Najnowsze felietony

sobota, 21 lipiec 2012 00:28

Miłość. Czyżby?

Napisał 

 

 

 

Życiowym celem kobiety jest urodzić dziecko. Jest tak w przewa­żającej większości przypadków, a nieliczne wyjątki, jak mawia przy­słowie, potwierdzają regułę.

 

Dziecko wymaga olbrzymiego nakładu finansowego i czasowego. Podczas dziewięciu miesięcy ciąży mobilność kobiety jest znacznie ograniczona, pojawia się ryzyko unieruchomienia w przypadku zagro­żenia ciąży, a zanim dziecko podrośnie, by mniej więcej samo sobie radziło w większości spraw, czyli do 12 – 14 roku życia, trzeba się nim intensywnie zajmować. Później też trzeba, jednak bardziej finansowo niż czasowo, ubrania, komputer, gadżety, szkoła, studia, książki, może samochód czy mieszkanie, żeby dziecko miało dobry start w życie, o ile rodziców na to stać. Dziecko, patrząc z materialistycznego punk­tu widzenia, jest gigantyczną inwestycją. Aby kobieta mogła unieść jej brzemię, potrzeba męża, ojca, mężczyzny. Osoby, która może za­robić na rodzinę albo dołożyć się do kosztów, ochronić ją fizycznie (przeważnie mężczyzna jest znacznie silniejszy), stać autorytetem dla dziecka i swoją męską ręką wskazywać moralną ścieżkę wśród dzi­kich, trujących krzewów młodzieńczej dekadencji.

 

I teraz proste, wręcz matematyczne równanie. Skoro dziecko jest marzeniem i celem życia, trzeba koniecznie poznać mężczyznę, który ułatwi osiągnięcie tego celu, czyli zapewni poczucie bezpieczeństwa potrzebne dla przeprowadzenia tego procesu, jakim jest posiadanie wła­snego dziecka. Poczucie bezpieczeństwa staje się priorytetem, najważ­niejszym celem. Mityczne poczucie bezpieczeństwa to przede wszyst­kim nie pieniądze, ale wierny facet. Co z milionów, skoro po chwili mi­lioner się zmyje, zostawiając zbrzuchaconą, płaczącą kobietę? Pierwszy warunek to wierność, czyli bycie przy kobiecie, gdy zbrzydnie i utyje po porodzie, gdy dziecko urodzi się chore... drugi warunek to pieniądze, gdyż to pieniądze dają pieluszki, meble, mieszkanie, ubranie, i zapew­niają dziecku przyszłość. Są to oczywiste sprawy.

 

Sprawa jednak troszeczkę się komplikuje. Natura tak wszystko za­projektowała, że dziecko najzdrowsze jest wtedy, gdy ma wymieszane geny mamusi i zdrowego mężczyzny, ale nie tylko zdrowego, lecz takiego, który daje sobie radę w życiu. Naczelnym prawem natury jest ginięcie słabych form życia i przetrwanie najsilniejszych, takich, które najlepiej umieją się przystosować do warunków zewnętrznych. Kobieta to wie intuicyjnie i genetycznie, dzięki czemu chce, by jej dziecko miało możliwie największą szansę na przeżycie i sukces w życiu. Silne geny kobieta wyczuwa, obserwując zachowania męż­czyzny. Mężczyzna, który sobie zawsze radził w życiu, to od tysięcy lat agresywny facet, a agresja bierze się z testosteronu. Agresja wi­doczna nie w zachowaniu, a ciele mężczyzny jest niezwykle pocią­gająca dla kobiety. Silny samiec małpy w jaskini, nasz prapradziad zapewniał jedzenie i przetrwanie. I tak Paniom zostało w genetycznej pamięci do dzisiaj. Testosteronowy genetyczny ideał to śmiały podry­wacz, bawidamek, osoba pełna energii i niebojąca się ryzyka. To jest najlepszy model przeżycia utrzymywany w genetycznej pamięci od tysięcy lat. Gdy kobieta widzi śmiałego, pewnego siebie mężczyznę, który daje jej udko mamuta do zjedzenia, wesoło błyskając żółto-brą­zowymi zębami (teraz kwiatek) czuje silne podniecenie seksualne, które dzięki lekturom romansów (a dawniej opowieściom starszych kobiet z plemienia czy stada) utożsamia z miłością. W zależności od charakteru i wierzeń (każda kultura ma swoje wierzenia, kiedy kobieta może iść do łóżka z facetem i nie będzie uznana za dziwkę) odda mu się. I tu powstaje kolejny problem. Facet wypełniony testosteronem chce walki, zdobywania, więc nie zaspokoi się jedną kobietą. Zdra­dy, awantury, ucieczka od ciężarnej kobiety czy też nieszanowanie jej w późniejszym okresie to codzienność. Gdy mężczyzna chce sek­su, jest szarmancki, grzeczny, uroczy, obiecuje wspaniałe życie... gdy kobieta po ciąży przypomina nosorożca, zanika u niego ta potrzeba, ponieważ zdobyta kobieta już go nie podnieca. Ale tam nigdy nie było szacunku, była tylko ambicja „zaliczenia”, żądza i chęć jej zaspokoje­nia za wszelką cenę. Oto trzy podstawowe potrzeby kobiety.

 

  1. Wierność. Potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa przez obecność zaangażowanej w dziecko i małżonkę osoby.

     

  1. Pieniądze. Możliwość zapewnienia dziecku normalnej egzystencji.

     

  1. Potrzeba silnych genów, by dziecko było silne i zdrowe.

     

Proszę spojrzeć, jak te trzy podstawowe pragnienia „gryzą” się ze sobą. Dostarczyciel genów z punktu trzeciego nie jest wierny, nie może, skoro rozpycha go energia, a żona utyła w trakcie ciąży z winy „genów”, jak twierdzi. Od wieków więc kobiety, używając swoich strategii, działają w jedyny możliwy sposób, pobierając się z wierny­mi, nieśmiałymi, z dobrym serduszkiem i w zależności od sytuacji bo­gatymi czy zamożnymi facetami, a realnym ojcem dziecka jest mocno owłosiony listonosz czy kuracjusz w sanatorium astmatycznym.

 

Jak upewnić się, że wierność jest prawdziwa? Kobieta zdaje so­bie sprawę, że mężczyzna może kłamać, udając wiernego, więc jak zapewnić sobie wierność mężczyzny? Tu jest tylko jedna realna moż­liwość. Kandydat na męża i ojca musi być nieatrakcyjny fizycznie. Jest to jedyna możliwa gwarancja wierności, a innej po prostu nie ma. Facet przystojny i nieśmiały, może stać się śmiały, ale facet ni­ski i brzydki nie stanie się przystojnym, przynajmniej na obecnym poziomie chirurgii plastycznej. Małżeństwa to przede wszystkim gra, w której centrum jest dziecko. I to o nie wszystko się rozbija, i tak zawsze było, jest i będzie. Dzięki temu ludzkość przetrwała, rozwinę­ła się w każdy możliwy sposób. Wszystko, co obserwujesz w grupie ludzi, to strategie, których celem jest potomstwo. Pięknie tańczące sa­motnie na dyskotekowym parkiecie dziewczyny to nie krejzolki, a ko­biety poddane prymitywnemu imperatywowi, by pokazać się samcom i być pożądaną, wybraną przez najsilniejszego z nich. Ładne ubieranie się to jak najbardziej wykasowanie kobiecej konkurencji w zdobyciu samca, wszystkie zabiegi kosmetyczne, odsysanie tłuszczu, pierścion­ki, kolczyki... to wszystko jest dla nas, mężczyzn, by nas zachęcić do spłodzenia potomstwa.

 

To, co opisałem powyżej, to uwarunkowania biologiczne. Są jeszcze społeczne, które zakładają, że kobieta chce czuć się nawet jeśli nie lepsza od koleżanek, to na pewno nie gorsza, chce pokazać, że ma szanowanego i wykształconego męża, chce dowartościować się w ten sposób. Młoda dziewczyna będąca punkówą wybierze pun­ka, bo czuje, że ten ją rozumie, jest z jej grupy towarzyskiej, przez co staje się jej bliski, w końcu słuchają tej samej muzyki. Są też jesz­cze uwarunkowania psychiczne, które sprawiają, że szuka się pew­nej bliskości intelektualnej, a także uwarunkowania duchowe, które są wcale nierzadkie i niewiele o nich wiemy, tłumaczy je wspólna karma obu ludzi łącząca silniej niż wszelkie inne uwarunkowania i pewnie szereg innych rzeczy nam nieznanych.

 

O co chodzi...

 

Ale o co mi właściwie chodzi? Jak mawia słynne przysłowie, jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Oczywiście, uwiel­biam pieniądze, jednak w tym wypadku chodzi o coś innego, o to, jak patrzysz na życie. A ludzie lubią patrzeć romantycznie. I tam, gdzie następuje biologiczna współpraca w celu powołania nowego życia (małżeństwo, związek), widzą miłość, której tam nigdy nie było. Twoim celem jako mężczyzny jest spłodzić dziecko, a Twoim celem jako kobiety jest to dziecko urodzić. Na ten czas ma być super, i o to znowu zadbała natura. Czytałem, że hormon miłości (sprawiający, że czujemy wielkie szczęście, ekstazę i uniesienie, czyli naturalny narkotyk) może być wydzielany do dwóch lat. To wystarczający czas, żeby doszło do spłodzenia dziecka nawet u ludzi wyznających konserwatywne wartości. Ile można wytrzymać na samym tylko ca­łowaniu i pieszczeniu obsypywanej ognistymi pocałunkami rączki? Prawdziwy mężczyzna nie wytrzyma, ku wielkiej rozkoszy kobiety, szczęśliwej, że to nie ona złamała zasady religijne... winny jest fa­cet, jak zwykle. A co potem? Potem jest jak zawsze. Opada stężenie narkotyku we krwi i widzisz nagle obcą osobę, której przysięgałeś wierność do grobowej deski. Jeśli masz szczęście, coś czujesz do tej osoby, ale jest to szczęście w nieszczęściu, ponieważ Ty czujesz a Twojej żonie też opadł poziom narkotyku we krwi... jeśli masz wielkie szczęście, oboje coś czujecie i na tej podstawie można coś zbudować. I teraz spójrz na stare małżeństwa, ile tam jest ciepła, życzliwości, miłości? Są wrzaski, wypominki, nienawiść. Oboje się obwiniają o brak szczęścia w życiu, oboje uważają, że druga strona zmarnowała im życie. Tak to zawsze jest, gdy są dwie osoby, które nie dają, bo nic nie mają, a chcą tylko brać. Jeśli brak Ci w życiu mi­łości, szukasz jej u ludzi, oni też jej nie mają, więc szukają u Ciebie. Kończy się to wszystko zawsze wielką nienawiścią. Nikt nie pomy­śli, że można pokochać siebie i dać samemu sobie tę miłość. Gdy szukasz miłości, jesteś żebrakiem i złodziejem, chcesz coś wziąć od kobiety czy mężczyzny. I oburzasz się, gdy tego nie dostajesz, bo tego tam nie ma, i nigdy nie było.

 

Wiem, co mi powiesz. Znasz supermałżeństwo. OK, ale przyjrzyj się dokładnie, jak sam się kryjesz przed ludźmi, by nie poznali Two­ich słabości, skąd więc wiesz, czy to „supermałżeństwo”, które się tuli do siebie jak gołąbki, gdy zniknie z Twoich oczu, nie okłada się pięściami? Może tak, a może nie. Przypomnij sobie jednak, ile razy Ty udawałaś, że jest lepiej, niż w istocie się czułaś...

 

Twoim celem jest potomstwo, to, co dalej, toczy się jedynie siłą bezwładu. Natury nie interesuje Twoje szczęście, naturę interesuje jedynie, żebyś miał dzieci. Ale nie tylko. Spójrz na swoją kobietę, czy ona Cię naprawdę kocha? Jest miła, uczynna... musi taka być, ponieważ wtedy też jesteś miły, kupujesz jej różne rzeczy. Ale skąd wiesz naprawdę, co czuje? A jak kocha, to konkretnie za co? Kocha Twoje ciało? Twoją inteligencję, poczucie humoru? A może kocha poczucie, że dobrze zarabiasz i nie musi się martwić pieniędzmi? Może kocha Cię, ponieważ związek z Tobą ją dowartościowuje przed rodziną, koleżankami? Może za Twoją dobroć? Może udaje, że Cię kocha, ponieważ czuje, że nikt jej nie zechce i tylko z Tobą może być? To bardzo ważne, byś wiedział czemu Twoja kobie­ta jest z Tobą. I nigdy się tego dokładnie nie dowiesz, niestety, a może to i dobrze?

 

Znane są przypadki, kiedy mąż traci cały majątek albo po wypad­ku traci zdolność zarobkowania i atrakcyjność cielesną (np. ampu­tacja) i żona natychmiast go opuszcza. Są też analogiczne przypad­ki, kiedy małżonek ucieka. Tego nie można przewidzieć, ale można i nawet trzeba spróbować się dowiedzieć. A jak? Obserwacja rodzi­ców dziewczyny wiele Ci powie, mówi się, że dziewczyna będzie identyczna jak mamusia, i jest w tym sporo prawdy. Wiadomo na pewno, że biedna dziewczyna może mieć interes w związku z Tobą, więc lepiej mieć zamożną dziewczynę. Jest takie powiedzenie, jaką wybrać kobietę, ładną czy brzydką? A co wolisz – jeść gówno same­mu czy tort z kolegami? Wiadomo na pewno, że żeniaczka z kobietą, która miała w rodzinie choroby psychiczne czy poważne choroby jest obarczone ryzykiem. Proszę mnie nie potępiać – sam chciałem mieć swego czasu dziecko z kobietą, która miała najgorsze stadium cukrzycy, byłem zakochany po uszy, i dzięki Bogu dostałem kosza. Choroby w rodzinie to duże ryzyko i za 10 lat może się okazać, że zamiast pikników z dziećmi nad jeziorem, chodzimy do szpitala pa­trzeć, jak nasza ukochana kobieta gaśnie. To zbyt poważna sprawa, by poddawać się emocjom i zakochaniu, szczególnie że dziecko jest najważniejsze i może się to na nim bardzo boleśnie odbić. Na ten czas nie chcę mieć dzieci, ale jakbym miał, byłoby najważniejsze na świecie, ważniejsze od kobiety. Kobieta sobie znajdzie innego faceta, dziecko sobie samo nie poradzi.

 

Ja pragnę tylko jednego – chcę, byś zrozumiał, że związek jest two­rem, w którym władzę ma natura i jej wielki cel, jakim jest rozmnażanie za wszelką cenę, dlatego zachowuj ostrożność, świadomość, i pamiętaj, że balansujesz na krawędzi... w grze w związek, którą podejmujesz, nie grasz Ty, nie gra Twoja kobieta, grają siły natury, których celem nie jest Twoje szczęście tylko rozmnażanie za wszelką cenę. Jeśli wrzucisz dziewczynie pigułkę gwałtu do drinka na dyskotece i ją zgwałcisz, zła­miesz prawo i słusznie pójdziesz do więzienia, gdzie chłopaki spod celi odkryją przed Tobą uroki męskiej, szorstkiej miłości. Jeśli natura naćpa Cię endorfinami na widok ładnej, młodej dziewczyny, to jest to miłość i wielkie szczęście, które można po kilku latach zaobserwować na sa­lach sądowych, gdzie przed Twymi zszokowanymi i zdumionymi ocza­mi myszka z płaczem łka, jak ją gwałciłeś i torturowałeś psychicznie, i za to, co przeżyła, musi mieć Twój dom, oszczędności i samochód... Jeśli myślisz, że masz jakiegoś asa w rękawie, to przykro mi Ci to po­wiedzieć, ale nie masz nic, jesteś golasem. Nie wiesz, skąd biorą się Twoje sympatie i antypatie, skąd się biorą Twoje myśli, nie wiesz, skąd Ty się wziąłeś ani gdzie pójdziesz po śmierci, jeśli gdzieś się w ogóle idzie. Pamiętaj o tym, że jesteśmy tylko pionkami na szachownicy ży­cia. Nabierz więcej pokory, bo na niej zawsze się zyskuje.

 

 

Czytany 12243 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 kwiecień 2014 21:03
Marek

Zbyt piękny by płacić...

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Najnowsze komentarze
asd