Najnowsze felietony

sobota, 30 czerwiec 2012 11:08

Lubię kobietki... często zmieniać :)

Napisał 

 

 

 

Pamiętam gdy chodziłem z moją ex dziewczyną pod arcydziełem Radzieckiej myśli architektonicznej, pałacem kultury, i przytuleni, w przerwach gdy się nie całowaliśmy (z języczkiem!)  rozmawialiśmy w monumentalnej, braterskiej aurze którą roztaczał przepiękny dar wąsatego towarzysza Józefa dla powstającej jak feniks z popiołów, Warszawie. Dwie ważne obserwacje - ogólnie jestem nieśmiały, w sklepie kilka razy gdyby nie urocze i uczciwe Panie ekspedientki, zostawiłbym pieniądze taki jestem oszołomiony, do dziewczyny na ulicy nie podejdę w życiu, a zwłaszcza do ładnej. Do brzydkiej też nie, bo i po co?


Gdy idę z fajną dziewczyną po mieście, zmieniam się w tryskającego energią i werwą samca, zanika wszelka nieśmiałość, opory, jestem komunikatywny jak po amfetamince. Druga sprawa - idąc po ulicy unikam wzrokiem innych Panów braci samców, oddalając możliwość trafienia na jakiegoś durnia, który połechtany wiarą w swoje siły potraktuje to jako wyzwanie, i mi spuści łomot, albo ja mu spuszczę i znowu będą mnie ciągali po sądach.


 Idąc z atrakcyjną, zgrabną blondynką dosłownie czuję jak w moje żyły wstrzykiwany jest testosteron. Też świadomie unikam prowokowania ludzi, ale czuję że jakby ktoś dotknął moją ukochaną, z prymitywną, jaskiniową rozkoszą dam mu od razu w pysk by ukazać swoją siłę płodnej samicy, pochwalić się partnerce swoimi genami tak jak indor napusza wole, a paw stroszy pióra. W mięśniach mam nadwyżkę mocy, a moje astmatyczne płuca przeobrażają się gdy jestem podniecony w miechy kowalskie, gotowe tłoczyć odżywczy tlen do ośrodka decyzyjnego, w slipach. Przeraża mnie to, gdyż doskonale wiem że taki stan świadomości w którym się znajduję nie jest dla mnie naturalny, jest sztuczny i bardzo zwodniczy, jest zwyczajnie mówiąc beznadziejny. Dlaczego nie potrafię być po prostu sobą? skąd takie niesamowite pobudzenie? moje kompleksy i słabości przeistaczają się w skłonność do dominacyjnych, agresywnych zachowań, zmieniają swój wygląd, podczas gdy ich natura jest taka sama - strach. Atrakcyjna kobieta pobudza moje geny, które szeptają mi w uszko "Maruś, puść nas w świat" i gdy wreszcie im ulegnę - "Ty świnio!" gdy lądują w lateksowej niewoli, czy brązowej jaskini miłosierdzia. Najpierw zachowuję się jak kogut w kurniku, a wszystko zawsze się kończy tak samo, siedzę przy kompie, i albo gram w HoI2 albo piszę coś dla moich czytelników, czasem coś mruknę o jedzeniu. Ot, zwykły facet na "zrzucie" testosteronowym.

                        Piekielny spacer...


W którymś momencie spaceru dziewczyna mi mówi, że nie mogłaby być z kimś całe życie, że to musi być koszmar i nuda. Bardzo mnie to zabolało, gdyż się w niej zakochałem, chciałem ją mieć tylko dla siebie, i juz wtedy zdawałem sobie sprawę że nie jest to dziewczyna dla mnie. Intuicja wiedziała swoje, a ja za wszelką cenę chciałem wierzyć w mrzonkę, tak bardzo mi się podobała - oraz to że faceci patrzą na mnie z podziwem, a kobiety z zazdrością na dziewczynę i na mnie z ciekawości, co ten facet w sobie ma że jest z taką dupą? wtedy też tak myślałem, co ja w sobie mam? pracowałem w bibliotece wojskowej, całymi dniami czytałem książki o Stalinie i Hitlerze, zarabiałem 700pln, jeździłem fiatem tylko na randki z braku paliwa a wszędzie indziej rowerem - co ja mogę jej dać? w seksie jestem średniakiem, pieniedzy nie mam, znajomości takich żeby czuła się oszołomiona szałowymi imprezami też nie mam, więc? oboje byliśmy ofiarami swoich pragnień i kompleksów. Jej jako dziewczynie która lubiła dyskoteki imponowało to o czym mówię, ile mówię, i na jaki temat, czuła się doskonale gdy tłumaczyłem jej wszelkie rzeczy które chciała wiedzieć, co nie dziwi gdy wziąć pod uwagę że gdy ona piękna szalała z chłopakami, ja jako emocjonalny pasztet siedziałem i czytałem całymi latami.


Niestety, większości z tego co mówiłem nie była w stanie zrozumieć. Nie chodzi o to że była głupia, nie była, ale żeby coś pojąć trzeba korzystać z łańcucha skojarzeń, znać pewne podstawowe pojęcia których nie znała. Momentalnie traciła koncentrację, gdyż wysiłek związany z wizualizowaniem pewnych pojęć, był za duży. Jej imponowała moja erudycja (z jej punktu widzenia spora, moim zdaniem średnia) a mi jej wygląd, oraz wabiący mnie do jaskini rozkoszy syreni, kuszący głos. Oboje sobie coś zabieraliśmy, oboje byliśmy złodziejami, żebrakami. Ja potrzebowałem poświadczenia mojej męskości, zdolności do posiadania pięknej kobiety skoro nie miałem ani dobrej pracy, ani pieniędzy - natomiast ona miała doła bo facet ją zdradził i rzucił, a mój głos potrafi koić ból i zapomina się na pewien czas o tym bólu w środku nas...

A więc spacerujemy, jest ciepła pogoda, we mnie rozgrywa się wewnętrzna walka, bo mam ochotę jej przylać, a z drugiej strony nie chcę pokazać że mnie to ukąsiło. Niby normalnie rozmawiamy z minutę czy dwie, a ja staram się stłumić wydostającego się ze mnie grzechotnika gniewu który boleśnie kąsa moje serce. Oczywiście nie udało się, tradycyjnie nie wytrzymałem próby cierpliwości, i wypaliłem jej swobodnym tonem że kiedyś przysięgłem sobie, że będę na poważnie tylko z dziewczyną która da mi w dupę. Teraz dziewczyna posmutniała, gdyż była wierzącą katoliczką i uznawała tylko seks bez prezerwatywy, i tam gdzie Pan Bóg to zaplanował, czyli w futrzaka i w buzię. Tyłek uważała za przeznaczony i zarezerwowany jedynie do mniej szlachetnych celów. I tak to zaczęło wszystko wyglądać, cios za cios. Kiedy jej powiedziałem że jako katoliczka powinna dawać tylko po ślubie, powiedziała mi że jestem żałosny i nic nie rozumiem, no bo do jasnej cholery, trudno mi było to zrozumieć. Jak w coś wierzyć to w całość a nie w wybrane fragmenty, a skoro wierzy się tylko we fragmenty dla nas wygodne, to nie jest katoliczką tylko półkatoliczką, albo cwierćkatoliczką. Któregoś razu gdy oddawaliśmy się nierządowi w zacisznej mej kawalerskiej alkowie, usłyszałem że mam małego. Moim zdaniem jest to niekonstruktywna krytyka, pominąłem ją więc z godnością wyniosłym milczeniem, nie omieszkając gdy już ją odwoziłem, poinformować że cenię sobie większy biust (miała mały) co doprowadziło ją do płaczu. Powinienem teraz napisać że posmutniałem, że wzruszyły mnie jej łzy smutku, ale nie - odczułem satysfakcję. Na deser dodałem że za 10 lat i tak będzie pasztetem, więc pomarszczony biust nic już nie zmieni, a będzie jej lżej chodzić bez ciężaru - czyli nie ma co płakać. Oczywiście płakała więcej, morze Bałtyckie łez, oraz dowiedziałem się nie pierwszy zresztą raz, że jestem emocjonalnie niedojrzałym gówniarzem.


Moja przyjaciółka gdy jej później o tym opowiadałem, powiedziała że trzeba było odpowiedzieć jak Kominek - na Ciebie wystarczy. Świetny tekst, szkoda tylko że zawsze jest tak, że dobre pointy przychodzą po fakcie, gdy zwykle jest już znacznie za późno na skuteczną kontrę.

Na następnej randce byłem szczerze zdziwiony że nie ma zemsty za ten biust, wszystko super, był taniec przy muzyce z radia, uśmiechy, pożądliwe spojrzenia, ale oczywiście nie doceniłem głębi kobiecej mściwości. Proszę sobie wyobrazić że gdy oddawałem się (z pełnym zaangażowaniem i szacunkiem) dziełu przedłużania gatunku ludzkiego, w tym szczególnie przyjemnym, ba! wytrzalowym momencie spektaklu, z chirurgiczną precyzją jeśli chodzi o czas, mój aniołek mnie zrzucił z siebie i orzekł że boli ją głowa wobec czego nie możemy kontynuować. Moja frustracja i wściekłość była bezdenna, mroczna jak smoła wylewana na Polskie autostrady. Dlatego też gdy ją odwoziłem, w środku drogi do jej domu na moście wysadziłem ją, oznajmiając jej że wraca sama bo mnie teraz boli głowa. Dwa tygodnie milczenia za karę.

Skończyło się jak zwykle, czyli totalną katastrofą. Zaczęła mnie unikać, wyłączała telefon, ja wariowałem ze strachu co się dzieje, czy nie miała może wypadku? i tak było kilka razy. Co ją rzuciłem, to się odzywała a ja mimo bluzgów których sam sobie nie szczędziłem, wskakiwałem w samochód i jechałem. Ale są granice których nie przekroczę - dowiedziałem się  (nie chcecie wiedzieć jak), że gdy znikała na tydzień i potem na kilka dni, wcale nie miała deprechy co mi wmawiała (i tak nie wierzyłem) tylko była ze swoim ex. Więc zerwałem, ostatecznie. I owszem, ciągnęło mnie do niej, ale czułem też obrzydzenie, a tego nie przekroczę. Potem ona chciała się spotykać, dać mi dupy na zgodę - ale już nie chciałem. Może inaczej, chcieć chciałem, ale nie mogłem. To tak jak z rzuceniem palenia, pierwsze dwa, trzy lata miałem ochotę na papierosa, ale nie zrobiłem tego. Lubię siebie za to, że gdy trzeba to jestem uparty jak kozioł. Muszę się też pochwalić Państwu. Moje koleżanki śmiały się ze mnie, gdy im się zwierzałem z moich problemów z Aniołkiem, one jako kobiety wiedziały co się dzieje, ja nie. Niemniej, moja przyjaciółka, bardzo zgrabna dziewczyna, rozebrała się przy mnie i chciała kochać, żebym zapomniał o Aniołku. Grzecznie podziękowałem, ponieważ oficjalnie się nie rozstałem z Anielicą. Tak moi drodzy Państwo, może jestem świnią, ale z zasadami. Nie rucham na boczku. Gdy zerwałem oficjalnie z Anielicą, z kwiatkami i czekoladkami (sam je zjadłem) zjawiłem się u mojej przyjaciółki, i dałem wyraz twierdzeniu że co się odwlecze to nie uciecze. Było BOSKO.

Czemu wam opisuję jedną z moich wielu klęsk miłosnych?

Każdy związek, szczególnie te nieudane i toksyczne uczą nas czegoś o sobie, pokazują ukryte wady, pragnienia, ambicje. W dobrym związku tego nie zobaczysz. Nie znaczy to że polecam wchodzenie w niedobre związki, ale gdy już tak się stanie że wylądujemy w gównie, zamiast narzekać na stracony czas - uczmy się. To ważna nauka siebie samego, najważniejsza jaka jest. Musisz na te wszystkie klęski spojrzeć innym okiem, okiem człowieka który pragnie poznać siebie samego. Nie Bogów, nie drewniane figurki, totemy i ołtarzyki - tylko samego siebie. Co Ci z poznania świętej książki, skoro nie znasz czytającego? najpierw Ty, potem wszystkie mity, bajki i legendy o gadających wężach i latających vimanach.

Gdy narzekasz że stracileś lata życia na coś nieudanego - to właśnie tracisz przez narzekanie. Każde doświadczenie Cię wzbogaca, czyni mądrzejszym, a mądrość daje Ci szczęście i poczucie wolności, którego nie zazna nigdy głupiec. Ten jest skazany na rozkosze dnia powszedniego - jedzenie kiełbaski, sranie i rypanie. Ulga duchowa tylko wtedy gdy nachla się wódki i znieczuli tak, że nie czuje tego ciężaru w sobie, tej beznadziejnej egzystencji. I za tę chwilę ulgi zapłaci srogą cenę w dyskotekowym, obryzganym kałem i wymiocinami klozecie.

                          Dzięki Aniołku...


Dzięki temu związkowi nauczyłem się wiele o sobie. Poznałem swoje kompleksy, ich siłę i zasięg oddziaływania na moje życiowe decyzje, swoje ambicje, pragnienia, ograniczenia i mocne punkty. Dostrzegłem moją wtedy bardzo niską samoocenę, którą opierałem na podziwie innych ludzi, a nie na zwyczajnym fakcie że jestem porządnym, fajnym facetem. Dowiedziałem się też że bycie piękną kobietą nie sprawia że jest się aniołem - kobiety są podstępne, kłamią, i potrafią być znacznie bardziej mściwe niż jakikolwiek facet. I za te lekcje dziękuję Ci blond aniołku. Oboje się raniliśmy, i używając swoich strategii postępowania chcieliśmy coś od siebie dostać. Gdy tego nie dostaliśmy, odsunęliśmy się od siebie tak jak umieliśmy. I udaliśmy się w świat kołatać by nam otworzono, szukać by znajdować...

Aniołek miał rację. To co potępiałem, teraz zaakceptowałem. Życie z jedną kobietą do końca żywota? wydaje mi się to horrorem. To co na tę chwilę mi się podoba, to sex z ładnymi kobietami bez ograniczeń, względnie związki bez zobowiązań. Żadnych poważnych związków, tylko korzystanie z rozkoszy. Oczywiście mam świadomość że mogę się zakochać, zapragnąć dzieci i ślubu - są sytuacje które przerastają mój rozsądek, i tracę kontrolę nad swoim życiem na rzecz emocji. Niemniej teraz, wydaje mi się to gehenną, gdyż na etapie na którym jestem, bezinteresowna miłość nie istnieje, jest biznes - sex, poczucie męskości, i za to zapłata związkiem, czy ślubem którego pragnie kobieta. Moja osobowość nie jest bezinteresowna, jest egoistyczna, i w tych warunkach wiem że mogę zaznać zakochania, zajebistego seksu, ale na pewno nie czystej miłości. Świat jest pełen słodkich kąsków, które pragnę skosztować, i nie widzę powodu dla którego miałbym za trochę seksu żenić się i płodzić dzieci. Trochę za drogo, a ja nie lubię przepłacać...

Marzę... ocean, fajni ludzie, dobra muza Buurena, Nadia, ATB i inni bogowie trance, surfing, spadochrony, żeglarstwo, weseli uśmiechnięci ludzie bez agresji, dobra zabawa, dobry seks... Pamiętam jak wyjechałem do UK na nielegalu pracować. Jakoś potrąciłem w kolejce do metra dziewczynę, i spodziewałem się albo krzyku, bluzga, ewentualnie w najlepszym przypadku zaciśniętych mściwie ust. A tu niespodzianka, dziewczyna się do mnie promiennie uśmiecha - byłem w szoku. Później jechałem piętrusem, i widziałem jak wsiada cholera wie co, niby facet, niby kobitka, ubrana w jakieś pióra i lateks, kurwa, co to ma być? nikt nie zwracał na to uwagi, w Polsce już by dostał wpierdol na przystanku. Potem dopiero zrozumiałem o co chodzi, tam ludzie są radośniejsi, bardziej tolerancyjni. Tu mamy ciemnotę sto lat za murzynami, ludzie po komunie są zupełnie wyprani z samodzielnego myślenia, tam się żyje z pensji, tu walczy o przetrwanie za 900 netto i głosuje na świnie w garniakach które dbają tylko o to, by sponsor ich kampanii wyborczej miał darmową siłę roboczą.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

A skoro już wspomniałem o świniach... coś się dzieje z radioaktywnością w Polsce. Media podają wzrost promieniowania w Polsce, w UE w trybie pilnym podniesiono 25 krotnie granice szkodliwości promieniowania. Coś się dzieje, dlatego na wszelki wypadek polecam rzadko wychodzić z domu, i brać małe ilości jodu, ja ze znajomymi bierzemy chrom plus. Oczywiście w tv uspokajają, ale pamiętam jak autorytety śmiały się że żadna chmura nie dotrze do nas z Japonii. Teraz poziom gwałtownie rośnie, wraz z napływaniem nowych chmur, które będą napływać być może jeszcze nawet kilka lat, tyle potrwa gaszenie reaktorów. Nie wiadomo jaki skutek będzie miało trwałe poddanie naszych ciał nawet małym dawkom promieniowania. Uspokajają że jod rozpada się po 8 dniach, ale tam nie ma tylko jodu... a teraz poważnie - jeśli ogłoszą że jest źle, sklepy będą szturmowane, na ulicach dojdzie do aktów przerażającej przemocy, policja i wojsko się rozpadnie, tam są też ludzie którzy mają swoje rodziny. Warto więc na wszelki wypadek się zabezpieczyć. Ja kupię rodzicom 100 litrów butelkowanej wody, 15 kg konserw żeby przeczekali dwa, trzy miesiące do czasu gdy nastąpi stabilizacja. Śmieszne? bardzo będzie śmiesznie gdy głodny wyjdziesz na ulicę coś kupić do jedzenia, i Cię zarżną zbrojne bandy walczące między sobą po tym gdy sklepy zostaną już okradzione ze wszystkiego. Byle promocja telewizorów czy karpii w realu (spójrz na youtube) sprawia że ludzie wpadają w obłęd, gdy ogłoszą że jest źle, będzie tysiąc razy gorzej. Na wszelki wypadek, zachęcam do tego, pamiętaj - jedzenie, woda, światło, sprzęt do bicia ludzi, to musisz mieć. Przezorny zawsze ubezpieczony.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Przy okazji pragnę podziękować dwóm Paniom, które skorzystały z opcji sponsoringu strony, i kopsnęły mi pieniądze na konto. Uprzejmie donoszę że pieniądze te przeznaczę na pomalowanie kawalerki. Chcę kupić farbę w kolorze nie pamiętam już, indiańki pled? taki łososiowy, troszkę może nieco ciemniejszy. Farba jest ścieralna, można czyścić ścierką ściany co jest bardzo ważne, bo tam gdzie mam łóżko ściana jest zmasakrowana piętami moich koleżanek, a sufit od worka cały niemal czarny. Ale jak wyczyścic te ściany? na jednej z nich odrywa się płat starej farby, ale mam czas, więc będę sobie robił. Podobno woda z szarym mydłem, ale jak zedrzeć starą farbę? wszędzie ją zrywać, skoro odrywa się tylko na jednej ze ścian przy drzwiach? wszystko pierdolnę tym kolorkiem, może jeszcze starczy pieniędzy na regalik nad łóżkiem? koniecznie muszę też kupić plakat Adamka, i duży zegar do przedpokoju. Zaszaleję, skoro ma być koniec świata, to ostatnie miesiące pomieszkam w czystym i schludnym mieszkanku.


Czytany 11798 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 kwiecień 2014 21:12
Marek

Zbyt piękny by płacić...

Komentarze   

 
+1 # malowanie ścian 2017-06-06 11:22
Bardzo ciekawe ujęcie tematu. Niestety nie mogę zgodzić się ze wszystkimi
stwierdzeniami.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+1 # Ekipa Remontowa 2017-06-27 19:35
Bardzo mi się podoba powyższy artykuł.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
+1 # szpachlowanie Sufitu 2017-06-27 23:14
Super artykuł. Chętnie będę się przyglądać kolejnym wpisom autora, bo zapowiada się nieźle.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Najnowsze komentarze
asd