Najnowsze felietony

sobota, 29 wrzesień 2012 14:06

Ssanie i błogość

Napisał 
Niemowlę żeby przetrwać, potrzebuje ssać z pięknej, pełnej mamusinej piersi mleko. To oczywista oczywistość, pokarm, gwarant życia. Kiedy więc dziecko jest głodne, wrzeszczy i płacze, a kiedy napełni brzuszek gulgocze słodko i zasypia ukojone, zadowolone; najchętniej wtulone w ciepłą i pachnącą mamusię.


Głód to stres, organizm czuje się zaniepokojony brakiem paliwa, więc do gry wchodzi układ hormonalny, i zalewa nas hormonami niezadowolenia; czujemy się źle, ciężko, odczuwamy niepokój. To bodziec by szukać jedzenia, odwieczny i prymitywny impuls, dzięki któremu ludzkość przetrwała mroki dziejów. Dla ludzi dorosłych nie jest to tak duży stres, zawsze można coś kupić w sklepie, ewentualnie wygrzebać w śmietniku na dryfującej wśród fal kryzysu, zielonej wyspie dobrobytu; jednak niemowlę skazane jest całkowicie na pierś mamusi, względnie butelkę. Nie może chodzić, w żaden sposób nie może zdobyć jedzenia, jest całkowicie ubezwłasnowolnione i na łasce rodziców. Stąd głód jest potwornym, koszmarnym stresem, sprawiającym że matce na dźwięk jego rozpaczliwych krzyków, włosy stają dęba, cierpnie skóra i adrenalina zalewa oczy. Dobra i troskliwa matka śpieszy się z cycusiem, by słodki bobasek, młody Hitler czy Stalin, odczuł sytość i zadowolenie, by przestał krzyczeć; i cierpieć.


Autostrada życia...


Ssanie z cycusia rodzi błogość, zadowolenie, a nade wszystko; zmniejszający się wraz z sytością, początkowo bardzo nieprzyjemny i silny stres, rozpacz, bezradność, cierpienie. Te dwutorowe oddziaływanie, jest odczuwane i sklasyfikowane jako wielka przyjemność, największa z istniejących. Układ hormonalny zalewa nas endorfinami, w nagrodę za dostarczenie paliwa do boskiej maszynerii ciała. Ból i rozkosz, nasi bezwzględni treserzy, nasi bogowie i nasze przeznaczenie na ziemi, tej ziemi. I teraz spójrz na palaczy, albo jeśli sam nim jesteś; na siebie, na swoje reakcje. Papieros gdy go ssasz, pociągasz, sprawia że znika stres, wyluzowujesz, zwalniasz na pełnej dziur, polskiej autostradzie życia... myślisz że to zasługa nikotyny? a gdzie tam. Wracasz podświadomie do dzieciństwa, do poczucia wszechogarniającej błogości gdy znikał stres, a Ty zasypiałeś zadowolony, szczęśliwy, przytulony do mamy. Nikotyna pobudza organizm, ale w negatywny, nieprzyjemny sposób. To wcale nie ona jest źródłem przyjemności.


Coś o tym wiem, paliłem kilkanaście lat. Palenie to był mój sposób na stresy i cierpienie, ale nie tylko mój; poznałem wielu ludzi, zwłaszcza Pań, które lubiły sobie dobrze zajarać; np. po przytulaniu ze mną... palenie rzucałem ze strachu o pogarszające się zdrowie; czasem brakowało mi oddechu, czułem jakbym oddychał przez naprawdę cienką słomkę. Nie było moją motywacją polepszenie jakości mojego życia, nie kierowałem się żadną szlachetną intencją, po prostu bałem się że trafię w końcu do szpitala. Mój ojciec ma astmę i rozedmę, jest inwalidą przez chorobę płuc, więc czynniki genetyczne na pewno sprzyjały przyśpieszonemu chorowaniu. Nie chciałem iść tą drogą, bałem się cierpienia, niemocy, zwłaszcza że już wtedy zaczynały się problemy z brzuchem. Proszę zauważyć jak potężną miałem motywację; czekała mnie sprawa w sądzie gdzie mogłem trafić pod celę, nie miałem pracy, zero pieniędzy, miła seks znajoma kopnęła mnie w cztery litery, a mój brzuch wariował; już się zaczęły problemy z wyjściem na zewnątrz, które dopiero za kilka lat pokazały mi, co znaczy porządnie dostać po pysku od życia. W tych problemach z którymi nie dawałem sobie rady, bardzo pomagał papieros. Jak sobie zapaliłem na balkonie przy dobrej książce, to od razu czułem się lepiej; taki przytępiony, odseparowany na chwilę od realności, lęków, problemów. Już od rana kiedy się budziłem, marzyłem o jednym czerwonym sobieskim. Tak na rozbudzenie, przyśpieszenie myśli; żeby miło zacząć dzień. Jednak zawsze miałem zasadę, najpierw śniadanie, później nagroda, oczywiście w postaci papierosa. Na czczo po papierosie kręciło mi się w głowie, odczuwałem mdłości. Po śniadaniu i ciepłej herbacie, miałem znacznie lepsze doznania; w trakcie palenia, ponieważ po nim obojętnie czy coś jadłem czy nie, czułem się jak szmata.


Niedossany bibliotekarz


To jest jak wahadło, pchnięte oddala się od nas, by niebawem do nas wrócić; chwila luzu i uspokojenia, a później okropny smród którego nie znosiłem (jak paliłem na klatce schodowej, zmieniałem całe ubranie łącznie ze skarpetkami) kapeć w buzi, a lęki? wracały truchtem na swoją melinę w mojej głowie. Strach przed inwalidztwem był tak silny, że rzuciłem palenie. Do tej pory, nawet buszka nie wziąłem; niemniej cierpienie było straszne. Znajomi chętnie częstowali mnie papierosem, jak nigdy przedtem. Nigdy nie uległem; i owszem, miałem ochotę, ale czy to nie upodlenie i brak charakteru, jeśli człowiek widzi że walczę z nałogiem, i chce mnie znowu w niego wtrącić? to mnie ratowało, motywacja: "nie dam takiemu człowiekowi satysfakcji". No cóż, oni nadal palą, ja nie. Nie chciałem żyć, w każdy ranek miałem depresję, rozpacz. Dużo mi pomogła jednak praca; ciocia mi załatwiła fuchę w bibliotece wojskowej, gdzie w chwilach bez biegania z książkami, mogłem się oddać swojej pasji, czytaniu i historii drugiej wojny światowej. Rok trwała ta gehenna (z czego pierwsze pół roku, mam mgłę w pamięci) ale przetrwałem. Żaden stres nie może trwać bezustannie, inne z czasem narastające bodźce, skutecznie go wyciszają. Nic nie trwa wiecznie, wszystko mija. Palenie ode mnie odeszło, jak kolejna ex, natomiast lęki były nadal.


Dlatego pragnę byś zrozumiał; palisz bo pragniesz powrócić do tych chwil, gdy odczuwałeś taką głęboką błogość, uspokojenie, radosny i spełniony sen. Nie pamiętasz tych chwil, ale one są w Tobie, w podświadomości. To jak z piorunem, prądem, ogniem albo wodą. Jeśli w niemowlęstwie "kopnie" Cię prąd, oparzysz się, przytopisz czy będziesz świadkiem rozszalałej burzy, nie będziesz tego pamiętać, ale na sam widok tych bodźców, poczujesz silny skurcz strachu. Nic nie musisz pamiętać, i niemal nikt nie pamięta; jednak podświadomość działa, ostrzega przed zagrożeniami których doznaliśmy, i ciągnie ją do rozkoszy których kiedyś zaznaliśmy. Ciepła pierś mamy dawała Ci odżywczy pokarm, papieros daje Ci złudzenie powrotu do błogości, ale coś za coś; proteza błogości zatruwa, niszczy ciało i Twój umysł. Jeśli skojarzysz żałosną namiastkę błogości z cuchnącym dymem papierosa, masz spory problem. Oczywiście, możesz zajarać, głęboko się zaciągnąć, i śmiać z tych słów. Co ten facet chrzani? palę bo lubię! zresztą przestanę kiedy zechcę! jasne... Ale przeczytaj je po wypalonym papierosie, czy czujesz jakie to wszystko jest żałosne? Ludzie pragną błogości i miłości, ciepła i bezpieczeństwa, uznania; i żeby to osiągnąć palą, piją, ćpają, robią szalone rzeczy by zdobyć odrobinę podziwu. Wchodzą w chore, toksyczne związki, przyjaźnią się z fałszywymi ludźmi dla splendoru... a w tle jedno pragnienie, jedna wizja.


Kiedy rozmawiam z kobietą, patrzę w oczy rozmówczyni, i rzadko kiedy słucham co do mnie mówią; widzę te niemowlę które wyrosło na dużą, dojrzałą kobietę z dużymi oczyma, i nadal w sobie nosi niedossanie, niedobór miłości i akceptacji. Ty mi mówisz czego ode mnie chcesz, a ja wiem że kłamiesz. Ty wcale tego nie chcesz. Coś zupełnie innego da Ci spełnienie. I jako terapeuta, ssaczy coach, rozpinam rozporek...

Czytany 11441 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 kwiecień 2014 20:57
Marek

Zbyt piękny by płacić...

Komentarze   

 
+1 # Sebo 2012-09-29 16:54
Sama końcówka felietonu miazga :lol: Ja na szczęście nigdy problemu z paleniem nie miałem, bo nękałyby mnie wyrzuty sumienia, że zatruwam swój organizm. Teraz jak trochę przeszarżuję z alkoholem to mam wyrzuty sumienia i świadomość, że wlewałem w siebie truciznę.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Vincent 2012-09-29 17:01
Dla mnie zawsze palenie papierosów było (nie obrażając nikogo) najwiekszą ludzką głupotą. Nie dość że wtapia się w to mnóstwo pieniędzy, to nałóg ten jeszcze rujnuje zdrowie, cerę, zęby i ogólną kondycję. Ale wiem, że niektórzy ludzie pomimo że chcą rzucić, to przychodzi im to z ogromnym trudem. Ja w swoim życiu wypaliłem jednego szluga jak miałem 17 lat i nigdy więcej tego nie zrobię :-) A już od Pań palących stronię najbardziej.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Afrodyta 2012-09-29 19:16
Z dwojga złego wolę palić. O ile chęć na papierosa zanika dosyć szybko, to ile można znosić objawy detoksykacji? Dniami, tygodniami, ale nie miesiącami, proszę Was. Dlatego mnie zawsze pokonywały męki i bóle, które po pełnym ukojenia dymku zastawiały mnie w spokoju. :P alę bo muszę :P
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Vincent 2012-09-29 19:40
A u mnie jedyną rzeczą od której jestem uzależniony (poza książkami) są...orzeszki solone :P I już nawet nie walczę z tym nałogiem, bo wiem że zawsze polegnę:P:P Przy czym nie jem żadnych innych słonych przekąsek (paluszki, chipsy itp), tylko orzeszki hurtowo wpierdalam :-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Joker 2012-09-29 20:56
Każdy nałóg działa identycznie ,ciągle Ci mało chcesz więcej papierosy ,alkohol,waleni e konia czy pornografia.Jeś li chcesz się wyzwolić z któregoś z to musisz być niezwykle silny psychicznie ,mi pomógł Bóg ale jeszcze nie końca się uwolniłem ba...jestem na dobrej drodze ,najważniejsze w tym wszystkim to poznać ten mechanizm nałogu im więcej go poznasz tym bardziej przejmujesz nad nim kontrole...a później to już prosta droga do uwolnienia co nie Marku??
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # dance 2012-09-30 12:37
Boga bym w to nie mieszał ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Marek 2012-09-30 22:59
Jeśli idea Boga pomaga, to można ją wmieszać, nawet trzeba. Jeśli widzę że ktoś mocno wierzy, to w trakcie terapii zawsze bezwzględnie to wykorzystuję. Problem w tym, że ludzie mają obraz Boga niby ok, ale w środku to despota i krwisty dyktator :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Marek 2012-09-30 22:58
Joker, poznanie mechanizmu nałogu to nie koniec problemów. Ja np. znam powody swoich słabości, a nadal są. Rozwijanie miłości i szacunku do siebie, do swojego ciała - tu leży klucz do sukcesu.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # faith no more 2012-09-30 22:05
czytam te twoje arty zawsze z wypiekami na twarzy. odwalasz kawal dobrej roboty. co do tekstu; koncówka miszcz!!!:)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Marek 2012-09-30 22:59
Cytuję faith no more:
czytam te twoje arty zawsze z wypiekami na twarzy. odwalasz kawal dobrej roboty. co do tekstu; koncówka miszcz!!!:)



Dziękuję. Terapeutyczne zakończenie :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Joker 2012-10-01 09:40
Masz racje... Im większy szacunek do siebie tym większy dla kobiet i wogle ludzi...Widział em komentarz że Boga do tego nie mieszaj? OK to nie Boga wina że ktoś siedzi w jakimś gównie ale zawsze można go poprosić o pomoc...Marku masz racje większość ludzi maja taki obraz Boga jako sukinsyna itd dlatego z nim walczą...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Joker 2012-10-01 09:46
Spotkałem się też z wieloma takimi sytuacjami gdzie ludzie nie akceptują siebie np chłopak chce wyglądać bardziej męsko a nie wygląda i tu upatruje swoje problemy z kobietami na przykład...myśl ę ze to nie mięśnie dają poczucie wartości a Twoja głowa bo w niej tkwi cale zaklęcie...Chod ź można sobie na siłownie pochodzić (ja to robię) ale nie upatrywać w swoim ciele całego JA tylko akceptować je takim jakie jest...prawda?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Najnowsze komentarze
asd