Najnowsze felietony

sobota, 30 czerwiec 2012 11:09

Ciało, sex, rozkosz

Napisał 

 

 

 

Ciało zawsze było rozdzielane od ducha. Był to, i nadal jest, tragiczny błąd który mocno odbija się na człowieku.

Twoje ciało, to prezent od życia, niezwykła maszyneria która może Cię zaprowadzić do raju, ale częściej prowadzi Cię do piekła. Jeśli wsiadasz w porsche, zachwycasz się mocą i warkotem potężnej żelaznej pięści, która umieszczona za Tobą wgniata Cię w fotel przy lekkim muśnięciu pedału przyśpieszenia, i uderzasz w drzewo na którym jak warkocze czerstwej dziewicy, owijają się Twoje obficie spryskane fekaliami jelita, nie jest to wina pięknego auta a Twoja. Może masz za małe umiejętności kierowcy, może było ślisko, może nie miałeś zwyczajnie szczęścia... ale co tu winny samochód?

Na ziemi, tej ziemi, rodzi się najpierw mały człowiek który odczuwa przyjemność z jedzenia, i z czasem gdy podrośnie, kochania się. Od początku jest mu wmawiane że Bóg, jakaś potężna istota której nikt nie widział a o którą ludzie się mordują i nienawidzą, jest niezadowolona gdy uprawia seks - ale jeść można, byle w piątek bez mięsa bo grzech. Nie zjesz w piątek parówek, niebo, zjesz parówki w piątek, w najlepszym wypadku czyściec, w warunkach recydywy gdy jesteś skrytym parówkożercą w każdy piątek, od piekła się nie wywiniesz. No chyba że pójdziesz do specjalnego budynku, klękniesz na znak uległości, opowiesz wszystkie swoje tajemnice Panu w sukience, i wpłacisz pieniądze, wtedy Bóg Ci wybaczy bo ten Pan w sukience, ma taki z nim kontakt którego Ty nie możesz mieć. I mimo że ma taki świetny układ z Bogiem że decyduje o Twoim pośmiertnym losie, kościoła przed złodziejami musi bronić wściekły pies i policja żeby złomiarze nie rozkręcili miejsca gdzie jest sam Pan Bóg, by po sprzedaży świętego żelaza na złomowisku mieć na siarczane wino "komandos" i "Namiętna Jessica".


Dorastasz, i wierząc w to wszystko co Ci ponakładano do głowy, po każdym kochaniu się z kobietą czujesz wyrzuty sumienia, czasem po orgaźmie milkniesz, czujesz się podle i sam nie wiesz czemu. I nawet jeśli czujesz że te wszystkie nauki o karzącym za samo pożądliwe spojrzenie na niewiastę Bogu są zwykłymi urojeniami, ma to na Ciebie bardzo duży wpływ, chociaż może tego nie dostrzegasz. Jeśli jesteś umysłowym leniem, obwiniasz za swoje złe samopoczucie kobietę, tak jak zawsze to robili nasi pradziadowie i święci. Kobieta była tą złą, dziwką i szmatą i to jej wina że dyszeliśmy ku niej żądzą. Zrzucenie z siebie winy dawało na krótką chwilę ulgę, ale niszczyło wszelką wrażliwość, i smak miłości. Nie pokochasz wcielonego, cycatego zła, które zmusza Cię do pocierania członka o różowego króliczka, nieprawdaż? czy otworzysz się przed podłą kobietą, odkryjesz w sobie tę kobiecą wrażliwość i miękkość? nie, będziesz się bać, gdyż kobieta chce Twojej zguby wzbudzając w Tobie grzeszne chucie. Twoje życie intymne niszczy działający w Twojej głowie program "sex jest grzeszny", Twoje sumienie. Sumienie jest jak pies, można go nauczyć ratowania ludzi w górach albo prowadzenia ślepca do biedronki, a można nauczyć zagryzania żydów i polaków w Auschwitz. Nigdy nie ufaj swojemu sumieniu, gdyż jest to socjalny program, nie mający nic wspólnego z prawdziwym dobrem i złem. Sumienie katolika milczy gdy je krowę, ale zawyłoby że je psa, dlatego że tak został uwarunkowany, pies jest przyjacielem człowieka, psa się nie je tylko rzuca mu kijek, i wyprowadza na trawnik pod okno sąsiada żeby się wysrał. Gdy Wietnamczyk je psa, jego sumienie milczy, bo tak został uwarunkowany, że psina to normalne jedzenie. Hindus na samą myśl o jedzeniu krowy, obleje się rumieńcem i zbierze mu się na wymioty. Oto rzekomo niezależne sumienie, a tak naprawdę, nasz prywatny nadzorca który pilnuje, byśmy nie oddalili się za bardzo od stada owiec, zwanego społeczeństwem. Sumienie to najlepszy przyjaciel okupanta, agent drugiej strony w Tobie.



                            Jeśli byłbyś moim synem...




To nie kobieta jest winna tego, że pragniemy dostać się jej pod sukienkę. To w nas jest żądza, w kobiecie także. Czy żądza jest zła? to zależy kto Cię wychował. Jesli czytelniku byłbyś moim synem, nauczyłbym Cię że żądza to nasza natura, coś ani dobrego, ani złego. Geny chcą się replikować, i organizm szaleje gdy widzi płodną kobietę, to wszystko. Gdzie tu zło, brud, grzech? pójdźmy dalej. Gdybym był Twoim tatą, a Ty byłbyś małym człowieczkiem, nauczyłbym Cię jeszcze wielu innych rzeczy. Chociażby tego że warto w życiu szukać swego przeznaczenia, swojej pasji, rozwijać zainteresowania i to możliwie wszechstronne. Muzyka, taniec, sztuka, malowanie, żaglówki, spadochroniarstwo, sport... chciałbym byś wykorzystywał każdą chwilę na podziwianie wschodu i zachodua słońca, mgły, ciszy poranka, zdziwionych oczu kota, drzew w lesie, świeżego powietrza, niewzruszonej potęgi gór, czy też odwiecznego łoskotu fal oceanu... to jest najważniejsze w życiu synku, a nie kariera w korporacji i wyścig szczurów, rywalizacja kto ma lepszy telefon, czy samochód. Gdybyś mnie zapytał czy istnieje Bóg, powiedziałbym że nie wiem. Gdybyś mnie zapytał zapłakany po pogrzebie co to jest śmierć, i co po niej się dzieje z człowiekiem, odpowiedziałbym Ci że nie wiem. Zrobiłbym to z szacunku dla Ciebie, nie kłamałbym i nie wciskał Ci głupot w które sam nie wierzę, żebyś sam szukał swoich odpowiedzi. Nie dawałbym Ci żadnych gotowców, bo gdy je dostajesz, przestajesz pożądać prawdy, a zadowalają Cię legendy, mity i bajki o gadających wężach. Człowiek który wie, a raczej wydaje mu się że wie, staje się martwy, pusty. Tylko żądza i chęć prawdy czyni Cię żywym, inteligentnym i bystrym. Świat jest pełen martwych ludzi, idą przez życie mając wykutą teorię na temat Boga, życia i śmierci, a gdy spotykają tych którzy mają w głowie inną teorię, nawracają ich, a potem mordują gdy ich "Boży" wysiłek się nie udał. Gdybyś był moim synem, miałbyś tylko jeden nakaz "Czytaj tatusia, pisz komcie, i rób co chcesz".


A gdybyś czytelniczko, była moją córeczką? rozpieściłbym jak dziadowski bicz... stanowczo nie nadawałbym się na tatusia dziewczynki.

Spójrz co się dzieje, gdy masz przekonanie że seks to grzech. Nie musisz w nie wierzyć, ani o nim wiedzieć, wystarczy że ono jest w Tobie - podchodzisz wtedy do sexu napięty, gdyż ciało przygotowuje się do czegoś złego, stresującego. Gdy Twoje ciało jest napięte, rozkosz której doznasz, jest bardzo niskiej jakości. Możesz się gwałtownie kochać, i myśleć że to jest najlepszy seks życia, ale bardzo się mylisz, gdyż najlepszy seks to zjednoczenie dwóch ciał w jedno, nasze największe, duchowe marzenie które mamy ukryte w głębi siebie. Orgazm napiętego człowieka może być przyjemnością, ale nigdy nie będzie wyzwoleniem, oświeceniem, wyjściem poza ciała i umysł swój i kochanki. Będzie przyjemnością, ale nie będzie ekstazą. Nie wyjdzie poza biologię. Stanie się tak dlatego, że ciała kochanków są napięte, a warunkiem doświadczenia ekstazy jest maksymalne otwarcie się, ufność... takie nastawienie może istnieć tylko i wyłącznie przy odprężonym ciele i umyśle. Dlatego też sztuka Boskiej miłości, tantra, zakłada że zanim nabijemy swoją kobietę niczym Dracula na pal, poświęcimy nawet wiele godzin na odprężenie ciała i zbudowanie intymności. Lekkie jedzenie, świece, masaż olejkami, patrzenie w oczy i ciepłe, pełne akceptacji i miłości słowa sprawią że ciało się rozluźni, poczuje bezpieczne, akceptowane, kochane... wtedy sex staje się czymś, czego nie jesteś w stanie zrozumieć. Jednią w wielości, oświeceniem, Boską modlitwą gdzie w rozkoszy wykrzykujesz Bogu stworzenia swoje uwielbienie dla życia, miłości, Boskości. Wystarczy muśnięcie...  gdy jesteś napięty, trzeba mocnych bodźców, gwałtowności, zwierzęcości. Zwierzę się nie odpręża, czuje chuć, i wskakuje na samicę nie przejmując się jej migreną. Ludzie w większości uprawiają sex jak zwierzęta, bez głębszej refleksji, rozładowują tylko mocne napięcie co wprawdzie daje przyjemność, ale znacznie poniżej tego co człowiek jest w stanie poczuć.

Z punktu widzenia ciała, w bardzo wielkim skrócie, seks to drażnienie pewnych nerwów, i jedzenie to także drażnienie pewnych nerwów, które w efekcie dają przyjemność. Dlaczego więc jeden nerw jest ok, a drugi sprawi że gdy umrzesz pójdziesz na wieki do piekła? a może to wcale nie jest tak że seks jest zły, tylko ktoś tak sprytnie sobie wymyślił, że wszystko co potrzebne do życia i przetrwania nazwie grzechem, za który idzie się do piekła, a w zamian za wiarę, pieniądze i lojalność, zmyje z Ciebie ten grzech? a kto niby dał mu taką moc zmywania grzechów? święta książka? to tylko papier, nic więcej, nie ma żadnej mocy. Papier, figurki męczenników, spróchniałe mumie w których nie ma życia ani żadnej siły. Martwi kapłani, martwe teorie, martwi wyznawcy. Wystarczy że nauczysz się na pamieć wymyślonych przez kogoś legend, i stajesz się mającym kontakt z Bogiem kapłanem. Czy to nie śmieszne? oczywiście wszystkie metody służące rozwojowi, a które nie mają "licencji" kapłanów są oszustwem Szatana, przed którym może nas tylko ochronić... jakżeby inaczej, tylko kapłan. Ależ to są dobrzy ludzie Ci kapłani, dają Ci wieczne życie po śmierci, chronią od piekła i Szatana... i wszystko tylko za przyjęcie ich przekonań, płatne śluby, chrzesty, bierzmowania, pogrzeby.


Gdy zmieniasz swoje życie i siebie, używając różnych technik do zmiany swoich przekonań, np. z jestem zerem, na "jestem wartościowym i fajnym człowiekiem", gdy się zmieniasz, zmieniasz także swoje ciało. Staje się ono bardziej odprężone, znikają napięcia, stresy, ciało staje się zdrowsze, silniejsze, zmienia się chód, zapach, a nawet wyraz twarzy, gdyż napięcie mięśni oczu i ust sprawia że mamy pewien określony wyraz (zdziwienia, smutku, ironii itd). Zmieniając umysł, zmieniasz także ciało. Ale czy wiesz, że zmieniając ciało, zmieniasz także umysł? Twoje przekonania jakie masz o sobie i życiu, wpływają na Twoje ciało.

Załóżmy że masz w głowie przekonanie, że idąc ulicą można dostać po twarzy. Jest oczywiste, że idąc ulicą będziesz napięty, zestresowany, przygotowany na obronę, nerwowo wypatrując dresiarzy. Twarz stanie się napięta, ostra i pełna lęku, zgarbisz się podświadomie pragnąc być niewidocznym, kroki staną się niepewne i szybkie. Inni ludzie to widzą, a jeśli zobaczy to ktoś kto szuka kogoś do wyładowania się, i żeby ta czynność obyła się bez konsekwencji, skorzysta z zaproszenia Twojego ciała, i dostaniesz pięścią w twarz. I nic nie dadzą tu mięśnie, emanujesz lękiem, drapieżnik to odbiera, i reaguje na Twoją prowokację. Idąc ulicą, musisz wybrać czym emanujesz, i czym prowokujesz innych, nie da się być iluzją, bezbarwnym cieniem. Wpływasz na ludzi i świat, i do Ciebie należy decyzja jaki to będzie wpływ. Osoby strachliwe, odczuwają jakby utratę masy ciała, czują jakby fruwały. Nie jest to nic dobrego, i oznacza zwyczajnie wewnętrzny chaos, stracenie punktu równowagi. Dlatego też dla ludzi psychicznie słabych i "odleciałych" zaleca się ćwiczenie chodzenia powoli, na ugiętych kolanach. Wtedy czuje się swoje ciało, jego masę, co sprowadza naszą koncentrację na tu i teraz, do ciała i realności.

Jeśli boisz się latami, pewne mięście są napięte z nawyku nawet wtedy gdy się nie boisz, i jesteś w zamkniętym domu. Gdy chcesz coś zrobić z tym poważnym ograniczeniem swojego życia jakim jest lęk (lęk wyklucza radość, a czas bezwzględnie ucieka więc tracisz coś naprawdę poważnego) możesz oddzialywać na siebie umysłem, czyli np. pisać afirmacje, iść na psychoterapię i dojść do pierwszego zdarzenia które ugruntowało Twój lęk, ale możesz tez zlokalizować miejsca w ciele które są napięte, i rozluźnić je masażem. Efekt jest identyczny jak w pracy z umysłem, gdyż ten kojarzy napięty mięsień na plecach z lękiem, gdy mięsień się odpręża, podświadomość rozumie to jako sytuację gdzie nie ma możliwości zaistnienia tego zdarzenia (czyli dania po pysku) więc momentalnie się uspokajasz i czujesz bezpiecznie.

Dlatego polecam Państwu obserwację nie tylko swoich myśli i emocji, ale także przede wszystkim ciała. Obserwujcie, nic nie róbcie, samo patrzenie jest wyzwoleniem. Skup proszę teraz uwagę na swojej lewej stopie - czujesz jak znika z niej napięcie? wystarczyło rzucić okiem, i już wszystkie mięśnie w stopie się rozluźniają. Najpierw będą to mięśnie największe, a z czasem gdy będziesz kontynuował obserwację stopy, będą się rozluźniały mięśnie o których nigdy nie miałeś nawet pojęcia. I takich mięśni o których nie wiesz, ale które masz napięte, jest bardzo wiele, niemal legion.



                          Przekonania, oszustwo...




Obserwacja sprawi, że zaczniesz rozumieć jak każde Twoje przekonanie wpływa na ciało. Lęk napina ten i ten mięsień, duma jakiś w brzuchu, a pożądanie seksualne jeszcze coś innego. Przekonania nie są Tobą, to tylko takie okulary przez które patrzysz na świat. Wszystkie Cię ograniczają, i możesz je wymieniać, tak jak zwykłe okulary. Jeśli wierzysz w jakąś religię którą Ci wmówiono w dzieciństwie jako jedynie słuszną, chociażby Judaizm, to akurat to przekonanie podzieli Ci świat na swoich, wybranych przez Boga, i gojów, będziesz mieć dwubarwne, koszerne okulary. Przekonanie że cierpienie jest szlachetne i miłe Bogu miłości i dobra, a świat jest przeklętym miejscem gdzie rządzi Szatan, sprawi że będziesz wszędzie widział zło, a widząc dobro... po prostu go nie zauważysz. Tak jak codziennie nie zauważasz tysięcy rzeczy, gdyż widzisz tylko to, na co pozwalają Ci Twoje okulary. Jesli mi nie wierzysz, pomyśl o czerwonym fiacie panda, i nagle zauważysz je wszędzie. Gdybyś się nie skoncentrował na nim, nie zwróciłbyś na czerwone fiaty panda żadnej uwagi. Gdy myślisz o nich, nagle wszędzie je widzisz. Tak samo gdy myślisz że świat to złe miejsce, zawsze obok pięknego kwiatka zobaczysz psią kupkę, a zamiast zachwycić się pięknem zachodzącego słońca, zaczniesz się dołować jakimś wymyślonym problemem, a to że za niski, a to za wysoki, a to za gruby a to za chudy. A czas bezwzględnie płynie...


                             Twój penis jest...

 


Jeśli masz przekonanie że Twój penis jest mały, brzydki, a Ty jesteś kiepskim kochankiem, każda aktywność partnerki będzie dla Ciebie potwierdzeniem że jesteś beznadziejny.  A gdy partnerka Ci powie że jesteś super? nie uwierzysz, będziesz "czuł" w sobie że kłamie, mimo że nie kłamie i mówi prawdę. Twoje okulary Cię ograniczają, i mając jakiekolwiek nałożone na głowę, nigdy nie będziesz wolny. Póki co, nie zdejmiesz ich, to niemożliwe. Ale możesz je zmienić. Przekonanie że Twój penis jest brzydki, zły i maly, możesz zmienić na np. takie "Mój penis jest wspaniały, uwielbiam go wkładać w różne ciasne, wilgotne miejsca". Śmieszne, prawda? jasne że śmieszne. Ale czemu miałbyś nie mieć takiego przekonania? skoro możesz mieć takie że część Twojego ciała jest zła, to możesz równie dobrze wierzyć że jest dobra. Sprawi to że zaczniesz się czuć bardzo pewny siebie przy kobietach, nie będziesz niepotrzebnie tracił czasu na dołowanie się. Dla kobiety Twoja aura jest ważniejsza niż wielkość penisa, a wiesz że mężczyźni z dużymi prąciami, też są zostawiani na lodzie? czegoś zabrakło, większy członek nie wystarczył. Ale czy kobieta jest aż tak ważna? nie przyjacielu, Ty jesteś najważniejszy. To nie egoizm, po prostu masz tylko siebie, i tylko za siebie możesz odpowiadać. Kobieta może odejść gdy przestanie Ci się powodzić, albo dla kaprysu. Gdy zasypiasz, i umierając zamykasz oczy, zostajesz sam, nie ma nikogo, ani rodziny, ani Twojej żony... zawsze byłeś i jesteś sam ze sobą. Warto więc spędzić ten czas miło, przyjemnie, a nie katując się porównaniami do aktorów porno. Oni mają piękne kobiety, dobre pieniądze za seks z nimi, urocze plaże z falującym, szmaragdowym oceanem, a Ty masz... masz... masz mnie do poczytania raz na parę dni.

Gdy masz przekonanie że możesz dostać w twarz na ulicy, masz napisanie wielkimi literami na czole - tu uderz, proszę. Jeśli Ci się to nie podoba, zmień przekonanie, i zmień sygnał ciała jaki wysyłasz ku światu na "Jestem zawsze i wszędzie bezpieczny" nieważne dlaczego bezpieczny, po prostu skoncentruj się na bezpieczeństwie, poczuj w sercu i brzuchu taką ciepłą ufność która przegania wszelki lęk. Inni to momentalnie odbiorą, i każdy zinterpretuje Twoją dziwną pewność siebie po swojemu. Jedni pomyślą że może masz brata czy kolegów w mafii, inni że jesteś psycholem i zarżniesz nożem napastnika i jego rodzinę. Ale zanim zbudujesz takie przekonanie, minie wiele czasu, możliwe że wiele lat gdyż ten problem jest wielowarstwowy, czyli gdy ruszasz w sobie jedno przekonanie, okazuje się że jest ono połączone z innymi, to sieć wzajemnie reagująca. Do tego czasu, gdy odczuwasz na ulicy stres, przede wszystkim zwolnij, idź wolniej, i skoncentruj się na kolanach i stopach, poczuj masę swojego ciała. To wróci Cię z tego myślowego chaosu w który wpadłeś do stanu tu i teraz. Co ciekawe, nawet ludzie którzy całe życie trenują sztuki walki, potrafią się bać i prowokować, ten mechanizm jest niezależny od tego czy trenujesz 10 lat boks, czy też jesteś chudym, pryszczatym informatykiem który jedyne co trenuje, to nadgarstek na redtube.


Niektórzy próbują skompensować ten lęk, nabraniem masy ciała, i pakują na siłowni. Jeśli ktoś lubi rozbudowę swojego ciała, i traktuje to jako formę sztuki czy hobby, to wszystko jest w porządku. Jednak jeśli Twoim priorytetem jest ochrona przed zagrożeniem dzięki dużym mięśniom, jest to najgorszy możliwy wybór. Lepiej być szczupłym i mieć niewielką masę mięśniową, i trenować boks, niż być wielkim facetem z byczym karkiem. Dlaczego? do pakera podchodzą spróbować się na mieście ludzie, którzy umieją się bić, a ktoś kto umie zadawać ciosy zmasakruje człowieka który ma tylko masę i mięśnie. Natomiast gdy jesteś chudy, napastnik chce Cię pobić, ale ignoruje Cię, nie docenia, liczy na "jeden strzał", i nie podchodzi do Ciebie najlepszy, tylko w najlepszym razie średniak w grupie, jeśli w ogóle podejdzie. Jeśli trenujesz boks, ewentualnie zapasy, i nie zostaniesz zaatakowany z zaskoczenia, napastnik nie ma najmniejszych szans. Na ulicy z bokserem szansę ma tylko lepszy bokser, i ten kto wykorzystuje element zaskoczenia, jakiekolwiek sztuki walki typu karate czy kung fu albo krav maga w ulicznym starciu, nie są stworzone do ulicznej walki z bokserem gdzie dość szybko upada się na ziemię z wybitymi zębami i zmiażdżonym nosem. Paker po wszystkim nie ucieknie, chudy tak. Uciekający paker to  żałosny widok, uciekający chudy - niekoniecznie. Wystarczy 80kg i dobre treningi boksu plus nauczyć się nie prowokować, żeby praktycznie na ulicy nie było mocnego na takie zestawienie. Pompowanie się do większej masy nie ma praktycznego sensu. Masa ma sens na ringu, jednak w życiu liczy się także szybkość, ruchliwość przy ucieczce od noża, ucieczka na własnych nogach a także skok przez siatkę czy ogrodzenie, a także to że lekki facet może poza tym wszystkim chodzić po górach, wspinać się, i korzystać z wielu form rozrywki, czego paker przez swoją masę jest pozbawiony. Paker wzbudza lęk swoją wielkością, ale człowiek który trenuje boks czy kickboxing, wie że to nie ma znaczenia. I tylko tacy podchodzą żeby się sprawdzić, ludzie którzy to doskonale wiedzą, wskutek czego los pakera jest przesądzony.


Czytany 12735 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 kwiecień 2014 21:11
Marek

Zbyt piękny by płacić...

Komentarze   

 
0 # torty na dzień matki 2017-04-28 15:34
Howdy! This blog post couldn't be written any better!
Looking through this post reminds me of my previous roommate!
He continually kept talking about this. I'll send this information to him.
Pretty sure he will have a good read. Many thanks for sharing!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Najnowsze komentarze
asd