nigdy my. Są to zbyt rzadkie przypadki, by można było na nich budować swoje życie.

3. Gdyby moi rodzice tak myśleli, nie byłoby mnie na świecie.

Moi rodzice to ludzie mający wolną wolę. Zdecydowali że chcą mieć dziecko, bo inni mieli i żeby mieć pociechę. To był ich wolny wybór, dzięki niemu jestem tu i piszę te słowa, ale to wcale nie oznacza że mam robić tak jak oni. A gdyby byli złodziejami, też miałbym nim zostać? Gdyby Bóg chciał żebym robił jak rodzice, nie dałby mi wolnej woli - a mam ją. Mogę wszystko przemyśleć, zastanowić się. I wyszło mi, że nie chcę iść ich drogą - kocham ich, szanuję, ale nie muszę kopiować ich wyborów i decyzji życiowych. Konsekwencje poniosę - ale będą wynikiem mojej wolnej decyzji. I coraz mocniej się w niej utwierdzam.


4. Może to i dobrze, że taki idiota się nie rozmnoży.

Wbrew zdenerwowanym, szlachetnym ludziom mówiącym te słowa wiem, że wychowanie dziecka to niezwykle skomplikowany - oraz trudny proces. Od kilkunastu lat zajmuję się podświadomością, umiem pomagać ludziom, ale nie wydaje mi się żebym miał taką wiedzę, by wychować dziecko. Wychować byle jak, potrafi nawet patologia - ale wychować na szczęśliwego człowieka, trzeba mieć znacznie większą wiedzę niż ja. Gdzieś bym popełnił błędy - to nieuniknione. Ja to widzę, a krytycy nie rozumiejący podstaw psychologii, komunikacji, nic nie wiedzący o podświadomości, myślą że dadzą sobie radę - lecz błoga świadomość że dziecko się obsługuje jak pralkę, szybko znika w otchłani problemów.

Co do płodzenia, mamy jego dwa rodzaje. Cielesne, czyli seks na imprezie po alkoholu, bądź wiara przyszłej mamusi, że wystarczy poskakać na piętach by uniknąć ciąży. Mamy też płodzenie intelektualne - tak się składa, że póki co napisałem trzy książki i tysiąc felietonów. Czytają je ludzie, biorą sobie niektóre moje przemyślenia do serca, a im więcej o nich myślą, tym silniejsze i żywsze się stają. Zapładniam więc nie nasieniem, a ideami które na podstawie przemyśleń wytwarzam w jądrach mej egoistycznej duszy. Bardzo możliwe że idee przetrwają znacznie dłużej, niż potomstwo szydzących ze mnie bojowników o mądrość ludzkości.


5. Dziecko to wielkie szczęście, nie wiem co tracę.

Ja bardzo lubię dzieci, a one lubią mnie. Własne dziecko to wielka przyjemność i duma, mniej więcej od drugiego do szóstego roku życia. Wtedy się przyzwyczajamy do tej cudownej słodkości i niewinności. Później zaczyna się dorastanie, kwestionowanie wszystkiego co mówią rodzice, bunt. Pamiętajmy że dziecko jest bardzo spostrzegawcze, często widzi kłamstwa którymi dorośli sami się mamią.

Okres od trzynastego do dziewiętnastego roku życia, to bomba która wybucha przy byle dotknięciu. Często przemienia się w trwałą nienawiść i urazy. Posiadanie dziecka to bezustanny, nie opuszczający nas nawet na chwilę strach o nie - może ulec wypadkowi w każdej chwili. Nie każdy jest w stanie znieść taki strach, ale Ci co dzieci mają - muszą. Np. mój ulubiony brat cioteczny zginął w wypadku - jego życie zostało zdmuchnięte ot tak, w jednej chwili.

Analiza zysków i strat

Wiem co tracę, ale też wiem co zyskuję. Tracę chwilowe poczucie sensu istnienia, które kiedyś wyfrunie razem z dziećmi. Tracę poczucie dumy, widząc wzrastanie mojego potomka (jeśli mój, a nie sąsiada, Panie wpadają w furię na samo wspomnienie testów DNA). Zyskuję spokój ducha, wiele czasu który mogę wykorzystać na rozwój siebie, swoich zdolności i umiejętności a także zrozumienie kim jestem - to pytanie nie interesuje masy ludzkiej, ale mnie bardzo mocno. By się nim rozkoszować, trzeba czasu - dziecko ten czas skutecznie zabiera.


6. Pójdę do piekła.

Niemal każdy kto ma dzieci, uważa że dokonał się wielki cud. Tymczasem proces rozmnażania istnieje nawet u bakterii, i jednym z etapów życia człowieka na ziemi. To może być cud, ale tylko dla rodziców, że oto powstaje ich kopia w której pokładają nadzieje na szczęście i przetrwanie. Ale jeśli istnieje reinkarnacja, to wcale nie jest kopia, a dogrywanie intencji - rodzice się wzajemnie nienawidzą, więc i dziecko ich znienawidzi, albo wcześnie umrze, by pogrążyli się w szaleństwie wzajemnej wrogości. Może też zostać narkomanem, by im całe życie "dowalać". Proponuję o tym poczytać, wierzą w to miliardy ludzi. Miliardy much nie mogą się mylić, nieprawdaż?

Ile czasu przetrwasz?

Jeśli wierzą w przetrwanie, to ile przetrwają w pamięci? Wnuk ledwo pamięta, a prawnuk? Kto pamięta swojego pradziadka? A prapradziadka? Rzadko kto. I co pamiętamy tak naprawdę? Wspomnienia o czynach które mogą być kłamstwem, interpretacją... ilu z nas ma u siebie w domu zdjęcia praprapradziadka? Zniknęli, rozpłynęli się w odmętach czasu... Przetrwali w genach! Krzykną zdesperowane moją płytkością Panie. Może tak, może nie. Mam zrezygnować z pasji i rozwoju duchowego, by przetrwać jako bit danych w ciele prapraprawnuka? Wolne żarty.

A co do Boga, koncepcji których jest tyle - ile jest ludzi, poczekamy, zobaczymy. Może faktycznie będę smażył się w piekle przez wieki, ponieważ poszedłem za głosem duszy, zamiast za stadem baranów kopiujących zachowania otoczenia, za co mają iść do nieba? Wrzeszczący z bólu w mękach Marek, to miła perspektywa. Miła, podobnie jak wygrana w totka. Fajnie pomarzyć, ale nigdy nas to nie spotka.



7. Jestem bezużytecznym pasożytem.

To może być niestety prawda. Moje książki zmieli bezwzględny czas, moje wtórne przemyślenia znikną w czeluściach internetu, zasypane przez coraz śmielsze dokonania celebrytów. Może za dwieście lat, będą przenosić się w czasie online, by na oczach trylionów widzów zgwałcić samego siebie? Ale jeśli istnieje życie wieczne, wykorzystałem swój czas jak umiałem - na miarę swoich skromnych możliwości. Może nie dałem światu potomstwa, ale dałem idee, przemyślenia. Jak pokazuje czas oraz moje konto bankowe, komuś służą. Jeśli po śmierci znikamy bezpowrotnie, jakie to ma tak naprawdę znaczenie?




8. Jestem nasłany przez żydów i masonów, by rodziło się mniej prawdziwych Polaków.

Patrząc na mój nos, można uznać że coś w tym jest. Jeśli faktycznie żydzi są pasożytami wysysającymi przez banki, rządy i media dobrobyt ludzkości, to wystarczy prosta reflekcja - mała liczebnie nacja, by wyzyskiwać wielkie stado bydła (bez duszy, jak naucza święty talmud), musi ich oszukać. Kogo łatwiej jest oszukać? Zakompleksionych, przygłupawych ludzi, czy dwa razy mniejszą ilość znacznie inteligentniejszych? Dlaczego każdy atak na nasz kraj, zaczynał się od wycinania w pień inteligencji?

Jakość wychowania jest ważniejsza od ilości. Masa wojska bez genialnego generała to tylko mięso armatnie - mała liczba żołnierzy dowodzona przez genialnych oficerów, może zniszczyć wielką armię.
Jeśli więc mnie ktoś nasłał, to jest to moje pragnienie pieniędzy, sławy i ładnych dziewczyn. I ten ktoś musi być potężnym nieudacznikiem, bo złą osobę do tej misji wysłał.



9. Jestem nieudacznikiem.


To na pewno. A może nie kupuję browaru, by napić się piwa? A może umiem używać prezerwatywy, i nie wierzę gdy kobieta mówi: "Miś! Dziś może możesz bez!"? Może nie zależy mi tak bardzo na opinii otoczenia, jak Tobie? 




www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

sobota, 16 maj 2015 17:42

Dlaczego w życiu Ci nie wyjdzie?

Napisał

Już małemu chłopcu wytwarza się niekontrolowany, instynktowny odruch kojarzenia szczęścia z kobietą - i właśnie ten mechanizm jest przyczyną tak wielu nieszczęść, ponieważ szczęście trzeba wypracować pracą nad sobą, a nie dostać od kogokolwiek.

Chcesz za darmoszkę?

Szczęście to rarytas, którego nie kupisz za żadne pieniądze - a czy ktoś da Ci ot tak jakąś większą sumkę? Nikt Ci grosza nawet nie da, dobrze o tym wiemy. Jakim więc cudem liczysz, że ktoś da Ci coś po tysiąckroć cenniejszego od diamentów - coś za co wypruwają żyły miliarderzy i najpotężniejsi ludzie, ciągle nie mogąc tego znaleźć? I jak ktoś kto nie ma szczęścia, może Ci je dać? Skąd Ci je weźmie, wyciągnie z kapelusza? Przecież te zdesperowane, zestresowane, wymalowane i wysmarowane kremami kobiety szczęścia nie mają - nie ma więc mowy o tym, by Ci je dały. Mogą dać tylko seks i miłe słówka, ale to tylko zanęta dla głodnej rybki - do czasu. Gdy zaślepiona głodem komplementów chwyci wijącego się smacznego robaczka, wbija się w nią haczyk poślubnej otyłości, kredytu hipotecznego i nieskończonych problemów emocjonalno - finansowych małżonki. Wychowana na nowoczesnych czasopismach i modach żona, to perpetum mobile problemów, które magiczną mocą swej uczuciowości sama bezustannie kreuje.

Czasem jednak rodzi się cielę z dwoma głowami, albo ktoś trafia w totka; więc może i Ty dostaniesz szczęście? A czy zdajesz sobie sprawę, jak wielkie to nieszczęście? Przecież od tej chwili będziesz kobietę dającą szczęście śledził, bał się że zdradzi, odejdzie, zachoruje, umrze... im więcej szczęścia, tym więcej strachu i stresu związanego z wizją, że wraz z kobietą odejdzie szczęście. Nie znasz dnia ani godziny - lęk nie opuści Cię za dnia ani w bezsennej nocy, przerywanej bolesnymi koszmarami. Im bardziej Ci na kimś bądź czymś zależy, tym potężniejszy jest Twój strach o utratę tego. A im więcej paranoicznych, wypływających z podejrzeń zachowań, tym większa chęć kobiety na ucieczkę, bo kto wytrzyma życie z wiecznie napiętym i doszukującym się problemów człowiekiem? Tego mechanizmu nie da się w żaden sposób obejść, oszukać - zależy Ci, więc musisz się bać, chociaż ludzie w różny sposób ukrywają ten bezustannie kłujący strach, bądź zmieniają go w gniew.

I tak źle, i tak niedobrze

Jedni więc całkiem pozbywają się dóbr doczesnych i kobiet, uciekają w góry bądź idą do klasztoru, a drudzy - mądrzejsi, pracują nad pozbyciem się przywiązania do tych smaków, które - gdy pójść w nie głębiej i dalej, okazują się nieznośną goryczą.

Szczęście które daje nam drugi człowiek, jest wielkim nieszczęściem, dramatem, bezustannym lękiem o jego utratę. Dlatego prawdziwe szczęście to te, które umiemy sami w sobie wzbudzić. Da się tego dokonać, a polega to na pokochaniu siebie - wtedy mamy miłość, oraz brak lęku o jej utratę. Większość ludzi na tej nieszczęsnej planecie uzna to jednak za egoizm, narcyzm i pustkę emocjonalną. Kochać masz innych - siebie nie wolno. Ludzie wybaczą Ci depresję, ponury, podły charakter... ale miłości do siebie, czucia się doskonale w swoim towarzystwie - nigdy. Może dlatego ten świat jest tak okrutnym, bezlitosnym miejscem? Wiem że myślisz pozytywnie, masz pełny brzuch i ciepłe łóżko, ale są miejsca na ziemi gdzie istnieje prawdziwe piekło - śmierć z głodu, chaos, wojny i rzezie.

Skąpi czytelnicy

Mówi się że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, ale to tylko częściowa prawda - wielu ludzi uwielbia pomagać, czuć się potrzebnymi, lepszymi od ofiary okoliczności. Przyjaciół i ich intencje wobec Ciebie poznasz tak naprawdę wtedy, gdy będziesz bez powodu, ot tak sam z siebie szczęśliwy. Wtedy dopiero ujrzysz prawdziwą naturę tych, którzy wyznają Ci swą przyjaźń.

Tak naprawdę tylko siebie mam na tym podobno najlepszym ze światów. Rodzice kiedyś odejdą (co napełnia mnie nieopisywalnym bólem), czytelnicy są okrutni i niewierni w komplementach, oraz przede wszystkim finansowym wspieraniu mych wieczornych, pijackich zakupów książek na allegro; dziewczyny wprawdzie pożądają, lubią, ale mój brak chęci na "założenie gniazda" nie sprzyja trwałości relacji które nawiązuję. Skoro nie mogę liczyć na bezdusznych (i skąpych) ludzi, pozostaje pokochać siebie, czerpać ze znajomości z sobą jak najprzyjemniejsze doznania. Kiedyś i tak przeminą, więc bawmy się póki orkiestra gra na tym tonącym w odmętach czasu statku, zwanym moim życiem.
Indoktrynacja zwana praniem mózgu zaczyna się od bajek i wieczorynek, poprzez seriale dla młodzieży a kończąc na serialach dla gospodyń domowych, komediach romantycznych i wyciskaczach łez, gdzie mężczyzna z kobietą żyją długo i szczęśliwie.

Od brzdąca do liberała

Te wszystkie filmy i bajki w które człowiek się wczuwa, nie ulatniają się gdzieś tam w nieokreślonej przestrzeni, ale tworzą pewnik w który wierzymy i na którym się opieramy. Jak bardzo kruchy jest to fundament naszego życia, świadczą statystyki rozwodów, nieudane pożycia małżeńskie, zmuszone do gehenny oglądania się codziennie w małej przestrzeni ze względu na kredyt i "dobro" dzieci, oraz moim zdaniem koronny argument - z dobra, akceptacji i szacunku powstaje dobro, a ze zła, wrzasków, poniżania zło. Skoro rodziny i związki dają szczęście, skąd tyle wokół nas kurewstwa, sadyzmu i przemocy? Przecież złośliwy szef brutalnie wykorzystujący bezrobocie i brak zasiłków, kiedyś był słodkim brzdącem. Czego doświadczył że stał się gnidą? Gdzie nabył nienawiść do ludzi, brak szacunku dla nich i chęć wykorzystania ich tragicznej sytuacji? W domu, od rodziców, bo to tam kształtuje się w większości charakter człowieka. A przecież związek daje szczęście, tak? To skąd tyle negatywnych uczuć? Skąd wojny, rewolucje, rozpacz i nędza? Ze szczęścia? Zadawanie takich pytań jest traktowane niemal jak zbrodnia - ponieważ czarno na białym ukazuje, w jak wielkie oszustwo uwierzyliśmy.

W reklamy są ładowane gigantyczne pieniądze, więc skoro wszyscy wiedzą że reklama z natury kłamie, to czy nie jest dziwne że ktoś nadal te reklamy wykupuje? Każdy mówi: "na mnie to nie działa", ale skoro reklamy istnieją, to znaczy że zarabiają na siebie. Jest tak dlatego, ponieważ nawet wiedza że reklama nas oszukuje, nie broni nas przed jej wpływem na nas, a co dopiero mówić o bajkach i filmach, które wchłaniamy w siebie od dzieciństwa.

Zniszczyć by zbudować od nowa

To one nas tworzą, budują z oślizgłych kamieni pełną cierpienia i bólu konstrukcję, którą gdy już dorośniemy, trzeba przez lata rozbierać jeśli człowiek ma dość smutku, frustracji i bólu. Np. wyzwalanie człowieka z katolicyzmu, czyli bardzo destruktywnych zbiorów przekonań o świecie i sobie, trwa długie lata. Procesowi wyzwalania się od przekonań o winie, podświadomemu uwielbieniu dla biedy i cierpienia, grzeszności ciała i wszędzie czającym się Szatanie towarzyszą końskie dawki strachu, poczucia winy, nienawiści i wstrętu do siebie, a często także ostracyzmu najbliższych, którzy kochają jeśli żyjesz jak oni chcą, a gdy chcesz iść swoją drogą, nienawidzą. Ich zastraszono, więc oni zastraszają. Ich jako dzieci poddano przemocy ideologicznej, więc oni też tak czynią. Czym skorupka za młodu...

Kto nie doznał tego niemal zwierzęcego lęku przed wmówionym mu w dzieciństwie przekonaniem o diable, nigdy tego nie zrozumie. Dopiero po wielu latach terapii można delikatnie ODCZUĆ, że prawdziwy Bóg jest mocą poza narodowościami, diabłami, religiami, wierzeniami, symbolami, kapłanami i świątyniami. I być może na tym polega życie, czyli proces powolnego dokopywania się do skarbu, który zawsze w nas był ukryty. Człowiek jest takim duchowym szambonurkiem - zrodzony z bólu matki, umierający w mękach samotności (gdy zmysły zamierają, nie widać i nie czuć bliskich wokół nas), próbujący dotrzeć do piękna w sobie przez mity grzeszności i winie za śmieć Jezusa i grzech pierworodny. Prawdziwego Boga miłości zasłonięto nam rzeźnikiem, sadystą mordującym własnego syna dla zbawienia ludzi, miłość - cudowną euforię lekkości i szczęścia gdy nie zależysz od niczego i nikogo, zastąpiono nam romansami i zakochaniem, które zawsze przeradza się w strach o utratę źródła przyjemności i w końcu nienawiść do trzymającego nas w niewoli bodźca. W innych miejscach świata, kapłani wymyślili z pozoru odmienne bajki by zranić ludzi, oraz na tym zarabiać. Zbudowanie organizacji zrzeszającej miliony ludzi, jest niemożliwe na gruncie szczęścia i spełnienia. Można tego dokonać tylko i wyłącznie strachem, zniszczeniem naturalnej niewinności, oraz przyrodzonemu nam kontaktowi z Bogiem - który to kontakt dziecku jest brutalnie wydzierany. Kontakt z Boskością jest końcem korporacji religijnej, więc chcąc utrzymać swą potęgę, nie mają innego wyboru. Biedactwa!

Wilki w owczej skórze, prawią Ci miłe słówka

Ten świat deprawuje i niszczy ludzkie szczęście, ponieważ tylko na frustratach da się zarabiać, korzystać z ich pracy. Czy szczęśliwy, spełniony człowiek potrzebuje podnosić sobie samopoczucie cukierkami? Wieczornym piwkiem? Trollowaniem na forach? Papieroskiem? Ogłuszyć na dyskotece, pobyć w silnej grupie napakowanych kolegów, by poczucie mocy wypełniło każdą szczelinę nieprzyjemnego poczucia słabości i dezorientacji? Nowego telefonu co pół roku? Modniejszych ciuchów gdy stare są jeszcze dobre? Kolejnych mięśni i ścinki fatu, by zrobić z siebie zadyszaną w spoczynku bezużyteczną górę schabu, nabijającą kabzę producentom białka, sterydów i suplementów?
Nie, nie potrzebuje. Nie trzeba mu także religii, kapłanów poobwieszanych złotem, lichwiarskich banków i każdej ideologii, która wykorzystuje i wyciska człowieka jak cytrynę dla swych celów. I dlatego szczęście i spełnienie człowieka jest wrogiem numer jeden wszystkich wielkich sił. Dlatego im głośniejszy jest ryk chcących naszego szczęścia, tym większa pewność że chodzi o coś zupełnie innego. Im więcej decybeli, tym większy koszt nagłośnienia - a wielkie fortuny mogące to udźwignąć nie powstają ze szczęścia ludzi, tylko tworzenia w nich sztucznych potrzeb, kompleksów, oraz chwilowego ich zaspokajania by zarobek płynął nieprzerwanym strumieniem.

Gdy chłopiec dorasta i uruchamia się pożądanie seksualne, każde złe przeżycie, przykra praca, kłopoty z rówieśnikami, rodzicami czy pieniędzmi, rodzi silne uczucie pewności że gdyby miał cudowną dziewczynę, przytulił się - byłoby dobrze, miło i bezpiecznie, a wszelkie troski rozpłynęłyby się w oceanie ukojenia. To już nie podlega logice, przemyśleniom i analizie - jest odruchem, niepodważalnym pewnikiem nie podlegającym żadnej dyskusji, wiarą i sensem oraz treścią żywota. Takie same odruchy wyrabia w człowieka armia, co oczywiście jest zrozumiałe - żołnierz nie może myśleć, tylko ma wypełniać rozkazy. W latach dwudziestych w ZSSR myślano nad połączeniem małpy i człowieka, żeby wprowadzić do armii super żołnierza - jedzącego z ziemi ochłapy, mogącego nosić wielkie ciężary, bezmyślnie wykonującego każde rozkazy. Im jesteś głupszy, bardziej podatny na rozkazy, tym wydajniej (mniejsze zużycie zasobów, większa ilość trupów po stronie wroga) będziesz walczył o interesy bankierskich rodów wywołujących wojny w imię Boga, honoru i ojczyzny.
Odruchy wyrabia też kościół katolicki (i każda inna religia), np. klękamy na widok krzyża (bestialskiego narzędzia tortur) czy figurek świętych (kto wie jacy oni byli tak naprawdę?), poczucia winy na myśl o seksie, a że zdrowy człowiek ciągle o nim myśli, ciągle też czuje się źle - i by poczuć się dobrze, trzeba iść do spowiedzi gdzie klęka się przed chłopakiem ze wsi, który uciekł od wypasania krów do seminarium, do lepszego życia - i wyznajemy mu swoje "grzechy". Później mamy wiele świąt, obrządków, rytuałów, które oczywiście kosztują. Na poczuciu winy, lękach i nienawiści do siebie, korporacja religijna zarabia nieprawdopodobne pieniądze.

Obalić imperium łatwiej niż flaszkę

Są pewne symbole, których nie wolno ruszać - grozi to krytyką, wyrzuceniem ze swojej społeczności, grupy znajomych, rodziny, a często też pobiciem, torturami albo śmiercią. Każdy czas i kultura ma swoje prawdy i tabu, które trzeba czcić i hołubić. Dawniej czczono Stalina, marzącego o komuniźmie na całym świecie, który przetrwa miliony lat i da wolność niezliczonej masie chłoporobotników. Tłumy wyły z podniecenia, a Panie dostawały orgazmów na widok wąsatego Fuhrera, obiecującego bujny rozkwit tysiącletniej rzeszy na słowiańskim nawozie. Teraz na topie jest papież Polak, który wezwał ducha świętego by odmienił oblicze Polski, i chyba mu się udało coś wezwać, bo trzy miliony Polaków ucieka z tego obozu koncentracyjnego, darmowej kolonii roboczej dla zachodniego kapitału. Pozostaje pytanie co wezwał - i ciche pragnienie, by to coś wróciło do bezdennych piekieł skąd przybyło, i by zabrało Balcerowicza, Korwina Ozjasza Goldberga i innych starszych braci w wierze, by ten biedny, nieszczęsny naród mógł godnie funkcjonować.
Mamy jeszcze chylący się ku upadkowi, ale jeszcze żywy mit prostego elektryka, który sam jeden pokonał największą potęgę militarną planety, dysponującą tysiącami najlepszych zabójców w każdym kraju świata, bronią atomową i propagandą mogącą obalać rządy. Śmiałe plany zniszczenia imperium zła dojrzały, gdy obalał jedna za drugą butelki koniaku z esbekami w Arłamowie.

Historię piszą zwycięzcy, ale i oni tracą z czasem moc w tym ciągle się zmieniającym świecie. Dlatego też większość takich pewników zostaje z czasem obalona - a gdy milkną wrzaski obrońców katów, pojawiają się oskarżenia. Papież na zachodzie uważany jest za osobę, która ukrywała niebywałą skalę pedofilii, a cała reszta wodzów, wizjonerów i wielkich władców, odpowiada za niezliczone nieszczęścia, miliony trupów i nędzę. Dzisiejsi wielcy, to najczęściej jutrzejsze kanalie. Tymczasem ludzie niezwykle odważni, np. Pilecki, są przez system hołubiący bylejakość i szmirę wypędzani z przestrzeni medialnej. Promuje się banał, głupotę i sprzedawczyków, kiedy prawda jest zawsze jasna - albo byłeś z "nimi" (np. komuchami), albo zrezygnowałeś z talonu na samochód, mieszkania i zakupów w peweksie, bo brzydziłeś się śpiewać piosenki o towarzyszu Leninie. Nie można między tymi ludźmi stawiać znaku równości - ja mogę zrozumieć że zrobiło się to tylko dla mieszkania, może i sam bym tak zrobił, ale fakty są takie że jeden zrobił - a drugi nie.

Największe kłamstwo tego świata

Jednak jest jeden pewnik, który przeciska się niewzruszony przez wszystkie tysiąclecia. Nie obalą go żadne cywilizacje, religie, filozofie, prawa i święte książki z papieru; niestraszne mu wiatry historii, kataklizmy, deszcze meteorytów, rządy platformy, rzezie i tragedie. Jest to święta wiara że kobieta daje szczęście - i trzeba jasno powiedzieć, że jest to największe kłamstwo świata które wysysamy z mlekiem matki. I piszę to jako ten, który kobiety uwielbia, podobnie jak od czasu do czasu lubię sobie wypić piwo. Jednak wiem że jeśli będę w nim widział swoje szczęście, zostanę zniszczony i zmiażdżony w żarnach pijaństwa.

Szczęście daje nam w pierwszej kolejności nasz układ hormonalny, układ "nagrody" w mózgu. To w zasadzie bezduszna maszyna (hardware), którą trzeba zaprogramować (software). I tym właśnie jest dorastanie w dzieciństwie, filmy, historie, legendy, bajki, opowieści, propaganda religijna i państwowa - jest programowaniem potężnego komputera, jakim jest nasz mózg. Soft może wykorzystać pewien procent możliwości komputera - np. na moim można odpalić prosty kalkulator, albo skomplikowaną grę (np. gta 5 w które gram). Dlatego w kręgach rozwojowych mówi się, że człowiek wykorzystuje znikomą część swoich możliwości. Przekonania mogą nas zniszczyć, albo zbudować nasz sukces, zdrowie i wszystko co chcemy. Żeby tak się jednak stało, nieefektywne programy (nieśmiałość, sztuczna pokora, lęki, czarnowidztwo, zniechęcenie, smutek) wyrzucamy, a instalujemy znacznie dla nas lepsze (mądra pewność siebie, szacunek do siebie, spokój w obliczu stresujących sytuacji, poczucie bezpieczeństwa, radość i satysfakcja sama z siebie, żeby nie musieć jej brać w postaci sztucznych pochwał od innych ludzi, którzy wystawiają nam za to słony rachunek)
Programy to oczywiście przekonania i "pewniki", wiara w idee i założenia. Gdy ktoś podważa programy w których się wychował, nazywany jest zdrajcą, sralem który robi we własne gniazdo. Ale czymże jest rzekomo moje gniazdo? Urodziłem się, oraz przyjąłem pewne idee jako własne, ale nie miałem żadnego wyboru - wchłonąłem w siebie co mi dano. Urodzisz się w Izraelu, będziesz wierzył że goje są tępym bydłem bez duszy które trzeba eksploatować, a wujo załatwi Ci pracę w banku, polityce czy w mediach, tworzących matriks dla tubylczej ludności niewolniczej. Urodzisz w Indiach, będziesz czcił krowę albo małpę, a jak w Polsce - zjesz krowę a z małpy pośmiejesz się w zoo.
Gdybyś urodził się w czasach nazizmu, gardziłbyś polaczkiem - autorem felietonu. I jeśli nie chciałbyś palić w piecu żydów i Polaczków, nazwano by Cię zdrajcą, napluto w twarz i rozstrzelano. Tyle są warte gniazda - zniewalają nas, więżą w pewnym zbiorze przekonań (programów) o życiu. A jakie masz w sobie (czyli w podświadomości) programy, takie masz życie.

Przekonania tworzą nasze życie

Czym się różni człowiek sukcesu od nieudacznika, odważny i śmiały od lękliwego tchórza, męski i żywotny od rozlazłego niechluja? Przekonaniami. Dla jednego nauka jest przyjemnością (może był w dzieciństwie chwalony przez autorytet za nauczenie czegoś, więc powstało silne skojarzenie kojarzące przyjemność z nauką), dla drugiego stresem (może mamusia wrzeszczała że jak nie poprawi ocen, to będzie zerem, robolem) - pierwszy relaksuje się i wypoczywa ucząc języków, drugi na myśl o nauce dostaje drgawek - pierwszy ma z czasem dobrą pracę (prędzej na zachodzie, niż w Polsce), szacunek otoczenia za wiedzę, drugi kopie rowy (piszę to z szacunkiem dla tej pracy), bo nic innego się nie nauczył. Inny przykład - ktoś ma przekonanie że podrywanie daje mu frajdę (przyjemność), ktoś inny, być może boleśnie odrzucony w dzieciństwie, boi się. Kto będzie miał dużo seksu, fajnych znajomości? Jasna sprawa że ten, który z podrywania ma przyjemność, która jest instynktowna, odruchowa. Jeden ma przekonanie że warto walczyć o swoje zdanie, szacunek - walka daje mu przyjemność, więc ma szacunek otoczenia, często wypracowany łamaniem nosów i wybijaniem zębów - i nawet jeśli z kimś przegra, jest szanowany. Drugi ma przekonanie że walka o swoje rodzi wrogów, jest grzeszna (tzw. nadstawianie drugiego policzka) i można oberwać, więc nikt go nie szanuje i nie poważa. Za sukcesem i porażką zawsze stoją nasze przekonania - to one kierują naszym życiem.

Dlatego warto je zmieniać tak, by ułatwiały i osładzały nam życie zamiast je niszczyć - co bardzo dokładnie opisuję w książce "Stosunkowo dobry". I gdy tak czynimy, ludzie którzy z nas żyją, żerują na naszej energii - będą wściekli. Nazwą Cię sprzedawczykiem, zdrajcą, kanalią, niewdzięcznikiem, postraszą Bogiem, diabłami, piekłem na wieki - bo tym co Cię zniewala jest ograniczające Cię przekonanie, np. takie że trzeba cierpieć, albo że seks jest zły, czy że trzeba walczyć o swoją wiarę czy jakąś organizację z którą utożsamiłeś swoje poczucie wartości.

Przekonanie które zrujnuje Ci życie

Gdy utożsamiasz swe szczęście z kobietą, masz wielki problem. Jeśli nie znajdziesz dziewczyny, w Twym życiu króluje żal że jej nie masz, oraz marzenia jakby było cudownie gdybyś ją miał. Gdy ją wreszcie masz, czekają Cię nieludzkie męczarnie strachu, podejrzliwości, zazdrości i rozpaczy, a jeśli nie kochasz i jest Ci z nią źle, powstaje gniew, bezradność i niechęć do życia. Żyjąc z tym przekonaniem, na pewno będziesz nieszczęśliwy w każdym możliwym przypadku - tak to działa. I nie zmienią tego zapewnienia wściekłych ludzi, którzy tym że mają partnerów, próbują podnieść swoje poczucie wartości i ważności (gdy byli sami, otoczenie ich wyśmiewało że nie mogą nikogo poznać, więc związek traktują jak sukces). Kłamią, udają, wstydzą się przyznać, a może traktują strach i lęk jako coś normalnego a może nawet dobrego. Warto być z kobietą, ale tylko i wyłącznie na takiej zasadzie, że ona nie daje Ci sensu życia, szczęścia - bo dać tego nie może. Wtedy jesteś bezpieczny, nie cierpisz, nie boisz się, nie dajesz się szantażować wyjazdem do mamusi, kolegą z pracy... a gdy odejdzie? Chwilka smutku, ale za chwilę nawyk cieszenia się samym sobą wraca, opromieniając Twe życie radością. Gdy kobieta widzi i czuje że nie skaczesz jak piesek u jej nogi, nie traktujesz jak bogini, zaczyna Cię szanować, dogadzać, czasem też testować czy nie udajesz, ale to trwa tylko chwilę... wtedy masz cudowne życie. I ludzie mający we własnym piekło, wysyczą nienawistnie że masz farta, szczęście, konszachty z diabłem, lepszą karmę, pieniądze, wzrost, ładny samochód. A to nic z tych rzeczy - to po prostu systematyczna, mądra praca nad sobą.

Zawsze będę powtarzał te straszne, wręcz nieludzkie (zdaniem niektórych satanistyczne) dla wielu słowa. Panie powinny usiąść, by nie dostać drgawek z wściekłości i litości dla pustki piszącego te haniebne słowa. Oto one: Zanim weźmiesz się za kobiety, naucz się kochać sam siebie, naucz się życzliwości i szacunku do samego siebie. Najpierw Ty, Twoja sfera emocjonalna, a później wszystko inne. Bez miłości do siebie, będziesz musiał o nią żebrać u innych ludzi, a oni dadzą Ci jej namiastkę (seks, miłe słowa, poklepywanie po plecach, obiecanki cacanki) za podżyrowanie kredyciku, przysługi bądź znacznie wyższą cenę. I gdy nie będziesz chciał płacić ich ceny, zabiorą Ci to co brałeś za miłość - i oplują. Zostaniesz z niczym, rozbity i rozżalony, na dnie. Tak kończą Ci, którzy nie chcą nad sobą pracować. To są twarde, okrutne prawa - kto je rozumie, wygra satysfakcję i spełnienie w życiu. Kto nie rozumie, może zyskać wszystko - ale szczęścia i spokoju ducha nie zdobędzie.

Jest tylko jedna miłość, której pokłosiem są inne jej rodzaje

Jedyna miłość jaka istnieje, to jest związek Twój i własnej duszy, wewnętrznego dziecka (jak zwał tak zwał) - i to są te mityczne połówki, a nie kobieta i mężczyzna. Kobieta ma upiększyć życie i urodzić dzieci, a nie stać się celem i sensem istnienia mężczyzny. Warto kochać, szanować, ale na glebie uzależnienia i niewolnictwa rosną tylko chwasty - a piękne róże wyrosną pieszczone słońcem i całowane deszczem wolności. Dzieci szczęśliwe, to te żyjące w otoczeniu szczęścia, spokoju i wzajemnego szacunku. Gdzie jest uzależnienie jednej osoby od drugiej, pojawia się strach, nienawiść - i tym nasiąkają dzisiejsze dzieci, a jutrzejsi kaci.

Więc powiadam wam - najpierw miłość do siebie, a później będziesz mógł zaczerpnąć z tej studni, by podlać nią swoją kobietę, dzieci, sąsiada. Pięknie wtedy wzrosną. Jeśli studnia będzie pusta, nic z tego dobrego nie wyjdzie. Oj nie.


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

piątek, 08 maj 2015 18:27

Dlaczego po ślubie boli głowa?

Napisał
Ponieważ piękna pogoda nie zachęca do pisania, dziś poczytamy artykuł czytelnika mojego forum (braciasamcy.pl) "thepass". Tekst ten cieszył się też sporą popularnością na wykopie, warto poczytać komentarze KLIK


Czemu kobiecy sposób wyboru związków jest nieefektywny?

Odnosząc się do artykułu Rollo, który opisuje, że mężczyźni i kobiety są hipergamiczni jestem w stanie temu zaprzeczyć. Rozgraniczmy, że ludzie (i kobiety i mężczyźni) optymalizują, ale tylko kobiety są hipergamiczne (instynktownie szukają zdrowszych genów niż własne, by ludzkość nie wyginęła). Różnicą są progi dopuszczalnej do seksu atrakcyjności które są inne dla obu płci. W czasach równouprawnienia kobiety nie poślubiają mężczyzn którzy są dla nich atrakcyjni seksualnie. Odkąd kobieca seksualność została w pewien sposób wyzwolona tworzy to sytuacje w których większość kobiet uprawia seks z mężczyznami, którymi nie są szczerze zainteresowane. Przeciętny mężczyzna odczuwa satysfakcję uprawiając seks z przeciętną kobietą, ale przeciętna kobieta nie odczuwa tego z przeciętnym mężczyzną.

Miej na uwadze, że pisząc o atrakcyjności piszę o atrakcyjności seksualnej. Czyli gdy kobieta autentycznie chce uprawiać seks z danym mężczyzną i to samo dotyczy mężczyzn.

Hipergamia oznacza "zainteresowaniem osobą o wyższej wartości seksualnej niż własna" (w skrócie SMV, które będę używał w tym artykule). Jest to cecha wyłącznie kobieca.

Równouprawnienie do którego dążą kobiety jest sprzeczne z naturą. W dawnych czasach kobieta była gorsza od mężczyzny w wielu aspektach. Była tego świadoma, nie protestowała, nie miała kompleksów z tego powodu. Dzięki czemu mogła na mężczyznę patrzeć z fascynacją - i społeczną i seksualną. Dziś gdy kobiety wywalczyły sobie prawa zaczynają wywyższać się nad mężczyzn przez co hipergamia nie pozwala im tych mężczyzn kochać. Hipergamia mówi o tym, że kobieta kocha tylko kogoś kto ma wyższą od niej wartość na rynku seksualnym. Brak idealnych mężczyzn (lepszych niż równych w równouprawnieniu) powoduje to, że kobiety są wiecznie nieszczęśliwe i sfrustrowane, oraz przestają wierzyć w miłość. Te problemy stworzyły sobie same kobiety nie rozumiejąc swojej natury, która każe im być uległą, gorszą i słabszą wobec mężczyzny. Teraz do rzeczy.

Optymalizacja vs Hipergamia

Wszyscy optymalizujemy. Innymi słowy, mężczyźni czy kobiety szukają najlepszego co mogą w życiu dostać, w każdej dziedzinie: seks, szkoła, praca, kariera, małżeństwa, wakacje, dom, kupno samochodu, cokolwiek. W każdym miejscu i czasie, w każdej sytuacji i okoliczności, wszyscy szukamy najlepszego co możemy uzyskać, by później móc to innym zaoferować. Mogą to być pieniądze, sex appeal, zasoby, umiejętności, wiedza, znajomości. Wszyscy, mężczyźni i kobiety optymalizują. 

I teraz dochodzi do głosu hipergamia. Wszyscy optymalizujemy, ale patrząc na hipergamię skupiamy się na zdobywaniu innych cech, które będą dodawały nam schodków w progu atrakcyjności. Obie płci różnią się atrakcyjnością. Mężczyźni po prostu optymalizują; kobiety optymalizują po to by uzyskać to czego chce ich hipergamiczna natura.

Męskie podejście

Mężczyźni mają dużo szerszy zakres filtrów atrakcyjności niż kobiety. To oznacza mniejsze wymagania by chcieć uprawiać seks. Większość mężczyzn jest zainteresowana większością kobiet. Mężczyzna zawsze będzie zainteresowany kobietą powyżej jego SMV (seksualna wartość rynkowa), na tym samym poziomie SMV, a także troszkę poniżej. 

Większość mężczyzn ma próg zainteresowania seksualnego ciut poniżej własnego. Mężczyzna nie będzie uprawiał seksu z kobietą, którą nie jest zainteresowany seksualnie. Nigdy nie zainwestuje w nią, nigdy nie będzie zaangażowany. Jednakże jak pisałem, mężczyzna może być zainteresowany kobietą o niższej wartości seksualnej niż on sam. W praktyce wygląda to tak. Wyjściową będzie SMV +0, czyli gdy kobieta z mężczyzną mają równy poziom wartości seksualnej. Mężczyzna także będzie zainteresowany kobietami SMV +1, +2, +3, ale też -1 i nawet w wielu przypadkach -2. Czyli gdy kobieta jest od niego mniej atrakcyjna.

Próg może być różny od okoliczności. Mężczyzna 9 lub 10 (skala 1/10) będzie miał dużo szerszy zakres zainteresowania seksualnego kobietami. Taki mężczyzna zainteresuje się seksualnie kobietami 10,9,8,7,6, a nawet 5. Mężczyzna 5 (przeciętny) jeśli jest wyposzczony zainteresuje się kobietą 2. Mężczyzna 2 ma już bardzo spłycony zakres, ponieważ będzie mógł uprawiać seks z kobietami 2 i 1. Przypominam, że te kobiety są poniżej jego wartości seksualnej (SMV), ale nie poniżej progu atrakcyjności (po chłopsku: mimo że będzie to kobieta 1 to i tak spodoba mu się na seks, podnieci go).

Weźmy przeciętnego mężczyznę. 5. Bez zająknięcia zainteresuje go kobieta 6 i wyżej. Będzie także zainteresowany odpowiedniczką, czyli SMV 5. W wielu przypadkach zainteresuje się kobietą 4, czasami też 3. Jego najlepszą relacją będzie relacja z kobietą 4, ponieważ kobieta zrealizuje w nim swoją hipergamiczną naturę zdobywając samca o wyższej wartości seksualnej na rynku. Ponieważ on jest 5, nie będzie mógł utrzymać relacji z kobietą 6 i wyżej na zbyt długi czas. Kobieta 5 także po pewnym czasie związku nie będzie usatysfakcjonowana mężczyzną 5, ponieważ kobiety nie są zainteresowane swoimi odpowiednikami SMV.
Kiedy dochodzi do małżeństwa priorytetem mężczyzny jest to, by był zainteresowany seksualnie kobietą. Mężczyzna nie poślubi kobiety, z którą nie chce uprawiać seksu. Dla mężczyzn seks jest zerojedynkowy. Albo chcą seksu, albo nie. Albo są totalnie napaleni, albo kompletnie tego nie chcą. Nie ma nic po środku, nie ma "może", nie ma "gdyby", nie ma "ostatecznie mogę to zrobić". Mężczyźni nie rozkładają tego na czynniki i pod pewnymi warunkami. 

Kobiece podejście

To działa zupełnie inaczej u kobiet. Kobiety mają znacznie wyższe wymagania i tym samym węższy zakres, w którym będą chciały uprawiać seks. Typowa kobieta NIE JEST zainteresowana większością mężczyzn. Progi atrakcyjności dla niej są równe lub powyżej jej własnej SMV. Hipergamia tego wymaga. Progiem zainteresowania dla kobiety będzie więc SMV +1,+2,+3 i wyżej. Ona nie jest prawdziwie zainteresowana SMV +0 (odpowiednik własnej atrakcyjności) i NIGDY nie jest zainteresowania kimś o niższej atrakcyjności (SMV -1 i niżej).

Podamy przykład kobiety 6. Będzie bardzo zainteresowana mężczyzną 9. Spodoba jej się też mężczyzna 8 i 7. Troszkę zainteresowania wykrzesa do mężczyzny 6. Aczkolwiek ona nigdy nie zainteresuje się mężczyzną 5 i niżej. Dopuszczalna granica atrakcyjności seksualnej płci przeciwnej dla kobiet jest SMV+0 (w przeciwieństwie do -2 mężczyzn).

I tu się zaczyna zabawa.

Próg atrakcyjności kobieta ustawia na +0, ale to nie znaczy że ona nie dopuści do siebie mężczyzny o niższej atrakcyjności. Mężczyzna może nadrobić swój brak atrakcyjności tym co kobieta potrzebuje społecznie. W większości zawiera się to w 3 składniowych: pieniądze, zasoby i zaangażowanie. Są jeszcze inne "wymagania" typu wiek, przeszłość seksualna, chęć na posiadanie dzieci, poglądy, presja kulturowa i rodziny. Kobieta może iść ze swoją naturą na kompromis interesując się gorszym wg niej mężczyzną dając mu tzw pseudo miłość.

Pragnę, mogę, nie chcę

Kobiety mają inne podejście do seksu niż mężczyźni. Nie jest to zerojedynkowe. Kobieta pragnie seksu, mogłaby go uprawiać (warunkowo) i kategorycznie nie chce. Nasza hipotetyczna kobieta 6 chciałaby seksu z 7, ale rzeczywiście pragnęłaby seksu z mężczyzną 8 i 9 (10 powiedzmy zostawia sobie na fantazje). Mogłaby też uprawiać seks z mężczyzną 6, czy nawet niektórymi 5, ale TYLKO wtedy gdyby nadrobili wymaganiami społecznymi którymi są: pieniądze, stabilizacja, zasoby, zaangażowanie (miłość mężczyzny do kobiety, nie na odwrót), inne cechy. Ona kompletnie nie chce uprawiać seksu z mężczyzną 4 i poniżej (chyba że jest Billem Gatesem, Donaldem Trumpem, ale wtedy zaciśnie zęby, a podczas stosunku będzie myślała o jakimś przystojniaku).

To jest wszystko znane, jeśli pomyślisz o swoich obserwacjach. Kobieta 6 pragnie seksu z mężczyzną 8 i właśnie dlatego mężczyzna 8 nie musi nic wnosić w związek, by kobieta go pragnęła. Mężczyzna 6 musi nadrabiać innymi cechami, by ona się "przemogła". Mężczyzna 5 i niżej będzie przynosił zasoby, ale ona nigdy naprawdę tego seksu z nim nie będzie chciała. Zwiąże się z nim, dostanie czasem seks, ale nie będzie to prawdziwa jej chęć.

Im wyższe SMV posiada mężczyzna, tym mniej musi wnosić do relacji by mieć seks. Im niższe SMV, tym mężczyzna musi więcej wnosić np zasobów by to dostać. Będzie pracował, inwestował i będzie zaangażowany. Ona jednak nie będzie nim prawdziwie zainteresowana, tylko jego zaangażowaniem ("oh on mnie adoruje, jest taki dobry"). Może negocjować zobowiązania, ale nie dostanie od niej przyciągania. 

Jak to wszystko działa

Dla mężczyzn jest to proste. Mężczyzna będzie uprawiał seks z satysfakcją z kobietą o jego poziomie lub ciut niżej. Będzie oferował jej zaangażowanie, będzie chciał wziąć z nią ślub. Mężczyźni poślubiają tylko te kobiety z którymi chcą uprawiać seks i są nimi prawdziwie zainteresowani. Kobiety uprawiają seks z mężczyznami dla nich nieatrakcyjnymi. Uprawianie seksu więc nie jest żadnym wyznacznikiem zainteresowania kobiety mężczyzną, a jego zaangażowaniem czy zasobami (stąd popularne: kobiety lecą na kasę, kobiety nie zachowują się inaczej niż prostytutki). Mężczyzna będzie optymalizował, czyli wybierze sobie najlepszą kobietę na którą go stać, ale tylko taka która będzie dla niego atrakcyjna seksualnie. Czyli jeśli progiem mężczyzny 5 jest kobieta 4, to wybierze sobie najlepszą kobietę 4 spośród możliwych. To jest optymalizacja męska. Szukanie najlepszego, ale na swoim progu, który jest często niższy niż własny. Mężczyzna zaoferuje kobiecie jego progu zaangażowanie, nawet wtedy kiedy nie da mu seksu. Dla kontrastu kobieta która jest poniżej jego progu nie ma mu nic do zaoferowania, więc niczego od niego nie dostanie.

Co się dzieje z mężczyznami, którzy nie mogą uprawiać seksu z kobietami z którymi chcieliby to robić? Obywają się bez, lub uciekają w pornografię. Mężczyzna nie widzi innego wyjścia w oparciu o bilans zysków i strat nie mając innego wyboru. Kobiety często sądzą, że to kwestia charakteru, złego "podrywu", ale to wszystko wynika z atrakcyjności seksualnej (geny). 

Bardziej skomplikowane

Dla kobiet jest to bardziej skomplikowane. Oczywiście do samego seksu kobieta mężczyznę zawsze znajdzie, ale sprawa ma się inaczej gdyby chciała z takim się związać lub poślubić. Na świecie nie ma tak dużo mężczyzn 8, 9 czy 10, którzy byliby zainteresowani kobietami 5 i wyżej (a te kobiety są właśnie nimi zainteresowane prawdziwie). Najbardziej atrakcyjni mężczyźni są NIEDOSTĘPNI. Albo zajęci, albo nie chcą się wiązać prowadząc bogate życie seksualne. Kobiety wtedy decydują się na rolę kochanki lub zdradzają. W konsekwencji większość kobiet nie może poślubić mężczyzn, których pragną. Jeśli chcą związku obniżają poprzeczkę (będąc nieszczęśliwymi).

Kobiety chcące związku idą na ugodę rezygnując z najbardziej seksownych mężczyzn, których mogą mieć w luźnych relacjach, a nie mogą "zmusić" ich do zaangażowania w związek. Kobiety jednak nadal szukają najlepszego dla siebie, by uniknąć rezygnowania z większości swoich wymagań. Z wiekiem jest to coraz trudniejsze.

Kobieta obniży swoją skalę SMV, by mieć związek, rekompensując to sobie zasobami mężczyzny i jego zaangażowaniem, jego "pozostałymi" cechami, ale nie oznacza tego że będzie nim zainteresowana (zauroczona, zakochana). To że on będzie posiadał dla niej ważne cechy społeczne kwalifikujące do związku nie znaczy, że będzie nim seksualnie zainteresowana. Często nazywa się to związkami z rozsądku. To że ona wymaga zaangażowania od mężczyzny mniej atrakcyjnego (dbaj o mnie, to będziesz mnie miał - dla kontrastu ci atrakcyjni w ogóle nie dbają ,a kobiety im nadskakują) nie znaczy że ona PRAGNIE z nim seksu. To znaczy że ona mu ten seks DA i MOŻE go z nim mieć. Może, więc nie jest to dla niej satysfakcja. Jej satysfakcja nie jest zalezna od tego mężczyzny, od jego "techniki" czy umiejętności, tylko od tego że nie jest nim seksualnie zainteresowana.

SMV

Jest to kluczowe, by mężczyźni to zrozumieli.
Kobieta jest skłonna do coraz większych negocjacji, poświęceń i zmniejszenia wymagań wraz z postępem jej wieku. Wtedy będzie skłonna do związania się z mężczyzną, z którym MOŻE uprawiać seks, rezygnując z mężczyzn która PRAGNIE do seksu. Mężczyzna, z którym ona pragnie uprawiać seks wystarczy by był sobą przez cały czas, by utrzymać jej zainteresowanie. Mężczyzna, z którym ona jedynie mogłaby uprawiać seks bez prawdziwego pragnienia, musi wnosić do związku dużo więcej. Jeśli nie uda mu się to z byle powodu, jego małżeństwo i relacja jest skończona. 

Kobiety nieatrakcyjne fizycznie i będące świadome swoich słabych genów najczęściej nie patrzą na atrakcję seksualną mężczyzny ("ja nie patrzę na wygląd, ma dla mnie małe znaczenie lub żadne"). One ustawiły sobie SMV na poziomie 1 dzięki czemu będą zainteresowane mężczyznami od 2 wzwyż. Czasami nazywają się romantyczkami. Jest to ckliwe, ale tak naprawdę one cierpią przez swój brak atrakcyjności.

Różnicą jest to, że mężczyźni nie postępują tak jak kobiety. Jeśli nie pragną seksu z daną kobietą to nie pragną. Full stop. Nie ma tu miejsca na kompromisy. Mężczyźni nie uprawiają seksu gdy tego autentycznie nie chcą. Mężczyźni nie oferują zasobów, pieniędzy i zaangażowania (adoracji, chęci związku) kobietom z którym nie chcą uprawiać seksu. Mężczyźni nie poślubią kobiety, z którą nie chcą uprawiać seksu. Jeśli mężczyzna podjął decyzję by uprawiać seks z daną kobietą, to znaczy że ona jest dla niego seksualnie atrakcyjna. Mężczyzna nie zrobi niczego dla kobiety dla niego nieatrakcyjnej. 

Jeśli chodzi o relację seksualną, kobiety nigdy nie idą na kompromis. W każdym wieku szukają najlepszego możliwego dla nich mężczyzny, który ma od nich wyższą wartość. Będą uprawiały seks z mężczyznami SMV +2, +3 ponieważ znaleźć takiego to dla nich żaden problem. SMV +1 czasami dostaną od nich seks ponieważ się jej podobają. Mężczyźni z SMV +0 i niżej nie dostaną od nich niczego, choć... te kobiety będą od nich wymagały zaangażowania (adoruj mnie, a być może uczucia się pojawią, bo liczy się charakter).

Zabawne...

Jest to zabawne, ponieważ kobieta trzyma w otoczeniu kilku adoratorów którymi nie jest zainteresowana, uprawia seks z niezainteresowanymi związkiem alfami, czekając na innego alfę, z którym wejdzie w związek. Co ciekawe on nigdy się nie pojawia, ponieważ nie istnieje w przyrodzie, a wtedy kobieta decyduje się na zerwanie relacji seksualnej z alfa, dla beta providera którym nie jest aż tak zainteresowana, a który chce związku.

Kobiety wchodzą w związki z mężczyznami, którymi nie są seksualnie zainteresowane na wysokim poziomie. Czemu tak robią? Ponieważ nie mają wyboru. Praktycznie żadna z nich nie poślubi mężczyzny, z którym sypiała w relacji czysto seksualnej (fuck friends or whatever). Ona może uprawiać seks z mniej atrakcyjnymi, ale tylko wtedy kiedy oni coś wniosą dodatkowego. Ludzie w otoczeniu komentują, że jeśli się związali to na pewno ona jest nim seksualnie zainteresowana, że on się jej podoba. Racjonalizują sobie to. 

"Poślubiła go, prawda? Mają dzieci! Wyglądają na szczęśliwą rodzinkę". Wniosek otoczenia? Kochają się. Zwykle jest to nieprawda i to ze strony kobiety. Winą niekochania obarcza mężczyznę, ponieważ nie zna swojej hipergamicznej natury i weszła w związek z kimś kto nie był dla niej atrakcyjny seksualnie.

Zostają z draniem

Seks bez pragnienia ze strony kobiety jest okej dla dużej części mężczyzn. Nie zauważają też różnicy kiedy kobieta tego seksu pragnie, czy tylko udaje zaangażowanie. Małżeństwa jednak przestają przez to funkcjonować poprawnie. Mężczyźni także są obarczani winą, gdy byli za dobrzy. Co to oznacza? Że mężczyzna oferował zasoby kobiecie, gdy ona ich NIE CHCIAŁA. Nie chciała ponieważ nie była nim prawdziwie zainteresowana. Okłamywała go (i często siebie). To dlatego też kobiety zostają przy mężczyznach, którzy je źle traktują. Z tymi mężczyznami jednak łączy je seksualna więź. Są oni dla nich atrakcyjni seksualnie. Społecznie nie, ale to się NIE LICZY dla kobiety, choć pragnęłaby i atrakcji seksualnej i społecznej (mężczyzna 10, dobry i zaangażowany). 

To właśnie dlatego kobiety po ślubie przestają chcieć uprawiać seks (ból głowy). Wcześniej dawały go tylko po to, by uzyskać ślub, status społeczny, nierzadko pieniądze. Seks był celem, a nie ich pragnieniem. Czasami go uprawiają, ale nie dlatego że chcą, a dlatego że czasem muszą się rozładować. Wskaźnik zdrad wśród kobiet sięga ponad 30%, oraz ponad 50 gdy mężczyzna ma równy lub niższy status społeczny niż kobieta (nie może nadrobić seksualności pieniędzmi). Kobieta jeśli dostanie wybór atrakcyjniejszego mężczyzny z łatwością zerwie obecny związek. Stąd powiedzenie i przechodzeniu kobiety z gałęzi na gałąź czy wyrachowaniu. Nie wińmy jednak za to kobiety. To ich natura, która zmusza do podtrzymania gatunku ludzkiego. 

Mężczyźni nie mają problemu z połączeniem seksu w związku, ponieważ będą zainteresowani większością kobiet. Kobiece podejście jednak powoduje mnóstwo problemów, a badania pokazują, że większość kobiet poślubia mężczyzn którymi nie są zainteresowane seksualnie.

Jak to odnieść do mężczyzn?

1. Najważniejsze pytanie: czy ona pragnie uprawiać seks ze mną? Czy mogłaby używając jako kartę przetargową, "za coś", czy mnie pragnie jako mnie

2. Jeśli ona nakazuje Ci czekać na seks, ociąga się z tym, ona tylko mogłaby ten seks uprawiać, ale nie ma na niego chęci. Jeśli nie jest entuzjastycznie nastawiona do seksu z Tobą to nadal tylko mogłaby ten seks uprawiać, ale go NIE CHCE. Nie jesteś dla niej atrakcyjny.

3. Kobiece "pragnąć" i móc" uprawiać seks jest podobne. Kobiety to idealne aktorki. Potrafią udawać miłość, zaangażowanie, by zmusić Cię do poświęcenia dla niej zasobów i zaangażowania. Rozkochają Cię, choć same nie są Tobą seksualnie (miłosnie) zainteresowane.


Jak odróżnić kiedy kobieta chce od Ciebie czegoś uzyskać, a naprawdę jest zaangażowana uczuciowo? Popatrz na jej byłych kochanków. Jeśli nie jesteś do nich podobny to nie ma możliwości, byś był obiektem jej szczerego zainteresowania. W jakim ona jest wieku? Jeśli około 30 wzwyż to prawdopodobnie płaci cenę za starzenie się i obniża wymagania. Nadal nie jest to jej prawdziwe uczucie. Jeśli zmienia nastawienie do seksu, jest często chłodna, to znaczy że nie jesteś dla niej atrakcyjny. Jeśli zasłania się dziećmi, przyszłością, zmianą pracy czy chęcią poczucia nowości, lub gdy mówi że ją ograniczasz - nadal nie jesteś atrakcyjny dla niej. Pamiętaj - możesz ten seks dostać, może się z tobą kobieta umawiać na randki. To nie znaczy, ze jesteś dla niej atrakcyjny, a znaczy że ona ma w tym jakiś inny cel.


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

środa, 06 maj 2015 20:59

Zbrodnia i kara

Napisał

Przelałem rzekę atramentu, potu i łez, skarżąc się światu na kobiecą bezduszność, hipokryzję, okrucieństwo i często groteskowe racjonalizowanie emocjonalnych wyskoków.

Prawa łamać nie należy

Nadszedł więc czas, by skoro opisywałem żdźbło w pięknych oczach Pań, wyjąć z oka mych rozochoconych i zawsze niewinnych czytelników belkę - i nasrać w gniazdo które mnie żywi, ubiera i komplementuje. Mam na myśli swych braci samców, którzy spijają każde me słowo z rozkoszą gdyż chłostałem nim Panie - i słusznie czyniłem, lecz by dopełnić dzieła, i nasze wady muszę wziąć w dyby i wystawić na pośmiewisko pospólstwa.

Wiemy że światem rządzą pewne prawa. Jest grawitacja, prawa Newtona oraz życiowe prawa mówiące że co podlewasz to rośnie, a czemu skąpisz usycha.

Nagradzanie zła nie popłaca

Większość z nas dobrze wie, że jeśli pies zrobi sztuczkę której po nim oczekujemy, musi dostać smakołyk - wtedy kojarzy czynność z przyjemnością, ucząc się jej i utrwalając w swoich zachowaniach. A jeśli pies nie zrobi tego, czego od niego chcemy? Nie dajemy smakołyku, trzymając pachnący w twardo zaciśniętej dłoni, nie zważając na rozpaczliwe piski i żałosne spojrzenia naszego Wiernego Przyjaciela. Wtedy pies uczy się trików, a my odczuwamy zadowolenie i wszystko gra. Kto się do tych zasad nie stosuje, ma nasikane w łóżku, porwane obrusy, zdemolowany dom i nienawidzących sąsiadów - a sam przeżywa męki za dnia i w nocy.

Czy z ludźmi jest inaczej? Nie, jest tak samo. Najbardziej szanowani to ci, o których wiadomo że za przykre zachowanie mogą zmasakrować twarz - albo mają brata czy kolegów, którzy za nich to zrobią. W wersji bardziej poważnej nie ma bicia, a morderstwo bądź ośmieszenie w mediach, czy też zabójstwo finansowe przez np. skarbówkę, z której szefem mściciel pije wódkę. Kogoś kto śmieje się i udaje że nic się nie stało gdy go obrażają, nie szanuje się. Być może to smutne, niesprawiedliwe i okrutne, ale tak właśnie działa psychika człowieka.

Szacunek to brak zgody za wszelką cenę

Jeśli za dobry uczynek nagradzasz, a za zły karzesz - jesteś normalnym, szanującym się człowiekiem. Jeśli nie możesz ukarać za przykrość Tobie uczynioną (oprawca jest silniejszy, ma znajomości, boisz się obrażeń czy innych skutków otwartego konfliktu), nie uśmiechasz się, nie udajesz że nic się nie stało, tylko milczysz i odchodzisz. To też pokazuje szacunek - szanujesz się więc nie udajesz, nie oszukujesz że to deszcz gdy ktoś na Ciebie pluje. Bycie słabszym nie jest powodem do wstydu, ponieważ "zawsze jest większa ryba", i nawet nad naszym oprawcą jest ktoś, kto mógłby go zniszczyć i zetrzeć w proch. Natomiast podlizywanie się do kogoś kto nas niszczy, powodem do wstydu już jest. Bycie słabym każdy normalny człowiek Ci wybaczy, gdyż siła i słabość są stanami przejściowymi, natomiast robienia z siebie obślizgłej ścierki brzydzi się każdy.

I jest też pewną subtelną formą kary dla napastnika - jeśli grzeszy nieuprzejmością i prostactwem, nie będzie miał już w Tobie kolegi, tylko co najmniej osobę obojętną, a kto wie co przyniesie przyszłość? Może z czasem śmiertelnego wroga. Wszakże zdarza się że silni słabną, słabi rosną w siłę, a wtedy wszystko może się zdarzyć. Śmieszek upokarza i rani, a podlizujące się mu otoczenie rechocze - jednak wystarczy by śmieszek osłabł, a przegryzą mu gardło bądź w czymś nie pomogą, argumentując że oprawca kiedyś podle się zachował.

Ogłupiały mężczyzna

Z Paniami jest tak samo - mogą się od Panów różnić w wielu sprawach, ale układ nerwowy działa na tych samych zasadach. Podobnie jak my, motywuje je unikanie cierpienia i pragnienie przyjemności. W sferze warunkowania zachowań, działają dokładnie tak samo jak mężczyzna i zwierzęta (chociaż wielu zrównuje te dwa gatunki).

Mężczyźni także potrafią zgłupieć, działać emocjonalnie, magicznie i życzeniowo wbrew wszelkiej logice i faktom - i trzeba jasno powiedzieć, że efektem takiego zachowania jest zawsze życiowa stłuczka, kolizja bądź tragiczny wypadek. Na przykład kobieta wrzeszczy, krytykuje, przy czym widać że nie ma racji, albo mogłaby tę sprawe załatwić w miły, przyjemny sposób. Jak działa większość Panów? Przepraszają, kupują kwiatki i prezenty, bo tak zostali wychowani. Ci nieszczęśnicy wierzą w pewne wyniesione z dzieciństwa przekonanie, które ma dać im sukces, a jedyne co im daje to gorzki smak gówna w ustach. Najzwyczajniej w świecie działają w sposób bardzo dla siebie i swych interesów niekorzystny - gdy proszą psa o siad, pies sika i podskakuje. Gdy proszą o podanie łapy, pies szczeka. A oni mu dają wtedy smakołyk, czyli WZMACNIAJĄ ZŁE ZACHOWANIE. A każde zachowanie dąży do zwiększania się - więc następnym razem Pani krzyczy głośniej, z większą dozą pogardy, ponieważ nie boi się cierpienia (oporu mężczyzny) i wie że zostanie za to NAGRODZONA (czyli spotka ją przyjemność). I tak z czasem mężczyzna wyhodowuje sobie w domu żmiję - na własne życzenie.

Jak bardzo dasz się upodlić?

Złe zachowania karzemy (albo nie nagradzamy, trzymając jednak nagrodę w zasięgu wzroku), a pozytywne nagradzamy (niekoniecznie prezentami, najlepiej ciepłym słowem, dowartościowaniem itd). Są to najbardziej podstawowe zasady pożycia nie tylko małżeńskiego. Jeśli wystąpimy przeciwko tym oczywistym prawom, zostaniemy przez nie stratowani. Ja doskonale rozumiem że chcesz mieć wieczorem seks (przyjemność), oraz chcesz uniknąć rzucania talerzami (niechęć do doświadczania cierpienia) - niestety jest to strategia bardzo krótkowzroczna. Za jakiś czas zniknie seks, a awantury będą coraz potężniejsze, coraz bardziej szalone; kobieta chce sprawdzić, jak bardzo dasz się upodlić dla seksu, który na wolnym rynku wart jest 150pln za godzinę z czerstwą, zaciągającą studentką marketingu z Końskich. Nie minie wiele czasu, gdy usłyszysz że byłeś dla niej za dobry, a ona nie wie co czuje i że się z Tobą dusi. Tak kończą faceci, chcący złamać podstawowe prawa życia - tak też skończyłem ja, i to wiele, wiele razy. 

W życiu jest tak, że wygrywają ludzie myślący długofalowo. Rezygnują z chwilowej przyjemności, by mieć jej znacznie więcej w przyszłości. I gdy tak się stanie, ci którzy nie umieli na chwilę zrezygnować z przyjemności, opluwają i krytykują by stłumić rosnący w nich wrzód bolesnego zrozumienia, że zniszczyli cenne relacje z powodu własnej niewiedzy. Kobieta kocha mężczyznę, który stawia granice - i pilnuje ich jak kolekcji swych filmów porno w folderze o nudnej, nieciekawej nazwie.


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

poniedziałek, 04 maj 2015 18:31

Kocham Cię, czyli co dokładnie?

Napisał

Ponieważ od jakiegoś czasu cierpię na uwiąd twórczy, dziś zadebiutuje ze swoim tekstem znany nam z komci na samczymrunie i forum (braciasamcy.pl) Rysiek.


                                                                                Kocham Cię


No to dziś kilka słów drodzy panowie, dlaczego nie warto bawić się w dziwne relacje z kobietami? Zacznijmy od podstaw. Jesteś mężczyzną – mówisz swojej kobiecie, że ją kochasz. Podkreślam – jesteś mężczyzną a nie chłopcem. Co to dla Ciebie znaczy? Ano to, że w razie czego będziesz gotów oddać za nią życie. Śmieszne? Śmiej się dalej i zaliczaj kolejne fuckupy z panienkami z klubów. Życie jest długie, Ty masz mnóstwo czasu, pieniędzy i zdrowia. Koks i wóda osłodzi Ci wszystko. Powodzenia! Zakładam jednak że jesteś mężczyzną, inaczej nie traciłbyś czasu na „bzdury”, które tu wypisuję.

Słyszysz z ust kobiety „kocham Cię” i jako mężczyzna przekładasz to na własne jednowymiarowe widzenie świata i...już poległeś. Czy wiesz ile barw mają kobiece słowa kocham? Otóż drogi przyjacielu, tych barw jest więcej niż farbek w Twojej palecie z podstawówki. Czy to źle? Absolutnie NIE, gdyż taka jest konstrukcja myślowa kobiet, która musiała funkcjonować od czasów pierwotnych w ten sposób, aby zapewnić powodzenie ewolucji i...przetrwanie najlepszych genów. Wiem, że trudno to ogarnąć, więc jeśli nie pojmujesz o co chodzi musisz przyjąć, że tak właśnie jest zupełnie na wiarę.

Kocham Cię, czyli?

Aby uprościć sprawę przyjmijmy, że tych barw jest dziesięć. Kocham możesz usłyszeć już przy jednej barwie, którą może być np...bycie miłym gościem na komunikatorze. Po usłyszeniu tego wielkiego dla Ciebie jako mężczyzny słowa nabierasz przekonania, że kobieta jest Twoja, jej miłość jest dozgonna i podparta solidnym fundamentem. Zaczynasz zastanawiać się jak do tego doszło? Po chwili już wiesz! Mnóstwo lajków, dziesiątki godzin w necie spędzonych na wysłuchiwaniu jej problemów (zamiast skutecznym ich rozwiązaniu poprzez własną stabilność). Dałeś się wciągnąć w iluzję, która będzie Cię trochę kosztować. Przy odrobinie farta i kopie w przyrodzenie zamkniesz się w sobie z solennym postanowieniem, że to ostatni raz oraz wszystkie kobiety są złe! Przyjacielu, nie poddawaj się! Poznałeś zaledwie jeden, najbanalniejszy rodzaj „kocham Cię” jaki usłyszysz jeszcze nie raz od tych wspaniałych istot, bez których życie na świecie po pierwsze nie mogłoby istnieć, a po drugie byłoby koszmarem – mówię Ci to ja, Rysiek. Chcesz posłuchać o innych stopniach? Ruszę temat zaledwie, bo rozpisanie tego zagadnienia spokojnie mogłoby stanowić temat pracy magisterskiej z psychologii, którą być może kiedyś popełnię.

Otóż innym bardzo popularnych stopniem „kocham Cię”, jest bycie tak zwanym „spolegliwym panem”. Drogi przyjacielu, nie odczytaj tego źle! Pomoc w ubraniu, otwieranie jej drzwi, solidne przytulenie i każde możliwe wsparcie, kiedy kobieta jest wobec Ciebie fair ABSOLUTNIE nie tworzy z Ciebie spolegliwego gościa (w męskiej terminologii taki pan nazywa się „psem” albo „jamnikiem”). Proszę upewnij się, że rozumiesz definicję tego słowa bo w przypadku niezrozumienia możesz narobić i sobie i swojej wybrance dużo kłopotu.

"Ciche dni"

Kim jest zatem spolegliwy gość? Otóż mój drogi, masz twardy system wartości i mało emocjonalną osobowość, która pozwala Ci sprawować opiekę nad porządkiem w relacji. Jeśli Twoja kobieta zachowuje się w sposób godny kobiety, to znaczy że miałeś dużo szczęścia i powinieneś kochać ją miłością doskonałą, dać jej poczucie stabilizacji i marzyć o przedłużeniu gatunku. Niestety, Twoja niestabilność lub strach powodują, że stajesz się obiektem frustracyjnych ataków ze strony pani, której umysł funkcjonuje w ten sposób iż interferuje z Twoim. Możesz się śmiać :) Jak przeczytasz ostatnie zdanie raz jeszcze i się zastanowisz to może dojdziesz do wniosku, że mam rację? Otóż każda Twoja wątpliwość, zawahanie, brak wiary jest NATYCHMIAST odczytywana przez Twoją kobietę powodując w niej strach i niestabilność. Teraz wyobraź sobie co byś zrobił, gdybyś Ty poczuł strach i niestabilność? Ja to wiem i Ty też! Agresja – jesteśmy mężczyznami i w przypadku destabilizacji reagujemy właśnie w ten sposób. Wiem, to przykre, ale tak działa ten świat – agresja jest domeną słabych. Co zrobi kobieta? Przecież nie ma siły fizycznej aby Ci dołożyć czy komukolwiek innemu?

Otóż dostaniesz sygnał, że coś tu nie gra. Najbanalniejszy to zamknięcie drzwi do sypialni, w dalszej kolejności ciche dni i tygodnie w ostateczności, a Twój sąsiad może spenetrować Twój ogródek. Naprawdę tego chcesz? Wiem, że nie, dlatego uporządkuj swą osobowość i przestań działać jak pies. Słowo kocham do psa obowiązuje tylko do czasu, kiedy w okolicy pani pojawi się prawdziwy mężczyzna. Później umysł kobiety działa tak, że ona będzie się po pół roku zastanawiać skąd Cię znała, mimo iż wcześniej dostawałeś solenne zapewnienia, że Ty i Ona forever and ever. Czy to źle? Absolutnie NIE, to część natury – po prostu byłeś zbyt słaby dla niej – musisz się z tym pogodzić, popracować nad sobą i...poszukać nowej, lepszej kobiety. To, że byłeś zbyt słaby nie znaczy, że nie masz żadnej wartości, zwyczajnie ona potrzebowała kogoś innego, kogoś kogo...może nigdy nie spotka. Chcesz robić za wyżalnię, spluwaczkę, tampon emocjonalny? Nie chcesz – mówię Ci to ja Rysiek robiący za taką wersję w przeszłości nader często. Dalsze rodzaje kobiecego „kocham Cię” opiszę kiedyś, bo bazując na tym co chłopaki piszecie to te dwa poziomy są wystarczające w tej chwili.

Poważna inwestycja

Wróćmy zatem do funkcjonowania jako internetowa „miłość”. Pamiętaj, że dla kobiety relacja z mężczyzną jest POTĘŻNĄ inwestycją i ONA musi być pewna, że właściwie lokuje uczucia, gdyż wchodząc na poziom 7-8 w skali kobiecego „kocham” NIE BĘDZIE w stanie się z tego wycofać, choćbyś był kawałkiem gówna i zachowywał się niegodnie. Rozumiesz? To jest bardzo czytelna podświadoma strategia – uszanuj ją, naucz się jej i staraj zrozumieć. Pani nigdy nie wie co z nią będzie, rzadko wie czego chce i dokąd zmierza a Twoją rolą jest takie przekonanie jej, że TY jesteś najlepszą wersją mężczyzny jaka mogła ją spotkać. Gwarantuję Ci, że czas shit testów, zagrywek i cyrków szybko minie, gdy tylko pani poukłada w swej ślicznej główce to i owo. Wszystko zależy od Ciebie a cuda są domeną tego stanu, gdzie np. kobiety deklarujące, że nie potrafią gotować zamieniają się w wirtuozów patelni a nieznoszące muzyki poważnej nagle dostrzegają jej piękno.

Reasumując – internetowa relacja z kobietą, jest dla niej bardzo bezpieczna. Co prawda nie daje jej poczucia spełnienia (ona często sama nie potrafi zdefiniować dlaczego czuje się źle, nie widzi sensu, szarpie się itp.) ponieważ ogranicza ryzyko do minimum dając jednocześnie namiastkę bliskości pozwalającą przetrwać do rana, aby pójść do pracy. Pani nigdy nie wie, czy nagle nie będzie miała ochoty mieć z Tobą seks życia na tylnym siedzeniu autobusu a może szybko ślicznego, mrugającego oczkami bobaska. Jeśli teraz niewłaściwie dobierze partnera to...zasili pokolenie ikea. Naprawdę tego chcesz? Kochasz swoją kobietę? Zadbaj o nią – masz to we krwi, tylko zacznij myśleć głową a nie fiutem. Seks jest wspaniały, jednoczy ludzi, daje spełnienie i nie może istnieć żadna udana relacja bez niego, pamiętaj też, że kobiety kochają go dużo bardziej niż TY (znów możesz się śmiać) ;) ale musi on być elementem współżycia, innymi słowy NIE MOŻE przysłaniać Ci jasności widzenia Całej Jaskrawości – inaczej już jesteś trupem. Proszę – myśl! Dla dobra swojej wspaniałej kobiety, wiesz przecież, że jest tego warta!


www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!


--------------------

Coaching ze mną KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek "Stosunkowo dobry", oraz "Wyprawa po samcze runo" w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK.  Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Strona 1 z 29
Najnowsze komentarze
asd